Forum THESAURUS
wykrywacze metali , poszukiwania skarbów, eksploracja, kolekcje

Dookoła Nauki - Nowe technologie i trendy

sovereign2000 - 2011-01-28, 02:10
Temat postu: Nowe technologie i trendy
Wszystkie ekrany będą dotykowe. Pojawią się ekrany hologramowe i stereoskopowe.


http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related


Sony : nowy kontroler >


http://www.youtube.com/wa...feature=related

GrzegorzB - 2011-01-28, 03:33

Sony i Microsoft RAZEM sprzedają tyle konsol do gry co Nitendo :-D Ich ostatnie innowacje polegają na skopiowaniu tego co Wii ma od samego początku.

Wielu ludzi kupuje sobie PS3 żeby "pograć i oglądać filmy na blu ray na jednym urządzeniu". Ci sami ludzie kupują też często telewizory LCD, bo "plazmy żrą mnóstwo prądu". Tymczasem np PS3 pierwszej generacji podczas odtwarzania filmu blu ray pobiera 200W mocy czyli tyle co współczesna 42 calowa plazma. Dla porównania zwykły odtwarzacz blu ray Samsunga pobiera 25W. Sony dpstrzegło problem i udało im się zejść z poborem mocy do,,, 100W co jest nadal 3-4x więcej niż zwykły odtwarzacz blu ray.
Tyle w kwestii nowoczesnych technologii 8-)

Van Worden - 2011-01-28, 08:54

Sovereign - przedstawiasz jako nowinkę coś co Sony zaprezentowało na targach ponad rok temu? :-o Teraz masz to już w standardzie PS3. Precyzja nie jest wcale odczuwalnie lepsza niż w WII za to mamy zdecydowanie lepszą grafikę 8-)
sovereign2000 - 2011-01-28, 14:25
Temat postu: Nowe technologie i trendy.
Tak , nie jest to nowinka > na targach , a ciekawostka na forum.

Nawiasem mówiąc mam PS3 i Wii (sprzedałem XBox360)
Tak jak pisze GB , PS3 robi głównie za odtwarzacz blu-ray.
Wii jest dobry do ... treningu (kto zgadnie jakiego ?)

Dłuższa prezentacja korzystania z dotykowego ekranu , szczególnie ciekawa prezentacja nowej jakości w studiowaniu map > filmik : od 5min.50s.

http://www.youtube.com/watch?v=UcKqyn-gUbY

GrzegorzB - 2011-01-28, 14:30

I to jest to, dzięki czemu PS3 się w ogóle sprzedają :-) Do oglądania filmów (zanim ktoś nie dostanie rachunku za prąd i nie wyśledzi przyczyny), do kolekcjonowania fotek. No i do grania tyle że najbardziej "grywalne" jak mawiaj maniacy gry wcale nie muszą mieć powalającej grafiki. Obserwuję dzieciaki, które pogrywają sobie na Wii i widzę, ze gry najchętniej używane, żeby nie powiedzieć wyłącznie używane, to te z grafiką na poziomie kiepskiej kreskówki. A takie "realistyczne" leżą całkowicie odłogiem. Najwięcej frajdy dają im gry "sportowe" z użyciem dynamiki kontrolerów oraz te z użyciem podstawy Wiiboard.
Jedna córka powiedziała mi, że w jej klasie ostatnio kilka osób sprzedało PS3 i kupiło za te pieniądze Wii + parę gier 8-)
Oczywiście nit dla kogo najważniejsza jest wypasiona grafika nigdy nie kupi Wii.
Generalnie dzieciaki moje miały od zawsze szlaban na posiadanie konsoli. Po tym jak przekonałem się co jest dostępne na ps3 i Xboxa. Ale przekonałem się do Wiii u znajomych. Na Wii jest najwięcej gier z gatunku "bezpiecznych". Mnóstwo z kategorią 3+ albo wręcz 0 (lat). I ta konsola nie pozwala zastygnąć w bezruchu przed telewizorem kiedy tylko 4 palce pracują.... Powiem wprost - zdecydowanie wolę żeby grały na Wii niż w tym czasie oglądały film.

Van Worden - 2011-01-28, 17:26

No to chyba jestem "wyjuntkiem" bo u nas PS3 jeszcze ani razu nie posłużyła za odtwarzacz Bluray, choć oddzielnego odtwarzacza nie posiadam a jestem strasznym filmofanem :-D Miała to byc konsola do gier, która uzupełni (nie zastąpi) PS2 i tak też się stało. Za to korzystam z PS3 jako oglądarki filmów z tutejszej wideoteki z którą Sony podpisała umowę i jej członkowie mogą ogladać sporo filmów z ich list.
Wii jest faktycznie świetna, ale dla mniejszych dzieci i tych dorosłych, którzy potrafią wykorzystac jej "treningowy" charakter, jak to robi np. Sovereign. Pod tym względem ciężko ją przebić - ostatnio dodaliśmy do niej nawet bardzo ciekawy rower treningowy :-o
Jednak nie wyobrażam sobie nastolatka, który poznawszy gry na PS3 czy Xboxa360 odwróci się od nich w kierunku Wii. Owszem na chwilę odmiany ale nie na długo.

reglass - 2011-01-28, 18:09

Wy tutaj piszecie o "niedzielnych" graczach prawdziwi grają na PC w takie gry jak Diablo 2, Dota, Tibia, Heroes 3, Warcraft 3, World of Warcraft. Na kilku z tych tytułów można zarobić spore pieniądze jak się potrafi grać.

PC nadal na "topie" ;-)

GrzegorzB - 2011-01-28, 18:24

Nastolatki to w zasadzie zupełnie oddzielny gatunek ;-) Im mniej mają dostępu do takich rzeczy, tym lepiej dla nich i przyszłości świata.

"Prawdziwi gracze" to tez oddzielny gatunek. Ale tu już bardziej z psychiatrami trzeba by podyskutować :lol:

sovereign2000 - 2011-01-28, 18:45

Na pecku (karta GT220) gram , jak mnie siostrzeniec prosi (dla jego przyjemności) w stare Call Of Duty (1+,2).
Osobiście lubię Assassin Creed. Polecam wszystkim miłośnikom historii > tytuł ten , to coś więcej niż gra.

reglass - 2011-01-28, 19:03

Wymieniasz nam kartę graficzną tylko po co ? Sama karta nic nie zrobi musi być odpowiedni procesor etc. Nie którzy mają super procesor kartę etc. a dysk HDD :lol:
Każdy leci na wielkość dysku a nie na jego szybkość tak samo z procesorami każdy patrzy na wielkość GHz a ile ma cache to każdy ma gdzieś np. 3 MB cache to bardzo mało 6MB to już coś :-P

Teraz tylko i wyłącznie dyski SSD 8-)

Gra musi być "grywalna" jeżeli nie jest żadna super grafika nie pomorze.

Van Worden - 2011-01-28, 19:06

Sama gra mnie nie wciąga, ale pierwszy "Assasins" jest fajny ze względu na odwzorowanie Ziemi Świętej w czasach wypraw krzyżowych, co jest baaardzo rzadkie 8-)
GrzegorzB - 2011-01-28, 20:33

Tylko nie planujcie wykopków na podstawie zrzutów ekranu :-D
Van Worden - 2011-01-28, 21:17

Nie bój nic - tamte okolice mam wyjątkowo dobrze przygotowane pod tym kątem ;-)
sovereign2000 - 2011-01-28, 21:24
Temat postu: Assassin Creed.
Właśnie to miałem na myśli > klimat gry , odgłosy ulicy. Im bardziej pasjonujesz się historią , tym lepiej to smakuje (gra). Dla wytrwałych : wiele niespodzianek > i niezwykły finał.


Dziś zbudować komputer > kaszka z mleczkiem. Kwestia zasobności portfela i potrzeb.
Jakie zasilenie , jaka płyta gł. CPU RAM > kto wie , to wie.

Co do PC-ta , jest to kolejne wcielenie liczydła , które złożyłem rok temu z bdb komponentów (Core2 2,4 GHZ Cache : 4MB FSB 1066 MHz). Ostatnio dokupiłem > HD WD : 1TB.

Gypsy - 2011-01-28, 22:40

Battlefield bad company 2, Call of duty modern warfare 2, gry od których ciężko się oderwać. Świetna grafika, no i rzecz jasna grywalność ;-)
sovereign2000 - 2011-01-30, 17:03
Temat postu: Wii
W przypadku , gdzie największą wartością jest pomysł > wystarczą symboliczne środki do osiągnięcia celu.
Ta myśl tyczy się każdego projektu > szeroko rozumianych poszukiwań.

http://www.youtube.com/wa...feature=related

GrzegorzB - 2011-01-30, 17:09

Niestety nie zawsze dobry pomysł idzie w parze z prostotą i niska ceną.
Van Worden - 2011-01-30, 19:50

sovereign2000 - dzięki za to. Świetny patent i świetny gość :564:
GrzegorzB - 2011-01-31, 18:20

Po awarii Windowsa nie mam jeszcze audio w komputerze i widziałem tylko sam materiał video bez dźwięku. Co tam było innowacyjnego?
Van Worden - 2011-01-31, 18:28

Nie innowacja a raczej przeoczenie dużych firm projektanckich - przez zastosowanie bardzo prostego patentu i dwóch diod na podczerwień, można używać pilota Wii do śledzenia obiektu w symulowanej 3D, zarówno na konsoli jak i na PC. Już projektowane są gry, które wykorzystają to praktycznie, gdzie specjalne okulary pozwolą na odczuwanie tego efektu. W sumie sparawa prosta jak drut, ale nie wpadli na to ;-) Drugi patent to samodzielny ekran prezentacyjny, tzw. "whiteboard", również wykorzystując pilota Wii. Taki gadżet kosztuje zwykle grubą kasę i jest często wykorzystywany przy multimedialnych prezentacjach. Ten kosztuje kilka dolców i działa bardzo podobnie ;-)
GrzegorzB - 2011-01-31, 18:36

Czyli dużo hałasu o nic. Śledzenie świecących punktów przy pomocy kamery i interaktywny program na PC do tego ma już chyba za 30 lat.
Van Worden - 2011-01-31, 18:40

Oczywiście, ale tu chodziło o przeoczenie okazji przez mogułów z Nintendo na zarobienie większych baksów :-D
reglass - 2011-01-31, 19:20

sovereign2000- Używasz dysku SSD ?

Już można dostać 240GB za jedyne 1900zł :mrgreen:

60GB To nie porozumienie bo Windows 7 tylko GB potrzebuje na dysku systemowym :roll:

Chyba że instalujemy na XP obecnie to już "dinozaur" pracujący na 32 bitach ale jeszcze dużo użytkowników sobie go ceni.

GrzegorzB - 2011-01-31, 21:47

A skąd wiadomo, że przegapili? Zawsze można dodać kolejną funkcjonalność. A może faceci z Nintendo wyszli ze (słusznego) założenia, że mało kto będzie chciał skakać przed ekranem z kaskiem na głowie :lol: Dla mnie Wii to jeden z nielicznych przykładów ekstremalnie dobrze dopracowanego pod każdym względem produktu. Co nie znaczy że nie znajdzie się jakiś jajogłowy, który przed audytorium będzie się mądrzył pokazując efekty programu na poziomie pracy inżynierskiej, że on by to zrobił lepiej. Niech zrobi! Rynek przyjmie kolejną dopracowaną konsolę 8-)
sovereign2000 - 2011-02-10, 14:20
Temat postu: Nowe czytanie książek.
Czytanie książek ma przyszłość.

Wrażenie > że patrzymy na naklejkę (nic nie miga i nie świeci przeraźliwie) , dostępność biblioteki 3,5 tyś książek. Sporo darmowych pozycji przy zakupie. Różne rozmiary LCD od 6-10".

"Gdziekolwiek jesteś w ciągu 60 sekund możesz zrobić zakup dowolnej książki, magazynu z pośród 280 000 pozycji dostępnych w renomowanym sklepie Amazon, wystarczy być tylko w zasięgu jakiejkolwiek sieci GSM."

http://www.fabrykaaukcji....ook-reader.html

http://www.google.pl/imag...iw=1024&bih=617

GrzegorzB - 2011-02-10, 20:11

Zastanawiałem się nad takim czytnikiem, ale ostatecznie postanowiłem pozostać przy książkach drukowanych. Przede wszystkim to co czytam jest niedostępne i najpierw musiałbym sobie sam zeskanować, co mija się z celem. Po drugie dostęp do treści w formie książkowej jest szybszy. Po trzecie ceny książek w formacie eboka są wyższe niż ceny książek drukowanych. A przecież książka to nie muzyka czy film. Nie da się jej "skonsumować" w godzinę czy dwie a potem sięgnąć po następną.
Kierunek jest chyba dobry, ale trochę czasu to jeszcze potrwa. Eboki wcale nie weszły na rynek z takim impetem jak gadżety nie wymagające od użytkownika wykształcenia - mp3 czy aparaty cyfrowe i OCZYWIŚCIE komórki, często mądrzejsze od swoich właścicieli :lol:

sovereign2000 - 2011-02-11, 01:17
Temat postu: Amazon Kindle
Podobnie jak gazeta , nowa fizyczna książka jest przyjemniejsza , lecz panel jest b. elegancki.
Panel to nowe możliwości > np. nauczyciel lub prelegent który chce dysponować wieloma publikacjami , a jednocześnie musi być mobilny (i podobne historie).
Ponieważ materiały są przeniesione do domeny cyfrowej > otwiera się możliwość do nieograniczonej obróbki plików.
Co do fizycznych książek , bywa że jadąc pociągiem osłaniam okładkę papierem z ulotek : niby - by grzbietu nie przytrzeć , ale bardziej przed penetrującym wzrokiem współpasażerów (ich ciekawością i oceną).
Ceny urządzeń spadają , ale największą pokusą może być rynek wtórny elektronicznych publikacji.

http://www.youtube.com/wa...ek&feature=fvst

sovereign2000 - 2011-02-17, 12:19
Temat postu: Cloud Computing > Google Chrome OS
Motorola pokazała Xoom, pierwszy tablet z Androidem 3.0

http://techtrendy.pl/titl...,wiadomosc.html

Chmura > Dostęp do plików wszędzie, gdzie tylko jest dostęp do sieci. Dane nie są uzależnione od hardware, (awaria dysku ? ) niema dysku > jest chmura.
Kwestia bezpieczeństwa i bycia up-to-date również są rozwiązane - wszystkie procesy działają w piaskownicy nie mają ze sobą kontaktu. Komputer sam się troszczy o aktualizacje oprogramowania oraz wykonywanie i ewentualne przywracanie kopii zapasowych.

http://blogs.technet.com/...-computing.aspx

Microsoft Global Foundation Services.

http://windowshosting.pl/...hmura.Microsoft

jerzydom - 2011-02-19, 09:57

Już nie musisz się martwić o baterię Marek / Slashgear.com, Onet.

Podczas targów Mobile World Congress firma Umeox Apollo przedstawiła najnowszego smartfona, którego użytkownik nie musi się już martwić o ładowanie baterii.

Nic tak nie irytuje jak bateria naszego telefonu, która rozładowała się podczas ważnej rozmowy. Firma Umeox Apollo ma na to radę. Podczas targów telekomunikacyjnych w Barcelonie zaprezentowała najnowszy telefon działający w oparciu o system Android, w którym nie trzeba się martwić o ładowanie baterii. To dlatego, że wyposażono go w panele słoneczne, które po 2.5 godziny wystawiania aparatu na słońcu, naładują go na pełny dzień pracy.

Nie jest to może najlepsze rozwiązanie do codziennego użytku, ale jeśli zamierzamy wyjechać pod namiot, gdzie nie będzie elektryczności, telefon ładowany słońcem będzie jak znalazł.

Umeox Apollo przygotowało dwa modele różniące się zakresami pracy, przy czym jeden przeznaczony jest na amerykański rynek, a drugi na europejski oraz częściowo azjatycki. Smartfon posiada 3.2" ekran dotykowy o rozdzielczości 320x480 pikseli, 1GB pamięci na pliki, rozszerzalnej przy pomocy karty microSD. Ma również 3Mpix kamerę, radio oraz Bluetooth 2.1 z A2DP.

Cena i dostępność telefonu na razie nie są znane.
http://technowinki.onet.p...36,artykul.html

jerzydom - 2011-02-28, 08:31

Bateria na wodę już prawie w sprzedaży
25 lut, 07:00 Maciej Gajewski / CHIP.PL
AF-M3000

Minie jeszcze sporo czasu, zanim ogniwa paliwowe trafią do mainstreamu, ale, trzeba przyznać, do tego momentu jest już coraz bliżej. Kolejny krok zapewniło ogniwo AF-M3000.

AF-M3000 to miniaturowe ogniwo paliwowe, które wymaga od użytkownika dolania wody, by dalej działało. Co ciekawe, twórcy ogniwa, czyli położone w Kioto Aquafairy, opracowali je z myślą o smartfonach.

Według producenta, akumulator generuje 3 W energii i potrzebuje 90 minut, by naładować iPhone’a, aby mógł pracować przez trzy godziny. Urządzenie jest niewielkie i lekkie (128g) dzięki zastosowaniu hydratu wapnia. Użytkownik dodaje wodę do hydratu, generując wodór, który następnie reaguje z tlenem, tworząc elektryczność.

Aquafairy chce pokazać swoje ogniwo paliwowe podczas przyszłomiesięcznych targów FC Expo w Japonii. Potem będzie sprzedawane za 320 dolarów.

http://technowinki.onet.p...26,artykul.html

GrzegorzB - 2011-02-28, 09:26

Pod namiot można tez zabrać zwykły telefon, którego bateria wytrzymuje miesiąc wliczając w to rozmowy od czasu do czasu. No, ale nie ma androida, dotykowego ekranu i nie jest smart. Czyli badziew ;-) Żaden szanujący się operator koparki ręcznej lub handlarz skarpetami się takim nie zadowoli. :lol:
jerzydom - 2011-03-01, 07:22

Ładowarka USB, z której można korzystać na całym świecie
Piotr Gontarczyk, Piątek, 25 lutego 2011, 17:41Tagi: ładowarka, skross, usb Proces standaryzacji urządzeń służących do ładowania należy uznać za rozpoczęty. Wszystko za sprawą inicjatywy unijnej, która zmobilizowała producentów do opracowania wspólnych standardów technicznych i produkcji nowej gamy ładowarek, uniwersalnych i kompatybilnych z każdym telefonem, niezależnie od modelu i marki.
Zgodnie z danymi podanymi przez Komisję Europejską co roku sprzedaje się około 185 milionów zestawów składających się z telefonu komórkowego i ładowarki. Szacuje się, że połowa użytkowników nie korzysta z dołączonego sprzętu do ładowania, ponieważ posiada już dokładnie taką samą ładowarkę, np. od posiadanej wcześniej komórki lub wyrzuca do śmieci starszy model, żeby zastąpić go nowym zakupem. 51 tysięcy ton – tyle rocznie generuje się odpadów elektronicznych w krajach Unii Europejskiej.
Nowe standardy to wyzwanie nie tylko dla producentów telefonów komórkowych, ale także innych firm, które dostarczają urządzenia przeznaczone do ładowania. Na przestrzeni ostatnich tygodni na polskim rynku pojawiła się uniwersalna ładowarka USB zaprezentowania przez szwajcarską firmę Skross - Skross World USB Charger – która umożliwia podłączanie do prądu każdego urządzenia wyposażonego w kabel USB - w ponad 150 krajach na całym świecie, niezależnie od typu gniazdka. To rozwiązanie problemu dla osób podróżujących lub dokonujących częstych zakupów w krajach, w których standardem są inne niż polskie gniazda sieciowe.
Zamiast konieczności kupowania wielu przejściówek, np. z wejściem angielskim, włoskim czy szwajcarskim, wystarczy jeden adapter, aby naładować np. telefon komórkowy, odtwarzacz mp3, aparat fotograficzny i każde inne urządzenie wyposażone w kabel USB.
Skross World USB Charger wyposażony został w dwa wejścia USB, nie ma zatem konieczności kupowania kilku takich urządzeń, jeżeli jest potrzeba doładowania jednocześnie dwóch telefonów lub np. telefonu i aparatu fotograficznego.
Sugerowana cena detaliczna urządzenia to 69 złotych.
http://pclab.pl/news45004.html

jerzydom - 2011-03-14, 08:19

Dla zainteresowanych.
Udostępnione aplikacje NASA do pobrania

http://www.nasa.gov/connect/apps.html

jerzydom - 2011-03-16, 08:34

IBM ma już 100 lat! Firma przedstawia wizję niedalekiej przyszłości
Piotr Gontarczyk, Poniedziałek, 14 marca 2011, 17:22Tagi: 3d, chłodzenie, historia, ibm, interfejs, komputer, przyszłość, rozwój, sieć, technologia, technologie Z okazji 100-lecia firma IBM ogłosiła w trakcie konferencji Forum IT piątą edycję listy "Next 5 in 5", czyli pięciu innowacji, które zmienią styl życia i pracy ludzi w ciągu najbliższych pięciu lat.
W ciągu następnych pięciu lat interfejsy 3D, takie jak te, które widzimy w filmach, pozwolą na interakcję z hologramami 3-D naszych przyjaciół w czasie rzeczywistym. Naukowcy szukają sposobów przekształcenia video chatów w holograficzne lub w "teleobecność 3-D". Technologia ta wykorzystuje wiązki światła, jakimi promieniują obiekty i rekonstruuje je w formie zdjęcia lub przedmiotu na wzór techniki wykorzystywanej przez ludzkie oko do wizualizacji otoczenia.
W ciągu najbliższych pięciu lat, postęp naukowy w technologii tranzystorów i baterii przedłuży zdolność funkcjonowania urządzeń 10-krotnie. A nawet, w niektórych przypadkach, baterie mogą zupełnie zniknąć z małych urządzeń.
Zamiast ciężkiej litowo-jonowej baterii używanej obecnie, naukowcy pracują nad bateriami, które wykorzystają powietrze, którym oddychamy do procesu reakcji z metalem o dużej gęstości energii eliminując kluczowy czynnik hamujący stworzenie baterii o dłuższej wytrzymałości. Jeśli badania się powiodą, stworzony zostanie lekki akumulatorek o dużej mocy przystosowany do zasilania szerokiego spektrum urządzeń - od elektrycznych samochodów do urządzeń elektronicznych.
Analizując podstawowy moduł konstrukcyjny urządzeń elektronicznych - tranzystor - IBM ma na celu zredukowanie napięcia wymaganego przez tranzystor do mniej niż 0,5 V. Tak niskie zapotrzebowanie na energię umożliwi pozbycie się baterii w niektórych urządzeniach, jak telefony komórkowe lub czytniki elektroniczne.
W ten sposób powstałyby bezbateryjne urządzenia elektroniczne ładowane za pomocą techniki zwanej "energy scavenging". Aktualnie wykorzystują ją niektóre zegarki na rękę - nie wymagają uzwojenia a ładują się poprzez ruch ręki. Ta sama koncepcja mogłaby zostać wykorzystana do ładowania telefonów komórkowych, np. w sposób "potrząśnij i wybierz numer".
Może nie jesteś fizykiem, ale na pewno jesteś chodzącym czujnikiem. Za pięć lat, czujniki w twoim telefonie, samochodzie, portfelu a nawet na Twitterze będą w stanie gromadzić dane, które posłużą naukowcom do stworzenia obrazu twojego otoczenia w czasie rzeczywistym. Będzie można wykorzystać te dane do walki z globalnym ociepleniem, ocalenia wymierających gatunków lub wyśledzenia roślin i zwierząt stanowiących zagrożenie dla ekosystemów na całym świecie. W ciągu najbliższych pięciu lat powstanie klasa "naukowców obywateli" wykorzystujących proste czujniki do gromadzenia zestawów danych, które następnie zostaną wykorzystane w badaniach.
Proste informacje, takie jak np. kiedy w mieście następuje pierwsza odwilż, kiedy pojawiają się pierwsze komary, jeśli nie ma bieżącej wody to gdzie można znaleźć źródło - wszystkie te informacje stanowią cenne dane dla naukowców. Dane, których aktualnie nie posiadają. Nawet twój laptop może spełniać funkcję czujnika wykrywającego aktywność sejsmiczną. Dzięki odpowiednim ustawieniom i połączeniu z siecią innych komputerów twój laptop może zobrazować sytuację po trzęsieniu ziemi szybko, przyspieszając pracę służb ratowniczych i potencjalnie ocalając życie ludzkie.
W ciągu następnych pięciu lat, zaawansowana technologia analityczna zapewni uzyskanie spersonalizowanych rekomendacji, które znacznie skrócą czas dojazdu do pracy. Systemy adaptacyjne ruchu drogowego będą intuicyjnie przyswajały wzorce podróżowania i zachowania osób, aby zwiększyć bezpieczeństwo podróży i szybciej wyznaczyć trasę podróży.
Naukowcy IBM tworzą nowe modele do przewidywania skuteczności różnych tras transportu w celu dostarczenia informacji, które wykraczają poza tradycyjne raporty drogowe, urządzenia, które jedynie wskazują Twoje aktualne miejsce w korku ulicznym i aplikacje oparte na sieci, które obliczają szacowany czas poruszania się w korku ulicznym.
Wykorzystując nowe modele matematyczne i analityczne technologie przewidywania IBM, naukowcy poddadzą analizie całościowej wiele różnych scenariuszy, które mogą mieć wpływ na ustalenie optymalnej trasy codziennego przejazdu do pracy uwzględniając wiele różnych czynników takich jak wypadki drogowe, lokalizacja dojeżdżających do pracy, aktualne i planowane prace drogowe, dni tygodnia o najbardziej nasilonym ruchu drogowym, oczekiwane godziny rozpoczęcia pracy, lokalne wydarzenia, które mogły mieć wpływ na ruch drogowy, alternatywne opcje transportu takie jak kolej czy prom, dostępność miejsc parkingowych i pogoda.
Na przykład, łącząc analitykę przewidywania z informacją w czasie rzeczywistym na temat aktualnego ruchu drogowego uzyskiwaną z czujników i w oparciu o inne dane, system mógłby zasugerować lepsze sposoby na dotarcie do celu takie jak najkrótsza trasa do najbliższego węzła komunikacyjnego, dostępność miejsc parkingowych przy stacji kolejowej. Nowe systemy mogą opierać się na regularnych wzorcach podróżowania, aby następnie integrować dostępne dane i przewidywania, aby wyznaczyć najlepszą możliwą trasę dojazdu.
Innowacje w dziedzinie komputerów i centrów danych umożliwiają wykorzystanie nadwyżki ciepła i energii generowanej przez urządzenia do ogrzewania budynków zimą i zasilania klimatyzacji latem. Czy możesz sobie wyobrazić, że energia, jaką konsumują centra danych na całym świecie, mogłaby zostać ponownie wykorzystana na potrzeby miasta?
Do 50% energii wykorzystywanej przez nowoczesne centra danych przeznaczane jest na chłodzenie urządzeń. Większość ciepła jest marnowana, ponieważ ulatnia się do atmosfery. Nowe technologie, takie jak nowoczesne chipowe systemy chłodzenia wodą stworzone przez IBM umożliwiają ponowne wykorzystanie energii cieplnej z klastra procesora komputerowego do podgrzewania wody w biurach i w domach.
Pilotażowy projekt przeprowadzony w Szwajcarii wykorzystujący system komputerowy wyposażony w taką technologię ma zaoszczędzić do 30 ton emisji dwutlenku węgla rocznie, co jest równe 85 procentowi redukcji tzw. śladu węglowego. Nowatorska sieć mikrostrumieniowych modułów wewnątrz radiatora jest przyczepiona do powierzchni każdego chipa w klasterze komputerowym, co umożliwia pompowanie wody do wewnątrz mikronów półprzewodników. Przepływ wody blisko każdego chipa umożliwia bardziej skuteczne schładzanie. Woda podgrzana do 60 stopni Celsjusza jest następnie przepompowywana poprzez wymiennik ciepła w celu skierowania ciepła w inne miejsce.
http://pclab.pl/news45181.html

http://www.youtube.com/wa...player_embedded

jerzydom - 2011-03-16, 08:37

Pięć innowacji, które zmienią nasze życie według IBM
PAP / 2011-03-15
Projekcje trójwymiarowe, baterie zasilane powietrzem, wszechobecne czujniki, mikroprocesory chłodzone wodą i drogi bez "korków" - to pięć innowacji, które - zdaniem IBM - zmienią styl naszej pracy i życia w ciągu najbliższych pięciu lat.
Za pięć lat holograficzne projekcje pojawią się nawet w telefonach, umożliwią telekonferencje niemal dorównujące osobistemu kontaktowi, a szczególnie przydatne mają być w opiece zdrowotnej, na przykład wykrywalność tętniaków mózgu powinna wzrosnąć o 70-90 procent - poinformowano na poniedziałkowej konferencji firmy IBM, z okazji jej stulecia.

Baterie zasilające sprzęt elektroniczny nie tylko się zmniejszą, ale także będą wykorzystywały tlen z powietrza do generowania energii elektrycznej, zapewniając naszym telefonom czy komputerom (jakkolwiek one będą wyglądać) 10-krotnie dłuższe funkcjonowanie. Pojawią się także miniaturowe generatory wykorzystujące energię naszych ruchów.

Za pięć lat wszechobecne czujniki - w telefonie, samochodzie, a nawet na Twitterze pozwolą tworzyć obraz naszego otoczenia w czasie rzeczywistym. Pozwoli to na przykład skuteczniej walczyć z globalnym ociepleniem, śledzić rośliny i zwierzęta zagrażające ekosystemom. Naukowcom nie umknie pojawienie się pierwszych komarów czy aktywność sejsmiczna, wykrywana prze czujniki przyspieszeń w laptopach. Pozwoli to szybciej ostrzegać przed tsunami.

Dzięki chłodzeniu wodą na poziomie układów elektronicznych komputery będą lepiej chłodzone, zaś odpadowe ciepło z centrów komputerowych ogrzeje budynki zimą i pozwoli je klimatyzować latem.

Technologie analityczne, które intuicyjnie przyswajają wzorce podróżowania i zachowania osób oraz reagują na zmieniające się warunki na drodze czy wypadki w najbliższym czasie mają umożliwić spersonalizowane dojazdy do pracy - niezakorkowanymi autostradami, niezatłoczonym metrem bez opóźnień związanych z robotami drogowymi. Tak przynajmniej obiecują specjaliści z IBM - a to, czy ich koncepcje zostaną zrealizowane, zależy od władz miejskich.

W roku 1911 z połączenia trzech mniejszych firm powstała Computing Tabulating Recording Corporation, produkująca zarówno elektromechaniczne maszyny licząco- analityczne, korzystające z perforowanych kart jak i wagi, zegary do rejestrowania czasu pracy czy krajalnice do mięsa i sera. W roku 1924 firma zmieniła nazwę na International Busines Machines - czyli IBM.

Kolejne lata przyniosły między innymi pierwszą elektroniczną maszynę do pisania (1935 r.), pierwsze produkowane na skale przemysłową komputery (IBM 1401, sprzedany w ponad 10 000 egzemplarzy, system rezerwacji lotniczych SABRE (1961), używany w USA do dziś pasek magnetyczny do kart płatniczych (1969), automatyczne sprawdzanie pisowni (spell checker), dyskietkę komputerową (1971), pierwszy przenośny komputer IBM 5100 (ważył 24 kilogramy), kod kreskowy (1979 - IBM PC, czyli protoplastę większości komputerów osobistych.

W laboratoriach IBM powstał mikroskop tunelowy, pozwalający dowolnie układać pojedyncze atomy, komputer Deep Blue, który pokonał mistrza świata w szachach Garri Kasparowa(1997) i superkomputer IBM Watson, zwycięzca teleturnieju Jeopardy 1 (odpowiednik polskiego Va Banque). Ta ostatnia maszyna zna treść miliona książek. Potrafi zrozumieć pytania zadane głosem i odpowiedzieć na nie, zanim dotychczasowi wielokrotni laureaci teleturniejów zbiorą myśli.

Pracownicy IBM trzykrotnie (1971, 1986 i 1987) zdobywali Nagrodę Nobla. Wreszcie to właśnie w IBM pierwsza kobieta została wiceprezesem firmy (Ruth Leach, 1943), a T.J. Laster był pierwszym czarnoskórym dyrektorem sprzedaży (1946). Firmowy Dokument na temat Polityki Równych Szans o 11 lat wyprzedził słynny rządowy Civil Rights Act.
http://portalwiedzy.onet....10675,info.html

Van Worden - 2011-03-27, 18:52

Cytat:
Windows Gaming eXperience: Przyszłość grania na PC według Microsoftu [WIDEO]

Windows Gaming eXperience
W sieci pojawił się film z prezentacji, przygotowanej na wewnętrzne potrzeby Microsoftu, przedstawiającej WGX czyli Windows Gaming eXperience. Pod nazwą tą kryje się wizja tego, jak będzie wyglądać granie na komputerach osobistych - i szerzej: korzystanie z PC-tów - w przyszłości.
Platforma WGX ma łączyć możliwości, jakie daje system operacyjny Windows 7 z funkcjami znanymi z konsolowej usługi Xbox Live oraz z mocą współczesnych telefonów komórkowych. Wideo pokazuje, że fundamentem WGX będą:

elementy społecznościowe,
duże możliwości wyrażania własnej osobowości,
ułatwione wyszukiwanie aplikacji zakupionych przez użytkownika i dostępnych w sieci (w oparciu o wyszukiwarkę Bing)
wsparcie dla transakcji sieciowych, w ramach których będzie można m.in. kupować niewielkie dodatki do gier i innych aplikacji


Wizja ta ma solidne podstawy – próbuje połączyć trendy rozwoju współczesnej elektroniki i elektronicznej rozrywki, w spójną całość, bazującą na technologiach, które Microsoft opracował wcześniej. Znając siłę sprawczą koncernu można założyć, że wizja ta prędzej czy później stanie się faktem.


Nagranie, choć pojawiło się dopiero teraz, pochodzi z maja 2010 roku i nie ma pewności, czy projekt nadal rozwija się w tym kierunku. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że tak się właśnie dzieje: dużo bardziej aktualne są ogłoszenia o pracę, jakie opublikowano w serwisie LinkedIn, w których Microsoft poszukuje osób do ekipy odpowiedzialnej za WGX.

W ogłoszeniu tym czytamy:

Zespół odpowiedzialny za Windows Gaming eXperience (WGX) tworzą pasjonaci, podejmujący się stworzenia nowej platformy growej światowej klasy, która nabierze życia dzięki współpracy z usługami społecznościowymi i wykorzysta moc PC-tów, definiując tym samym nową generację grania na Windowsie i w sieci dla 300 milionów potencjalnych klientów. Ekipa stojąca za WGX realizuje swoją strategię poprzez wykorzystywanie rozwiązań stworzonych na bazie istniejących usług (wewnętrznych i zewnętrznych).


Ujawnienie WGX to jednocześnie ciekawy komentarz do wydarzeń z początku marca tego roku, kiedy ogłoszono, że Microsoft wycofał się ze stworzyszenia PC Gaming Alliance, w którym zrzeszeni byli produceni sprzętu komputerowego, a które miało za zadanie działanie na rzecz rozowju grania na PC. Najwyraźniej rozczarowany małą siłą przebicia organizacji koncern założony przez Billa Gatesa postanowił pójść własną drogą, nie oglądając się na innych.
http://www.cdaction.pl/news-18169/windows-gaming-experience-przyszlosc-grania-na-pc.html

Filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=oVIF10eL3hc

jerzydom - 2011-04-01, 08:38

Samsung pierwszym masowym producentem przezroczystych paneli LCD
Grzegorz Pietrzak, Czwartek, 31 marca 2011, 09:26Tagi: lcd, panel, przezroczysty, przeźroczysty, samsung, transparent Transparentna rewolucja? Samsung ogłosił, że będzie pierwszą na świecie firmą, która zajmie się produkcją przezroczystych paneli LCD na skale masową. Według informacji przekazanych przez koreański koncern, 22-calowe panele mają zejść z taśm produkcyjnych jeszcze w tym miesiącu.
Nowe panele cechuje rozdzielczość 1680 x 1050 pikseli, kontrast rzędu 500:1, oraz przezroczystość na poziomie 20% i 15% - odpowiednio dla obrazu czarno-białego, oraz kolorowego. Przezroczystość standardowych paneli LCD kształtuje się na poziomie około 5%.
Samsung zapewnia, że panele, przez które można "patrzeć, jak przez szkło" zrewolucjonizują sposób, w jaki tworzy się interfejsy człowiek-urządzenie - najprostszym przykładem jest zastosowanie technologii w szybach samochodowych.
http://pclab.pl/news45407.html

jerzydom - 2011-04-13, 14:11

Morski laser bojowy
US Navy po raz pierwszy wypróbowała działo laserowe zamontowane na okręcie - informuje serwis "BBC News/Technology".
Podczas przeprowadzonej u wybrzeży Kalifornii próby laser dużej mocy (high energy laser, HEL) unieruchomił łódź motorową, powodując pożar jej silnika.
USA eksperymentuje z bronią laserową już od lat siedemdziesiątych. Podobne urządzenia były wcześniej wypróbowywane na lądzie, jednak w tym wypadku dodatkowym utrudnieniem było wilgotne morskie powietrze, które osłabia wiązkę światła.

Wcześniejsze systemy wykorzystywały lasery chemiczne, które emitują podczas pracy szkodliwe opary. Obecnie korzysta się z dużej liczby połączonych laserów półprzewodnikowych, przypominających diody LED.

Nowa broń ma posłużyć do obrony okrętów przed atakiem małych jednostek - na przykład 12 października 2000 r. w Adenie niewielka motorówka eksplodowała przy burcie USS Cole, poważnie uszkadzając ten okręt. Zginęło wówczas 17 marynarzy, a 39 zostało rannych.

Także cywilna marynarka zainteresowana jest laserowymi systemami obronnymi - w roku 2001 firma BAE Systems poinformowała o opracowaniu urządzenia, które może czasowo oślepiać piratów. PMW

PAP - Nauka w Polsce

krf/bsz
http://www.naukawpolsce.p...kSum=-849039434

GrzegorzB - 2011-04-22, 16:57

"Nasi naukowcy właśnie patentują na całym świecie metodę przemysłowej produkcji grafenu. Ten cudowny materiał już wkrótce może zastąpić krzem i zrewolucjonizować elektronikę. A Polskę wprowadzić do pierwszej ligi potęg w tej dziedzinie - pisze "Gazeta Wyborcza".

Grafen to substancja z węgla o grubości jednego atomu – najcieńszy materiał, jaki tylko można sobie wyobrazić. Jednym gramem można pokryć kilka boisk futbolowych. To nie wszystko. Lepiej niż miedź przewodzi ciepło i elektryczność, jest sto razy mocniejszy niż stal, a jako półprzewodnik w wielu zadaniach spisuje się lepiej niż krzem.

Odkryto go sześć lat temu, przed dwoma laty okrzyknięto cudownym materiałem, a lista jego zalet wciąż się wydłuża. Kłopot w tym, że grafen niezwykle trudno uzyskać, dawniej w ogóle wydawało się to niemożliwe. "

Onet

Pele76 - 2011-04-22, 17:08

Yyyy to ja wędkę z tego poproszę ;) :P
talgo - 2011-04-22, 20:00

zakład że za 4 lata będzie to super technologia w minelabie lub white`s :mrgreen:
jerzydom - 2011-04-24, 07:46

Po raz pierwszy udała się teleportacja

Naukowcom udało się dokonać pierwszej udanej teleportacji. Wcześniejsze próby były obiecujące, ale nigdy jeszcze nie osiągniętego takiego przełomu jak tym razem. Za pomocą urządzenia nazywanego Teleporterem udało się przenieść z jednego miejsca w inne, zestaw kwantów z zachowaniem zapisanej w nich informacji.
Zespołowi badaczy udało się w taki sposób manipulować zespołem kwantów, że w jednej chwili istniał on w dwóch różnych miejscach. Informacja w początkowej lokalizacji została następnie zniszczona i jednocześnie odtworzona w lokalizacji docelowej. To przełomowy krok, który pozwala przede wszystkim na przesyłanie informacji z ogromną prędkością. Jednocześnie przybliżyliśmy się znacząco do momentu, w którym uda się teleportować konkretne przedmioty, a może nawet ludzi.
- Jeśli możemy tego dokonać, możliwa jest również dowolna forma komunikacji kwantowej -powiedziała Profesor Elanor Huntington z Uniwersytetu New South Wales w Australii, która była częścią zespołu naukowców, stojącego za opisywanym sukcesem. – Jednym z głównych ograniczeń obecnej technologii komunikacji kwantowej, jest utrata części informacji. Jest to odpowiednikiem teleportowania, jak z filmu Star Trek, kiedy załoga przesłana na planetę, straciła by część organów lub pojawiłyby się one w innym miejscu. W kontekście naszego doświadczenia, mówimy o przenoszeniu informacji, ale zasada jest ta sama, udało nam się zachować integralność transmisji - dodaje.
Dokonywane do tej pory próby teleportacji przez przysyłanie informacji za pomocą światła były albo bardzo powolne, ale powodowały utratę części danych. W opisywanym doświadczeniu udało się naukowcom przesłać informacje bardzo szybko - z prędkością światła, zachowując jednocześnie całą jej zawartość.
Dzięki najnowszym wynikom badań, możliwe będzie stworzenie niewiarygodnie szybkich komputerów kwantowych, wielokrotnie szybszych niż znane nam dzisiaj urządzenia. Najważniejsze jest jednak to, że pierwsza teleportacja człowieka wydaje się być bardzo blisko.

WP - Grzegorz Barnik

http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

jerzydom - 2011-04-27, 07:18

Laser zamiast świecy zapłonowej

Laserowy zapłon może zwiększyć sprawność silników spalinowych, co zmniejszyłoby zanieczyszczenie środowiska i obniżyło koszty eksploatacji - informuje serwis "EurekAlert".
Do niedawna lasery na tyle mocne, by zapalić mieszankę paliwowo-powietrzną były zbyt duże, aby zmieściły się pod maską samochodu. Jednak podczas tegorocznej konferencji CLEO 2011 w Baltimore ( 1-6 maja) japońscy naukowcy przedstawią pierwszy wielowiązkowy system wystarczająco mały, by go przytwierdzić do cylindra silnika.
Jak wyjaśnił Takunori Taira z japońskiego instytutu nauk przyrodniczych, system laserowy został wykonany z proszkowych materiałów ceramicznych i można go będzie wytwarzać tanim kosztem na masową skalę. Z japońskimi naukowcami współpracuje zespół ekspertów z Rumunii.
Dotychczas stosowana świeca zapłonowa wyzwala iskrę elektryczną, która zapala mieszankę paliwowo-powietrzną. Jej wybuch porusza tłok, którego ruch przenoszony jest przez wał korbowy i przekładnie na koła. Dzięki zastąpieniu iskry elektrycznej laserowym impulsem można ograniczyć emisję tlenków azotu, jednego z głównych składników smogu, ponieważ silnik zadowoli się uboższą mieszanką (więcej powietrza, mniej paliwa).
Spalanie uboższej mieszanki w silniku ze świecami zapłonowymi wymagałoby większej energii iskry - a to uszkadza elektrody świecy i na dłuższą metę jest nieopłacalne. Natomiast laser wykorzystuje wysokooenergetyczne impulsy światła - nie ma więc elektrod. W dodatku zapala mieszankę nie przy wierzchołku cylindra, ale w jego centrum - dzięki czemu spalanie jest bardziej ekonomiczne.
Kolejnym plusem jest w przypadku lasera krótki czas trwania impulsu - liczony w nanosekundach (miliardowych częściach sekundy) - a nie milisekundach (tysięcznych częściach sekundy), co ułatwia idealne dobranie momentu zapłonu.
Wszystko to wymaga skoncentrowania mocy około 100 gigawatów (miliardów watów) na centymetr kwadratowy w postaci bardzo krótkich impulsów o energii ponad 10 milidżuli każdy. Takich impulsów musi bardzo wiele w ciągu sekundy. Nic dziwnego, że opracowanie małego i niezawodnego lasera o potrzebnych parametrach nie było łatwe. Lasera nie można zamontować gdzieś w bagażniku - musi być przy samym cylindrze, bo tak wielka energia zniszczyłaby światłowody.
Dzięki wykonaniu lasera z ceramiki YAG (itrowo-aluminiowo-galowej), z domieszką neodymem i chromem jest on bardzo odporny na ciężkie warunki użytkowania i łatwiej rozprasza ciepło niż na przykład lasery krystaliczne. A jego wymiary to zaledwie 9 na 11 milimetrów. Laser wytwarza jednocześnie dwie wiązki, by zapalać mieszankę w dwóch miejscach na raz. Trwają prace nad uzyskaniem trzech wiązek - dla dalszej poprawy parametrów.
Ponieważ pojedynczy, 800-pikosekundowy impuls byłby za słaby, za każdym razem emitowany jest ciąg impulsów. Typowy silnik wymagałby około 60 laserowych zapłonów w ciągu sekundy. Naukowcom udało się już osiągnąć 100 zapłonów na sekundę.
"Laserowego" silnika nie zainstalowano na razie w fabrycznym modelu samochodu, jednak jego twórcy współpracują z odpowiednimi firmami - między innymi Denso, należącą do grupy Toyota. PMW

PAP - Nauka w Polsce

http://www.naukawpolsce.p...kSum=1178420124

jerzydom - 2011-04-27, 07:37

Armia robotów. O "klik" od wojny

To nie science-fiction. Wojsko zbudowało robota, który stanie się najbardziej śmiercionośną bronią w historii. Wystarczy jedno kliknięcie myszką, by zgotować każdemu wrogowi najgorsze piekło. "X 47B" to nazwa oznaczająca prawdziwą rewolucję. Jesteśmy o krok od prowadzenia wojny non-stop.
Jeden "klik" od zagłady z powietrza
Samoloty bezzałogowe stały się znakiem firmowym wojny z terroryzmem. Maszyny siejące śmierć z powietrza wykorzystywane są do walki m.in. w Afganistanie, Iraku, Jemenie i Pakistanie. Drony, bo tak się je popularnie nazywa, cieszą się ogromną popularnością w amerykańskiej armii. Jako że są to maszyny obsługiwane jedynie zza biurka, ich ewentualne zestrzelenie nie powoduje konieczności wysłania misji mającej na celu uratowanie zestrzelonego pilota. Pilotowane z daleka bezzałogowce są dość skutecznym sposobem na likwidowanie wybranych celów bez konieczności Teraz nadchodzi prawdziwa rewolucja.
Amerykanie testują już maszynę X 47B, która nie wymaga nawet stałego nadzoru pilota siedzącego za biurkiem. Samolot ten będzie zdolny do samodzielnego prowadzenia walki bez udziału człowieka. Udział pilota ma się ograniczyć tylko do kliknięcia opcji "Start" na panelu sterowania (a następnie opcji "Powrót"). To będzie pierwszy latający bojowy robot. I do tego bardzo śmiercionośny. Robot ma być zdolny nie tylko do niszczenia celów naziemnych, ale także do walki powietrznej. By odpalić go do boju wystarczy de facto palec wskazujący. Wrogowie będą więc zaledwie o jedno kliknięcie myszką od prawdziwego piekła.
Docelowo amerykańska armia ma stworzyć prawdziwą armię robotów, składająca się z floty 7 tysięcy bezzałogowców. Zdaniem ekspertów, wyścig do prawdziwie automatycznej wojny już się rozpoczął. Oznaczać to, że ludzki żołnierz zyskuje groźnego konkureanta – maszynę, która nie zna ani strachu, ani zmęczenia, nie musi jeść ani pić. Taki robot jest też całkowicie lojalny – chyba że hakerzy będą w stanie przejąć kontrolę nad kierującym nim systemem operacyjnym. Tak czy inaczej na oczach świata tworzona jest już armia, zdolna non-stop do prowadzenia bezlitosnej i niszczycielskiej wojny.
Początki śmiercionośnej armii
Przyszły X 47 wyłonił się z gąszczu jakże ulubionych przez amerykańskich wojskowych akronimów. Istniejące pod koniec lat 90. bezpilotowce mogły co najwyżej prowadzić rozpoznanie pozostając pod ciągłą kontrolą operatorów. Było jasne, że w razie konfliktu zbrojnego przydatność takich maszyn będzie ograniczona - przeciwnik dysponujący jakimkolwiek środkami walki radioelektronicznej nie miałby bowiem większego problemu z zakłóceniem łączności z operatorami.
Wojskowych kusiła idea budowy bezzałogowego samolotu bojowego z prawdziwego zdarzenia. Kusiła, kusiła aż... skusiła. W drugiej połowie lat 90. amerykańskie siły powietrzne i marynarka sformułowały założenia techniczne dla bezzałogowego samolotu bojowego. Samolot USAF otrzymał oznaczenie UCAV (Unmanned Combat Aircraft Vehicle – Bezzałogowy Bojowy Statek Powietrzny), zaś program US Navy – UCAV-N (Unmanned Combat Naval Vehicle – morski). Szczegółowe wymagania techniczne były dość podobne – założony promień działania miał wynosić 2400 km, a całkowity udźwig uzbrojenia - 2 tony. Nowy samolot miał być przeznaczony przede wszytskim do atakowania celów naziemnych, marynarka życzyła sobie ponadto przystosowania do działań z pokładu lotniskowca. Obie maszyny miały też być zdolne do prowadzenia działań w trybie autonomicznym, czyli bez udziału żywego operatora.
Projekt stał się szansą na wejście na rynek bezpilotowców dla (słabo na nim jak dotąd obecnych) wielkich koncernów lotniczych. Samolot USAF miał być budowany przez Boeinga, a Marynarki – przez koncern Northrop-Grumman. Wsparciem naukowym dla obu projeków miała im posłużyć słynna Agencja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych (DARPA). Każdy z projektów został rozpisany na trzy kolejne fazy i zakończyć się miał w roku 2010 wdrożeniem finalnych samolotów do liniowej eksploatacji. Z racji podobienstwa projektów decydenci z Departamentu Obrony zdecydowali się po drodze na scalenie obu projektów w jeden, obdarzony nowym akronimem J-UCAS (Joint Unamnned Combat Air System – Wspólny Bezpilotowy System Powietrzny).
Na starcie szybszy był Boeing, którego demonstrator technologii X 45A został oblatany 22 maja 2002 roku. X 47A Grummana wzbił się w powietrze niemal rok później – 23 lutego 2003. Konstruktorzy obu samolotów postawili na technologię stealth, przy czym inżynierowie Boeinga wzorowali się na wcześniejszym doświadczalnym samolocie Bird of Pray, zaś dzieło Grummana przypominało mantę.

http://wiadomosci.onet.pl...-wiadomosc.html

jerzydom - 2011-05-01, 08:12

TomTom udostępniał policji prędkość swoich użytkowników
Dodaj do: Ulubionych FB NK Blip Flaker Twitter Wykop Google Buzz
TomTom, znany producent urządzeń i oprogramowania do nawigacji, sprzedał policji dane na temat swoich użytkowników. Dzięki temu mogła ona ustawiać w odpowiednich miejscach fotoradary.

Coraz więcej dowiadujemy się o zbieraniu przez firmy danych użytkowników urządzeń mobilnych i są to coraz mniej przyjemnie informacje. Jak podała gazeta Algemeen Dagblad, europejska firma TomTom znana z urządzeń do nawigacji, współpracowała z holenderskimi władzami. Sprzedała im informacje zbierane od użytkowników dotyczące ruchu samochodowego w tym kraju. Jak twierdzi szef firmy, Harold Goddijn, udostępnione dane miały służyć poprawie bezpieczeństwa Holendrów. Nie przypuszczano jednak, że policja wykorzysta je do wyłapywania osób przekraczających dozwoloną prędkość na drogach.

Interes okazał się intratny zarówno dla TomToma jak i policji. Firma zarobiła na sprzedaży informacji, zaś policjanci mogli pochwalić się zyskami z mandatów wystawionych kierowcom. Wszyscy powinni być zadowoleni, szczególnie TomTom, który w ostatnim kwartale zanotował straty ze sprzedaży swoich usług. Kiedy o sprawie dowiedziała się opinia publiczna, Goddijn w specjalnym e-mailu przeprosił, stwierdzając jednocześnie, że TomTom nie przypuszczał nigdy, że dane jego klientów mogą być wykorzystane w taki sposób.

Ostatnio informowaliśmy o zbieraniu danych użytkowników urządzeń przenośnych firmy Apple. Także Microsoft przechowuje informacje na temat lokalizacji osób korzystających z Windows Phone 7. Podobnie Google. Teraz okazuje się, że dane - nawet jeśli są tylko fragmentaryczne i zbierane anonimowo - mogą być przekazywane władzom i wykorzystywane w niezbyt etyczny sposób. Co czeka nas jutro?

http://www.proline.pl/?r=...ch-uzytkownikow

jerzydom - 2011-05-06, 07:09
Temat postu: O grafenie w Nauce Polskiej
Grafen na wyciągnięcie ręki

Produkcja ekranów dotykowych wykonanych z użyciem grafenu jest w zasięgu ręki. Jeszcze nie w Europie, ale to kwestia czasu. Za kilkanaście lat foliowe bransoletki, spełniające rolę telefonu komórkowego, będzie można powiększyć do rozmiarów tabletu i korzystać z nich jak z komputera. W naszych domach zagoszczą materiały powstałe na bazie grafenu - lekkie i niezwykle wytrzymałe. Uczeni patentują przemysłowe metody wytwarzania grafenu. Także polscy naukowcy, jak dr inż. Włodzimierz Strupiński, który w wywiadzie dla serwisu Nauka w Polsce zdradza sekrety grafenu - nazywanego następcą krzemu.

Grafen to cienka warstwa utworzona przez atomy węgla. Elektrony zachowują się w nim tak, jakby straciły masę i stały się fotonami. Materiał wykazuje się wysokim przewodnictwem i wytrzymałością mechaniczną. Dzięki grafenowi można budować szybkie urządzenia, jest on wykorzystywany do badań chemicznych i genetycznych.
Do czego najpierw przyda się nam w codziennym życiu i pracy?

"Już w tej chwili w Korei są opracowano technologię wytwarzania dużych ekranów dotykowych (ponad 30 cali) wykonanych z użyciem grafenu. Po drugiej stronie takiego ekranu funkcje przewodzenia spełnia grafen, a nie jak dotychczas tlenek indowo-tytanowy. Produkcja polega na tym, że z bębna rozwija się folię miedzianą, na nią nakłada się grafen, a następnie, po odtrawieniu miedzi, grafen przenosi się na ekrany dotykowe" - tłumaczy PAP dr inż. Strupiński z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME).

Pytany, czy przeciętnego obywatela będzie stać na te techniczne nowinki, odpowiada, że takie urządzenia mają być z założenia tańsze niż te wykorzystujące stale drożejący ind. Koreańczycy zastosowali metodę typowo azjatycką, czyli od razu zainwestowali kilkaset milionów dolarów w przygotowania do produkcji masowej, a więc szybkiej i taniej.

Inne zastosowania, które być może najprędzej wykorzystamy w praktyce, to tzw. elastyczna elektronika. Bardzo cienkie folie mogą spełniać rolę telefonu komórkowego, który można zapiąć jako bransoletkę na przegubie dłoni, a potem powiększyć sobie do rozmiarów tabletu i korzystać z tego, jak z komputera. W ocenie dra inż. Strupińskiego, nie są to tylko naukowe wizje, raczej dalsza przyszłość.

"Prawdopodobnie na realizacji tych wizji upłynie cała dekada. Bliższe zastosowania, choć może nie obecne w każdym domu, to wszelkiego rodzaju elektrody. Grafen przewodzi elektryczność i przepuszcza światło, więc można będzie takie przezroczyste elektrody nakładać na ogniwa słoneczne, które pewnie szybko pojawią się na rynku" - prognozuje badacz.

Zaznacza, że w elektronice kierunki nowych badań trzymane są w ścisłej tajemnicy. Niedawno IBM ogłosił swój kolejny sukces - jeszcze szybszy tranzystor. Zapewne parę lat upłynie zanim będzie można budować układy elektroniczne w oparciu o grafen.

"Firma IBM w 2010 r. przedstawiła już pierwszy tranzystor wykonany na bazie nowego materiału. Przypominam, że operujemy tu warstwą o grubości jednego atomu. Zatem obróbka takiego materiału jest bardzo skomplikowana, ale przy obecnym poziomie technologii możemy się spodziewać za kilka lat zastosowania grafenu w nowoczesnych przyrządach elektronowych " - uważa polski badacz grafenu.

PAP - Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

http://www.naukawpolsce.p...ckSum=279335721

jerzydom - 2011-05-11, 07:19

Microsoft przejmie Skype. Jakie nowości dla użytkowników?

Firma Microsoft, światowy producent oprogramowania komputerowego, przejmuje najpopularniejszy na świecie komunikator internetowy - Skype. Obecnie Skype posiada 170 mln aktywnych użytkowników.
Firmy Microsoft oraz Skype ogłosiły dzisiaj podpisanie umowy, na mocy której Microsoft kupi firmę Skype, światowego lidera w zakresie komunikacji internetowej. Wartość transakcji wynosi 8,5 miliarda dolarów. Udziały w firmie zostały kupione od grupy inwestycyjnej, której przewodzi firma Silver Lake. Porozumienie zostało zaakceptowane przez zarządy obu przedsiębiorstw.
Przejęcie ma poprawić dostępność internetowej komunikacji wideo i głosowej odbywającej się w czasie rzeczywistym. Umowa zaowocuje także znaczącymi możliwościami biznesowymi i zwiększeniem przychodów. Połączenie zwiększy siłę światowej klasy marki, jaką jest Skype, jak również zasięg sieciowej platformy tej usługi. Rozbuduje także dotychczasowy portfel usług i produktów firmy Microsoft do komunikacji w czasie rzeczywistym.
Skype jest pionierem w dziedzinie globalnej komunikacji internetowej. Według danych z 2010 roku firma posiada 170 milionów aktywnych użytkowników, którzy spędzili ponad 207 miliardów minut rozmawiając poprzez video chat i połączenia głosowe. Skype będzie zintegrowany z urządzeniami firmy Microsoft, takimi jak Xbox i Kinect, Windows Phone i inne. Z poziomu Skype'a będzie można podłączyć się do społeczności korzystających z takich rozwiązań Microosft jak Lync, Outlook czy Xbox Live. Microsoft będzie nadal inwestował i wspierał tych klientów Skype'a, którzy korzystają z innych platform.
Skype będzie oddzielną dywizją wewnątrz Microsoft. Obecny prezes firmy Skype, Tony Bates, obejmie stanowisko prezesa Microsoft Skype Division i będzie raportował bezpośrednio do Steve'a Ballmera.
Finalizacja umowy jest uzależniona od zgody organów regulacyjnych i innych zwyczajowych warunków dla takiej transakcji. Zarówno Microsoft, jak i Skype wyrażają nadzieję na uzyskanie wszystkich wymaganych stosownych zezwoleń w ciągu roku kalendarzowego.
Skype i Microsoft zawarły ostateczne porozumienie, na mocy którego Microsoft przejmie Skype dla 8,5 mld dolarów. Po zakończeniu akwizycji Skype będzie działać jako nowy dział w firmie Microsoft.

[Łukasz Szewczyk]

http://www.proline.pl/?r=...la-uzytkownikow

Van Worden - 2011-05-12, 16:55

Cytat:
Google wprowadzi na rynek nowy rodzaj notebooków - Chromebooki, czyli komputery przenośne korzystające z systemu Chrome OS.

Google rzuca wyzwanie Windows i Mac OS - Chrome OS będzie korzystał z wszystkich aplikacji stworzonych przez Google, ale przede wszystkim - informacje zgromadzone przez system będą przechowywane w internecie ("w chmurze"). Ma to swoje plusy, ponieważ użytkownicy nie będą musieli np. korzystać z programowania antywirusowego. Przez to jednak Chromebooki będą wymagały ciągłego połączenia z siecią.

Na rynek trafią modele Chromebooków wyposażone w moduły WiFi oraz 3G. Pierwszymi partiami sprzętu zajmą się Acer oraz Samsung. Model zaprezentowany przez Samsunga (Series 5) ma ekran o przekątnej 12,1 cala i procesor Atom Dual-Cor. Natomiast urządzenie Acera ma ten sam procesor, natomiast ekran ma przekątną 11,6 cala.

Na razie wiemy o premierze Chromebooków w USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Włoszech, Hiszpanii i Niemczech.


http://nt.interia.pl/news...le,1637246,2258

GrzegorzB - 2011-05-12, 17:21

Postanowiłem dać to w wątku o nowych technologiach. Każdy ma takie, na jakie go stać:

"Premier Rosji Władimir Putin przetestował najnowszy model Łady Granta, który do produkcji trafi pod koniec roku. Mimo, że samochód odpalił dopiero za piątym razem, a premier miał też trudności z otwarciem bagażnika, był zachwycony. Zachwalał gabaryty bagażnika, bo "spokojnie zmieszczą się w nim dwa worki ziemniaków" - informuje portal newsru.com " :lol:

http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

Van Worden - 2011-05-12, 18:00

Sądzisz, że trend przyjmie się w Rosji czy może pójdzie dalej? Już widzę reklamy nowych Citroenów czy Volkswagenów - "u nas zmieścisz nie tylko worki ziemniaków, ale zostanie też miejsce na kilku buraków" :-D
GrzegorzB - 2011-05-13, 11:13
Temat postu: Tak to jest z ekranami LG... z "kultowym" Apple
http://pclab.pl/news45841.html

"Tuż po oficjalnym uruchomieniu sprzedaży drugiej generacji tabletu iPad, informowaliśmy od doniesieniach o tym, że nowe cacko firmy Apple ma wadę fabryczną. Problem polega na tym, że w niektórych egzemplarzach pojawiają się jasne "plamy" blisko krawędzi.

Wtedy producent iPadów milczał i dopiero po dwóch miesiącach okazało się, że wada faktycznie jest i została potwierdzona. Teraz jest jasne to, że problem dotyczy tych iPadów 2, w których zamontowano wyświetlacze pochodzące z fabryk firmy LG Electronics.

Ekrany do iPadów 2 dostarczaja dwie firmy - LG właśnie, a także Samsung. Z produktami tej drugiej nie ma najmniejszych problemów. LG Electronics wstrzymało produkcję wyświetlaczy dla firmy Apple i dostawy ma wznowić wraz z początkiem nowego kwartału fiskalnego. "

GrzegorzB - 2011-05-15, 09:47

"Naukowcy biją na alarm. Udało im się dowieść, że sygnały wysyłane przez telefony komórkowe nie tylko irytują pszczoły, ale powodują również ich nagłą śmierć"

http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2011-05-19, 07:25

http://technowinki.onet.p...71,artykul.html
GrzegorzB - 2011-05-19, 10:01

Jak wiele technologii, elektroniczny tusz ma swoje zalety ale i wady. Zaletą jest niewątpliwie bardzo mały średni pobór mocy. Wady są za to poważne - brak możliwości podświetlania oraz przystosowanie do obrazów statycznych a nie dynamicznych. Tak więc można zapomnieć o szybko zmieniających się wykresach w wykrywaczu :)
Ale z monochromatycznym LCD nie jest źle. Matryca taka jak w XLT, jeśli obraz nie jest zmieniany, też pobiera kilka mA, czyli drobny procent poboru reszty układu wykrywacza. Dopiero przeładowywanie informacji powoduje, że kontroler pobiera coś koło 200mA o ile pamiętam. W kontrolerze e-ink będzie to podobnie wyglądało.
Nadajniki czasu na całym świecie i zegarki które to odbierają, również naręczne, są znane od co najmniej kilkunastu lat - żadna nowość.

jerzydom - 2011-05-21, 21:33

Jeśli zastanawiacie się czy kupić telewizor Full HD, możecie już przestać, ponieważ niedługo ten standard odejdzie do lamusa, zastąpiony czymś znacznie lepszym. Sharp pokazał prototypowy ekran o rozdzielczości kilkanaście razy większej niż obecnie stosowana.

Jeszcze niedawno wszyscy zachwycali się obrazem w rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli, nie mogąc się nachwalić ile oferuje szczegółów. Za kilka lat nikt nawet nie spojrzy na ekrany o tak mizernej rozdzielczości, ponieważ Sharp zapowiada telewizory, które zaoferują rozdzielczość aż 7680 x 4320 pikseli, czyli mniej więcej 16 razy więcej niż obecne ekrany.

Firma już zaprezentowała prototyp takiego super telewizora o przekątnej 85 cali, wyświetlającego aż 103 piksele w jednym calu, co sprawi, że trzeba mieć sokoli wzrok, lub usiąść mniej niż metr od ekranu, aby zobaczyć strukturę pikseli.

Telewizor zapowiada się pięknie, lecz powstaje pytanie, skąd wziąć materiał do wyświetlania na takim ekranie. Czy będziemy musieli wyrzucić nasze kamery HD i przestawić się na lepszy sprzęt? Przecież standard Blu-ray nie wykorzysta potencjału tego ekranu nawet w niewielkim stopniu.

Ale nie przejmujcie się, Sharp zapowiada, że technologia nie pojawi się na rynku wcześniej niż w 2020 roku, więc producenci elektroniki użytkowej mają jeszcze czas na opracowanie nowego rodzaju kamer
http://technowinki.onet.p...22,artykul.html

GrzegorzB - 2011-05-22, 00:24

Właśnie... póki co nawet kamer 3D i filmów na płytach w 3D jest tyle co nic...
sovereign2000 - 2011-05-27, 13:35
Temat postu: Nowe technologie /i więcej/ > ODKRYWCY PL
Dział "Technologia"

http://odkrywcy.pl/kat,11...,kategoria.html


Dział "Kosmos"

http://odkrywcy.pl/kat,11...,kategoria.html

jerzydom - 2011-05-31, 05:05

Firma D-Wave sprzedała pierwszy komercyjny komputer kwantowy. To przejście eksperymentalnej technologii do fazy komercyjnej.

Komputery kwantowe wykorzystują zupełnie inne właściwości materii niż klasyczne komputery półprzewodnikowe. W komputerach klasycznych komórka pamięci to układ elektroniczny zawierający jednostkę zapisanej informacji - bit o wartości 0 bądź 1. W komputerze kwantowym jednostką pamięci jest qbit - kwantowy bit - czyli pojedyńczy atom utrzymywany skomplikowaną aparaturą w ściśle określonym stanie kwantowym lub kombinacji takich stanów. Dzięki temu w jednym qbicie można na raz zapisać i 0 i 1 i przeprowadzać obliczeniach na wszystkich możliwych kombinacjach danych wejściowych na raz. Jeżeli na przykład przy łamaniu szyfru trzeba sprawdzić astronomiczną liczbę kombinacji wszystkich 128 bitów klucza, to komputer kwantowy rozwiąże to zadanie w jednym obliczeniu, a nie próbując wszystkie kombinacje po kolei.

Komputer kwantowy D-Wave Onekosztuje 10 milionów dolarów i wymaga osobnego, specjalnie przygotowanego pomieszczenia z aparaturą kriogeniczną. Pierwszy egzemplarz kupiła firma Lockheed-Martin.
http://www.proline.pl/?r=...ntowy-sprzedany

GrzegorzB - 2011-05-31, 23:07

http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

"Według badań Światowej Organizacji Zdrowia telefony komórkowe "prawdopodobnie powodują raka". Wiele dowodów wskazuje na to, że osoby korzystające z komórek są narażone na zwiększone ryzyko zachorowania na raka mózgu - czytamy na stronach bbc.co.uk. ..."

jerzydom - 2011-06-01, 08:05

Tajemnica grafenu rozwiązana?

Układane jedna na drugą, warstwy grafenu zmieniają swoje właściwości w zależności od stopnia wzajemnego oddziaływania, modyfikowanego przez skręcenie warstw względem siebie. To odkrycie tłumaczy inne, nieco tajemnicze zachowanie się tak przygotowanego węglowego materiału, w porównaniu do oryginału - grafitu, donosi "Physical Review Letters".
Grafen, czyli atomowej grubości płaszczyzna utworzona wyłącznie z węgla, na dobre zawładnął umysłami naukowców na całym świecie. Od kilkunastu lat, od dnia odkrycia grafenu, prowadzone są badania nad możliwością wykorzystania tego materiału zarówno w elektronice przyszłości, biomedycynie, jak i w przemyśle odzieżowym (e-tkaniny). By móc bezpiecznie wdrażać nowe technologie oparte na grafenie konieczne jest najpierw dokładne poznanie właściwości fizykochemicznych tego nanomateriału, który nadal kryje w sobie wiele tajemnic.
Przykładem mogą być zakończone niedawno badania prowadzone przez międzynarodową grupę naukowców łączącą badaczy z Rutgers University, Massachusetts Institute of Technology (USA) oraz University of Manchester (Wielka Brytania), podczas których analizowano cechy grafenowego analogu grafitu.

Teoretycznie grafen stanowi pojedynczą, atomowej grubości warstwę grafitu, z tego względu kilka warstw grafenu ułożonych jedna na drugą powinno zachowywać się jak kawałek grafitu - nic bardziej mylnego.

Przeprowadzone badania polegały na syntezie kolejnych - wytwarzanych jedna po drugiej - grafenowych warstw za pomocą techniki chemicznego osadzania z par CVD (ang. chemical vapor deposition). Dzięki temu możliwe było, w pewnym stopniu, odtworzenie struktury grafitu z atomowej grubości warstw grafenu. Tak wytworzony analog grafitu poddano badaniom fizykochemicznym, dzięki czemu określono jakie oddziaływania zachodzą pomiędzy poszczególnymi warstwami atomów węgla.

W badaniach użyto między innymi odpowiednio dopasowany skaningowy mikroskop tunelowy STM, który umożliwiał określanie wzajemnych relacji (odległość i kąt skręcenia) pomiędzy poszczególnymi warstwami grafenu.

Okazało się, że w zależności od kąta skręcenia warstwy względem kolejnych warstw, zmieniają się właściwości sztucznego grafitu. Jeżeli poszczególne warstwy grafenu ułożone jedna na drugą są skręcone o minimum 20 stopni całość wykazuje właściwości zbliżone do pojedynczej, atomowej grubości warstwy. Gdy kąt jest mniejszy (1 stopień) materiał zyskuje zupełnie nowe właściwości, które mogą według naukowców wynikać z silnych wzajemnych oddziaływań (typu stacking) pomiędzy atomami węgla poszczególnych warstw ułożonych w stos.

Według naukowców uzyskane wyniki pozwolą w przyszłości na świadome modyfikowanie właściwościami fizykochemicznymi poszczególnych warstw syntetycznego grafitu, dzięki czemu możliwe będzie tworzenie nowych przewodzących materiałów na bazie atomowych grubości warstw węgla. KLG

PAP - Nauka w Polsce

http://www.naukawpolsce.p...kSum=1671523549

jerzydom - 2011-06-02, 08:34

Intel wymyślił nowy typ komputera przenośnego
Piotr Gontarczyk, Wtorek, 31 maja 2011, 15:52Tagi: cpu, haswell, intel, ivy bridge, komputer przenośny, notebook, procesor, sandy bridge, ultrabook Korzystając z okazji, a więc targów Computex 2011, firma Intel zapowiedziała między innymi nowy typ komputera przenośnego, który ma zająć swoje miejsce wśród puchnącej już gromadki. Tym razem producent wpadł na pomysł o nazwie "ultrabook".
Czym jest taki ultrabook? To cienki, lekki komputer przenośny, kosztujący do 1000 dolarów i łączący w sobie możliwości notebooków i tabletów. Ultrabook ma grubość poniżej 0,8 cala, a jego akumulator może zapewniać zasilanie przez 10 godzin lub więcej. Stosowane w nich mają być dyski SSD lub technologia RST.
Pierwsze ultrabooki mają pojawić się z procesorami Intel "Sandy Bridge", a ich pierwszymi przedstawicielami mają być konstrukcje firmy ASUS, należące do serii UX. Kolejna fala ultrabooków pojawić się ma w przyszłym roku, wraz z 22-nanometrowymi procesorami Intel "Ivy Bridge".
W 2013 na rynek trafić mają ultrabooki z 22-nanometrowymi procesorami Intel "Haswell", które mają ponoć mieć zapotrzebowanie na energię o połowę mniejsze niż konstrukcje dostępne dziś.
Wygląda na to, że Intel po prostu zapowiada nowe procesory serii CULV (Consumer Ultra-low voltage), tyle że elementem ich promowania ma być wymyślony typ komputera, do którego mają być przeznaczone.
Czekamy na hiperbooki.

http://pclab.pl/news46112.html

jerzydom - 2011-06-08, 20:10

Sensoryczne koszulki, przewodzące spodnie

Naukowcy z North Carolina State University (NCSU) opracowali prostą technologię nanoszenia przewodzących nanopowłok na materiały tkane jak bawełna oraz na tworzywa sztuczne jak polipropylen - poinformował portal North Carolina State University.
Jak stwierdzili w swojej pracy, wdrożenie tego typu technik pozwoliłoby na znaczne zmniejszenie kosztów urządzeń elektronicznych oraz czujników używanych np. w lecznictwie, przemyśle czy służbach mundurowych.
Do nanoszenia powłok z nanocząsteczek użyto technologii ALD (Atomic Layer Deposition). Jest to metoda chemiczna, umożliwiająca nanoszenie cienkich powłok w próżniowej komorze reakcyjnej poprzez sekwencyjną zamianę substancji w stanie gazowym. W tym celu aplikowane są dwie substancje zwane prekursorami.
Pierwszy prekursor osiada na powierzchni i tworzy podkład. Po oczyszczeniu komory trafia do niej drugi prekursor, reagujący z substancją, która wcześniej została osadzona na podłożu. Przygotowana w ten sposób powłoka jest jednorodna, pozbawiona defektów i jednocześnie całkowicie odwzorowuje powierzchnię pokrywanej substancji.
Technologia ALD umożliwia nanoszenie nanopowłok nie tylko na powierzchniach płaskich, ale także posiadających skomplikowaną geometrię. Powłoki naniesione tą metodą mają grubość od 2 nanometrów do kilkudziesięciu mikrometrów, ale możliwe jest, przy zastosowaniu specjalnych urządzeń, tworzenie powłok o grubości angstremów. Naukowcy z NCSU opracowali też metodę mierzenia przewodnictwa nowo naniesionych powłok, uwzględniającą kilkadziesiąt pomiarów na powierzchni z naniesioną nanopowłoką.
Jak twierdzą badacze, nowe rozwiązanie umożliwi stworzenie prostych układów elektronicznych w tekstyliach. Mogą to być np. czujniki, informujące bezprzewodowo o stanie zdrowia pacjenta (ciśnienie, rytm serca i oddechowy, temperatura) umieszczone w bieliźnie szpitalnej, podobne czujniki przeznaczone dla żołnierzy i służb mundurowych czy aplikacje związane z projektami tzw. wearable computer czyli odzieży z układami procesorowymi.
Praca dotycząca technologii opracowanych w NCSU została opublikowana w czerwcowym numerze magazynu Advanced

http://www.naukawpolsce.p...kSum=1683834470

jerzydom - 2011-06-09, 06:31

Pociąg napędzany energią słoneczną

W poniedziałek na północy Belgii, w okolicach Antwerpii ruszył pierwszy szybki pociąg napędzany energią słoneczną - porusza go energia uzyskana z 16 tys. paneli słonecznych położonych na dachu tunelu kolejowego - napisał we wtorek dziennik "Le Monde".
W swym wydaniu internetowym "Le Monde" opisuje debiut "zielonego pociągu", który przejechał 25 km, dzięki bateriom słonecznym umieszczonym na powierzchni tunelu, liczącego 3,4 km długości. Stanowi on część super szybkiej linii kolejowej łączącej Antwerpię z Amsterdamem.
Linie kolejowe są w stanie uzyskać z powierzchni 50 tys. metrów kwadratowych ( około 8 boisk piłki nożnej) 3,3 tys. MWh.
Energia ta pozwoli czterem tysiącom super szybkich pociągów nie tylko "jeździć na energii słonecznej", ale też przekazywać nadwyżkę prądu do systemu na dworcach kolejowych w Belgii, by je oświetlić i ogrzać - pisze "Le Monde" i podkreśla, że do uzyskania dodatkowej energii wystarczy wykorzystać wolne powierzchnie dachów (np. dworców i hangarów) oraz puste tereny i zainstalować tam panele słoneczne. FIT

http://www.naukawpolsce.p...kSum=1974753305

PAP - Nauka w Polsce

jerzydom - 2011-06-12, 07:29

Superkomputer z Teslą i wydajność 1,87 petaflopów w obliczeniach zachowania 110 miliardów atomów
Piotr Gontarczyk, Czwartek, 9 czerwca 2011, 21:23Tagi: chiny, nauka, nvidia, serwer, superkomputer, technologia, tesla, tianhe, tianhe-1a Chińscy naukowcy przeprowadzili rekordowo szybkie symulacje molekularne pozwalające na znaczne usprawnienie i zwiększenie wydajności produkcji krystalicznego krzemu. Jest on kluczowym materiałem wykorzystywanym do wytwarzania paneli słonecznych oraz półprzewodników.
Badacze z Instytutu Inżynierii Materiałowej Chińskiej Akademii Nauk (CAS-IPE) wykorzystują do badań nad fizyką molekuł krzemu najszybszy superkomputer na świecie - Tianhe-1A. Dzięki temu, że jest on wyposażony w procesory graficzne NVIDIA Tesla, Tianhe pozwolił na 5-krotne skrócenie czasu wykonywania symulacji pomimo faktu, że obejmowała ona 2-krotnie większą liczbę molekuł niż w przypadku wcześniejszego rekordu.
Symulacja pozwoliła na stworzenie modelu zachowania 110 miliardów atomów przy niebotycznej wydajności 1,87 petaflopów. Poprzednia rekordowa symulacja obejmowała 49 miliardów atomów przy wydajności 369 teraflopów.
„Symulacje komputerowe mają krytyczne znaczenie dla badań nad nowymi materiałami i metodami ich wytwarzania, ponieważ pozwalają na uzyskanie dużo bardziej szczegółowych informacji niż standardowe metody, przy jednoczesnym znacznym zmniejszeniu kosztów”, powiedział Dr. Wenlai Huand z CAS-IPE, „dzięki technologii przetwarzania równoległego na 7168 procesorach graficznych NVIDIA Tesla w superkomputerze Tianhe-1A możemy przeprowadzać symulacje badające zachowanie materiałów w różnych warunkach wielokrotnie szybciej niż do tej pory”.
Tianhe-1A, znajdujący się w Narodowym Centrum Superkomputerowym w Tianjin w Chinach zajmuje obecnie pierwszą pozycję na liście Top500, klasyfikującej najszybsze superkomputery na świecie. Poza symulacjami prowadzonymi przez CAS-IPE, jest on również wykorzystywany do badań w zakresie eksploracji złóż paliw płynnych, wytwarzania nowych leków czy modelowania zjawisk pogodowych.
Członkowie zespołu CAS-IPE zaprezentują wyniki swoich badań podczas GPU Tech Conference (GTC), która odbędzie się w dniach 14-17 maja 2012 roku w San Jose, a także GTC China w dniach 15-16 grudnia br. w Pekinie. Źródło: NVIDIA
http://pclab.pl/news46206.html

jerzydom - 2011-06-14, 13:21

Grafenowe telefony komórkowe

Naukowcy i inżynierowie z USA opracowali układ sygnałowy do telefonów komórkowych oparty na grafenie. Umożliwi on zwiększenie zasięgu sygnału w tych telefonach i wdrożenie szybkich sieci transmisji danych - podał magazyn Technology Review.
Badacze i inżynierowie pracujący dla koncernu IBM opracowali zintegrowany układ skanowania częstotliwości, nadawania, przetwarzania i odbioru sygnałów radiowych, przeznaczony dla urządzeń komórkowych i sieci bezprzewodowych. Oparty na komponentach wykonanych z grafenu, jest on wielokrotnie szybszy od dotychczas produkowanych.
Grafen jest jedną z alotropowych form węgla, odkrytych w 2004 roku przez mieszany zespół amerykańsko-rosyjski. Jest zbudowany z pojedynczej warstwy atomów węgla, wytwarzających połączone, sześcioczłonowe pierścienie. Atomy węgla tworzą w grafenie dwuwymiarową siatkę przypominającą plaster miodu.
Niewielka rezystancja grafenu przy szybkim ruchu elektronów powoduje iż może on zastąpić krzem w układach analogowych jak rozwiązania stworzone przez badaczy z IBM. Układy takie umożliwiają stabilną łączność komórkową i bezprzewodową o większym niż do tej pory zasięgu oraz praktyczne wdrożenie rozwiązań szybkich sieci bezprzewodowych do transmisji danych, dostępnych także dla indywidualnego użytkownika.
Naukowcy i inżynierowie z IBM zbudowali mikser częstotliwości, złożony z tranzystorów grafenowych pracujących w wysokich częstotliwościach, oraz dwóch elementów ze stopów metali zwanych induktorami. Mikser częstotliwości jest podstawowym elementem używanym w analogowych układach elektronicznych, m.in. stosowanych w łączności bezprzewodowej. Umożliwia on przekształcenia sygnału radiowego, używanego do transmisji danych i przesyłania informacji na sygnał w częstotliwościach odbieranych przez ludzkie ucho.
Układ zbudowany przez IBM składa się z wafla z węglików krzemu pokrytego powłoką gra fenową. Wytrawiono warstwę grafenową otaczającą tranzystory, umożliwiając induktorom ze stopów metali integrację z bez styku z nimi. Przy bezpośrednim połączeniu nastąpiłaby bowiem degradacja tranzystorów. Cały układ pracuje z częstotliwością 10 GHz - wielokrotnie wyższą niż dzisiaj stosowane.
Obecnie naukowcy z IBM chcą skupić się na zwiększeniu wydajności i stabilności tranzystorów w układzie, aby jak najszybciej osiągnąć stadium komercyjnego wdrożenia projektu.
Badacze z IBM twierdzą iż zastosowane rozwiązane jest na tyle nowatorskie iż minie ponad 5 lat, zanim zostanie masowo wdrożone w urządzeniach bezprzewodowych i telefonach komórkowych. MMEJ

PAP - Nauka w Polsce

http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1935748071

GrzegorzB - 2011-06-14, 18:32

No tak. Zbudowali eksperymentalny mieszacz mikrofalowy z 4 tranzystorów a tytuł artykułu "grafenowe telefony komórkowe".
Ach, ci dziennikarze... :lol:
30 lat temu w niezapomnianym programie "Sonda", Kurek i Kamiński pokazywali optyczną bramkę logiczną. Oczywiście eksperymentalną. W "międzyczasie" przewaliła się cała epoka komputerów osobistych. Ilość tranzystorów w pojedynczym układzie wzrosła z kilku tysięcy do kilku milionów a prędkość taktowania z kilku megaherców do kilku gigaherców, a optycznego mikroprocesora jak nie było tak nie ma. Podobnie zresztą jak sensownej wielkości sieci neuronowych i masowego zastosowania pamięci holograficznych, w których tez pokładano wielkie nadzieje. Rozwija się to co jest tanie, łatwe do opanowania i można na tym stosunkowo szybko zarobić.

jerzydom - 2011-06-15, 06:43

Szpieguj i podglądaj sąsiadów
Produkt jest już dostępny w Polsce w od 1299 złotych.

http://technowinki.onet.p...,foto-duze.html

uben - 2011-06-15, 17:09

Wiatrem zawieje i po robocie :mrgreen:
Nie wiem dlaczego ale już widzę unoszące się nad lasami i polami te ptaki 8-)

GrzegorzB - 2011-06-15, 17:48

To kolejna wersja zabawki kilkurazowego użytku pod postacią latającego czegoś ze styropianu. Były ważki, śmigłowce po 30zł. Za rok na allegro za 200zł będzie można to kupić.
Jedno jest pewne - nie ma tu nic z nowych technologii. To sa rzeczy które były już 10 lat temu do kupienia w sklepach modelarskich, tyle że w częściach, czyli niedostępne do złożenia dla Kowalskiego.

jerzydom - 2011-06-15, 19:01

10 lat temu ta zabawka nie udźwignęła by kamery z tego okresu/
GrzegorzB - 2011-06-15, 21:19

taniej kamery nie, ale 10 lat temu puszczałem takie zabawki "własnego chowu" i robiły zdjęcia współczesnymi cyfrówkami wyzwalanymi z aparatury. Nie ja jeden zresztą. Wchodziły wtedy masowo do modelarstwa silniki bezszczotkowe na neodymach o potężnej mocy w porównaniu ze zwykłymi komutatorowymi, tylko kosztowały sporo. Dzisiaj komplet silnik + regulator (małej mocy) kosztuje coś koło 50zł - tyle co dobre śmigło. Wtedy sam goły silnik kosztował co najmniej 2 stówy. Wchodziły tez już wtedy do użycia w modelarstwie akumulatory litowe. Jeszcze o małej wydajności, ale bardzo lekkie. Zasilałem z pakietu takich ogniw duży szybki samolot 2kg.
Potem zaczęły się masowo pojawiać chińskie akcesoria bardzo tanie. Wcześniej żyroskop do śmigłowca był niezłym wydatkiem i nie był drobinką mniejszą od wtyczki jak teraz.

Moc napędów jest taka, że wszystko poleci :)
http://www.youtube.com/wa...feature=related

jerzydom - 2011-06-16, 06:20

Dom przyszłości

Do przyszłości, wbrew popularnej opinii to nie tylko systemy ułatwiające życie mieszkańcom, otwierające rolety, polaryzujące okna w południe, czy systemy ekologicznego klimatyzowania pomieszczeń. Dom proponowany przez Microsoft to bardzo wygodne miejsce do mieszkania. Dla osób z zasobnymi portfelami dostępny już dziś.
Sterowniki i mechanizmy regulujące działanie okien i drzwi wraz ze sztuczną inteligencją, która może podejmować proste decyzje są opracowane i zainteresowani znajdą bez problemu takie rozwiązania, które będą im odpowiadały. Większy nacisk należy położyć na sposób w jaki będziemy się komunikowani z domem i wbudowanymi w niego rozwiązaniami. Klawiatura w każdym pokoju? To niewygodne. Lepszy jest interfejs, do którego jesteśmy przygotowani niemal od urodzenia. To gesty i mowa.
Prace nad rozpoznawaniem mowy trwają od szeregu lat i efekty tych prac można spotkać między innymi w urządzeniach popularnych na co dzień. „Silnik start” w samochodzie, „wybierz numer” w smart fonie, to coraz częstsze udogodnienia, które jako przestarzałe nie trafiają już do filmów sf – mamy je u siebie w domu. Jeżeli rozważymy rozszerzenie interfejsu o kolejne komendy, otrzymamy właśnie przyjazny dla użytkownika dom.

Do rozmowy „panna Grace” z domu Microsoft jeszcze się nie nadaje, ale słucha grzecznie poleceń i może podać najważniejsze informacje natychmiast.

Warto zacząć od momentu, w którym otwierają się drzwi. Systemy zabezpieczeń w postaci rozpoznawania twarzy, odcisków palców lub inne biometryczne metody zabezpieczeń są dostępne i używane. Gość przed drzwiami może zostać sfotografowany, a zdjęcie z rozpoznaną twarzą zostanie dostarczone do telefonu. Mieszkaniec domu może podjąć decyzję, co dalej z gościem należy zrobić. Jeżeli to zaufany przyjaciel, można go zaprosić do środka i poprosić, żeby poczekał na powrót właścicieli mieszkania. Mniej mile widzianych można poprosić, żeby zostawili wiadomość wideo.
Wewnątrz domu każdy element może podlegać regulacjom ze strony systemu „Grace”. Jeżeli mamy kwiaty, czujniki wilgotności podłoża podpowiedzą, kiedy należy je nawodnić, bardziej złożone czujniki podpowiedzą nawet, czy należy sztucznie doświetlić roślinki lub wykonają to za nas.
Po powrocie do domu pozbywamy się przedmiotów, które utrudniają komfortowy wypoczynek. Telefon i zegarek, odzież wierzchnią. Te przedmioty warto zostawiać w wybranych miejscach, żeby nie musieć szukać przed ponownym wyjściem. Urządzenia elektroniczne w domu przyszłości są wyposażone w ładowarki indukcyjne, które doładowują baterię i komunikują się z systemem domu do przesyłania informacji. Zdjęcia z telefonu mogą szybko zostać przetransportowane wraz z kalendarzem i listą zadań do wskazanego przez gospodarza telewizora, np. w salonie. Tam siedząc na kanapie, ze świeżo wyciśniętym sokiem i podgrzanym przez automat posiłkiem można przejrzeć dane, poprosić „Grace” o włączenie muzyki. Jeżeli rozmowa z automatem jest niewygodna, posługując się kamerami – identycznymi jak w Kinect – gestami będziemy mogli zarządzać wyświetlanymi i odtwarzanymi na ekranie danymi.
Każdy, kto chce przyrządzić potrawę, nie pamięta jednak przepisu może skorzystać z interaktywnego stołu, który podpowie, jakie składniki, w jakiej kolejności i jak długo poddawać obróbce termicznej. Proste i wygodne. Jak system rozpozna składniki, które są dostępne w domu? Dzięki metkom RFID lub kodom graficznym. Dzięki temu lodówka może zamówić kończące się produkty, pralka dobrać odpowiednią ilość środków piorących do rodzaju materiału, a „Grace” podpowie co dziś można ugotować.
Ważnym elementem domu jest miejsce, na którym umieszczane są informacje o datach, czynnościach, które trzeba wykonać. W domu przyszłości Microsoft zaproponowano, aby ściana miała wbudowany wyświetlacz, przecież do edycji tekstu można zastosować monochromatyczny, który wyświetli godzinę, datę, przypomnienie. Ważne wydarzenia czy zaproszenia powieszone na ścianie mogą zostać rozpoznane i zaprogramowane do przypomnienia w odpowiednim czasie. To pozwala na pozbycie się przyklejonych kartek i magnesików, którymi często oklejone są nasze lodówki.
Wystrój wnętrza można dopasować stosując np. projektory. Wygląd ścian ma znaczenie dla naszego samopoczucia, a zmiana tapety to duży wydatek. Projektory mogą zastąpić z powodzeniem dekoratora, a ulubiony wzór będzie się zmieniać, dopasowując się do nastroju właściciela. Wraz z tapetą drugi projektor może wyświetlać film czy teledysk - wygodne i eleganckie.
Idąc spać warto jeszcze włączyć alarm, zamknąć dom i wyregulować temperaturę, do tego wystarczy kilka słów do „Grace”.

http://technowinki.onet.p...,foto-duze.html

jerzydom - 2011-06-16, 15:11

Jakość życia w zegarku

Naukowcy i inżynierowie z USA zaprojektowali urządzenia, które monitorują stan zdrowia właściciela i ułatwiają mu zachowywanie zdrowego trybu życia. Mieszczą się w przekonstruowanych zegarkach - poinformował magazyn Technology Review.

Badacze procujący dla małej firmy technologicznej Basis opracowali urządzenie monitorujące stan zdrowia w czasie rzeczywistym. Dokonuje ono pomiarów rytmu serca posługując się czujnikiem spektroskopowym bliskiej podczerwieni. Mierzy ono także temperaturę, puls, wydzielanie się potu - co jest miernikiem stresu - oraz rytm oddechowy.
W urządzeniu zamontowano również akcelerometr do mierzenia aktywności fizycznej oraz czujnik, mierzący na podstawie rytmu oddechowego i poruszeń ciała czas trwania faz snu. Dane, pozyskane w trakcie działania można przenieść przy pomocy łącza microUSB na komputer lub notebook.
Basis opracował dla swojego zegarka-miernika odpowiednie oprogramowanie, które ma pokazywać użytkownikowi np. ile spał, ile spalił kalorii i ile może ich jeszcze spalić przy odpowiednich ćwiczeniach i jaka jest wydolność jego organizmu. Urządzenie, które nie ma jeszcze nazwy, ma posłużyć poprawie jakości życia i zachowaniu zdrowego jego trybu, a także ułatwić pracę lekarzowi rodzinnemu, który może dzięki niemu otrzymywać dane o aktywności pacjenta.

Naukowcy i inżynierowie pracujący dla innej firmy technologicznej - Green Goose - opracowali podobne urządzenie, przeznaczone dla dzieci. Składa się ze stacji bazowej, która może być stacjonarna lub umieszczona na bransoletce jak zegarek i tanich sensorów wyposażonych w pasywne moduły łączności, podobnie jak w etykietach radiowych RFID, mocowanych na towarach.
Sensory te można rozmieszczać na przedmiotach i w miejscach, których używa się w codziennym życiu jak np. lodówka, psia obroża czy rower. Osobne czujniki jak np. akcelerometr mają rozmiar karty kredytowej. Sensory są umieszczone także w specjalnej podstawce na szczoteczkę do zębów.
Użycie każdej z "metkowanych" czujnikiem rzeczy lub bieg albo spacer z akcelerometrem, powoduje iż czujniki przesyłają dane o rodzaju aktywności do stacji bazowej. Stacja bazowa z kolei jest połączona z komputerem, na którym uruchomiona jest specjalnie napisana gra komputerowa. Przejście każdego jej poziomu wymaga zebrania przez dziecko odpowiedniej ilości punktów. Są one przyznawane za określone działania np. mycie zębów, spacery z psem, nie podjadanie chipsów.
Urządzenie opracowane przez Green Goose ma nauczyć zdrowego trybu życia i przyzwyczaić dziecko do aktywności fizycznej. Oba urządzenia znajdują się obecnie w fazie testowej. MMEJ

PAP - Nauka w Polsce
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1660935689

Van Worden - 2011-06-16, 15:17

Są już stosowane takie monitory pracy serca, które w przypadku wykrycia nieprawidłowej pracy i zakłóceń, automatycznie wysyłają sygnał do firmy monitorującej, która natychmiast wysyła do pacjenta karetkę. W sumie ciekawe i pożyteczne zastosowanie nowych technologii, które oby było dostępne dla wszystkich a nie tylko bogatych..
uben - 2011-06-16, 18:21

Ciekawe czy te monitory są odporne na fale jakie wywołują telefony komórkowe :roll:
jerzydom - 2011-06-16, 20:09

albo wykrywacze
jerzydom - 2011-06-17, 06:34

Rewolucyjne ogniwa paliwowe dzięki katalizatorowi z Polski

Dr hab. inż. Andrzej Borodziński z Instytutu Chemii Fizycznej PAN w Warszawie prowadzi badania nad ogniwami paliwowymi zasilanymi kwasem mrówkowym. (Źródło: IChF PAN/Grzegorz Krzyżewski)
Tanie, lżejsze od dotychczasowych i zapewniające możliwość ciągłej pracy - ogniwa paliwowe na kwas mrówkowy mogą zrewolucjonizować rynek przenośnej elektroniki. Ich upowszechnienie będzie możliwe dzięki nowemu katalizatorowi, opracowanemu w Instytucie Chemii Fizycznej PAN. Ogniwo paliwowe - wyjaśniają przedstawiciele IChF PAN w przesłanym PAP komunikacie - to urządzenie przetwarzające energię chemiczną w elektryczną. Prąd powstaje bezpośrednio wskutek spalania paliwa w obecności katalizatorów, stosowanych na anodzie i katodzie ogniwa.
"Teoretyczna sprawność zamiany energii chemicznej na elektryczną w ogniwach może sięgać nawet stu procent. Najlepsze istniejące obecnie ogniwa, wodorowe, w praktyce dochodzą do 60 proc. Dla porównania, sprawność niskoprężnych silników spalinowych to zaledwie około 20 proc." - mówi dr hab. inż. Andrzej Borodziński z IChF PAN.
Ogniwa paliwowe mogłyby znacząco poprawić wygodę korzystania z urządzeń elektronicznych, w których baterie wciąż się wyczerpują, wymagają ciągłych wymian lub długotrwałego ładowania.
Na przeszkodzie do ich komercjalizacji stoi jednak wiele problemów technicznych.
"Najpoważniejszą przeszkodą w upowszechnieniu ogniw wodorowych jest magazynowanie wodoru. Zagadnienie to okazało się niezwykle wymagające technicznie i wciąż nie doczekało się zadowalających rozwiązań. Konkurencyjne wobec wodorowych są ogniwa na metanolu. Sam metanol jest jednak substancją trującą, a zużywające go ogniwa trzeba budować z użyciem drogich katalizatorów platynowych. Co więcej, ogniwa metanolowe mają niewielką moc i pracują w stosunkowo wysokiej, a więc potencjalnie niebezpiecznej temperaturze (ok. 90 stopni)" - napisano w komunikacie.
Alternatywnym rozwiązaniem okazują się ogniwa paliwowe działające na kwasie mrówkowym.\
Jak wyjaśniają naukowcy z IChF PAN, reakcje zachodzą tu w temperaturze pokojowej, a sprawność i moc ogniwa są wyraźnie wyższe niż w ogniwach metanolowych. Poza tym, kwas mrówkowy jest substancją łatwą do przechowywania i transportu. Jednak aby ogniwo na kwasie mrówkowym działało stabilnie, potrzebny jest wydajny i trwały katalizator.

Taki właśnie katalizator opracowano w Instytucie.

"Opracowany przez nas katalizator początkowo ma niższą aktywność od dotychczas stosowanych katalizatorów z czystego palladu. Różnica znika jednak już po dwóch godzinach pracy. Dalej jest tylko lepiej. Podczas gdy aktywność katalizatora na czystym palladzie nadal spada, nasz pracuje stabilnie" - wyjaśnia dr Borodziński.
Zaletą opracowanego w IChF PAN katalizatora, szczególnie istotną z ekonomicznego punktu widzenia, jest fakt, że zachowuje swe właściwości podczas pracy w kwasie mrówkowym niskiej czystości. Kwas mrówkowy tego typu można łatwo produkować w dużych ilościach, w tym także z biomasy, zatem paliwo do nowych ogniw mogłoby być bardzo tanie.
Kwas mrówkowy otrzymywany z biomasy byłby paliwem w pełni ekologicznym. Produktami reakcji zachodzących z jego udziałem w ogniwach paliwowych są woda i dwutlenek węgla. "Ten drugi jest co prawda gazem cieplarnianym, ale biomasa jest pozyskiwana z roślin, które pochłaniają go podczas wzrostu. W rezultacie produkcja kwasu mrówkowego z biomasy i zużywanie go w ogniwach nie zmieniałyby ilości dwutlenku węgla w atmosferze. Ryzyko skażenia środowiska kwasem mrówkowym także jest niewielkie" - podkreślono w komunikacie.
Zdaniem naukowców z IChF PAN, ogniwa paliwowe na kwasie mrówkowym znalazłyby liczne zastosowania.
"Ich przydatność byłaby szczególnie wysoka w przenośnych urządzeniach elektronicznych - telefonach komórkowych, laptopach, GPS-ach. Ogniwa te mogłyby być instalowane także jako źródła zasilania pojazdów, od wózków inwalidzkich przez elektryczne rowery po jachty" - czytamy w komunikacie Instytutu.
W IChF PAN rozpoczynają się badania nad pierwszymi bateriami zbudowanymi z ogniw paliwowych na kwasie mrówkowym. Naukowcy spodziewają się, że prototyp komercyjnego urządzenia powinien być gotowy w ciągu kilku lat.

PAP - Nauka w Polsce

ekr/ agt/bs

http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1536824477

GrzegorzB - 2011-06-19, 16:29

Nowa technologia - z pewnością nie, ale trend - zapewne tak.
http://technowinki.onet.p...34,artykul.html
"Pewien Australijczyk o imieniu Chris Malloy postanowił, że stworzy latający motocykl. Jak postanowił, tak zrobił - z ogólnodostępnych części motocyklowych zbudował pojazd i nazwał go Hoverbike...."

uben - 2011-06-19, 17:15

Ciekawe jak ze sterownością , ile się może wznieść w górę i jak w razie czego ze spadaniem z motocykla ? jeśli będzie jako takie zabezpieczenie to biorę :-D
jerzydom - 2011-06-19, 19:42

Uben, zabezpieczenie zrób w dobrym zakładzie ubezpieczeniowym, żona i dzieci nigdy Cię nie zapomną
GrzegorzB - 2011-06-19, 20:23

To typowe drzwi od stodoły z przykręconym silnikiem i śmigłem. Latać może o ile odpowiednio zaprogramowany komputer to opanuje. Nie ma żadnej mowy o bezpośrednim ręcznym sterowaniu awaryjnym. Elektronika nawali albo cokolwiek, i lecisz na łeb :)
jerzydom - 2011-06-21, 20:36

USA/"Szpiegowskie muchy" wejdą do uzbrojenia sił powietrznych

nżynierowie w USA pracują nad budową małych samolotów bezzałogowych ("dronów") wielkości ptaków lub nawet owadów, które podobnie jak istniejące już na wyposażeniu Pentagonu większe drony służyłyby do rażenia nieprzyjaciela i szpiegowania.
Jak podał poniedziałkowy "New York Times", mikrodrony są tak skonstruowane, aby odtwarzały mechanikę lotu takich owadów jak motyle lub ćmy, oraz ptaków, np. jastrzębi. Ponieważ aerodynamika lotu ptaka jest bardziej skomplikowana, projektanci koncentrują się raczej na kopiowaniu owadów.
Miniaturyzacja dronów jest kolejnym etapem rozwoju technologii amerykańskich sił powietrznych, które w coraz większym stopniu opierają się na samolotach bezzałogowych.
Pentagon posiada ich obecnie około 7000, podczas gdy 10 lat temu miał tylko niecałe 50. W najbliższej dekadzie planuje się zmniejszanie liczby samolotów załogowych, natomiast liczba wielozadaniowych dronów takich jak Reaper, który służy do atakowania celów nieprzyjacielskich i zbierania informacji wywiadowczych, ma się zwiększyć prawie czterokrotnie, do 536.
Resort obrony chce w przyszłym roku przeznaczyć na budowę samolotów bezzałogowych prawie 5 mld dolarów i zwrócił się o takie fundusze do Kongresu. Szkoli się też "pilotów", czy raczej operatorów, którzy zdalnie kierują lotami takich maszyn - w samym tylko bieżącym roku planuje się ich wyszkolić 350.
"Szpiegowskie muchy", jak określa Pentagon swoje konstrukcje, mają być wyposażone w czujniki i mikrokamery do wykrywania sił nieprzyjaciela, broni nuklearnych i ofiar ataków, uwięzionych np. w gruzach zburzonych budynków.
Drony odgrywają coraz ważniejszą rolę w wojnach obecnie prowadzonych przez USA. Samoloty takie, zdalnie sterowane przez CIA, obserwowały dom, w którym ukrywał się w Pakistanie Osama bin Laden, zabity 2 maja przez amerykańskie siły specjalne.
Ostatnio wskutek ataku samolotu bezzałogowego zginął jeden z czołowych terrorystów w Pakistanie, Ilyas Kashmiri. Od 2006 r. drony zabiły ponad 1900 radykalnych islamistów w północno-zachodnich, plemiennych regionach Pakistanu.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski

PAP - Nauka w Polsce
http://www.naukawpolsce.p...kSum=1715432166

jerzydom - 2011-06-22, 14:19

Nowoczesne tkaniny zabezpieczą samoloty przed bombami

Nowy pokrowiec (Fly-Bag) na bagaże ładowane do samolotów ma je zabezpieczyć przed zniszczeniem wywołanym eksplozją ładunków wybuchowych zamkniętych w luku bagażowym. Na wdrożenie nowej technologii UE przeznaczyła ponad 2 mln euro - informuje „Chemistry World”.
Pomimo rygorystycznych kontroli podczas odprawy na lotniskach, nadal największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa lotu są ładunki wybuchowe przemycane w bagażu głównym, który ładowany jest do luków bagażowych pod pokładem samolotu. Eksplozja odpowiednio silnej bomby, w takich warunkach rozrywa po prostu poszycie samolotu, powodując katastrofę lotniczą.
By ograniczyć zagrożenie wynikające z obecności bomby na pokładzie statku powietrznego, od dłuższego czasu prowadzone są badania nad nowatorskimi technologiami i nowymi materiałami, które zabezpieczą konstrukcję samolotu przed zniszczeniem podczas wybuchu bomby.
Jednym z pomysłów jest nowo opracowany pokrowiec, który przez konstruktorów nazwany został Fly-Bag (czyli, w wolnym tłumaczeniu, torba lotnicza).
Najważniejszym elementem Fly-Bag jest modyfikator użyty do impregnacji tkaniny, z której wytworzono pokrowiec na bagaże lotnicze. Otóż, włókna tkaniny zostały zaimpregnowane substancją o charakterze STFs (ang. shear thickening fluid) - czyli cieczy, która po silnym uderzeniu staje się twarda niczym kamień.
Co ciekawe, utwardzające się ciecze można wytworzyć praktycznie w domu - potrzebna jest tylko mąka kukurydziana, woda i dużo wolnego czasu, by odkryć odpowiednie proporcje.
Czy naukowcy z University of Sheffield (Wielka Brytania), stanowiący trzon zespołu odpowiedzialnego za Fly-Bag, do impregnacji włókien przeciw bombowych pokrowców lotniczych wykorzystali mąkę kukurydzianą czy też inny materiał z grupy STFs, tego się nie dowiemy, gdyż technologia wytwarzania włókien objęta jest tajemnicą handlową.
Wiadomo jednak, że podczas wybuchu bomby zamkniętej w bagażu zabezpieczonym pokrowcem Fly-Bag, siła eksplozji jest niemal w całości pochłaniana przez odpowiednio zaimpregnowane włókna tkaniny. Wybuch powoduje utwardzenie się impregnatu STFs, dzięki czemu tkanina staje się twarda jak skała ograniczając siłę wybuchu. Jak twierdzą naukowcy, dzięki tej cesze konstrukcja samolotu, w którym wybuchłaby bomba, nie zostałaby uszkodzona.
Według autorów odkrycia, nowa technologia prawdopodobnie zostanie po raz pierwszy użyta w transporcie lotniczym po około dwóch latach, gdyż tyle czasu wymagać będzie certyfikacja pokrowca Fly-Bag. Na rozwój tego jakże ważnego dla bezpieczeństwa transportu lotniczego projektu, Unia Europejska przeznaczyła ponad 2 miliony euro dotacji.

PAP - Nauka w Polsce
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1334770649

jerzydom - 2011-06-23, 10:45

Telefon z wieczną baterią?
2011-06-22 18:42 Drukuj RSS Newsletter

Naukowcy z Uniwersytetu RMIT w Melbourne twierdzą, że są bliscy stworzenia wiecznej baterii. Jednak zanim ona powstanie, pozostaje jeszcze do rozwiązania kilka wyzwań natury technologicznej.
Australijscy naukowcy stworzyli materiał wykorzystujący piezoelektrykę, który przetwarza energię mechaniczną w elektryczną. Chcą go umieścić m.in. pod klawiaturą telefonu, aby przetwarzał każde przyciśnięcie klawisza na małą porcję energii elektrycznej, która ładowałaby jego baterię.
Jako przykład zastosowania wymieniają oni również możliwość umieszczenia stworzonego materiału np. w obuwiu i zamiany energii wytwarzanej podczas chodzenia czy biegania. Powstałą w tej sposób energią można by ładować nie tylko telefony, ale również inną elektronikę użytkową, np. laptopy.
Co przeszkadza we wprowadzeniu tej technologii na rynek? Naukowcy muszą jeszcze opracować metodę na wzmocnienie wytwarzanej w ten sposób energii. Nie bez znaczenia jest również wysoki obecnie koszt materiałów, który nie pozwala na popularyzację takiego rozwiązania.
Dopiero po pokonaniu m.in. tych przeszkód technologia będzie mogła wejść w fazę testową. Trwałyby one co najmniej kilka miesięcy, tak więc pojawienia się wiecznych baterii nie należy się spodziewać wcześniej niż w drugiej połowie 2012 roku i później. (Q!)


źródło: CNET, cellular-news, wł

GrzegorzB - 2011-06-23, 12:19

Baju baju... pewnie spłodzili artykuł w ramach żebrania o granty.

"Naukowcy muszą JESZCZE opracować metodę na wzmocnienie wytwarzanej w ten sposób energii." :lol: Czyli są w tym samym punkcie w jakim była technika 50 lat temu

Przyjmuję zakłady, że nie tylko w 2012 ale również w 2022 nadal nie będzie przetworników nacisku na energię elektryczną o sprawności istotnie lepszej niż obecnie, czyli żałosnej.

jerzydom - 2011-06-27, 07:27

Nowe wydajne ogniwa słoneczne

Naukowcy z USA skonstruowali nowe ogniwa słoneczne o wysokim poziomie wydajności. W ciągu kilku lat mogą być one wdrożone do produkcji - poinformował magazyn Technology Review.
Naukowcy pracujący dla małej firmy technologicznej Alta Devices z Kalifornii, skonstruowali nowe ogniwa słoneczne o wydajności 28,2 proc. Jest to blisko teoretycznie obliczonej najwyższej wydajności ogniw słonecznych opartych na stosowanych obecnie materiałach, wynoszącej 33,5 proc.
Wzrost wydajności jest najistotniejszym problemem w konstrukcji ogniw słonecznych, gdyż inaczej nie będą one mogły konkurować z wysokowydajnymi rozwiązaniami energetycznymi opartymi na paliwach kopalnych. Roczny wzrost wydajności ogniw mierzy się dziesiątkami procent, a wydajność zbliżoną do 30 proc. osiągały do tej pory tylko rozwiązania laboratoryjne, niemożliwe do wdrożenia do produkcji masowej.
Wzrost wydajności umożliwia też redukcję liczby droższych ogniw w panelu słonecznym, zmniejszenie kosztów instalacji całego systemu oraz elektroniki koniecznej do podłączenia paneli do sieci energetycznej.
Naukowcy z Alta Devices prowadzili prace z arsenkiem galu. Pozwala on na uniknięcie podstawowej wady ogniw słonecznych - zamiany światła słonecznego w ciepło lub światło zamiast generowania prądu. Dokonuje się ona wtedy, jeśli materiał użyty w ogniwach nie pozwala na dostatecznie szybki ruch elektronów. W przypadku produkcji ciepła energia jest ostatecznie tracona. W przypadku wtórnej produkcji światła, może być ono pochłonięte przez inne ogniwa i ostatecznie wygenerować prąd.
Naukowcy z Alta Devices wykorzystali to zjawisko, pokrywając powierzchnię ogniw słonecznych materiałem, który powodował, że pozyskiwane fotony wracały do wnętrza ogniwa, zwiększając możliwości wytworzenia elektryczności.
Aby obniżyć koszt wytwarzania ogniw słonecznych na bazie drogiego arsenku galu, badacze zastosowali technikę zwaną epitaksjalnym odrywaniem. W technice tej warstwa kryształów arsenku galu rośnie na waflu wysokiej jakości ze związków krzemu, takim samym jak wykorzystywane do tworzenia półprzewodników i procesorów. Potem jest odrywana chemicznie, a wafel można wykorzystywać powtórnie. Badacze zwiększyli szybkość wzrostu warstwy na waflu i wynaleźli metodę szybkiego jej odrywania bez uszkodzenia kryształów.
Według naukowców w ciągu kilku lat zostaną opracowane metody masowego wytwarzania dużych ogniw o wydajności około 30 proc. opartych na wprowadzonych przez badaczy z Alta Devices technologiach i wejdą one na rynek.

PAP - Nauka w Polsce

http://www.naukawpolsce.p...kSum=1106639525

GrzegorzB - 2011-06-27, 15:11

I wtedy będzie można wyłączyć połowę elektrowni. Czekamy....
jerzydom - 2011-07-01, 06:27

Przewodzące gryzmoły

Wystarczy zwykły długopis o nieco zmodyfikowanym wkładzie, którego skład tuszu wzbogacony jest o składnik zwiększający przewodnictwo elektryczne oraz papier, drewno lub ceramika, by móc odręcznie narysować w pełni funkcjonalny, trwały, a nawet elastyczny układ elektroniczny - donosi "Advanced Materials".
Każdy elektronik hobbysta wie, jak trudne i żmudne jest wytwarzanie płytek ze ścieżkami elektronicznymi. Można je wytworzyć na wiele sposobów, ale większość jest droga, czasochłonna lub mało efektywna.
By móc produkować szybko, tanio i łatwo układy elektroniczne naukowcy z University of Illinois (USA) opracowali nanotechnologiczny tusz długopisowy, który doskonale przewodzi prąd elektryczny.
Najważniejszym składnikiem tuszu są nanocząstki srebra odpowiedzialne za przewodnictwo elektryczne materiału. Drobinki te, których średnica mierzona jest w miliardowych częściach metra wytworzone zostały za pomocą reakcji redukcji azotanu srebra.
Proces ten prowadzony jest w obecności kwasu poliakrylowego, po to by syntetyzowane nanocząstki srebra osiągały ściśle określone wymiary (kwas poliakrylowy łączy się z powierzchnią srebra, uniemożliwiając dalsze narastanie nanocząstek tym samym, podczas reakcji zwiększa się ogólna liczba drobinek, a nie ich rozmiar). Po zakończeniu reakcji wytwarzania nanocząstek srebra, kwas poliakrylowy jest usuwany, gdyż dłużej nie jest już potrzebny.
Następnie ustalana jest lepkość tuszu poprzez dodanie w odpowiednich proporcjach do zawiesiny nanocząstek srebra hydroksyetylocelulozy. Tak przygotowany tusz wprowadzany jest do zwykłego wkładu długopisowego.
Korzystając z długopisu wyposażonego we wkład z przewodzącym tuszem, naukowcy byli w stanie narysować dowolne ścieżki elektryczne na papierze, drewnie oraz ceramice. Wytworzone w ten sposób kontakty elektryczne były elastyczne i trwałe.
Według autorów odkrycia, możliwość tworzenia na papierze układów elektronicznych, których komponenty połączone będą ścieżkami elektrycznymi narysowanymi odręcznie za pomocą zwykłego długopisu (z nanotechnologicznym tuszem) znacząco przyspieszy i obniży koszty wielu badań związanych z elastyczną elektroniką. Tego typu produkt może również znaleźć swoje zastosowanie w codziennym życiu, choćby jako ciekawa zabawka dla nieco starszego dziecka.

PAP - Nauka w Polsce
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1426070006

jerzydom - 2011-07-03, 08:55

http://technowinki.onet.p...94,artykul.html
GrzegorzB - 2011-07-06, 11:36

Patent zamieniający telewizor czarno-biały na kolorowy był zaprezentowany w Młodym Techniku jakieś 40-kilka lat temu. Tyle ze folia tam była ruchoma.
Taki sam "kolor" jak głębia 3d z 2-wymiarowego przekazu telewizyjnego :lol: Czyli "rewelacyjne ekologiczne buty z tektury powleczone najprawdziwszą sztuczną skórą" :lol:

A tu, dla odmiany, prawdziwa technologia, czyli nowa odsłona sinika Wankla się szykuje:
http://moto.onet.pl/16466...ul.html?node=23

P.S.
Tymczasem inżynierowie Volkswagena na spółkę z inżynierami Mercedesa i BMW opracowali nowy rodzaj trzonka do młotka :lol:

jerzydom - 2011-07-10, 08:06

Amerykanie testują niesamowity wynalazek

GK / TVN24
Szykuje się niesamowity przełom w światowych militiariach. Amerykańskie wojsko przetestuje specjalny pancerz wspomagający siłę żołnierskich mięśni. Nie wiadomo jeszcze, kiedy urządzenie, które jest wyposażone m.in. w tytanowe nogi przewidujące, w którą stronę będzie poruszał się żołnierz, trafi do seryjnej produkcji - informuje TVN24.
Dodatkowo urządzenie ważące około 25 kilogramów ma umożliwić żołnierzowi niesienie najcięższych przedmiotów nawet przez kilkadziesiąt metrów.
Film pod linkiem
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2011-07-22, 07:15
Temat postu: Najsilniejszy magnes świata
Najsilniejszy magnes świata

2,5 miliona dolarów kosztowało zbudowanie najsilniejszego magnes na Ziemi, którego siła jest 500 tysięcy razy mocniejszy niż pole magnetyczne naszej planety.
Na Stanowym Uniwersytecie Florydy, kosztem 2,5 miliona dolarów opracowano najsilniejszy magnes jaki kiedykolwiek stworzono. Naukowcy twierdzą, że magnes, który jest pół miliona razy silniejszy od pola magnetycznego naszej planety, pomoże im zrewolucjonizować badania naukowe. Zamierzają przy jego pomocy, próbki materiałów poddawać ekstremalnemu ciśnieniu oraz temperaturze i badając w ten sposób rezultaty. Silne pole magnetyczne pozwoli znacznie łatwiej obserwować molekuły oraz atomy.
Poprzedni najsilniejszy magnes pracował z mocą 17,5 jednostek Tesli i został zbudowany we Francji w 1991 roku. Nowy osiąga 25 jednostek Tesli.
http://technowinki.onet.p...57,artykul.html

jerzydom - 2011-07-23, 06:59

Asus ET2400INT: komputer, monitor, telewizor i studio dźwięku w jednym

Urządzenie ALL-in-One ET2400INT od Asus, to nie zwykłe urządzenie „wszystko w jednym”, to przede wszystkim ciekawie wyposażony panel multidotykowy.
Panele multidotykowe z serii Asus All-in-One PC ET2400INT wyposażone są w technologię SonicMaster zapewniającą dobrą reprodukcję dźwięku. Producent przekonuje, że jego kodeki oferują realistyczny dźwięk przestrzenny z minimalnym poziomem zakłóceń i maksymalną klarownością w szerokim zakresie częstotliwości. Technologia SonicMaster replikuje system dźwięku surround i posiada szerszy zakres głośności, niż typowe komputery typu all-in-one. All-in-One PC ET2400INT umożliwia oglądanie filmów w Full HD na 23.6-calowym wyświetlaczu. Ponadto, może być umieszczony w dowolnym miejscu, a dzięki systemowi VESA możesz zawiesić go na ścianie, jak obraz.
Urządzenie jest kompatybilne z Windows 7 Home Premium 64bit i oparte na procesorze Intel Core i5 -650 lub Intel Core i3 -540 z chipsetem Intel HM55. ET2400INT wyposażony został w pamięć DDR3 1333 MHz 2GB SO-DIMM x 4, maks. 8GB i grafikę NVIDIA G310M 1G/512M. Posiada również wbudowaną kamerę i cyfrowy mikrofon. W standardzie są także: porty USB 2.0 x 2, czytnik kart SD/ SDXC, port USB x 4, port LAN, wejście D-sub, wejście HDMI czy TV Jack. Na wyposażeniu jest również standard WLAN 802.11 b/g/n, TV tuner Digital DVBT/ Hybrid DVBT oraz ISDB-T 3 Waive.
Komputer All-in-One ET2400INT polecany jest zarówno jako urządzenie do pracy w biurze, jak i funkcjonalne wyposażenie domowych multimediów. Dla pełnego komfortu użytkowania, do każdego zestawu dołączona jest klawiatura i mysz.
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

Pele76 - 2011-07-23, 20:21

No... takim magnesem to by chyba cale żelastwo z dna Bajkału podniósł :P

Co do tego komputera... wszystko ladnie, ale.... USB 2.0 x 2 i USB x 4?? Raczej by bylo USB 3.0 x 2 i USB 2.0 x 4 bo to chyba krok w tył jeśli to nie jest błąd w opisie...

jerzydom - 2011-07-24, 06:02

http://pl.asus.com/Allino...00INT/#overview
http://pl.asus.com/Allino...#specifications
http://pl.asus.com/Allino...2400INT/#Awards

Pele76 - 2011-07-25, 00:54

Spoxik :P Widać że wybiegam myślami za bardzo do przodu i wydawało mi się że USB 2.0 juz jest standardem, a USB te starsze to juz przeżytek...
jerzydom - 2011-07-29, 13:31

W USA opracowano nowy typ reaktora

Naukowcy i inżynierowie z USA opracowali nowy typ reaktora - reaktor z falą wędrującą. Jest on bardziej wydajny i bezpieczniejszy od dotychczas stosowanych, choć nie tańszy - poinformował magazyn Technology Review.
Naukowcy i inżynierowie pracujący dla firmy technologicznej Terrapower, której współtwórcami są Nathan Myhrvold i Bill Gates, zakończyli opracowanie konstrukcji reaktora nowej generacji nazwanego reaktorem z fala wędrującą (TWR=Travelling Wave Reactor). Używa on do działania powszechnie występującej formy uranu U238, co powoduje iż może stanowić konkurencję dla rozwijanych obecnie reaktorów fuzyjnych.
Prace konstrukcyjne nad nowym reaktorem zaczęły się w Terrapower w 2006 roku. Obecnie naukowcy i inżynierowie pracujący dla tej firmy planują stworzenie w 2016 roku instalacji testowej o mocy 100 MW, która zaczęłaby pracę w 2020 roku i działaby 40-60 lat bez konieczności wymiany paliwa.
Z racji swoje konstrukcji TWR jest bezpieczniejszy niż obecnie budowane reaktory - nie wymaga zasilanego elektrycznością systemu chłodzenia, zapobiegającego przegrzaniu i wyciekowi. Jego wadą jest jednak koszt - cena TWR wynosi mniej więcej tyle, ile budowanego obecnie reaktora fuzyjnego.
W dzisiejszych reaktorach o konwencjonalnej konstrukcji ciepło i elektryczność wytwarzane są jako rezultat rozszczepienia rzadko spotykanej formy uranu - izotopu U235. W reaktorze z falą wędrującą potrzebna jest tylko niewielka ilość U235 do zainicjowania reakcji. Używany jest za to inny często spotykany izotop uranu - U238. Stanowi on produkt odpadowy w reakcjach wzbogacania uranu.
W reaktorze z falą wędrującą U238 jest zamieniany w pluton 239 (Pu239) konieczny do wytwarzania energii i ciepła. Naukowcy z Terrapower twierdzą, że gdyby zastosować U238 w reaktorach nuklearnych, wówczas paliwa jądrowego wystarczyłoby na milion lat, nawet gdyby każdy kraj zużywał tyle energii co USA.
W reaktorze TWR w rdzeniu urządzenia znajduje się niewielka ilość prętów paliwowych z U235. Są one otoczone prętami zawierającymi U238. Reakcja rozpoczyna się najpierw w prętach z U235, potem przyległych do nich prętach U238, gdzie następuje przemiana U238 w Pu239. Wypalenie prętów najbliżej rdzenia reaktora, spowoduje iż urządzenie sterujące przesunie je w najdalszy koniec palety z prętami, wstawiając na ich miejsce pręty, w których zaczęła zachodzić reakcja i pręty stojące obok.
Reaktor nie wymaga wymiany prętów, dopóki we wszystkich nie wypali się paliwo, co trwa w zależności od wielkości reaktora i ilości prętów od 40 do 60 lat. Nowy reaktor posiada pasywny system chłodzący oparty na sodzie metalicznym, przy czym dodatkowo zastosowany będzie wymuszony obieg powietrza i system wymiany ciepła, sprawiające, że chłodziwo nie będzie musiało być stale pompowane do reaktora.
Problemem w konstrukcji materiałów TWR są stopy stali, konieczne do wytworzenia osłon prętów paliwowych. Obecne stopy stalowe nie są w stanie pracować przez kilka dekad w środowisku tak silnego promieniowania, jakie panuje w reaktorze z wędrującą falą- wytwarzane z nich tubusy prętów puchną i pęcznieją, co w reaktorze mogłoby spowodować zamknięcie przestrzeni miedzy prętami i groźną awarię.
Według inżynierów pracujących dla Terrapower nowe stale muszą być 2-3 razy bardziej wytrzymałe niż stosowane obecnie. W ich projektowaniu mają być użyte na dużą skalę systemy komputerowe. Obecnie Terrapower rozmawia na temat konstrukcji nowych reaktorów TWR z firmami z Chin, Rosji i Indii.

PAP - Nauka w Polsce
http://www.naukawpolsce.p...kSum=1521716999

jerzydom - 2011-08-11, 19:44
Temat postu: Nadciąga organiczna i polimerowa elektronika
Nadciąga organiczna i polimerowa elektronika użytkowa

Wyprodukowano pierwsze 10 tysięcy diodowych latarek, zasilanych organiczną i polimerową baterią słoneczną. Nowe urządzenia są tanie i stosunkowo łatwe w produkcji - informuje "Energy & Environmental Science".
Organiczne i polimerowe baterie słoneczne (OPV, ang. organic photovoltaic), to nowoczesne urządzenia umożliwiające przetwarzanie energii słonecznej, w bardziej "poręczną" formę energii, w energię elektryczną.
W swym podstawowym założeniu baterie słoneczne typu OPV niczym nie różnią się od urządzeń produkowanych w tradycyjny sposób (w oparciu o krzem), w które od lat wyposażane są różnego typu gadżety elektroniczne (np. kalkulatory czy zegarki zasilane światłem słonecznym). Najważniejszą nową cechą paneli OPV jest aktywny materiał, z którego produkowane są tego typu baterie słoneczne, a co za tym idzie możliwość konstrukcji bardzo taniej i stosunkowo prostej w produkcji tzw. elastycznej, miękkiej elektroniki.
Chcąc pokazać światu, że technologia produkcji organicznych i polimerowych baterii słonecznych jest już gotowa na światowy komercyjny debiut, naukowcy z Technical University of Denmark (Dania) stworzyli linię produkcyjną wytwarzającą proste latarki diodowe wyposażone w nowoczesną baterię słoneczną typu OPV.
Nowa diodowa latarka wyglądem przypomina średniej wielkości zaawansowany telefon komórkowy, którego panel dotykowy w tym wypadku jest całkowicie zasłonięty 16 organicznymi i polimerowymi ogniwami słonecznymi. Ogniwa OPV połączone zostały z litowo polimerową baterią, w której możliwe jest magazynowanie wyprodukowanej ze światła słonecznego energii elektrycznej.
Procedura wytwarzania latarki diodowej wymaga 35 kroków, w których to etapach produkowane są nie tylko nowoczesne panele słoneczne, ale również elastyczna bateria i nadrukowywane są wszystkie niezbędne ścieżki elektroniczne. Korzystając z opisanej procedury, naukowcy byli w stanie wyprodukować półprzemysłową liczbę diodowych latarek - premierowa seria liczyła 10 tysięcy sztuk.
Według naukowców, możliwość łatwej produkcji latarek diodowych utworzonych z nowoczesnych materiałów pokazuje potencjał, jaki drzemie w tej technologii. Kwestią czasu jest adaptacja układów OPV do bardziej zaawansowanych rozwiązań elektroniki użytkowej.

PAP - Nauka w Polsce
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1387686940

jerzydom - 2011-08-11, 21:30
Temat postu: Potężny wybuch uratuje Ziemię przed "agresją"?
Potężny wybuch uratuje Ziemię przed "agresją"?

Statki kosmiczne, które są zdolne ochronić Ziemię przed uderzeniem wielkiej asteroidy skonstruowali pracownicy rosyjskiego Państwowego Centrum Rakietowego im. Makiejewa - informuje serwis mk.ru. Metoda walki z "agresorem" jest radykalna: wysadzić w kosmosie przenoszone przez rakiety głowice jądrowe.

Naukowcy pracowali nad swoją metodą przez ostatnie 15 lat.

Udało im się stworzyć statek kosmiczny "Kaissa" z sondą, zdolną przenikać w głąb asteroidy. "Zwiadowca" ma jako pierwszy zbliżyć się do "agresora" (tj. asteroidy), aby zbadać jego rozmiary, skład chemiczny i trajektorię lotu.
Konstrukcja statku pozwala na prowadzenie efektywnych badań i obserwacji zbliżających się asteroid w odległości miliona kilometrów od Ziemi.
Jak tylko "Kaissa" dostarczy wyczerpującą informację o zbliżającym się obiekcie, na spotkanie asteroidy, zagrażającej Ziemi, zostanie wysłany statek "Kapkan", który może zabrać kilka głowic nuklearnych.
Rosyjscy naukowcy projektują dalej dwa scenariusze. Według pierwszego "Kapkan" doprowadzi do potężnej eksplozji na asteroidzie, która rozerwie ją na kawałki. Te już nie będą niebezpieczne dla naszej planety. Drugi scenariusz zakłada, że "Kapkan" dostarczy bombę w okolicy obiektu i tam ją zdetonuje. Badacze zakładają, że może to zmienić trajektorię lotu małej planety i uniknąć spotkania z Ziemią.
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2011-08-15, 19:05

Sony pokazuje nowy ekran LCD
WhiteMagic to 3-calowy ekran LCD nowej generacji, oferującym aż 1,23 miliona punktów.

Sony zaprezentowało swoje nowe osiągnięcie w dziedzinie wyświetlaczy LCD - WhiteMagic. Jest to nowa generacja wyświetlacza TFT LCD o przekątnej 3 cali i rozdzielczości 1,23 miliona pikseli. Ekran oferuje dwa odrębne tryby pracy - tryb oszczędzania energii, w którym podświetlenie jest redukowane o 50 procent, a sam ekran pobiera 125mW mocy, chociaż jasność będzie porównywalna do tej znanej z konwencjonalnych wyświetlaczy LCD, jak przekonuje Sony.
Drugim trybem jest "tryb na zewnątrz", w którym WhiteMagic może zwiększyć jasność z 470 aż do 1000 nitów (cd/m2), zachowując jednocześnie pobór mocy (300mW) na poziomie tradycyjnych ekranów LCD.
By wszystkie te cuda mogły stać się faktem, Sony dodało do skali RGB (Czerwony-Zielony-Niebieski) piksel biały i zastosowało nowy algorytm korekcji zniekształcenia obrazu, nazwany metodą RGBW.
Sony planuje rozpocząć sprzedaż pierwszych egzemplarzy testowych już w październiku 2011 roku. Jedna próbka WhiteMagic kosztować ma 65 dolarów.
http://technowinki.onet.p...48,artykul.html

jerzydom - 2011-08-17, 06:40

2011-08-17 00:31
Świecąca dioda

Opracowano kompozytowy materiał, zawierający między innymi nanorurki węglowe, z którego udało się wytworzyć pierwszy w pełni elastyczny element elektroniczny - świecącą diodę. Nowa technologia może przyczynić się do szybszego rozwoju elastycznych układów elektronicznych zintegrowanych, np. z odzieżą użytkową - donosi "Materials Today".
Choć coraz częściej można usłyszeć o gadżetach elektronicznych wyposażonych w elastyczne podzespoły elektroniczne, np. wyświetlacze, to jednak tego typu urządzenia mają dużo ograniczeń mechanicznych - ich elastyczne elementy można albo tylko rozciągać, lub jedynie zginać.
Jak dotąd nikomu nie udało się opracować materiału, z którego można byłoby produkować w pełni funkcjonalne urządzenia elektroniczne poddające się silnej fizycznej manipulacji we wszystkich trzech wymiarach.
Otóż, dzięki badaniom naukowców z UCLA Henry Samueli School of Engineering and Applied Science (USA), dzień w którym każdy elektroniczny gadżet będzie mógł pełnić rolę przysłowiowego "misia dla nerwusów" staje się coraz bardziej realny!
Naukowcy opracowali nowy kompozytowy materiał na bazie nanorurek węglowych, który nie tylko doskonale przewodzi prąd elektryczny, jest całkowicie przezroczysty, ale przede wszystkim odwracalnie poddaje się odkształceniom we wszystkich trzech wymiarach. Co więcej, naukowcy nie poprzestali jedynie na opracowaniu nanokompozytu... badacze zbudowali z niego pierwszą, całkowicie elastyczną świecącą diodę.
Warto wspomnieć, że nanorurki węglowe, to jeden z najbardziej znanych nanotechnologicznych materiałów XX wieku, którego poszczególne elementy przypominają cienkie na kilkanaście-kilkadziesiąt nanometrów, puste w środku rury, utworzone z atomów węgla. Nanometr, to miliardowa część metra.
Dzięki zatopieniu nanorurek węglowych w polimerową matrycę, udało się stworzyć świecącą diodę, o doskonałych parametrach elektrycznych, której bazowy materiał jest nie tylko wytrzymały, ale i całkowicie transparentny. Co więcej, diodę tę można odkształcać praktycznie w dowolny sposób.
W testach, naukowcy dowiedli, że elastyczną diodę można bezkarnie rozciągać i ściskach, odpowiednio o 45 i 50 procent wyjściowej długości! Wartości te stanowią swego rodzaju rekord świata.
Choć na dzień dzisiejszy trudno podać datę, kiedy w pełni elastyczna elektronika trafi pod przysłowiowe strzechy, naukowcy mają nadzieję, że jak już się to stanie, to nasza rzeczywistość będzie nie do poznania. Potencjalnie z tego typu materiałów będzie można produkować np. odzież użytkową, w której będą zainstalowane zintegrowane, elastyczne układy scalone komputera, czy zaawansowanego technologicznie telefonu komórkowego.

PAP - Nauka w Polsce

klg/ tot/bsz
http://www.naukawpolsce.p...kSum=-837542454

jerzydom - 2011-08-19, 07:12

Naukowcy z Australian National University (ANU) opracowali panel słoneczny przeznaczony dla wojska, który pozwoli na rezygnację z noszenia przez żołnierzy ciężkich baterii - informuje New Scientist.

Nowe baterie słoneczne są wystarczająco cienkie i elastyczne, by móc je zginać i zwijać bez obawy o ich uszkodzenie. "Nasza bateria jest cieńsza od ludzkiego włosa" - powiedział Andrew Blakers z ANU. Panele, przymocowane do hełmów, mundurów, broni czy namiotów, mogą generować energię potrzebną do zasilania takich urządzeń jak radia, latarki czy systemy namierzania. W celach transportowych można je zwinąć w rulon i przechowywać w pojemnikach.
Panele są zrobione z silikonu, każdy ma od 50 do 100 milimetrów długości, 1 do 2 milimetrów szerokości i 45 mikrometrów grubości. Wytwarzają do 140 watów energii elektrycznej na metr kwadratowy.
Australijskie panele mają być wytwarzane przez amerykańską firmę Transform Solar w fabryce znajdującej się na terenie USA.
Żołnierz pełniący służbę w Afganistanie nosi ze sobą średnio 40-50 kilogramów ekwipunku, w tym około pół kilograma baterii.
http://technowinki.onet.p...12,artykul.html

jerzydom - 2011-08-19, 09:47
Temat postu: Pierwszy pokaz nowego myśliwca
Pierwszy pokaz nowego myśliwca, rywala amerykańskiego Raptora

W obecności premiera Władimira Putina, Rosja po raz pierwszy publicznie zaprezentowała w środę samolot myśliwski Suchoj T-50. Ta supernowoczesna maszyna ma być odpowiedzią na amerykańskiego F-22 A Raptor.
Pokaz odbył się podczas Międzynarodowego Salonu Lotniczego i Kosmicznego MAKS na lotnisku Żukowski, ok. 40 km od Moskwy. Lot nowego myśliwca trwał pięć minut i - jak poinformował Suchoj, jego producent - przebiegł bez żadnych problemów.
T-50 waży 37 ton, rozwija prędkość ponad 2 600 km/h i może zabrać do 10 ton uzbrojenia. Jest niewidoczny dla radarów. Charakteryzuje się krótkim startem i lądowaniem. Zasięg tej maszyny to 5 500 km, a maksymalny pułap - 20 tysięcy metrów.
Myśliwiec ma wejść do służby za cztery lata i być odpowiedzią na amerykańskiego F-22 A Raptor.
MAKS to najwiekszy i najważniejszy salon lotniczy w Rosji. Impreza odbywa się co dwa lata i ma być konkurencją dla zachodnich wystaw lotniczych, m.in. Le Bourget.
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

jerzydom - 2011-08-24, 15:22

Dragon poleci na ISS 30 listopada

Lot pierwszego komercyjnego zespołu rakiety Falcon 9 i kapsuły Dragon na Międzynarodową Stację Kosmiczną nastąpi 30 listopada br. - poinformowały NASA i korporacja SpaceX.
Według wspólnych ustaleń NASA i korporacji Space Exploration Technologies (SpaceX), 30 listopada nastąpi wystrzelenie rakiety kosmicznej Falcon9 z kapsułą załogową Dragon z wyrzutni Space Launch Complex 40, na kosmodromie Cape Canaveral, na Florydzie. Statek został już przewieziony na kosmodrom i obecnie trwają próby i ostatnie modyfikacje, rozpoczynające okres testów przed uruchomieniem odliczania. Jak poinformował SpaceX zainstalowano m.in. nową pompę do ciekłego tlenu, redukującą czas tankowania paliwa z 90 do 30 minut.
Według planu lotu po połączeniu kapsuły Dragon z Międzynarodową Stacją Kosmiczną, część załogi stacji przejdzie do kapsuły i zacznie testować ją w warunkach lotu kosmicznego. Drugi stopień rakiety Falcon, dołączony do kapsułą Dragon będzie wyposażony w dodatkowy moduł transportowy, który zawiezie ładunek na ISS.
W ten sposób zostaną w jednym locie zrealizowane dwie misje - pierwsza próba kabiny załogowej i próba modułu transportowego. Cały lot, według SpaceX, łącznie z ceną ładunku oraz przygotowaniem rakiety, modułu Dragon i modułu transportowego ma kosztować 133 mln USD - mniej niż dotychczasowe loty promami kosmicznymi.
Według programu, forsowanego przez administrację prezydenta Baracka Obamy, komercyjne firmy transportu orbitalnego i kosmicznego mają wspomóc NASA i wypełnić lukę, jaka powstała w amerykańskich lotach orbitalnych po wycofaniu z eksploatacji promów kosmicznych. Obecnie USA jest zdane na transport zarówno ładunków jak i kosmonautów na ISS przez rosyjskie zespoły rakiet i kapsuł Sojuz. USA zawarła umowę o wartości 374 mln USD, ustalającą warunki takiego transportu orbitalnego do 2016 roku.
Jak twierdzą eksperci lotów kosmicznych w USA, zespoły komercyjne, jak Falcon 9/ Dragon mogą szybko zastąpić rosyjskie rakiety w misjach transportu ładunków na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Jednak musi upłynąć kilka lat intensywnych testów, zanim NASA zdecyduje się na wysłanie w Kosmos astronautów w kapsułach załogowych skonstruowanych przez komercyjne firmy.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ tot/bsz

http://www.naukawpolsce.p...kSum=1270687094

jerzydom - 2011-08-29, 06:31

Prąd w butach

Naukowcy z USA opracowali umieszczane w butach urządzenie, które pozyskuje energię z ruchu stopy w czasie chodu. Za jego pomocą w trakcie 2-godzinnego marszu można naładować baterię do telefonu komórkowego - poinformował magazyn "Science".
Spacerowanie jest uznawane za spokojny rodzaj aktywności ruchowej. Jednak generuje ono bardzo dużo energii. Według badań naukowych, przy jednym kroku w postaci ciepła traconych jest 40 wat energii. Energia ta była jednak nie do odzyskania.
Naukowcy z University of Wisconsin - Tom Krupenkin i J. Ashley Taylor, postanowili zbudować urządzenie, które można by wykorzystywać do pozyskiwania energii chodu.
Urządzenie to składa się dwóch par elektrod. W obu parach pierwsza elektroda pokryta jest kroplami przewodzącego galinstanu. Jest to używany w termometrach w USA zamiast rtęci, eutektyczny stop złożony z indu, galu i cyny, płynny w temperaturze pokojowej. Na warstwie galinstanu została umieszczona warstwa materiału nieprzewodzącego, o grubości 10-50 nanometrów, przylegająca do górnej elektrody - katody.
W pierwszej parze elektrod, umieszczonej pod piętą w bucie, górna elektroda ma kształt cienkiego metalowego płatka. W drugiej parze elektrod, umieszczonej pod przednią częścią stopy, górna katoda to pojedyncze paski metalu.
Górna elektroda i przewodząca ciecz są połączone w jeden układ elektryczny. W pierwszej parze elektrod, przy nacisku stop ulega kompresji, co powoduje wytworzenie napięcia. Podobnie jest w drugiej parze elektrod, gdzie wytworzenie napięcia powoduje przesuwanie stopy po elektrodzie, w trakcie marszu.
Prąd z obu elektrod doprowadzany jest do płaskiej baterii grubości karty kredytowej, umieszczonej w bucie na wysokości śródstopia. Jest ona w ten sposób ładowana.
Jak twierdzą naukowcy z Wisconsin, spokojny marsz oznacza uzyskanie energii 2 watów na każdy krok, co oznacza, że po dwóch godzinach spaceru można całkowicie naładować standardową baterię litowo-jonową do telefonu komórkowego, smartfonu lub jakiegokolwiek urządzenia mobilnego.
Jak twierdzi Krupenkin, technologię tę można zastosować w większych urządzeniach, manipulując tylko wielkością elektrod i galinstanu.
Krupenkin i Taylor założyli firmę technologiczną (startup) InStep NanoPower dla komercjalizacji stworzonego przez siebie rozwiązania. Teraz pracują nad prototypem produkcyjnym urządzenia; nowa technologia, ich zdaniem, będzie dostępna do wykorzystania przemysłowego za około 2 lata.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ agt/bsz
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-2034602786

jerzydom - 2011-09-08, 09:06

Najmniejszy silnik elektryczny świata

Naukowcy z Tufts University w Bostonie (USA) skonstruowali najmniejszy na świecie silnik elektryczny, wielkości 1 nanometra - poinformował magazyn New Scientist.

Zespół pod kierownictwem prof. E. Charlesa Sykesa, wykorzystał asymetryczny siarczek metylu butylowego jako podstawę do konstrukcji nanosilnika elektrycznego. Asymetryczny siarczek metylu butylowego ma w swoim łańcuchu cztery atomy węgla i atom siarki z jednej strony, z drugiej zaś - samotny atom węgla.
Badacze osadzili molekułę siarczku metylu butylowego na płytce miedzianej, umieszczając nad atomem siarki metalową igłę, której czubek miał grubość kilku atomów. Molekuła siarczku metylu butylowego stanowi wirnik, którego osią obrotu jest atom siarki. Dostarczenie energii poprzez ostrze igły i miedzianą podkładkę uruchamia wirnik, wykonujący 50 obrotów na sekundę.
Ponieważ wirnik jest asymetryczny, ustawienie go w odpowiedniej orientacji powoduje, iż obraca się prawoskrętnie, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, jak wirnik silnika elektrycznego. Według prof. Sykesa, o orientacji wirnika decyduje asymetria na końcu igły.
Zespół Sykesa chce z molekularnego silnika stworzyć molekularną pompę, przepompowująca ciecz w nanorurkach, co może być ważnym elementem konstrukcji nanorobotów.
Skonstruowany nanomotor jest najmniejszym na świecie i może trafić do Księgi rekordów Guinessa. Jego rywalem jest - wielki w porównaniu nim - motor elektryczny złożony z dwóch nanorurek węglowych o wielkości 200 nanometrów. Prąd przepływający z jednej rurki do drugiej przepycha kroplę płynnego metalu.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ agt/bsz
http://www.naukawpolsce.p...ckSum=130489142

jerzydom - 2011-09-08, 09:08

Najmniejszy GPS na świecie

Naukowcy i inżynierowie z USA, opracowali najmniejszy na świecie procesor GPS ważący 0,3 grama oraz samodzielne urządzenie GPS ważące 10 gramów - poinformował magazyn "Technology Review".
Utworzony w firmie technologicznej Origin GPS najmniejszy funkcjonalny moduł GPS świata - ORG4472 - ma wymiary 7x7x1,4 mm. Zawiera wielokanałowy odbiornik GPS, śledzący satelity w zasięgu urządzenia, do którego jest zamontowany, układ odszumiania, ułatwiający odbiór sygnału, procesor ARM ułatwiający śledzenie i obróbkę sygnału i procesor GPS - SiRFstarIV.
Procesor ten ma funkcjonalności ułatwiające lokalizację w pomieszczeniach i budynkach oraz miastach o wysokiej zabudowie.
Wprowadzony właśnie do produkcji ORG4472 jest przeznaczony dla małych przenośnych urządzeń nawigacyjnych (PND), mobilnych urządzeń internetowych, smartfonów oraz sprzętu sportowego i mobilnych urządzeń multimedialnych.
Z kolei naukowcy i inżynierowie pracujący dla firmy technologicznej Telemetry Solutions opracowali pełni funkcjonalne mikrourządzenie GPS. Ma ono wymiary 37x9x21mm i waży 8 gramów (większość wagi przypada na baterie). Urządzenie jest wyposażone we własny układ antenowy, chip GPS - podobny do ORG4472 oraz moduł transmisji bezprzewodowej, przekazujący dane z odległości do 500 metrów. Zasilanie bateryjne przy 24 pomiarach dziennie wystarcza na 36 dni.
Urządzenia te zostały przetestowane w projekcie naukowym prowadzonym w Izraelu, gdzie zamontowano je nietoperzom - rudawkom nilowym - chcąc zbadać trasy ich wędrówek za pokarmem.
Wytwarzane są także mniejsze urządzenia GPS ważące 2 gramy, z zasięgiem transmisji danych ograniczanym do 150-200 metrów i baterią wystarczającą na 21 godzin pracy przy 24 pomiarach dziennie.
Obecnie badacze z Telemetry Solutions pracują nad podobnymi modułami dla małych ptaków śpiewających, dla międzynarodowego zespołu naukowego, który chce zbadać w 2012 roku szlaki ich przelotów przez Półwysep Apeniński.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ agt/bsz
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1674949192

Van Worden - 2011-09-21, 13:25

Cytat:
Przyszłość komputerów w najbliższych latach

Wiele mówi się ostatnio na temat rozwoju rynku mobilnego, który stopniowo wpływać ma na spadek popularności komputerów PC. Tak przynajmniej twierdzą analitycy, blogerzy i spora część osób zainteresowanych nowymi technologiami. Firma Intel ma jednak swoją wizję, która nie tylko zakłada wzrost popularności komputerów PC, ale również wniesienie ich na zupełnie nowy poziom zaawansowania.
Uniwersalność kluczem do potęgi PC

Mocnym punktem, który zaważy na tym, że komputery klasy PC nie stracą na popularności ma być ich uniwersalność. Przedstawiciele Intela podkreślają, że rozwój segmentu mobilnego wcale nie oznacza odejścia PC do lamusa. I trzeba przyznać, że w tym szaleństwie jest logika. Tradycyjne, stacjonarne komputery stanowią bowiem centrum technologicznego układu słonecznego. O ile wszystkie urządzenia mobile świetnie sprawdzają się w podróży, o tyle po powrocie do domu najczęściej są one podłączane do komputera - w celu synchronizacji czy też naładowania baterii. PC ma zatem stanowić swego rodzaju spoiwo dla wszelkiej maści mobilnych gadżetów. Intel zapowiedział na IDF, że zamierza robić wiele w kierunku jeszcze wygodniejszej współpracy pomiędzy różnymi rodzajami urządzeń, pochodzących od różnych producentów.



Ultrabooki - konsumpcja i tworzenie treści na jednym urządzeniu

Połączeniem mobilności z tradycyjnymi rozwiązaniami mają być natomiast Ultrabooki, czyli nowy segment na rynku komputerów (który zdaje się być odpowiedzią na zaprezentowanie przez firmę Apple ultracienkich MacBooków Air)

Intel dwoi się i troi, aby jeszcze na tegoroczny okres świąteczny być w pełni gotowym na wprowadzenie na rynek Ultrabooków. A co z ich ceną? Mówi się o kwotach rzędu 1000 dolarów za egzemplarz - co nie jest małą sumą, ale na oficjalne cenniki musimy jeszcze poczekać. Jedno jest pewne - nawet jeśli Ultrabooki wejdą na rynek we wspomnianej cenie, to można się spodziewać, że wraz z upływem czasu i rozwojem technologii będzie ona stopniowo malała.

Dyrektor generalny Intela zapowiedział, że na początku przyszłego roku w Ultrabookach pojawią się procesory "Ivy Bridge" z trójwymiarowymi tranzystorami Tri-gate, wykonanymi w 22-nanometrowym procesie technologicznym, co ma być kolejnym powodem do zastanowienia nad kupnem Ultrabooka oraz dowodem na wysokie zaangażowanie firmy w rozwój tego segmentu rynku.

Haswell - początek rewolucji

Natomiast rok 2013 ma przynieść ze sobą kolejną nową platformę - Haswell. Jej pobór mocy w spoczynku ma być blisko 20-krotnie mniejszy niż w przypadku obecnych konstrukcji. Osiągnięcie to ma nie wpływać na wydajność całej konstrukcji. Jeżeli okaże się to prawdą to w 2013 roku spodziewać się możemy komputerów, które na zasilaniu bateryjnym pozostaną w gotowości nawet przez 10 dni. I tu mamy do czynienia z kolejną ciekawostką. Podany wcześniej okres dotyczy trybu gotowości z jednoczesnym podłączeniem do sieci. Co to oznacza dla użytkownika końcowego? Otwarcie klapy komputera spowoduje nie tylko natychmiastowe uruchomienie się systemu operacyjnego, ale również natychmiastowy dostęp do nowych wiadomości pocztowych, które będą już czekały pobrane na dysk.

Jednak Haswell to nie koniec, bowiem w laboratoriach Intela z powodzeniem powstaje chip, który pozwalałby na uruchomienie komputera na baterii słonecznej wielkości... znaczka pocztowego.


Na zdjęciu dyski SSD obecnej generacji - chociaż SSD nie jest jeszcze standardem, idzie nowe /INTERIA.PL
Czuły punkt - SSD

Drugi dzień konferencji IDF zaowocował rozszerzeniem oferty Intela w segmencie dysków SSD dla centrów danych. Rozwój technologii związanych z tworzeniem SSD ma nie tylko obniżyć ich początkową cenę, ale również całkowity koszt wykorzystywania rozwiązań na nich opartych.

SSD pojawia się w coraz większej ilości urządzeń skierowanych do zwykłego zjadacza chleba. Coraz częstsza obecność takich rozwiązań na rynku pozwoliła jak do tej pory stwierdzić jedno: SSD znacząco wpływa na wydajność komputera. Spośród dwóch jednostek, wyposażonych w takie same komponenty (RAM, procesor i karta grafiki), wydajniejsza będzie ta, której system operacyjny zainstalowano na pamięci SSD. Nie dziwi zatem fakt, że Intel jest ze swojej technologii dumny i stara się ją aktywnie rozwijać - zarówno w wersjach dla centrów danych, jak i zwykłych konsumentów.

Ultrabooki - byle nie Made In China

Uczestnicy IDF 2011 mogli na żywo zobaczyć pierwsze modele Ultrabooków. Jakie są nasze wrażenia? Otóż, komputery te są rzeczywiście bardzo lekkie i świetnie sprawdzą się w podróży. Sprawiają one jednak wrażenie bardzo delikatnych. Tutaj najsłabszym punktem wydaje się być ekran, który w przypadku modelu Toshiby można wyginać jak karton. Mamy szczerą nadzieję, że producenci nie zdecydują się na pójście w ślepy zaułek o nazwie "tani plastik".

DDR3 odejdzie w nie-pamięć?

Moduł Hybrid Memory Cube to koncepcyjna pamięć DRAM opracowana przez Micron we współpracy z Intelem, która zapewnia ponad 7-krotny wzrost efektywności energetycznej w porównaniu ze stosowanymi dzisiaj układami DDR3. W module Hybrid Memory Cube chipy pamięciowe są ułożone w stos, tworząc kompaktową "kostkę", a nowy interfejs pamięci wyznacza nowy standard energii zużywanej na przeniesienie jednego bitu, jednocześnie obsługując szybkość transmisji rzędu biliona bitów na sekundę.

Badania nad tego typu rozwiązaniami mogą wpłynąć nie tylko na urządzenia klasy PC, ale również tworzone w przyszłości urządzenia mobilne, bowiem to właśnie zużycie energii jest w tej chwili wąskim gardłem rozwoju smartfonów i tabletów, które nieco ostudza producentów w walce na wydajność.

Będzie bezpieczniej?

O tym, że twórcy wirusów i zagrożeń internetowych posuwają się do coraz bardziej wyszukanych metod infekowania, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jednymi z najgroźniejszych niebezpieczeństw są rootkity, które dokonują modyfikacji głęboko wewnątrz systemu operacyjnego, naruszając jego trzon.

Technologia DeepSafe, ujawniona na konferencji IDF, jest nowym spojrzeniem na zapewnianie bezpieczeństwa użytkownikom komputerów. Jest to możliwe dzięki ścisłej współpracy Intela z McAfee - firmą zajmującą się tworzeniem oprogramowania antywirusowego. Zastosowanie zabezpieczeń poza zainstalowanym systemem operacyjnym - bezpośrednio w podzespołach - ma uniemożliwić cyberprzestępcom ich ominięcie.

Po ogłoszeniu nowego podejścia do zapewniania bezpieczeństwa, na scenie zademonstrowano jeden z przykładów realizacji nowej wizji - wykrywanie rootkitów. System z technologią DeepSAFE zdołał wykryć w czasie rzeczywistym rootkit Agony i uniemożliwić mu zainfekowanie komputera. Nowa technologia ma pojawić się w produktach McAfee jeszcze w 2011 roku.


Trudno uwierzyć, ale właśnie z jednego takiego "wafla" robi się setki procesorów /INTERIA.PL
Multi-core - Many-core

Wielordzeniowość to pojęcie, które na stałe zadomowiło się już w słowniku pojęć komputerowych. Technologia, która jeszcze nie tak dawno temu była zupełnie nowa i droga w tej chwili jest już obecna we wszystkich nowych komputerach klasy PC oraz niektórych urządzeniach mobilnych. Dokładanie do układów nowych rdzeni to świetna zabawa, ale Intelowi najprawdopodobniej już się znudziła, bowiem firma chce, aby docelowo multi-core zostało zastąpione przez many-core, czyli układy w których konstrukcja chipów wymyślona jest na nowo, z założeniem, że wiele rdzeni to ich jedyna słuszna droga.

Intelroid?

Jednak Intel wbrew pozorom wcale nie zamierza odcinać się od rynku mobilnego, niezwiązanego z PC - świadczy o tym doskonale fakt nawiązania ścisłej współpracy z firmą Google, której wynikiem ma być dostosowanie systemu operacyjnego Android do mobilnych rozwiązań Intela. Ich efektem mają być np. korporacyjne telefony stacjonarne, które na dużych ekranach wyświetlały będą interfejs Androida i pozwolą nie tylko na dzwonienie, ale również odbieranie poczty, korzystanie z Internetu czy grę w Angry Birds przez prezesów na ważnych, międzynarodowych spotkaniach. Zaletą takiego rozwiązania, zaprezentowanego w trakcie IDF 2011, jest możliwość odpięcia ekranu i wykorzystywania go jako samodzielnego tabletu z pełnoprawnym systemem operacyjnym.

Czy to już koniec?

Intel pokazuje, że proces komputeryzacji wchodzi w zupełnie nowy etap - etap rozwiązań, o których do tej pory nam się nie śniło i które w niektórych momentach balansują na granicy zasad chemii i fizyki. Czyżbyśmy zatem zbliżali się do momentu, w którym pracownicy Intela powiedzą - "Skończyliśmy"? Ich zapał pokazuje, że to dopiero początek.

http://nt.interia.pl/news...-latach,1697254

jerzydom - 2011-09-21, 20:26

Dla przykładu rewolucja w aparatach foto: Nikon wprowadza do sprzedaży hybrydowe aparaty fotograficzne

Najmniejszy na świecie aparat z wymienna optyką
dzisiaj, 12:27



Nikon 1
Nikon zaprezentował dwa modele serii Nikon 1, które według producenta będą rewolucyjną generacją wielofunkcyjnych urządzeń foto - wideo.

Nikon zaprezentował nowy system aparatów cyfrowych Nikon 1. Dwa nowe modele - Nikon 1 V1 oraz Nikon 1 J1 są stworzone do robienia zdjęć i nagrywania filmów. W aparatach wykorzystani między innymi technologię rejestrowania obrazu przed naciśnięciem spustu migawki i po nim (pre-post capture), funkcję ruchome zdjęcie oraz inteligentne wybieranie zdjęcia.

"To najważniejsza premiera firmy Nikon od czasu, gdy 14 lat temu wprowadziliśmy na rynek aparaty cyfrowe” – powiedział Takami Tsuchida, prezes Nikon Europe. „Wprowadzając system Nikon 1, przedstawiamy dwa przełomowe aparaty z wymiennymi obiektywami, wyposażone w rewolucyjną technologię” – dodał Tsuchida.

Wprowadzenie systemu Nikon 1 to początek zupełnie nowej kategorii sprzętu, nazwanej przez firmę Nikon zaawansowanymi aparatami z wymiennymi obiektywami (Advanced Camera with Interchangeable Lens, A-CIL).

Nikon 1 V1 to propozycja dla amatorów, którzy zamierzają rozwijać swoje umiejętności fotograficzne. Aparat ma jasny wizjer elektroniczny o rozdzielczości 1440 tys. punktów obejmujący 100% kadru.

Delikatną elektronikę zapakowano w solidną obudową z panelami ze stopu magnezu z przodu i z tyłu. Uniwersalny port do podłączania akcesoriów umożliwia swobodną rozbudowę systemu za pomocą akcesoriów z gamy Nikon 1. Model Nikon 1 V1 jest dostępny w wersji matowo czarnej lub lśniąco białej.

Nikon 1 J1 to oferuje pełną automatykę, skierowany do użytkowników, którzy bez wysiłku chcą rejestrować rodzinne i prywatne wspomnienia. Niewielka obudowa z wbudowaną lampą błyskową jest oferowana w różnych kolorach - lśniąca biel, matowa czerń, lśniąca czerwień, srebro i żywy róż.

W aparatach wykorzystano matryce CMOS w formacie CX, dzięki której aparaty Nikon 1, oferują równowagę między wielkością systemu, prędkością, czułością, rozdzielczością i głębią pola, zapewniając doskonałe odwzorowanie kolorów przy zakresie ISO od 100 do 6400 (rozszerzona), niski poziom szumów, możliwość zapisywania zdjęć w formacie RAW i rozdzielczości 10,1 megapiksela.

Matryca została ponadto wyposażona w rewolucyjny, superszybki system autofokus, który wykorzystuje największą na świecie liczbę punktów ostrości, dzięki czemu fotografowany obiekt jest wyraźny w każdej sytuacji. W czasie robienia zdjęć lśniących lub ruchomych obiektów aparat przełącza się w tryb AF z 73-punktową detekcją fazową. Jeśli fotografowany obiekt nie porusza się lub jest słabo oświetlony, wybierany jest tryb AF ze 135-punktową detekcją kontrastu. Bez względu na to, jaki system zostanie wybrany przez aparat, krótki czas między rejestracją kolejnych zdjęć daje swobodę fotografowania szybko następujących po sobie momentów. Tryb AF z detekcją fazową jest dostępny także podczas nagrywania filmów, zapewniając możliwość ostrego uchwycenia każdej sceny.

Aparaty Nikon 1 wyposażono w nowy system mocowania 1. Umożliwia on użytkownikom korzystanie z gamy wymiennych obiektywów systemowych 1 NIKKOR, zapewniając szybką komunikację pomiędzy korpusem a optyką.

Rodzina obiektywów 1 NIKKOR to przede wszystkim kompaktowe rozmiary i doskonała optyka. W momencie wprowadzania do sprzedaży aparatów pojawią się również obiektywy

1 NIKKOR VR 10–30 mm
1 NIKKOR VR 30–110 mm
1 NIKKOR 10 mm to szybki obiektyw szerokokątny
1 NIKKOR VR 10–100 mm PD-ZOOM zaprojektowany z myślą o nagrywaniu filmów
Jednocześnie Nikon pracuje nad nowymi obiektywami 1 NIKKOR.

Urządzenia systemu Nikon 1 będą dostępne w listopadzie. W cenniku Nikona ceny aparatów Nikon 1 J1 w zestawie z obiektywami rozpoczynają się od 2399 zł, a modelu Nikon 1 V1 od 3399 zł.
http://technowinki.onet.p...89,artykul.html

GrzegorzB - 2011-09-23, 15:14

Ciekawostka na miarę rewolucji w fizyce. Jeśli się potwierdzi to nauka zostanie przeflancowana na lewą stronę:
http://ciekawe.onet.pl/ak...07,artykul.html
"W ostatnich dniach świat fizyki obiegła wiadomość, że badacze z ośrodka CERN oraz włoskiego laboratorium w Gran Sasso uzyskali wynik podważający tę, wydawałoby się niewzruszoną, teorię. /STW/ Zaobserwowano bowiem cząstki poruszające się szybciej niż światło."...

Cytat:
Mała cząstka – wielki przełom? Czy czeka nas rewolucja w fizyce?

Mirosław Dworniczak / Portal Wiedzy

Mniej więcej sto lat temu młody fizyk Albert Einstein opublikował swoje prace, znane pod nazwą szczególnej teorii względności. Jednym z wniosków, które z niej wynikają, jest stwierdzenie, że żaden obiekt materialny nie może przekroczyć prędkości światła. W ostatnich dniach świat fizyki obiegła wiadomość, że badacze z ośrodka CERN oraz włoskiego laboratorium w Gran Sasso uzyskali wynik podważający tę, wydawałoby się niewzruszoną, teorię. Zaobserwowano bowiem cząstki poruszające się szybciej niż światło. Czy czeka nas fizyczna rewolucja i trzeba będzie pisać nowe podręczniki?

Międzynarodowy ośrodek badawczy CERN w Genewie, używający najdroższej aktualnie aparatury eksperymentalnej na świecie, zajmuje się najmniejszymi cząstkami materii – protonami, mezonami, neutrinami. Rozpędza je do wielkich prędkości, zderza, a naukowcy z wyników tych kolizji wyciągają wnioski dotyczące budowy materii. W ostatnich latach bardzo głośno było o Wielkim Zderzaczu Hadronów, ale to nie hadrony są teraz głównym obiektem zainteresowania. W światłach reflektorów jest zespół naukowców, którzy przez ostatnie trzy lata badali jedne z najmniejszych cząstek elementarnych – neutrina. Dokładniej rzecz biorąc, przesyłali oni wiązki tych cząstek ze Szwajcarii do Włoch.

22 września br. rzecznik grupy badawczej – profesor Antonio Ereditato – ogłosił, że zespół uzyskał bardzo trudne do interpretacji wyniki tych doświadczeń. Co ciekawe, profesor Ereditato jest zatrudniony w Centrum Fizyki Podstawowej im. Alberta Einsteina – tego, który orzekł jednoznacznie, że prędkość światła jest nieprzekraczalna dla obiektów materialnych.

Czym są owe neutrina, które tak zaskoczyły fizyków? Istnienie tej cząstki zostało teoretycznie przewidziane przez Pauliego w 1930 roku. Ze względu na brak ładunku oraz znikomą masę (do niedawna uważano, że masa spoczynkowa neutrina wynosi zero) niełatwo było udowodnić ich istnienie. Stało się to dopiero w 1956 roku. Sama nazwa to włoskie zdrobnienie od słowa neutron.

Na temat samego eksperymentu wiadomo na razie niezbyt wiele. Zaczął się on (w wersji testowej) już w 2006 roku. Neutrina powstają jako efekt zderzeń wiązki protonów (jąder wodoru) z tarczą grafitową, wskutek czego powstają takie cząstki elementarne jak piony (mezony pi) oraz kaony. Są one nietrwałe, a w wyniku rozpadu powstają właśnie między innymi neutrina. Nie ma problemu z ich przesyłaniem na dowolne odległości, ponieważ neutrina bardzo słabo oddziałują z materią. Bez problemu mogą podróżować na wielkie dystansy, przenikając nawet gęstą materię. Dlatego też nie trzeba budować żadnych specjalnych rur czy tuneli, aby je ochronić od zderzeń. Na trasie wiązki neutrin mogą znajdować się budynki, góry czy nawet przegrody z ołowiu – nie robią one na tych cząstkach najmniejszego wrażenia.

W odległych o 730 kilometrów od CERN laboratoriach Gran Sasso we Włoszech zainstalowano olbrzymi detektor noszący nazwę OPERA (Oscillation Project with Emulsion-tRacking Apparatus). W założeniu miał on badać proces zwany oscylacjami neutrin.

Czas przelotu cząstek pomiędzy tymi dwoma miejscami jest bardzo mały wynosi około 2,4 milisekundy (0,0024 sekundy – około 60 razy szybciej niż trwa mrugnięcie okiem). Tak byłoby w przypadku, gdyby podróżowały one dokładnie z prędkością światła. Precyzyjne pomiary pokazały jednak coś innego. Okazało się bowiem, że neutrina docierały do detektora szybciej. O ile szybciej? No cóż... zaledwie o 60 nanosekund (czyli 0,00000006 sekundy).

Ktoś może powiedzieć – niewiele. To prawda, ale zgodnie z aktualną wiedzą naukową – wspomnianą już teorią Einsteina – jest to po prostu niemożliwe. Chyba, że... no właśnie – chyba, że nadchodzi rewolucja.

Zespół badaczy powtarzał eksperyment 15 tysięcy razy. Pozwoliło to na ograniczenie błędu do zaledwie 10 nanosekund. Oznacza to, że praktycznie wszystkie neutrina docierają na miejsce o 50-70 nanosekund wcześniej niż powinny. Nie jest to imponujące przekroczenie prędkości światła, ponieważ wynosi ono zaledwie 0,002%. Pamiętajmy jednak, że to jest przekroczenie czegoś, co wydawało się do tej pory absolutnie niewzruszone i nieprzekraczalne.

Ktoś może powiedzieć – zaraz, zaraz... przecież fizyka teoretyczna dopuszcza istnienie cząstek szybszych niż światło – tachionów. Tak, to prawda, ale tachiony też mają swoje limity prędkości - „dolne”. Nie mogą się one poruszać wolniej niż światło, a nasze neutrina jednak powstają w CERN, gdzie się "rozpędzają", a więc tachionami być nie mogą.

Czy to znaczy, że możemy stare podręczniki wyrzucić już do kosza? Nie, zdecydowanie nie. Naukowcy są bardzo ostrożni w swoich wypowiedziach. Doskonale pamiętają choćby słynną historię z tzw. zimną fuzją jądrową, która okazała się kompletnym niewypałem. Dlatego też ogłosili wyniki swoich eksperymentów z nadzieją, że jakieś zespoły w zupełnie innych miejscach świata zdecydują się zweryfikować je w swoich niezależnych doświadczeniach. Wiadomo już, że powtórzenia eksperymentu CERN podjął się zespół pracujący w słynnym amerykańskim laboratorium Fermilab w okolicach Chicago. Dysponuje ono aparaturą zbliżoną do tej, która jest w CERN, tak więc jest szansa, że wyniki europejskie zostaną potwierdzone lub też obalone. Teraz pozostaje nam tylko czekać na informacje. Jeśli inne laboratoria potwierdzą wczorajsze rewelacje, będzie to oznaczać, że sporą część współczesnej fizyki czeka prawdziwe trzęsienie ziemi.

Podsumowując, można by powiedzieć, że słysząc takie rewelacje, stary Einstein się w grobie przewraca. Tak jednak nie jest, ponieważ grobu Alberta Einsteina nie ma, ale to już temat na zupełnie inną opowieść...

http://ciekawe.onet.pl/ak...07,artykul.html

Van Worden - 2011-09-23, 15:37

GrzegorzB napisał/a:
Ciekawostka na miarę rewolucji w fizyce. Jeśli się potwierdzi to nauka zostanie przeflancowana na lewą stronę:


Bardziej politycznie poprawniej będzie mówić "na odwrotną stronę" ;-) Ale to będzie prawdziwa rewolucja i dzień o którym będzie się kiedyś (jeśli nasza cywilizacja prztrwa oczywiście) uczył każdy. W konsekwencji otwiera się wreszcie realna perspektywa efektywnych podróży kosmicznych a kto wie czy także nie podróży w czasie :-o

GrzegorzB - 2011-09-23, 16:31

Na początku chciałem napisać, że to są sprawy jakich nawet szurnięty Antoś nie ma w żadnej teczce. Ale pamiętam o regulaminie forum ;)
jerzydom - 2011-09-23, 20:06

Grzegorz, co Ty chcesz od Antosia i jego teczek. Einstein nie dorasta mu do pięt. Ten tajemniczy obłęd w oczach, tajemniczy uśmiech. Szok :-D
sovereign2000 - 2011-09-23, 23:55

Natknąłem się na tę włoską rewelkę w porannej net-gazetce;.
Przed laty dyskutowano czy neutrina mają masę. Przenikają wszystko > nasze ciała , planety.
Grupa japońskich badaczy wykazała że ilość neutrin docierających do Ziemi ze Słońca jest większa niż ilość ją opuszczająca > po przeniknięciu. Powstała nawet hipoteza , że masa Ziemi wzrasta m.in dzięki docierającym ze Słońca neutrinom. Ale czy to wszystko prawda ? To tylko słowa. By była jasność > Albert Einstein nie był nieomylny , i nigdy się za takiego nie uważał. Na początku swych dociekań > przez lata trzymał się kurczowo teorii eteru (podnoszoną przez Newtona), którą ostatecznie porzucił ( przypuszczano, że eter wypełnia całą przestrzeń międzygwiezdną , jest bezwonny, nieściśliwy).

jerzydom - 2011-10-02, 11:53

80-calowy telewizor z pełnym podświetleniem LED

80-calowy model Sharp AQUOS LED LE632U to największy na świecie telewizor LCD z pełnym podświetleniem LED.

Zgodnie z zapowiedziami, Sharp koncentruje się na produkcji telewizorów o dużych przekątnych ekranu i właśnie zaprezentował najnowszy, gigantyczny model Aquos LED LE632U o przekątnej 80 cali. Premiera nowego telewizora odbyła się w Stanach Zjednoczonych i właśnie tam już na początku października 2011 r. trafi on do sprzedaży. Poza gigantycznym ekranem, model Sharp AQUOS LED 80LE632U posiada pełne podświetlenie LED, panel Full HD X-Gen, współczynnik kontrastu 6 000 000:1 oraz odświeżanie obrazu Fine Motion 120 Hz. Telewizor za pomocą Wi-Fi łączy się z internetem, dając dostęp do szeregu serwisów i aplikacji, tj. Netflix, CinemaNow, czy VUDU.

Nowy, 80-calowy telewizor Sharpa ma kosztować 5500 dolarów, czyli ponad 18000 złotych

http://technowinki.onet.p...80,artykul.html

GrzegorzB - 2011-10-02, 16:48

Ciekawe czy to jest telewizor Sharpa czy zamówiony gdzieś. Pierwsze Aquosy które się pojawiły na rynku miały zasłużoną opinię pierwszych w miarę nadających się do oglądania LCD-ków. Tyle że potem Sharp zaczął zamawiać telewizory u poddostawcy i jedyne co one miały wspólne z pierwotnie wypracowaną dobra opinią, to logo :)
LCD troszkę mniej prądu żre niż nowoczesna plazma, to fakt. Ale niestety jakość obrazka do plazmy jest jak but plastikowy przy skórzanym.Osobiście jeszcze nie widziałem LCD-ka z obrazkiem zbliżonym do plazmy. Choć już podobno takie są. Oczywiście chodzi o obraz dynamiczny a nie nieruchomy albo bardzo powoli zmieniający się. Jako monitory komputerowe LCD są świetne.

kuczman - 2011-10-02, 21:12

Cytat:
LCD troszkę mniej prądu żre niż nowoczesna plazma, to fakt.


Troszke? :mrgreen:

jerzydom - 2011-10-06, 08:53

Pancerny muł dla amerykańskich żołnierzy

Naukowcy z USA opracowali czworonożnego robota kroczącego AlphaDog. Ma on pełnić służbę w oddziałach US Marines, przenosząc ładunki po górach - poinformowały magazyn Technology Review i agencja DARPA.



Doświadczenia z Iraku i Afganistanu wykazały, że małe pojazdy kołowe i gąsienicowe nie sprawdzają się na dłuższych trasach. Dlatego inżynierowie postanowili zbudować uniwersalny pojazd transportowy.
W projekcie oparto się na mechanice poruszania się muła zarówno z obciążeniem, jak i bez. Efektem jest czworonożny robot kroczący o napędzie elektrycznym. Jego robocze nazwy to: Legged Squad Support Systems (LS3) lub AlphaDog. Przypominający z sylwetki konia lub muła, może przenieść 181,5 kg ładunku na odległość 35 km po drodze skalnej. Jego moc wystarcza na 24 godzinny marsz bez obciążenia.

AlphaDog, który, ze względu na wygląd, już otrzymał w amerykańskiej marynarce miano "pancernego muła", nie musi być kierowany przez człowieka. Jest wyposażony w komputer nawigacyjny oraz nadajnik GPS i może poruszać się samodzielnie. System czujników elektrooptycznych pozwala mu też wędrować razem z oddziałem Marines, na ustalonej pozycji w szyku.

Pierwszy "pancerny muł" ma być gotowy do testów w warunkach polowych (prawdopodobnie w Afganistanie) już w 2012 roku. Prototyp przygotowywany na potrzeby Marines będzie opancerzony - zostanie wyposażony w pancerz przekładkowy i lekkie opancerzenie kevlarowe, co ochroni go przed pociskami z broni strzeleckiej.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ krf/bsz
http://www.naukawpolsce.p...ckSum=424478995

jerzydom - 2011-10-06, 09:13

http://moto.onet.pl/16508...html?node=19737
jerzydom - 2011-10-06, 15:14

http://techtrendy.pl/titl...ml?ticaid=5d26f
GrzegorzB - 2011-10-06, 18:57

kuczman napisał/a:
Cytat:
LCD troszkę mniej prądu żre niż nowoczesna plazma, to fakt.


Troszke? :mrgreen:


Troszkę. Nowoczesne plazmy sa znacznie bardziej energooszczędne od tych sprzed 2-3 lat. I nie mam na uwadze wymyślnych trybów oszczędzana energii tylko znacznie większa sprawność świetlną panelu. Nowoczesna plazma HD 50 cali pobiera tyle prądu co stara standardowa 42'. średnio 200-250W. Moc zależy od chwilowej jasności i kolorów. A w LCD świetlówki cały czas kotłują pełna mocą. Wyjątkiem są sekcyjne LED, ale niestety jakość obrazu bardzo tam spada w cieniach. Oczywiście LED jest oszczędniejszy, ale za te kilkadziesiąt wat nie warto sobie psuć przyjemności oglądania. Jakość zawsze kosztuje.

jerzydom - 2011-10-18, 08:08

Obrazy 3D są zagrożeniem dla dzieci - ostrzegają naukowcy i Nintendo

Kolejna firma sprzedająca konsole do gier 3D ostrzega przed negatywnymi skutkami tej technologii dla dzieci poniżej 6 roku życia. Zaburzenia kognitywne, problemy ze wzrokiem - to tylko niektóre potencjalnie nieodwracalne efekty oglądania trójwymiarowych obrazów.
System nerwowy u najmłodszych jest w trakcie rozwoju i obraz 3D może spowodować nieodwracalne, szkodliwe skutki - alarmują francuscy badacze. Im więcej czasu spędzonego przed konsolą 3D tym większe ryzyko. W rezultacie u dzieci występują nie tylko problemy w rozróżnieniu świata realnego i wirtualnego, ale także trudności z fiksacją wzroku na przedmiocie oraz bóle oczu i głowy.
Dlatego też, po Sony i Samsungu, firma Nintendo wraz z wydaniem kolejnej konsoli do gier 3DS, zapisała w instrukcji ostrzeżenie o zagrożeniu dla najmłodszych. "Dzieci poniżej 6. roku życia nie mogą używać gier na konsoli, ponieważ obrazy w 3D widziane przez dłuższy czas mogą wpływać negatywnie na rozwój oczu" - napisano.
Ale naukowcy z Francji są zdania, że 3D zagraża także dorosłym. Zmierzyli czas, jakiego mózg potrzebuje, aby przestawić się po projekcji obrazów w 3D na normalne widzenie. Zaobserwowali, że po oglądaniu świata w 3D obieramy otaczające przedmioty jako mniejsze niż w rzeczywistości. Dodatkowo, błędnie oceniamy odległości, co może być niebezpieczne zwłaszcza dla osób prowadzących samochód. Należy odczekać chwilę, aby odzyskać "normalne" pole widzenia.
Badacze, m.in. z wyższej szkoły nowych technologii Telecom-Bretagne oszacowali, że około 5 proc. ludzi ma zaburzoną, a 15 proc. - zmniejszoną percepcje obrazów 3D. Okazało się jednak, że dane te nie dotyczą osób, które noszą soczewki progresywne. Dlatego Francuzi chcą wykorzystać technikę 3D do badań przesiewowych wzroku, ponieważ u osób, które źle odbierały trójwymiarowy obraz, dzięki temu wykryto wcześniej niezauważalne zaburzenia.
Badania wpływu technologii 3D na zdrowie dzieci będą dalej kontynuowane, ponieważ firmy chcą sprzedawać swoje produkty szkołom.

PAP - Nauka w Polsce

lulk/ kot/ tot/bsz
http://www.naukawpolsce.p...kSum=1097520534

jerzydom - 2011-10-18, 09:08

http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html
jerzydom - 2011-10-19, 08:16

http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html
jerzydom - 2011-10-21, 07:59

Wysłany: Wczoraj 8:12
Uwaga na wadliwe telewizory Sony
tematy: Bravia, problem, Sony, telewizor, telewizory, telewizory LCD, usterka, wada

Niektóre starsze modele telewizorów LCD Sony Bravia mogą zawierać wadliwą część, powodującą stopienie się części obudowy urządzenia.
Wspomniane telewizory mogą zawierać wadliwą część, która w sporadycznych przypadkach może się przegrzewać i ulegać zapłonowi wewnątrz telewizora, skutkując stopieniem jego górnej obudowy. Problem dotyczy pewnych modeli telewizorów LCD BRAVIA, dostępnych w sprzedaży w Europie od czerwca 2007 r.

Numery modeli, których dotyczy powyższy problem:

KDL-40D3400
KDL-40D3500
KDL-40D3550
KDL-40D3660
KDL-40V3000
KDL-40W3000
KDL-40X3000
KDL-40X3500


Sony radzi - jeśli użytkownicy produktów wymienionych powyżej stwierdzą jakiekolwiek nieprawidłowości (np. nietypowe dźwięki, nietypowy zapach lub dym), należy natychmiast wyłączyć telewizor, odłączyć przewód zasilający od gniazda sieciowego, zaprzestać korzystania z telewizora i skontaktować się z Sony. Japoński producent uruchomił program bezpłatnych inspekcji oraz, jeśli to konieczne, napraw. Użytkownicy dowolnego z powyższych produktów są proszeni o kontakt z najbliższym centrum serwisowym w sprawie inspekcji telewizora BRAVIA.

Po zgłoszeniu pracownik lokalnego oddziału serwisu firmy Sony odwiedzi użytkownika podejrzanego telewizora w celu skontrolowania urządzenia i w przypadku stwierdzenia, że jest on wyposażony w wadliwą część, natychmiast przeprowadzi naprawę.

Więcej informacji znajdziemy na stronie wsparcia Sony.

http://wyobrazsobie.kompu...izory-sony.aspx

http://support.sony-europ...ction_programme

jerzydom - 2011-10-25, 13:51

Zabawa ostrością, czyli rewolucyjny aparat od Lytro
Robert Graczyk, Poniedziałek, 24 października 2011, 10:20Tagi: aparat, light field, lytro

Fotografia to dziedzina, którą niektórzy zgłębiają całymi latami. Niedługo jednak jej tajniki dostępne będą na wyciągnięcie ręki, a to wszystko dzięki przełomowemu aparatowi robiącemu zdjęcia, na których ostrość ustawimy dopiero po pstryknięciu fotki.
Mowa tu o urządzeniu zaprezentowanemu przez firmę Lytro, które bardziej przypomina lunetę niż aparat. Nie chodzi tu jednak o wygląd, a o unikalną konstrukcje matrycy, która dzięki zastosowaniu technologii „light field” zbiera informacje o intensywności i kierunkach padania światła, co pozwala ustalić punkt ostrości po wykonaniu zdjęcia - wystarczy wybrać detal znajdujący się na fotografii aby został on odpowiednio wyostrzony (przykłady znajdziecie tutaj). To natomiast oznacza, że każdy, nawet bez bladego pojęcia o fotografii, będzie mógł osiągnąć efekty, które obecnie zarezerwowane są jedynie dla osób mocno zorientowanych w temacie.
Co więcej na temat samego aparatu? Otóż jego matryca nie jest opisywana przy pomocy „megapikseli” tylko parametru „megarays” czyli milionów promieni świetlnych (w tym konkretnym przypadku jedenastu). Aparat został wyposażony w ekran dotykowy o przekątnej 1,46” umożliwiający ustawienie punktu ostrości oraz obiektyw z ośmiokrotnym zoomem optycznym i stałej jasności f/2. Na jego obudowie znalazły się tylko trzy przyciski: włączający, spustu migawki oraz obsługi przybliżenia, a zdjęcia można zgrać poprzez port mini-USB. Darmowe oprogramowanie służące do zabawy z ostrością czy dzielenia się zrobionymi fotografiami dostępne jest tylko w wersji dla systemów Mac OS X, ale to akurat żaden problem, bo już w przyszłym roku, czyli wtedy kiedy aparat trafi na rynek, pojawi się wersja zgodna z „Okienkami” Microsoftu.
Lytro można kupić już teraz w przedsprzedaży za 400 lub 500 dolarów w zależności od pojemności wbudowanej pamięci. Odpowiednio 8 i 16 GB zmieści około 350 lub 750 zdjęć.

http://pclab.pl/news47486.html

jerzydom - 2011-10-25, 14:49

Trójwymiarowa kamera dla Kowalskiego

Naukowcy z USA opracowali kamerę umożliwiającą uzyskiwanie obrazu trójwymiarowego oraz przekształcanie obrazu, a przeznaczoną dla masowego użytkownika – poinformował magazyn „Technology Review”.
Naukowcy pracujący dla małej amerykańskiej firmy technologicznej Lytro, opracowali kamerę całkowicie nowej konstrukcji, umożliwiającą przekształcanie zwykłych zdjęć w zdjęcia trójwymiarowe (3D). Kamera Lytro posiada też nowego typu czujnik umożliwiający wyostrzanie dowolnej partii obrazu już po wykonaniu zdjęcia.
Konstrukcja kamery jest odmienna od dotychczasowych – przypomina ona niewielki kwadratowy teleskop i wyposażona jest tylko w dwa przyciski. Pierwszy to włącznik, zaś drugi służy do wykonania fotografii. Zdjęcia są po wykonaniu ładowane do interaktywnego menu aparatu, wyświetlanego na ekranie dotykowym, znajdującym się na tylnej ściance aparatu. Użytkownik zaznacza na nim obszar, który chce wyostrzyć i proces odbywa się automatycznie. Pozostałe fragmenty obrazu będą rozmyte zgodnie z regułami perspektywy. Ten sam proces może być także wykonany po załadowaniu zdjęcia na komputer PC, przy użyciu oprogramowania dostarczonego przez Lytro lub poprzez stronę internetową firmy.
Zdjęcie można przy tym obrabiać wielokrotnie „dokonując przekształceń, z których każde opowiada inną historię” – powiedział „Technology Review” współtwórca kamery, dr Ren Ng ze Stanford University.
Czujnik światła zamontowany w kamerze jest odmiennego typu od dotychczas stosowanych w kamerach czy sprzęcie wideo. W zwykłych kamerach kompaktowych czy wideo sensor zapisuje obraz jako składową kolorów RGB (red, blue, green), w Lytro zapisywane są także składowe światła padającego pod kątem na obraz.
W ten sposób tworzone jest przez system operacyjny i aplikacje kamery wirtualne środowisko pracy – „wirtualna kamera” wykonująca zdjęcia różniące się od widocznych na ekranie kamery. Jeśli użytkownik zacznie obróbkę zdjęcia i jego wyostrzanie, w ten sposób zmienia ustawienia owej wirtualnej kamery, zmieniając kąt padania światła i wykonując niejako nowe zdjęcie. Technika ta nazwa się fotografią obliczeniową (computational photography) i jest obecnie stosowana w fotografii naukowej, np. astronomicznej
Czujnik zamontowany w kamerze jest złożony z wysokiej jakości tradycyjnego czujnika z kamery cyfrowej – lustrzanki oraz szklanej matrycy. Przed matrycą zamontowano mikroobiektywy szklane pobierające tylko światło padające pod określonym kątem. Pozwala to na określenie i zapisanie składowych światła dla wirtualnej kamery.
Taka konstrukcja, zapisująca również głębię obrazu, umożliwia także tworzenie obrazu 3D. Obraz jest wtedy składany ze zdjęcia zrobionego przez kamerę właściwą oraz wirtualną kamerę symulowaną przez aplikację. Zdjęcia takie mają niższą rozdzielczość niż zdjęcia wykonane przy użyciu klasycznej kamery lub specjalnie przystosowanego do fotografii trójwymiarowej sprzętu 3D, ale podobnie jak one, posiadają wszystkie cechy obrazu trójwymiarowego.
Jak powiedział „Technology Review” dr Ng, obecnie sensor kamery Lytro zapisuje standardowo 11 mln danych dotyczących składowych światła (tzw. 11 megarays). Pokazywane zdjęcia Lytro mają rozdzielczość 800x600 dpi. Ng dodał, że zespół pracuje obecnie nad nowym modelem kamery, osiągającym rozdzielczość 1800x1200 dpi.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ agt/bsz
http://www.naukawpolsce.p...ckSum=666225536

jerzydom - 2011-10-25, 15:08

Post wklejony pomyłkowo
inquiz - 2011-10-26, 17:53

Niedługi wizja z terminatora może się spełnić
http://www.youtube.com/watch?v=SqBw7XapJKk

jerzydom - 2011-11-15, 18:54

Bawełniane tranzystory umożliwią rozwój komputerów ubraniowych

Włoscy naukowcy opracowali układy elektroniczne na bazie nici bawełnianych, pokrytych nanocząstkami złota i przewodzącym polimerem – poinformował magazyn „Technology Review”.


Zespół naukowców z Universita degli studi di Cagliari pod kierownictwem dr Annalisy Bonfiglio pracował nad nowymi rozwiązaniami dla elektroniki ubraniowej. Rozwiązania tego typu są trudne do wdrożenia, jako że wplatanie w osnowę materiału metalowych nici oraz montaż elementów elektronicznych opartych na krzemie, pozwala co prawda tworzyć rozwiązania elektroniczne np. czujniki czy nawet całe ubraniowe systemy komputerowe, ale materiały są niewygodne do noszenia, sztywne, ciężkie i nielubiane przez użytkowników.
Stąd dotychczasowe rozwiązania elektroniki ubraniowej przeznaczone są zwykle dla służb mundurowych, żołnierzy i ratownictwa - gdzie liczy się nie komfort, a stopień ochrony, albo dla lecznictwa zamkniętego, gdzie konieczny jest stały nadzór i monitorowanie stanu zdrowia pacjenta.

Włoscy naukowcy postanowili opracować rozwiązanie, które pozwoliłoby na stworzenie materiałów nie odbiegających komfortem użytkowania od zwykłych materiałów, ale umożliwiających instalację czujników czy całych rozwiązań elektroniki ubraniowej.

Zespół pokrył włókna bawełny nanocząsteczkami złota i zanurzył w przewodzącym polimerze. Nie straciły one giętkości. Jak się okazało, można było z nich wytworzyć prostą bramkę, regulującą przepływ prądu od jednej elektrody do drugiej. Aby umożliwić nieco bardziej skomplikowane działania i stworzyć w pełni funkcjonujący tranzystor, taką przewodzącą bawełnę pokryto półprzewodnikowym polimerem i z dwóch kropli przewodzącego srebra wytworzono elektrody na tkaninie. Zmiana napięcia w bramce, w czasie, kiedy prąd płynął w układzie, pozwoliła na funkcjonowanie tranzystora.

Tranzystor z nici bawełnianych został połączony z innymi oraz prostszymi układami elektrycznymi na niciach bawełnianych, zwykłą techniką zaplatania. Cały układ nie jest tak wydajny, jak układ elektroniczny oparty na krzemie, ale z powodzeniem może służyć do wykonywania prostych pomiarów czy obliczeń.

Jak powiedziała „Technology Review” dr Bonfiglio, można z niego stworzyć dywan, który policzy liczbę osób w pokoju, czy też będzie służyć jako czujnik pomiarów temperatury, wilgotności i ciśnienia. W niedalekiej przyszłości może stać się częścią czujników pomiaru stanu zdrowia np. w zwykłej piżamie i to tak, aby użytkownik nie czuł żadnego dyskomfortu. Według badaczy, „bawełniana elektronika” produkowana masowo będzie też bardzo tania.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ agt/
http://www.naukawpolsce.p...kSum=1450715983

jerzydom - 2011-11-20, 08:20

Pierwszy Google TV od LG dopiero w przyszłym roku
Podczas przyszłorocznych targów Elektroniki Użytkowej w Las Vegas, odbędzie się premiera pierwszego odbiornika Google TV. Będzie to debiut sprzętu należącego do rodziny inteligentnych telewizorów, zaprojektowanego przez koncern LG.
http://technowinki.onet.p...58,artykul.html

jerzydom - 2011-12-08, 08:27

Włochy: boss kamorry ukrywał się w bunkrze naszpikowanym elektroniką
krk / PAP

Bunkier naszpikowany elektroniką i chroniony przez system kamer – tak włoscy śledczy opisali kryjówkę, w której wczoraj odnaleźli, po szesnastu latach poszukiwań, Michele Zagarię, bossa najpotężniejszego klanu kamorry - Casalesi.

Zagaria, jeden z najgroźniejszych mafiosów, skazany zaocznie na dożywocie, został zatrzymany w miejscowości Casapesenna koło Caserty na południu Włoch.

- Nigdy nie wiedziałem takiej technologii w czasie wielu operacji antymafijnych i dochodzeń. Cały dom został zbudowany wokół tego podziemnego pomieszczenia - powiedział cytowany przez media uczestnik policyjnej akcji, która pomyślnie zakończyła obserwację miejsca, gdzie - jak podejrzewano - ukrywał się Zagaria, ostatni przebywający do wczoraj na wolności boss gangu Casalesi, opisanego w głośnej książce "Gomorra" Roberto Saviano.

Urządzenia znalezione w podziemnym bunkrze zaskoczyły przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, którzy przekonali się, że uciekinier zbudował wokół siebie wielostopniowy elektroniczny system ochrony i zabezpieczeń.

Włoska agencja Ansa, która ujawniła szczegóły żmudnej operacji poszukiwań bossa kamorry, podała, że półtora roku temu śledczy nabrali pewności, iż są coraz bliżej niego.

Dzięki podsłuchom telefonicznym, założonym wspólnikom szefa klanu, którzy pomagali mu się ukrywać, usłyszeli wtedy tajemnicze słowa "u ping pong", które naprowadziły ich na właściwy trop. W ten właśnie sposób pomocnicy Zagarii nazywali dźwięk silnika, przesuwającego ścianę, za którą znajdowało się wejście do bunkra. Ruchoma ściana jest w przydomowej prasowalni, a jej skomplikowany mechanizm mógł uruchomić tylko boss przy pomocy pilota. Gdy był w środku, nikt inny nie mógł otworzyć bunkra.

Wejście do bunkra prowadzi przez właz, następnie schodzi się po schodach kilka metrów do pełnego elektroniki pomieszczenia o powierzchni 20 metrów kwadratowych.

- Przebywał zazwyczaj w domu, otoczonym przez system kamer. Kiedy sygnalizowały one jakiś problem, gdy ktoś nieznajomy nadchodził, zamykał się pod ziemią przekonany, że nikt go tam nie znajdzie - ujawnił uczestnik operacji.

Poinformowano również, że podczas poszukiwań Zagarii policja wykorzystała supernowoczesny sprzęt lotnictwa wojskowego, w tym czujniki ciepła, wykrywające obecność człowieka. Aparatura ta została zamontowana na pokładzie samolotu Gwardii Finansowej, patrolującej teren.

Pierwszym impulsem do zainteresowania się tą właśnie willą było uzyskanie przez prowadzących poszukiwania informacji, że właściciel tej posiadłości szukał w rożnych fabrykach specjalistycznego silnika, uruchamiającego wyjątkowo skomplikowany mechanizm.
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2011-12-13, 20:46

Przełom! Naukowcy coraz bliżej bozonu Higgsa - 'boskiej cząstki'

Gdybym był członkiem eksperymentów w LHC, nic nie mógłbym zdradzić. Ale ponieważ nie jestem, to mogę powiedzieć: wydaje się, że znaleziono cząstkę Higgsa - powiedział w TOK FM prof. Krzysztof Meissner, dyrektor w Narodowym Centrum Badań Jądrowych. Według teorii, to dzięki niej w ogóle istniejemy. Po południu naukowcy CERN ogłosili: Są sygnały, że cząstka Higgsa istnieje.
Wyniki eksperymentów ATLAS i CMS sugerują, że cząstka Higgsa istnieje - poinformował ośrodek badawczy CERN na Twitterze. Na razie jednak danych jest na tyle mało, że nie można z całą pewnością ogłosić, że cząstka została odkryta.

Święty Graal fizyki

Cząstka (zwana także bozonem) Higgsa jest uznawana za "Święty Graal" fizyki. Jak przyznaje prof. Meissner, może sama w sobie nie wydaje się specjalnie użyteczna, ale poszukiwanie jej ma znaczenie fundamentalne dla fizyki. Według tzw. Modelu Standardowego, właśnie istnienie tego bozonu powoduje, że inne cząstki mają masę. Gdyby elektrony nie miały masy, nie istniałby taki świat materialny, jaki znamy.
Między innymi po to, aby sprawdzić teoretyczne istnienie tzw. "boskiej cząstki", pod Genewą powstało największe urządzenie badawcze - Wielki Zderzacz Hadronów (LHC). Tunel mierzący 27 kilometrów obwodu i 9 kilometrów średnicy mieści największy akcelerator na świecie. Przy urządzeniu pracują fizycy CERN (Europejska Organizacja Badań Jądrowych), której Polska jest członkiem. - CERN nie ogłosi wyników badań, jako ostateczne odkrycie cząstki Higgsa. Z tego co wiem, powiedzą o bardzo silnej wskazówce, że cząstka istnieje - mówił profesor Meissner w programie ''OFF Czarek''. "Silna wskazówka" wynika z tego, że dwa eksperymenty pracujące niezależnie, wskazują na bardzo podobne wyniki badań. - Prawdopodobnie cały kolejny rok zajmie ostateczne potwierdzanie - przewiduje fizyk.

Gdyby nie bozon Higgsa nie rozmawialibyśmy w tym studiu

- Według tak zwanego standardowego modelu cząstek elementarnych (w tym m. in. elektrony, protony, kwarki, itp. - red) cała przestrzeń jest wypełnione stałym polem - wyjaśniał prof. Meissner, pracujący także w Uniwersytecie Warszawskim. - Gdyby nie było tego pola, każda z cząstek którą znamy, elektrony przede wszystkim, poruszałyby się z prędkością światła. Istniałaby jakaś zupa złożona z wolno latających masywnych protonów i śmigających z prędkością światła innych cząstek, w tym elektronów. Nie powstałyby atomy, z których składa się materia. Natomiast, obecność tego pola powoduje, że elektron, musi się przez to pole "przedzierać". Efekt jest taki, że zachowuje się jak cząstka z masą. Taki elektron może być przez proton "złapany", zaczyna krążyć wokół protonu i powstaje atom. Tworzą się znane nam atomy, a potem pierwiastki: wodór, węgiel, azot, itp. Bez tego, nie istniałaby materia taką jaką znamy, a my na pewno nie rozmawialibyśmy w studio - tłumaczył fizyk.

Tak naprawdę szukamy pola

- Tak naprawdę, szukamy pola Higgsa. Jednak bardzo trudno jest znaleźć coś, co w każdym punkcie przestrzeni jest takie samo. Szukamy zatem wzbudzeń tego pola, próbujemy je pobudzić do drgania. To tak, jak z perfekcyjnie przezroczystą wodą. Można się zorientować, że tam jest dopiero, kiedy pojawią na niej jakieś drgania, fale. To drganie pola, to jest właśnie cząstka Higgsa. Ona bardzo szybko zanika, ale my przez chwilę widzimy wzbudzenie się pola. Tego właśnie szukają fizycy w CERN - opowiadał prof. Meissner.

Cząstka została wprowadzona do fizyki pod koniec lat 60. ponieważ ona doskonale pasuje do Modelu Standardowego, jednego z najważniejszych teorii współczesnej fizyki. - Przez to, że mamy Model, dokładną teorię, poszukiwania cząstki Higgsa jest absolutnie precyzyjne. Wiemy czego i jak szukać - mówił fizyk. - Oczywiście nauka na tym polega, że dowolne twierdzenie jest poddawane dowolnej krytyce - studził emocje profesor.

http://wiadomosci.gazeta....onu_Higgsa.html

jerzydom - 2011-12-13, 21:01

Naukowcy skonstruowali najmniejszy na świecie układ elektroniczny

Naukowcy z USA zbudowali najmniejszy na świecie układ elektroniczny z dwoma przewodami odległymi od siebie o 150 atomów. Umożliwi to opracowanie mniejszych i bardziej wydajnych procesorów – poinformował magazyn „Computerworld”.

Układ zbudowano w technologii 15 nanometrów.
Według naukowców z McGill University i Sandia National Laboratories, zbudowanie takiego układu umożliwi stworzenie chipów komputerowych, które będą wydzielały mniej ciepła niż obecnie produkowane modele.

Wydzielanie ciepła oraz spadek wydajności i trwałości, związany z przegrzewaniem układów procesorowych, jest obecnie jednym z głównych problemów rozwoju technologii układów zintegrowanych. Zmniejszenie wielkości podstawowych układów elektronicznych oznacza możliwość wyprodukowania mniejszego i o większej mocy sprzętu elektronicznego, niż jest obecnie wytwarzany.

Jak powiedział „Computerworld” Patrick Moorhead, główny analityk w firmie analitycznej Moor Insights & Strategy, zbudowanie działającego układu elektronicznego tej wielkości, oznacza, że zostaną wkrótce zbudowane małe chipy i zmniejszone rozwiązania chipowe (np. mniejsze niż obecnie „laboratoria na chipie”). Jego zdaniem, prowadzi to do mniejszych komputerów PC, tabletów, smartfonów i urządzeń elektroniki domowej, które jednak będą miały większą niż obecna wydajność, zużywając przy tym mniej energii.

Dan Olds, analityk z Gabriel Consulting Group, zauważył, że zwiększona wydajność zapewne przełoży się także na zwiększenie funkcjonalności chipów pracujących w takiej technologii. „Tam, gdzie obecnie jakieś funkcje wykonywane są przez 2 lub więcej chipów, wystarczy zapewne jeden procesor, wyprodukowany w nowej technologii” – dodał.

Zarówno Moorhead, jak i Olds skonstatowali przy tym, że odkrycie uczonych z USA oznacza przedłużenie trwania prawa Moore’a (Gordon Moore, założyciel największej firmy układów elektronicznych Intel Corp. – PAP), stwierdzającego, iż optymalna liczba tranzystorów w układzie scalonym podwaja się co 24 miesiące. Procesory, produkowane w technologii 15 nm, oparte na nowo zbudowanych układach elektronicznych, będą bowiem mogły nadal podwajać swą wydajność w czasie określonym przez Moore’a.

Jak poinformowali uczeni z McGill University i Sandia National Laboratories, obecnie prowadzone będą prace nad zbudowaniem funkcjonalnego mikroukładu w technologii 15 nm, który można by łączyć z innymi układami elektronicznymi oraz nad optymalizacją jego wydajności i czasu działania, a także przygotowaniem go do produkcji.

PAP - Nauka w Polsce
http://www.naukawpolsce.p...ckSum=188376904

jerzydom - 2011-12-15, 20:58

http://odkrywcy.pl/kat,11...g4sticaid=6d905
jerzydom - 2011-12-21, 08:02

Oświetlenie LED: uwaga na oczy!
Data: 2011-12-20 - WT

Niektóre diodowe lampy oświetleniowe, zwane też LED, stanowią bardzo poważne ryzyko dla oczu, a szczególnie dla oczu dzieci. Jest to konkluzja wynikająca z badania francuskiej agencji Anses, która obwinia zbyt niebieski kolor światła emitowanego przez tego typu diody oraz jego zbyt dużą światłość. A wśród różnych typów oświetlenia LED, te najbardzje powszechne mają też być najmniej pewne.

Diody elektroluminescencyjne, diody świecące, czyli diody LED (ang. light-emitting diode), są coraz częściej spotykane na półkach sklepowych. Opisywane jako idealne, dzięki swojemu niskiemu zużyciu prądu, mnożą się w domach oraz w miejscach pracy, a nawet w światłach reflektorów samochodowych. Jednakże, ich światło różni się dość znacznie od innych typów oświetlenia, a standardowe normy niezbyt im odpowiadają.

Francuska Narodowa Agencja do Spraw Bezpieczeństwa Sanitarnego Produktów Pokarmowych, Środowiska oraz Pracy (ANSES), przeprowadziła badanie, aby ocenić działanie diod LED właśnie pod kątem zdrowia ludzkiego. Grupa badawcza stworzona w tym celu zgromadziła oftalmologów, dermatologów, specjalistów od oświetlenia oraz specjalistów fizyków zajmujących się promieniowaniem optycznym. W grupie miejsce znaleźli także pracownicy przemysłu oświetleniowego oraz naukowcy wszelkiej maści.

Wnioski wynikające z tych prac, które właśnie zostały właśnie opublikowane w formie raportu, rzucają cień na to modne oświetlenie, które nie jest jednakże pozbawione całkowicie ryzyka. Badanie ujawniło dwa główne efekty: ten, wynikający z długości fali oraz ten, wynikający ze światłości.

Oświetlenia diodowe emitują znaczne ilości niebieskiego światła, to znaczy, fal krótkich.

Zbyt niebieskie światło wpływa na siatkówkę

Wiemy, że ten kolor jest czynnikiem ryzyka fotochemicznego na łonie siatkówki oka, w fotoreceptorach i w nabłonku barwnikowym. W skali wielu lat, kontakt zbyt gwałtowny z takim światłem, może sprzyjać degeneracji plamki żółtej, tej centralnej części oka, najbardziej czułej i wrażliwej.

Znana pod nazwą zwyrodnienie plamki żółtej związane z wiekiem (AMD, ang. Age-related Macular Degeneration), choroba ta może ewoluować aż do całkowitej utraty widzenia centralnego. Zaostrzające działanie światła niebieskiego na zwyrodnienie plamki żółtej związane z wiekiem, jest bardzo silnie podejrzewane i wynika z obserwacji poczynionych na modelach eksperymentalnych, podkreśla raport.

Aczkolwiek, dorzucają autorzy tego dokumentu, te efekty nigdy nie zostały wykazane w badaniach epidemiologicznych przeprowadzonych na ludziach, a to z powodu trudności oceny kontaktu z takim światłem oraz indywidualnymi predyspozycjami każdego. Wiemy jednak, że nadmierny kontakt ze światłem słonecznym jest czynnikiem sprzyjającym rozwijaniu się zwyrodnienia plamki żółtej związanego z wiekiem.

Według badania, efekt ten zależy od typu diody LED. Większość z tego typów oświetlenia opiera się na działaniu diody emitującej czyste światło niebieskie, do której dołącza się luminofor żółty, aby otrzymać oświetlenie mniej więcej białe. Istnieją jeszcze dwa inne typy (dioda ultrafioletowa i luminofory; trzy diody emitujące trzy różne kolory), ale ich cena jest zbyt wysoka.

Badania francuskiej Narodowej Agencji do Spraw Bezpieczeństwa Sanitarnego Produktów Pokarmowych, Środowiska oraz Pracy, sklasyfikowały lampy znajdujące się na rynku w zależności od czterech poziomów ryzyka, przy czym 0 oznacza, że nie ma żadnego ryzyka, a 3, że ryzyko jest wysokie.

Wniosek: wydaje się, że niektóre diody LED bardzo powszechnie stosowane do oświetlania, sygnalizacji oraz różnego rodzaju oznaczeń (na przykład, na drogach), należą do grupy ryzyka 2 (ryzyko umiarkowane), podczas gdy wszystkie inne źródła oświetlenia, dostępne szerokiej publiczności, znajdują się w grupie ryzyka 0 albo 1.

Podsumowując, długi i powtarzający się kontakt z oświetleniem typu LED, być może sprzyja pojawieniu się zwyrodnienia plamki żółtej związanego z wiekiem, ale nie ma na to żadnego dowodu. Raport podkreśla, że normy obecne nie pozwalają scharakteryzować w sposób konkretny tego ryzyka fotochemicznego.

Światłość: aż do 1000 razy większa niż próg oślepienia

Natomiast, konkluzja z tego badania sygnalizuje jasno, kto jest najbardziej zagrożony w kontakcie z diodami LED:
dzieci, ponieważ soczewki ich oczu są bardzo cienkie i bardzo słabo łagodzą niebieskie światło;
ludzie noszący sztuczne soczewki (przezroczyste jak soczewki niemowlęcia);
osoby pozbawione soczewek (dotknięte afakią).

Należy również dorzucić do grupy ryzyka osoby bardziej narażone na kontakt z takim światłem ze względu na wykonywaną pracę, na przykład - oświetleniowców.

Innym efektem, również określonym przez badania agencji Anses, jest oślepienie, spowodowane ogromną światłością diody LED. Ta światłość, mierzona w kandelach na metr kwadratowy (cd/m2), wskazuje ilość światła wyemitowanego w odniesieniu do rozmiaru (powierzchni) jego źródła.

Diody LED są bardzo jasne i bardzo małe, a więc ich światłość jest bardzo wysoka.

Uważa się, że źródło światłości jest komfortowe dla człowieka aż do 2 000 cd/m2 oraz, że staje się ono oślepiające powyżej 10 000 cd/m2. Niektóre przetestowane w badaniu agencji Anses diody osiągały nawet 10 000 000 cd/m2, albo nawet tysiąc razy więcej...

Raport ten dostarcza także pewną liczbę zaleceń, poczynając od restrykcji dotyczących sprzedaży diod LED, odnośnie szerokiej publiczności. Raport zaleca także bardzo jasne określenie grup ryzyka.

Zresztą, badanie to podkreśla, że nie jest możliwe, w momencie zakupu, stwierdzić, czy dane oświetlenie typu LED należy do grupy ryzyka 0 czy 1, albo nawet do grupy 2.
http://www.proline.pl/?r=...d-uwaga-na-oczy

jerzydom - 2011-12-21, 18:31

Samsung, Sony, Panasonic i inne firmy opracują nowe zabezpieczenia pamięci flash
Eryk Napierała, Środa, 21 grudnia 2011, 04:57Tagi: flash, karty pamięci, next generation secure memory, ngsm, panasonic, samsung, sandisk, sony, toshiba, zabezpieczenia
Karty pamięci wreszcie będą mogły konkurować z dyskami optycznymi. Taki jest cel wprowadzenia nowego poziomu zabezpieczeń kart pamięci i innych nośników wykorzysujących technologię flash. Opracowaniem odpowiednich metod i ich zaimplementowaniem w swoich produktach, a następnie popularyzacją idei zajmą się giganci azjatyckiego rynku pamięci półprzewodnikowych i elektroniki użytkowej: Samsung, Sony, Panasonic, Toshiba oraz SanDisk.
Karty pamięci przewyższają nośniki optyczne pod wieloma względami: poza tym, że można je wielokrotnie i szybko ponownie zapisywać, są zwyczajnie mniejsze, co wpływa na spektrum ich zastosowań. Czytnik kart ma każdy, nawet najmniejszy komputer, tablet i smartfon. Do niektórych urządzeń nie da się wcisnąć napędów DVD i Blu-Ray ze względu na ich rozmiar, jest to oczywiste. Poza tym, kartę pamięci trudniej uszkodzić i doprowadzić do stanu nieużywalnego podczas normalnego korzystania, a płyty zwyczajnie rysują się, choćby dotykać je tylko w lateksowych rękawiczkach. Skąd więc brak popularności pamięci flash wśród wydawców filmów i muzyki? Pomijając fakt, że pewnie płyty lepiej prezentują się na półkach niż malutkie kawałki tworzywa o wielkości paznokcia, chodzi o zabezpieczenia, których obecne standardy niemal w ogóle nie oferują.
Wymienione wcześniej firmy mają zamiar poprawić ten aspekt działania kart pamięci i umożliwić obsługę szyfrowania treści za pomocą klucza publicznego, oraz nadawać każdej karcie unikalny identyfikator. To ma wystarczyć, by filmy i muzyka były bezpieczne, a wydawcy nie musieli obawiać się większej szansy nielegalnego skopiowania treści niż tej, która istnieje obecnie w przypadku DVD i Blu-ray.
Według przedstawicieli firmy Panasonic, która jako jedna z pierwszych wprowadziła na rynek odtwarzacze Blu-ray i Blu-ray 3D, rozszerzenie dystrybucji multimediów na nośniki współpracujące z urządzeniami mobilnymi jest konieczne, by zapewnić użytkownikom systemów rozrywki dostęp do tych samych materiałów z każdego posiadanego przez nich urządzenia. Alternatywą wydaje się jedynie streaming multimediów z sieci, a ta, chociaż potrafi zapewnić większą wygodę i większe możliwości, nie zawsze jest dostępna, na co zwrócił uwagę przedstawiciel Sony.
Z drugiej strony, jeżeli zapis multimediów na kartach pamięci się rozpowszechni, telefony i tablety będą musiały być wyposażane w dwa gniazda kart pamięci: jedno wewnętrzne na kartę z dokumentami, programami itp. a drugie pełniące rolę interfejsu zewnętrznego. Wyjmowanie baterii lub chociaż tracenie dostępu do większej części danych w celu obejrzenia filmu, nie będzie chyba tak zabawne, jak się może teraz wydawać.
http://pclab.pl/news48078.html

GrzegorzB - 2011-12-21, 18:59

Ostatnio kupiłem trochę różnych tzw "żarówek LED" nowej generacji, żeby zobaczyć jaki postęp miał miejsce w ostatnim roku. konkluzje są następujące.
Oświetlenie LED nadal nie nadaje się do oświetlania, tylko doświetlania lub podświetlania.
Sprawność oświetlenia LED nadal nie może przebić się poza sprawność standardowych świetlówek, i nadal wynosi około 450% sprawności żarówki halogenowej tej samej mocy
Coraz więcej jest na rynku jasnych źródeł światła LED, która to jasność jest niestety okupiona bardzo dużym spadkiem trwałości diod, do 20-30 tysięcy godzin ze standardowych ponad 50 tysięcy godzin. Jest to spowodowane nadmiernym prądem powodującym znaczne ogrzewania się diod, które to bardzo źle znoszą i ekspresowo starzeją się.
Z uwagi na punktowe rażące światło z pojedynczych kryształów, oświetlenie LED nadaje się wyłącznie do współpracy z obudowany rozpraszającymi, mlecznymi pełnymi kloszami itp.
Jedynym uzasadnieniem oświetlenia LED są jego możliwe minimalne wymiary, nieosiągalne innymi metodami przy tej samej jasności (taśmy, listwy, świecące punkty...)

jerzydom - 2011-12-23, 09:08

Rok 2011 w nauce. 10 najważniejszych odkryć według magazynu "Science"

http://wiadomosci.gazeta....ryc_wedlug.html

jerzydom - 2011-12-23, 12:23

Ciekły metal wydłuży żywotność i odporność na uszkodzenia układów scalonych
Eryk Napierała, Czwartek, 22 grudnia 2011, 04:48Tagi: autoregeneracja, ciekły metal, regeneracja, układy scalone
Zmniejszanie procesu technologicznego wytwarzania układów scalonych prowadzi do tworzenia coraz cieńszych ścieżek pomiędzy jego elementami, a te mimo stosowania bardzo niskich napięć, mogą zostać łatwo przepalone. Istnieje też spore ryzyko wystąpienia uszkodzeń natury mechanicznej (np. drobnych pęknięć). Obecnie nie ma żadnej możliwości ingerencji wewnątrz zepsutego w taki sposób układu i naprawienia go. W przyszłości być może uda się to zmienić dzięki zastosowaniu ciekłego metalu.
Na taki pomysł wpadli badacze z Uniwersytetu Stanu Illinois. Koncepcja regeneracji, a nawet autoregeneracji uszkodzonych pojedynczych ścieżek w układzie opiera się na wykorzystaniu mikroskopijnych kapsułek stworzonych z ciekłej mieszanki galu i indu pokrytej cienką polimerową warstwą nieprzewodzącą. Kapsułki umieszczane byłyby na warstwie półprzewodnika i w normalnych warunkach nie zaburzały pracy układu. Jeżeli jednak nastąpiłoby przerwanie obwodu, znajdujące się najbliżej miejsca awarii krople ciekłego metalu wpływałyby z polimerowych ochronek w szczelinę i automatycznie naprawiały ścieżkę.
Co najlepsze, rozwiązanie to nie istnieje tylko w głowach naukowców, a rzeczywiście działa. Badaczom udało się osiągnąć przywrócenie sprawności ponad 99% przerwanych linii. Te miały szerokość 100 nm, więc wcale nie dużo więcej niż ścieżki w powszechnie wykorzystywanych układach. Ponadto przywrócenie przewodzenia w obwodzie nie trwało więcej niż 1 ms.
Jak każdą nową technologię, także "leczący" ciekły metal czeka pewnie długa droga zanim znajdzie on zastosowanie w urządzeniach przeznaczonych na rynek konsumencki. Wynalazcy metody wierzą jednak, że jej zastosowanie znacznie wydłuży żywotność układów scalonych i zwiększy ich wytrzymałość na uszkodzenia termiczne i mechaniczne.
Foto pod linkiem
http://pclab.pl/news48098.html

jerzydom - 2011-12-26, 10:22

5 przełomowych wynalazków, co do których pomylili się eksperci

http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

jerzydom - 2011-12-28, 09:45

Nowy cyfrowy nóż armii szwajcarskiej

Szwajcarscy inżynierowie opracowali nowe „ucyfrowione” wersje słynnego scyzoryka bojowego armii szwajcarskiej, zawierające m.in. zabezpieczone szyfrowaniem dyski flash czy wskaźniki laserowe. – poinformował magazyn Technology Review.

Inżynierowie z Victorinox, firmy znanej z produkcji słynnych wielofunkcyjnych scyzoryków armii szwajcarskiej, zaadaptowanych przez niemal wszystkie armię świata i wiele organizacji paramilitarnych, opracowali różne wersje „scyzoryków cyfrowych” pod wspólną nazwą Victorinox Flash
Umieszczono je w takiej samej obudowie, jak charakterystyczne scyzoryki armii szwajcarskiej . Wersja Secure zawiera dwie pamięci flash w wersjach od dwóch pamięci 2 GB do 2 pamięci 64 GB. Są to pamięci o dużej szybkości (transfer do 30 Mbps) , opracowane przez szwajcarską firmę Swissbit AG, produkującą bezpieczne pamięci m.in. dla sektora bankowego. Dyski są zabezpieczone przed niepowołanym dostępem poprzez płytkę dotykową w którą wprowadzony jest odcisk palca.

Najbardziej do zwykłego noża armijnego podobny jest Victorinox Presentation Master Flight, który poza wszystkimi ostrzami charakterystycznymi dla scyzoryka armii szwajcarskiej tj. małym i większym nożem, pilnikiem i nożyczkami oraz dwoma pamięciami USB, z dostępem zabezpieczonym hasłem z szyfrowaniem wysokiego poziomu AES256, posiada także wskaźnik laserowy oraz moduł zdalnej komunikacji radiowej Blouetooth.

Nie jest to pierwsza próba „ucyfrowienia” podstawowego sprzętu przeznaczonego dla żołnierzy i miłośników wypraw ekstremalnych. W 2009 roku, inżynierowie i informatycy pracujący dla producenta podstawowych noży bojowych OKC3S amerykańskich US Marines, firmy Ontario Knife Company z USA opracowali model, w którym w rękojeści noża znajdowała się wyjmowana pamięć USB, umieszczona na cienkiej, zwijalnej lince, tak, aby nie zginęła. Podobnie, jak w cyfrowym scyzoryku Victorinox, pamięć ta posiadała mała aplikację chroniącą hasłem dane przed niepowołanym dostępem, z szyfrowaniem wysokiego poziomu.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ tot/bsz

http://www.naukawpolsce.p...kSum=-489765706

jerzydom - 2011-12-28, 18:19

HookieSpeed – nowy superkomputer naukowy w USA

W USA uruchomiono nowy superkomputer naukowy – HookieSpeed. Ma on 209 węzłów, osiąga wydajność 455 TFLOPS i zajmuje 96. miejsce na liście superkomputerów Top500. Jest on zbudowany całkowicie z komponentów komercyjnych – poinformowały portaleVirginia Tech i EurekAlert.

HookieSpeed znajduje się w Corporate Research Center na amerykańskiej uczelni technicznej Virginia Tech. Jest najwydajniejszym obecnie superkomputerem zbudowanym całkowicie na komponentach komercyjnych, pochodzących „ z półki” - nie podzespołach przeznaczonych dla tego typu konstrukcji.

Każdy z jego 209 węzłów, będący osobnym komputerem, wyposażono w dwa procesory sześciordzeniowe, taktowane zegarem 2,4 GHz Intel Xeon E56 oraz po dwa procesory graficzne 448 rdzeniowe NVIDIA M2050/C2050. Płyta główna każdej jednostki jest także jednakowa - Supermicro 2026GT0TRF. Oznacza to, że łącznie HookieSpeed posiada 2500 rdzeni procesorowych i 185,000 rdzeni procesorów graficznych; zajmuje przy tym trzykrotnie mniej miejsca niż zbudowany w 2003 roku poprzedni superkomputer Virginia Tech o nazwie SystemX.

Podobnie jak ten superkomputer, także i HookieSpeed będzie przeznaczony do analiz genomów, DNA oraz modelowania działania systemu immunologicznego. Przy pomocy tego superkomputera ma być także możliwe przeprowadzanie eksperymentów w czasie rzeczywistym i badanie scenariuszy „what if”, które polegają na zmianie warunków samych eksperymentów w trakcie ich prowadzenia.

HookieSpeed wyposażono także w układ wizualizacji wyników, składający się z teleściany zbudowanej z 8 wyświetlaczy 46 calowych. Są to komercyjne wyświetlacze 3D firmy Samsung. Razem tworzą one wyświetlacz trójwymiarowy o szerokości 4,27 m i wysokości 1,22 m.

Amerykański superkomputer, sklasyfikowany na 11. miejscu na liście wydajności energetycznej Green500 List, mierzącej stosunek wydajności do zużywanej energii, kosztował 1,4 mln USD. Jest to 0,1 proc. kosztów najsilniejszego obecnie japońskiego superkomputera K o wydajności 10,81 PTFLOPS (petaflops).

Najsilniejszym obecnie polskim superkomputerem jest Zeus z ACK Cyfronet na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Maszyna, pracująca pod kontrolą systemu operacyjnego Scientific Linux jest wykorzystywana do obliczeń z zakresu chemii i fizyki oraz biochemii, a jej moc obliczeniowa wynosi 129 TFLOPS.

Zdaniem prof. Wu Fenga, kierującego projektem budowy HookieSpeed na Virginia Tech zbudowanie tego superkomputera świadczy o tym, iż coraz bliżej jest moment, w którym superkomputery składane z komponentów „ z półki” będą dostępne dla firm małych i średnich oraz instytucji państwowych, jak choćby mniejszych uniwersytetów, które będą używały ich w biznesie czy badaniach naukowych.

PAP – Nauka w Polsce

http://www.naukawpolsce.p...kSum=-664082781

jerzydom - 2011-12-30, 13:47

Magic Remote - rewolucja w obsłudze telewizorów?
http://technowinki.onet.p...43,artykul.html

jerzydom - 2012-01-05, 18:28
Temat postu: Niespełnione marzenia Kodaka
Rada administracyjna zastanawia się, czy ogłosić upadłość amerykańskiego koncernu produkującego sprzęt fotograficzny i filmowy. Czy firma będąca niegdyś synonimem fotografowania jest już bankrutem?

Kolejna legenda amerykańskiego przemysłu stanęła na skraju przepaści. Eastman Kodak, od lat walczący o zachowanie swojej pozycji w zmieniającym się dynamicznie sektorze filmu i fotografii – gdzie przez lata królował – już nie ma "ciągłych trudności". Teraz po prostu walczy o przetrwanie.

W ostatnim kwartale 2011 roku wciąż walczący o płynność koncern miał w kasie tylko 862 miliony dol. – prawie dwa razy mniej niż rok wcześniej. W czwartek 22 grudnia amerykański producent aparatów fotograficznych podpisał umowę sprzedaży swojej fabryki żelatyny holenderskiemu koncernowi spożywczemu Vion Food Group. Lecz to zdecydowanie za mało, żeby uratować Kodaka.
Jeśli szybko nie zdobędzie dofinansowania – pożyczając pieniądze lub wyprzedając kolejne rodowe klejnoty – złożenie wniosku o upadłość stanie się nieuniknione. Wydarzy się to, jak przewiduje Chris Whitmore z Deutsche Bank Securities, "w połowie 2012 roku". Niektórzy analitycy sądzą, że nie warto nawet zastanawiać się nad innym scenariuszem. Uważają, że nie ogłaszając bankructwa Kodak nie znajdzie ani dotacji, ani inwestorów, ani nawet kupców na aktywa, których chce się pozbyć. Nie wystarczy wsparcie, jakiego mogą w potrzebie udzielić posiadacze obligacji (86 proc. firmy jest w rękach inwestorów instytucjonalnych).

O fatalnej sytuacji Kodaka najwymowniej świadczy kurs jego akcji. Jeszcze w połowie czerwca 2007 roku warte były 29,30 dol. Ich wartość spadała, najpierw powoli, a w czasie kryzysu finansowego gwałtownie. W sierpniu 2008 roku wynosiła 16,90 dol., w marcu 2009 – 2,24. 23 grudnia 2011 roku ich wartość nie przekraczała 69 centów. W ciągu niespełna pięciu lat wartość giełdowa Kodaka spadła więc o 97 proc. Wiele firm powalały dużo słabsze ciosy.

Do tego dochodzi roczny bilans, który od 2004 roku nigdy nie był korzystny, oraz dług, choć nieco zredukowany. Dlatego agencja ratingowa Moody’s pod koniec września uznała obligacje Kodaka za "śmieciowe". Wciąż kurczy się też procentowy udział firmy w rynku.

Najdziwniejszy jest fakt, że po niemal wieku królowania w sektorze filmowym Kodak, stworzony w roku 1881 przez George’a Eastmana, został jednym z pionierów rewolucji cyfrowej w obrazie. Jednak firma nie potrafiła wykorzystać swojej technologicznej przewagi i, jak twierdzą jej obrońcy, ochronić się przed pirackimi praktykami firm azjatyckich. Uciekło jej sprzed nosa wiele okazji, przechwyconych przez konkurentów – najczęściej japońskich.

Tak więc na początku XXI wieku szefostwo Kodaka postanowiło odnowić firmę. Przestano kłaść nacisk na wytwory przechodzące do historii (błona fotograficzna), postawiono na zróżnicowane działania związane z obrazem cyfrowym. Jednak "odnowa" nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Kodak przegrał rywalizację na rynku obrazu cyfrowego (kamery, aparaty fotograficzne, akcesoria). Jest dopiero na czwartym miejscu w świecie, z dziewięcioprocentowym udziałem w rynku – czyli o połowę lub prawie połowę niższym niż każdy z jej trzech japońskich konkurentów (Canon – 18 proc., tuż za nim plasują się Nikon i Sony). Mimo dywersyfikacji Kodak nie zbudował sobie mocnej pozycji – grupa na rynku północnoamerykańskim sprzedaje tylko 3 proc. kolorowych drukarek atramentowych. To nic w porównaniu z Hewlett-Packardem (34 proc.) czy Canonem (numer dwa, 15 proc.).

Dyrektor generalny Kodaka, Antonio Perez, zwołał niedawno spotkanie swoich menedżerów, członków rady administracyjnej i innych rad oraz banku Lazard i specjalizującej się w restrukturyzacji kancelarii prawnej Jones Day. Uczestnicy spotkania zdradzili anonimowo, że ostatecznie zdecydowano o ogłoszeniu upadłości, co niektórzy uznają za bardziej korzystne niż sprzedaż aktywów, które w tej chwili nie znajdują nabywców za żądaną cenę.

Firma od listopada usiłuje sprzedać swój serwis do gromadzenia i udostępniania w internecie zdjęć, Kodak Gallery – witrynę prestiżową, lecz niemogącą się równać z Flickrem czy PhotoBucketem. Mimo ogromnej konkurencji na tym rynku Kodak spodziewał się – jak mówi jeden z niedoszłych nabywców – "setek milionów dolarów". Żadna transakcja nie doszła do skutku.

Co gorsza, nie udała się także sprzedaż 1110 patentów, z których Kodak miał nadzieję uzyskać bardzo poważne korzyści. Na dodatek negocjacje Lazarda z konsorcjum funduszy hedgingowych, w tym Cerberusem i Highbridge Capital Management, drepcą w miejscu. Gra miała toczyć się o zastrzyk gotówki przekraczający 900 milionów dolarów, ale 18 grudnia inwestorzy zdecydowali obniżyć swoją ofertę – nie ma już szans na więcej niż 650 milionów.

Inwestorzy obawiają się, że zastrzyk gotówki nie zdoła zapobiec bankructwu. A wtedy wierzyciele mogą zwrócić się przeciw spółce, która po śmiesznej cenie pozbyła się swoich aktywów. Z kolei przejęcie kontroli przez państwo mogłoby pozwolić Kodakowi częściowo zrzucić z siebie ciężar wypłat emerytur oraz opłacania ubezpieczenia zdrowotnego pracowników i lepiej negocjować wartość swoich środków gospodarczych. Ponadto, na co też zwracają zwolennicy tego rozwiązania, marka straciła już dużą część swojego prestiżu. Upadłość raczej nie sprawi, że jeszcze więcej konsumentów zrazi się do firmy.

Na razie dyrektor Perez (którego notowania bardzo spadają) energicznie wszystkiemu zaprzecza i przekonuje, że jego strategia sprzedaży patentów okaże się skuteczna i spółka od 2012 roku znów zacznie przynosić zyski. Jednak wielu inwestorów, jak jeden z szefów Investment Partners Greg Abella, czuje już "zmęczenie" niedotrzymywanymi obietnicami.

Kodak liczył na jeszcze jedno źródło pieniędzy. Myślał, że zdobędzie miliard dolarów oskarżając Apple o "złamanie patentu" dotyczące pewnego elementu smartfonów. Nic z tego… 22 grudnia sąd odroczył wydanie decyzji do 21 września 2012 roku. A firma nie ma czasu do stracenia.

Sylvain Cypel
http://gielda.onet.pl/nie...5,1,prasa-detal

GrzegorzB - 2012-01-05, 18:54

Kodak bazujący na produkcji kolorowej taśmy filmowej, był skazany na katastrofę albo przynajmniej skurczenie się po wejściu na rynek technologii cyfrowej. To samo stało się z Polaroidem. FujiFilm w miarę szybko przestawił się na aparaty cyfrowe i jako pierwszy podjął na poważnie rękawicę na rynku kompaktów 3D. Bodaj Nikon jako pierwszy producent sprzętu ogłosił całkowite wycofanie się z konsumenckiej fotografii chemicznej. Nie wszyscy w porę się ocknęli...

Pamiętam przed laty moja rozmowę w Fotonie na Woli w Warszawie, kiedy wyraziłem opinie że jeśli aparaty cyfrowe (wówczas kosztowna nowość) szybko się rozpowszechnią a producenci przyłożą się do produkcji matryc o dobrych rozdzielczościach (pierwsze miały około 200tysięcy pikseli), to będzie koniec chemii. Wówczas przekonywano mnie, że to się stanie za wiele lat a może nawet nigdy, bo możliwości chemii są ogromne a sensory półprzewodnikowe posiadają wady nie do przeskoczenia. Wtedy wszystko było spekulacją. Ale za kolejne 2 czy 3 lata zaniosłem do Fotonu swoje ostatnie filmy do wywołania i zaraz potem sprzedałem obie analogowe lustrzanki z masą osprzętu i szkła. Sytuacja dzisiaj jest - wiadomo jaka :lol: Nie wiem ile lat minęło od tamtej rozmowy? Może 13...

Van Worden - 2012-01-05, 19:52

Niech jeszcze trochę wytrzymają bo za kilka lat chciałbym wrócić do dobrego szkła i "normalnych" filmów ;-)
GrzegorzB - 2012-01-05, 20:12

No wiesz, płyty winylowe dla tych "którzy słyszą COŚ" poza granicą słyszalności psa tez się nadal produkuje i pewnie nadal będzie produkować ;-)
Niektórzy porobili duże zapasy i trzymają w zamrażarkach obok zwłok pradziadka :lol:

Van Worden - 2012-01-05, 20:24

No ja niestety zapasów nie porobiłem, choć kiedyś w domu mielismy całą lodówkę zawaloną Kodachromem ;-)
lechowiec - 2012-01-05, 20:31

GrzegorzB napisał/a:
Ostatnio kupiłem trochę różnych tzw "żarówek LED" nowej generacji, żeby zobaczyć jaki postęp miał miejsce w ostatnim roku. konkluzje są następujące.
Oświetlenie LED nadal nie nadaje się do oświetlania, tylko doświetlania lub podświetlania.
Sprawność oświetlenia LED nadal nie może przebić się poza sprawność standardowych świetlówek, i nadal wynosi około 450% sprawności żarówki halogenowej tej samej mocy
Coraz więcej jest na rynku jasnych źródeł światła LED, która to jasność jest niestety okupiona bardzo dużym spadkiem trwałości diod, do 20-30 tysięcy godzin ze standardowych ponad 50 tysięcy godzin. Jest to spowodowane nadmiernym prądem powodującym znaczne ogrzewania się diod, które to bardzo źle znoszą i ekspresowo starzeją się.
Z uwagi na punktowe rażące światło z pojedynczych kryształów, oświetlenie LED nadaje się wyłącznie do współpracy z obudowany rozpraszającymi, mlecznymi pełnymi kloszami itp.
Jedynym uzasadnieniem oświetlenia LED są jego możliwe minimalne wymiary, nieosiągalne innymi metodami przy tej samej jasności (taśmy, listwy, świecące punkty...)


Największą wadą dyskwalifikującą oświetlenie LED jest cena. Śmieciowe (tanie) LEDY z marketu które można sobie kupić obecnie nie obrazują postępu jaki się dokonał. Te lutowane prysznice SMD to technologia najwcześniej sprzed kilku lat. Porządne pojedyncze emitery dostępne obecnie emitują więcej światła niż taka cała żarówka. Wymagają jednak wydajnego chłodzenia i odpowiedniego zasilania. Jest do tego optyka w postaci wszelkiej maści kolimatorów itp. Możliwości są spore, emitery w przeciwieństwie do świetlówek nie są praktycznie wrażliwe na częste włączanie, barwa światła dzisiejszych LEDów jest bardziej przyjazna dla oka (cieplejsza), sterując zestawem emiterów kolorowych można szeroko regulować barwę uzyskanego światła. Na razie nie jest to jednak w żaden sposób racjonalne ekonomiczne.

Grzegorz testowałeś coś konkretnego, czy to co jest ogólnie dostępne (nie wiem co tam można dostać w Warszawie, ale podejrzewam, że wszędzie jest to samo)? Robiłeś jakieś pomiary?

GrzegorzB - 2012-01-05, 21:07

Kupiłem na Allegro kilka różnych modeli w cenie około 30zł za sztukę i mocy około 5W. Wszystkie oparte o wysokosprawne diody w obudowach smd, przeznaczone do oświetlania. Konkluzja jest taka, że w zestawieniu ze świetlówkami które również poczyniły pewien postęp, diody ciągle idą łeb w łeb. Czyli świetlówka 10W = żarówce diodowej 10W jeśli chodzi o ilość emitowanego światła. A to odpowiada halogenowi 45W. Oczywiście istnieją na rynku diody świecące mające 2x większa sprawność niż te obecnie używane do produkcji żarówek, ale ich cena jest 3-4 razy większa a więc... Trzeba poczekać aż te obecnie drogie diody stanieją a zastąpią je jeszcze lepsze. Wtedy żarówka LED 5W będzie odpowiadała świetlówce 10W albo halogenowi 45W i to już będzie zakup uzasadniający wydanie 30zł na led zamiast 10zł na świetlówkę.
Z oświetleniem led nie ma problemu jeśli chodzi o częste włączanie i wyłączanie (większość tanich świetlówek sie wtedy zużywa bardzo szybko), ale istnieje poważny problem odprowadzenia ciepła. Temperatura nie szkodzi świetlówce, tym bardziej żarówce. Natomiast diody led w podwyższonych temperaturach (to jest kilkadziesiąt stopni) żyją wielokrotnie krócej niż deklarowane 50 tys. godzin producenta. Tak samo starzeje sie w nich luminofor jak w świetlówkach a dodatkowo spada sprawność kryształu wytwarzającego promieniowanie pobudzające luminofor. Diody przy swoich malutkich obudowach bardzo się nagrzewają i odporowadzenie ciepła stanowi poważny i trudny a więc kosztowny problem (aluminiowe radiatory).
Trzeba bardzo uważać na to co pisza sprzedawcy i sklepy internetowe w opisach żarówek, obiecując 90% zysku energii w stosunku do żarówki, popierając się "naszą subiektywną oceną" :lol: . To nieprawda - zysk wynosi co najwyżej 80% w KAŻDYM przypadku. Chyba że żarówka świeci 2x słabiej, oczywiście :lol:

P.S. Ja trzymałem w lodówce ku niezadowoleniu mojej mamy Fotopan HL (36 DIN, tylko dla twardzieli, przy umiejętnym wywoływaniu ;-) ) oraz slajdy, wszystko w szpulach po 10mb :)

Pele76 - 2012-01-05, 22:17

Ale znów technika LED nie ma jak na razie sobie równych w temacie latarek.
Żarówki wyparte dawno, a na horyzoncie nic co mogłoby pokonać LEDy...
A coraz to nowsze diody wychodzą na rynek i zmieniają dość znacznie ilość i jakość światła z podręcznego malucha czy też dużego throwera :D

GrzegorzB - 2012-01-05, 22:36

No oczywiście. W latarce świetlówka jest bez sensu a sprawność typowych LED bije na głowę halogen 5x. Dziwne by było gdyby urządzenia bateryjne tego nie wykorzystywały.
lechowiec - 2012-01-05, 23:04

Pele76 napisał/a:

A coraz to nowsze diody wychodzą na rynek i zmieniają dość znacznie ilość i jakość światła z podręcznego malucha czy też dużego throwera :D


Pele tu się nie zgodzę. Zobacz co się porobiło z dobrych latarek jak zaczęli tam wsadzać choćby xpg zamiast xre. Lumenów więcej i więcej ale wszystko świeci światłem rozproszonym. Ten postęp mi nie bardzo odpowiada.

bialy83 - 2012-01-05, 23:50

GrzegorzB napisał/a:
No wiesz, płyty winylowe dla tych "którzy słyszą COŚ" poza granicą słyszalności psa tez się nadal produkuje i pewnie nadal będzie produkować ;-)
Niektórzy porobili duże zapasy i trzymają w zamrażarkach obok zwłok pradziadka :lol:

Ze czasy ida do przodu to nie znaczy ze kazdy musi sluchac muzyki z iPada wsadzonego do glosnika . Te pare osob slyszacych lepiej niz psy zapewne to COS znalazlo, i to samo COS znajduje sluchajac plyt CD. Tu chyba raczej chodzi o milosc do sluchania muzyki. Jedni lubia winyle a inni lutownice ;-) :564:

Pele76 - 2012-01-06, 02:20

Lechowiec, widzisz... jedni idą w stronę dalekiego zasięgu, inni w lumeny ;)
Ja tam teraz pomykam z ThruNite Catapult v3 po nocach i z Jet-Beam'em Raptor RRT-0 przy pasku... Pomimo tego że mój Raptorek na R5 jedzie, to potrafi położyć niektóre latarki na xm-l
Chcę jednak spróbować dorwać kolejnego RRT-0 ale już na xm-l i porównać co i jak.

Co do latarek i różnych diod... zawsze może zrobić sobie moda, tylko że zazwyczaj robi się upgrade, a nie downgrade ;)

sovereign2000 - 2012-01-06, 05:19

W płytach vinylowych jest moc (zaklęta :-D ) mam kilkaset. Charakter odtwarzanej muzyki z vinyla jest referencyjny (wzorcowy , najlepszy). Jedyny nośnik , który z płytą vinylową może się równać to SACD (nieznacznie z tyłu niektóre CD , ale tylko wydania japońskie tzw. z OBI).

Płytę (org. zachodnią) można odtworzyć nawet kilkaset razy bez jej uszkodzenia , ale potrzebny jest do tego referencyjny gramofon > wystarczy Pro-Ject - DEBUT III (wkładka i igla w komplecie) za 1200 zł (i już jest ok. pod każdym względem). Niedopuszczalne jest używać taniego gramofonu i taniej igły. Nawet te z Pewexu przypominają b. tokarki (kilkanaście odtworzeń uszkadza płytę). Płyty należy przechowywać na stojąco , niedopuszczalne by leżały w stosie (płyty są b. ciężkie ich nacisk powoduje niewidoczne gołym okiem uszkodzenie tłoczenia).

Wszystko ma znaczenie > głośniki/słuchawki , przedwzmacniacz , wzmacniacz , jakość zasilenia (stabilizator napięcia/UPS) , jakość przewodów połączeniowych (łączące głośniki i poszczególne elementy systemu) np. jedne z najciekawszych połączeń (jakość/cena) to przewody i wtyki Van Den Hul : a i tu trzeba chwilę pomyśleć bo żyły srebrne rozjaśniają dźwięk , i jeśli sprzęt gra jasno (wypadkowa) to nie należy dobierać przewodów z żyłami ze srebra a z miedzi beztlenowej. Inaczej gdy zestaw komponentów składających się na system gra b. dołem > wówczas żyły srebrne jak najbardziej (dla rozjaśnienia). Temat rzeka.

Dla zainteresowanych tematem (a jeszcze nie przekonanych) , polecam odtworzyć wydawnictwo Lady Pank - "Lady Pank" z dowolnego CD , i zaraz potem z vinyla Tonpress 1983 r. (nokaut dla CD).

jerzydom - 2012-01-06, 10:04

Japończycy skonstruowali pierwszą cyberbroń

RC / PAP
Naukowcy japońscy wytworzyli bota, stanowiącego pierwszą cyberbroń. Ma on wykrywać źródła ataków, zwłaszcza ataków DDOS i odcinać od sieci komputery służące jako przekaźniki oraz źródła ataku – poinformowała gazeta Yomiuri Shimbun.

Wirusowy bot został stworzony przez japońskich naukowców z Technical Research and Development Institute, działających w ramach trwającego od 2008 roku programu obrony krytycznej infrastruktury kraju przed zagrożeniami z cyberprzestrzeni, prowadzonego przez tamtejsze Ministerstwo Obrony.

Jak stwierdziła gazeta, w Japonii jak na razie nie ma klauzuli zezwalającej na aktywną obronę przed cyberatakiem oznaczającą tak naprawdę kontratak przeciwko hakerom, którzy go uruchomili. Jednak resorty obrony i spraw zagranicznych opracowują odpowiednie poprawki do ustaw krajowych, powołując się na próby ataków przeciw hakerom przeprowadzanych przez wojskowych informatyków z USA i Chin.

Wirusowy bot, stworzony przez japońskich badaczy rezyduje na serwerze sieciowym zawierającym system do analizy zagrożeń w czasie rzeczywistym. Wykrycie ataku np. DDOS (Distributed Denial of Service) polegającego na zalewaniu serwerów ofiary żądaniami dostępu do usług przez przejęte komputer tzw. zombie, uruchamia bota.

Trafia on do sieci, gdzie poszukuje komputerów i serwerów przekaźnikowych, transmitujących komendy do atakujących komputerów, serwerów komend i kontroli w przypadku sieci przejętych komputerów - botnetów – oraz komputerów stanowiących ostateczne źródło ataku. Trafienie do któregoś z tych komputerów powoduje wysłanie zwrotnej zaszyfrowanej informacji do swojego serwera z danymi atakującego (m.in. sieć, podsieć, numer IP) oraz uruchamia mechanizm destrukcji, powodujący "odłączenie atakującego od sieci".

Obecnie prowadzone są testy w zamkniętym środowisku, które mają umożliwić ulepszenie działania bota, poprzez zmniejszenie liczby fałszywych rozpoznań komputerów atakujących oraz stworzenie wzorców cyberataku dla oprogramowania monitorującego sieci komputerowe.

Jak powiedział gazecie prof. Motohiro Tsuchiya z Keio University, członek rządowego panelu ds. polityki bezpieczeństwa informatycznego, Japonia przyspieszy rozwój broni skierowanych przeciwko cyberatakom. Jak stwierdził, ponieważ inne kraje stosują takie środki obrony, także Japonia zmieni definicję prawną broni i włączy cyberbronie do swojego arsenału.

Według informacji Yomiuri Shimbun, Ministerstwo Obrony zawarło kontrakt z koncernem informatycznym Fujitsu Ltd na rozwój oprogramowania do monitorowania i analizowania cyberataków oraz stałe ulepszanie wirusowego bota. Kontrakt ten ma wartość 178,5 mln jenów
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-01-06, 10:14

Najlepsze ? produkty 2011 r
http://technowinki.onet.p...,foto-male.html

GrzegorzB - 2012-01-06, 14:11

No właśnie sovereign. Marne 16 bitów na kanał, nawet przy dobrym algorytmie nadpróbkującym to jest coś co jeden na 100 (zaledwie) audiofilów jest JEDNAK w stanie zdemaskować. Ale w przypadku sacd dynamika zapisu wielokrotnie przekracza możliwości percepcyjne najwybitniejszego ucha na Ziemi. Wszystko jest kwestią źródła nagrania i rzeczywistej (a nie teoretycznej) dynamiki i nieliniowości podczas zapisu i odtwarzania.
Trzeba wziąć pod uwagę, że nie tylko zapis cyfrowy ale również a może nawet przede wszystkim zapis analogowy na płytach jest obarczony zniekształceniami wynikającymi nie z charakteru nośnika, tylko spowodowanymi "po drodze". Od mikrofonu aż po rylec który wycina rowek w matrycy. Więc sam fakt płyty winylowej nie jest jeszcze dowodem na nic. Dobrze nagrany (nawet) CD, jeśli go włożyć do wysokiej klasy gramofonu cyfrowego, będzie lepszy od płyty winylowej z przeciętnego źródła. A jeśli wziąć dobrej klasy zapis sacd (albo na innym nośniku, bez różnicy), i wpuścić to w wysokiej a nie standardowej jakości elektronikę przetwarzająca cyfrę na analog, to wtedy ŻADEN winyl nie ma szans. Można udowodnić to na przyrządach pomiarowych, ponieważ ucho ludzkie, nawet supereksperta, "wymięka" dużo wcześniej, a subiektywne oceny przypominają rzucanie monetą (trafienie jest przypadkowe).

Tu przy okazji przypomnę wyniki testu, jaki wykonano z udziałem grupy ekspertów, w tym posiadających słuch absolutny, który urządził i udokumentował kanał Discovery. Chodziło wprawdzie nie o odróżnienie zapisu cyfrowego od analogowego (takie testy również były przeprowadzane), ale o rozpoznanie stradivariusa wśród bodaj 4 instrumentów. Test okazał się spektakularną porażką ekspertów, którzy wcześniej zgodnie twierdzili, ze stradivariusy mają niepowtarzalne brzmienie. Za najlepsze eksperci wskazali drogą głosowania jedne z wysokiej klasy, ale produkowanych SERYJNIE skrzypiec współczesnych.
Tak upadają mity, których korzenie sięgają rzekomo tam, tam gdzie nie sięga fizyka :-)

Jeśli chodzi o przewody połączeniowe, to z elektronicznego (nie audiofilskiego) punktu widzenia, mamy 3 kwestie. Pierwsza to poziom szumów wprowadzanych przez przewodnik. Szumy zależą od materiału i budowy mechanicznej przewodnika. Sprawa jest jasna. Kwestia druga to tłumienie i dopasowanie impedancyjne zacisków przyłączeniowych urządzeń i linii łączącej te zaciski. Kwestia trzecia to częstotliwościowa charakterystyka tłumienia przewodu. I teraz na ile to ma wpływ na jakość audycji, bo na pewno ma? To zależy od przypadku. Poziom szumu wprowadzanego przez przewody sygnałowe można w bardzo prosty sposób sprowadzić do pomijalnego, stosując odpowiednio wysoki poziom sygnału przesyłanego. Przy 1Vrms szumy od krótkiego przewodu nie będą zauważalne dla nikogo.
Kwestia dopasowania impedancyjnego (nie mylić z dopasowaniem energetycznym) to rzecz dużo bardziej skomplikowana i nie sam króciutki przewód stanowi tu problem ale przede wszystkim charakterystyka źródła sygnału i wejścia następnego stopnia. Na styku tych 2 "bram" moga pojawić się niepożądane przesunięcia fazowe i nieliniowe tłumienie.
Trzecie źródło problemów to, w przypadku dłuższych przewodów przede wszystkim) tłumienie nieliniowe spowodowane przez indukcyjność i pojemność jednostkowa przewodu. Ponieważ zaciski wyjściowe i wejściowe które łączy przewód nie są dopasowane energetycznie do siebie i do impedancji przewodu, zniekształcenia charakterystyki są nieuniknione, kwestia ich poziomu.
Jeszcze nie wspomniałem o bardzo ważnej rzeczy - jakości połączenia. Jest to kwestia zarówno materiałów jak i jakości powierzchni kontaktu. Zasada 1 - materiał styków powinien być taki sam w gnieździe i wtyku. W przeciwnym razie napięcie termoelektryczne spowoduje dodatkowe szumy, o ile tylko jakość styku nie będzie idealna (a nigdy nie jest).
I to by było na tyle.
Jest tu 100% fizyki i 0% magii, która lubią posługiwać się audiofile. Z przewodu za 3zł/mb zrobię połączenie sygnałowe, którego ŻADEN audiofil nie odróżni od kabla za 1000zł :-) A jeśli elementy zestawu są źle dobrane, to żaden kabel nie pomoże.

lechowiec - 2012-01-06, 20:31

Pele76 napisał/a:
Lechowiec, widzisz... jedni idą w stronę dalekiego zasięgu, inni w lumeny ;)
Ja tam teraz pomykam z ThruNite Catapult v3 po nocach i z Jet-Beam'em Raptor RRT-0 przy pasku... Pomimo tego że mój Raptorek na R5 jedzie, to potrafi położyć niektóre latarki na xm-l
Chcę jednak spróbować dorwać kolejnego RRT-0 ale już na xm-l i porównać co i jak.

Co do latarek i różnych diod... zawsze może zrobić sobie moda, tylko że zazwyczaj robi się upgrade, a nie downgrade ;)


Widzę Pele, że mamy podobne zabawki:)

Też uważam, że od ilości lumenów głowa nie boli, ale powinna być również możliwość kształtowania wiązki w zależności od potrzeb. Przecież kiedyś fokus miała prawie każda latarka żarówkowa.

Jako EDC nosiłem do niedawna Jetbeam Jet I Pro R2 240 lumenów z refem SMO. Mała pipka zasilana z AA która ma coś czego nie mają inne EDC - FOCUS. Nie działa to tak sprawnie jak w czołówce Ledlenser H7R ale jest bardzo użyteczne. Ponadto jak trzeba odkręcam głowicę z refem i mam czysty flood. Nic bardziej uniwersalnego mi nie potrzeba. Skupienie XRE w tym refie nie ma sobie równych. R5 i S2 dużo gorzej się skupia a xml to już totalna kicha.

Tak się ostatnio złożyło, że zgubiłem tego jetbeama 3 miesiące temu nawet nie wiedząc gdzie. Każdego poranka waliłem się za to w mordę, bo dzisiaj nie uświadczysz porządnej latarki z focusem i dobrym skupieniem. W akcie desperacji zamówiłem Raptora RRT-0 z diodą S2 i płynną regulacją jasności na pierścieniu. Po jednym dniu testowania odesłałem to badziewie... Ref OP ale taki sam jak w moim Jet I z diodą S2 współpracował beznadziejnie. Skupienie bardzo słabe, dodatkowo konstrukcja uniemożliwia rozfokusowanie lub wykręcenie refa dla czystego floda. Następny minus to konstrukcja pierścienia do regulacji jasności. Pierścień obraca się lekko dzięki smarowi. Nie ma tam jednak żadnego uszczelnienia przed zabrudzeniami i zapomnij, ze to rozbierzesz i wyczyścisz jak się zapiaszczy. Posklejana jednorazówka za 350 zł! Czarę goryczy przelał zielonkawy odcień S2 przy mniejszej jasności oraz niezgodne ze specyfikacją działanie sterownika. Przy minimalnej jasności miało być 0,003 lum a na oko było co najmniej 5 przy zasilaniu z litówki 14500. Odesłałem, niech się ktoś inny cieszy.

Na szczęście tydzień temu Bobik (pies) znalazł latarę w ogrodzie:) Leżałą trzy miechy w błocie i śniegu, Po podniesieniu z ziemi nawet zaświeciła;)

Więc na razie z małymi latarkami daję sobie spokój, bo nie ma nic ciekawego na rynku. Do zasięgu mam jeszcze DBS v2 na R2 i za jakiś czas chyba dokupię Olight SR 90. Jak byś miał gdzieś na zbyciu Jetbeama RRT-0 ale starego na diodzie R2 to mogę odkupić.

Pele76 - 2012-01-06, 20:49

Ja tam ze swojego RRT-0 jestem zadowolony :P
R5 jak dla mnie daje radę, a i latarynka o tyle dobra że może brykać i na CRkach i na paluszkach, a to czasami może się przydać w terenie.
Wiesz, pomimo że typ szwędajacy się ostro jestem, to dbam o sprzęty i jeśli musiałbym juz na tyle ubrudzić latarkę żeby zapiaszczyć mocno pierścień (też mam ten model z płynną regulacją) to byłaby to sytuacja awaryjna, wtedy bym sobie ją rozkręcił i w myjce ultradźwiękowej wyplukał syfy. Jeśli nie to po kumplowsku wysłałbym do serwisu :D

Dość często latarka juz leżała w błocie, w mule, kamieniach nadrzecznych przemieszanych z piaskiem czy operowałem nią w brudnych od ziemi dłoniach czy rękawicach, nie wiem, na razie nie chrzęści nawet :D

Xm-l jestem ciekawy w tej latarce.
Co do olighta... też się przymierzałem do czegoś na sst-90 ale kurcze... na kij mi to? Batmana będę wzywał czy jak?

anyway... lechowiec, tak się zastanawiałem czy to Ty na torchu szukasz tego RRT-0 na R2 hyhyyy
Świat nie jest zbyt duży widzę ;)
Ale nożowo to się nie odzywasz na knives ;)

Ooo i ostatnio skonfrontowałem mojego RRT-0 z Jet III od kumpla i jego 450 lumenów z xm-l słabszy zasięg miało niż moje 255 z R5 ;) U mnie wyraźnego spota było widać, a u niego już tylko flood i to tak że mój spot jeszcze było widać na jego tle.
Wcześniej dość długo pomykałem z P2D i też dawała radę, teraz nie wiem czy jednak Raptor nie zagości na dłużej, a kieszeniową latarką będzie chyba NiteCore EX11

reglass - 2012-01-06, 21:00

Ja mam NiteCore E11 na co dzień. Myślę kupić nowego Raptorka :P NiteCore służy mi już ponad rok czasu a serio nie była oszczędzana i cały czas działa bez zarzutów. No jest sporo wytarta ale to chyba normalne.

Pele76 napisał/a:
Ale nożowo to się nie odzywasz na knives
Zegarki też nie :-|
Van Worden - 2012-01-06, 21:51

Taki lekki OT ale się "wtroncem" - Ja nóż mam jeden. To Pocket Bushman, który dostałem od Magika na urodziny. Nie używam, ale wiem, że w razie potrzeby jest i ze jest to dobry nóż ;-) Niestety, nie znałem przesądu o tym, że jak ktos Ci daruje nóż to trzeba mu za to symbolicznie zapłacić.. Nawet grosik ale zawsze. Jeśli tego nie zrobisz to Ci się pi....li przyjaźń, no i stąd pewnie się tak porobiło ;-)
lechowiec - 2012-01-06, 22:47

Pele jak masz patent na wymontowanie tego pierścienia z RRT-0 to chętnie się z nim zapoznam:) Oglądałem tę misterną konstrukcję i wygląda na to, że śrubki wewnątrz albo mają zerwane łby albo zaklejono je od strony akumulatora.

Swojego RRT-0 planowałem rozwiercić na 17500, przy tych rozmiarach latara powinna mieć większy zapas energii.

U mnie po dniu w kieszeni zauważyłem już minimalne chrzęszczenie:) Standardowy klik w gumie jest najpewniejszy.

Przy okazji odradzam XML, chyba że szukasz prądożernego floodera na 15 minut.

Olight SR 90 ma super wygar, mieszkam na uboczu i często muszę doświetlać niektóre zakamarki w nocy bo złodziejstwo u nas straszne, kradną nawet kabelki z instalacji elektrycznych ciągników:)

Noże jakoś nie były nigdy specjalnie przedmiotem moich zainteresowań. Wolałem postrzelać tomitexem:)

Pele76 - 2012-01-06, 22:54

Test to test :P
Nie zaglądałem nawet jak mocowany jest pierścień, bo nie ma po co na razie :P

Jest jeszcze jedna latareczka na XM-L którą z pewnością kupię, to słynny Gregowy mod :D

Van, Bushman to popularny blaszak, wielu ludzi go sobie chwali.
Co do przesądu... lipa z tym no nie? Nieraz się sprawdza, ja dlatego zawsze płacę lub zabieram grosik :P

reglass - 2012-01-06, 23:14

Pele76 napisał/a:
Co do przesądu... lipa z tym no nie?
Dobrze że za wszystkie płaciłem ;-) Uuufffff
jerzydom - 2012-01-08, 16:19

Firma LG zaprezentuje największy na świecie telewizor OLED Koreańska firma LG wywołała spore zamieszanie w branży elektronicznej na całym świecie, kiedy w zeszłym tygodniu ogłosiła, że wkrótce zaprezentuje swój 55-calowy ekran wykonany w technologii OLED. Na razie firma przedstawiła dwa kolejne zdjęcia, które pokazują, jak wyjątkowy ma to być telewizor.

Czy rzeczywiście można uznać to wydarzenie za przełomowe? Jeśli kiedykolwiek widzieliście jakikolwiek ekran wykonany w technologii OLED, z których wszystkie są mniejsze od tego, co zapowiada LG, wiecie już, jak wyjątkowo żywe kolory może on pokazywać. A do tego, ekran OLED może być jeszcze wyjątkowo cienki.

Ten, który przedstawiła firma LG ma zaledwie 4 mm grubości.

Na oficjalnym blogu LG, firma poinformowała, że kolory na wyprodukowanym przez nich ekranie są jeszcze bardziej żywe ze względu na zastosowaną w nim technologię 4-Color Pixels, która sprawia jednocześnie, że obraz jest bardziej naturalny i dokładny, nawet w porównaniu do innych ekranów OLED. Każdy mały piksel składa się z czterech subpikseli, które emitują kolor czerwony, zielony, niebieski i biały, zamiast czerwonego, zielonego i niebieskiego, jakie emitują piksele w innych telewizorach OLED i praktycznie we wszystkich telewizorach, które produkowane są obecnie.

Czy ta różnica rzeczywiście jest widoczna? Będziemy w stanie odpowiedzieć na to pytanie, kiedy przyjrzymy się dokładnie zapowiadanemu ekranowi LG oraz innym urządzeniom zaprezentowanym podczas tegorocznych targów CES (Consumer Electronics Show), które odbędą się w przyszłym tygodniu.

Ekran OLED (organic light-emitting diode) nie jest niczym nowym, ale w tym przypadku innowacja polega na czymś innym. Dotychczas trudno było stworzyć ekrany OLED, które będą miały odpowiednią dla telewizorów wielkość, przy zachowaniu rozsądnych kosztów i odpowiedniej żywotności takiego ekranu. Jedyny problem, jaki dotyczy ogłoszonej przez LG sensacji, jest fakt, że producent nie ujawnia, kiedy taki ekran może być dostępny w produkcji masowej. Nie ma też informacji o kosztach, ani jego żywotności.

Czyn zatem okaże się, że będzie to kolejna spektakularna demonstracja produktu podczas targów CES, która nigdy nie trafi do domów zwyczajnych konsumentów?

Z tego, co obserwujemy, LG podchodzi poważnie do produkcji swoich telewizorów OLED, gdyż firma zainwestowała w połowie 2010 roku 226 milionów dolarów w nowy ośrodek produkcyjny, który skupia się na technologii OLED. Także wielu innych producentów telewizorów wspomina, na razie szeptem, na temat telewizorów OLED. Obecnie można już kupić urządzenia z mniejszymi ekranami OLED, choć sprzedawane są one po niezwykle wygórowanych cenach. Ekrany OLED posiadają już także miliony smartphonów. Wiemy zatem, że to nie jest żadne science fiction.

Bardzo obiecujący jest fakt, że ogromne ekrany OLED mogą swą grubością przypominać żyletkę, wykorzystując proces, który przypomina drukarkę atramentową, co w teorii sprawia, że mogą być one tańsze w produkcji od obecnie stosowanych ekranów LCD lub plazmowych.

Nowe ekrany mają też znacznie szybszy czas reakcji oraz lepszą prędkość odświeżania, która może sięgać (znowu teoretycznie) 100 000 Hz.

Są jaśniejsze, lżejsze (ten 55-calowy ekran waży zaledwie 7,5 kilograma) i mogą nawet być elastyczne.

Nie ma więc wątpliwości: to telewizor przyszłości, a pytanie, które powinniśmy sobie zadawać nie dotyczy tego, czy te ekrany staną się dostępne w dużych rozmiarach, ale kiedy się to stanie.
http://biznes.onet.pl/fir...26,1,news-detal

inquiz - 2012-01-08, 21:15

Nie pamiętam czy ten film się kiedyś na forum pojawił ale warto spojrzeć, zwłaszcza tym nie mającym dystansu do żadnych nowinek na rynku
http://www.youtube.com/watch?v=0bxzU1HFC7Q

GrzegorzB - 2012-01-08, 22:50

Niestety trzeba przyjąć do wiadomości, że gdyby sprzęt miał być trwały do granic możliwości, to musiałby być niezmiernie drogi a więc niedostępny dla "mas". Produkcja z perfekcyjną dbałością o szczegóły i trwałość jest koszmarnie droga. Do tego jeszcze niewielka produkcja musiałaby utrzymać firmy przy życiu i umożliwić ich rozwój.
Może i da się podać i takie przykłady, ale stosunkowo krótki czas życia urządzeń wcale nie wynika z ich "celowego" psucia, jak usiłują wmówić zwolennicy teorii spiskowych. Dopiero specjalne zabiegi umożliwiają bardzo długie życie urządzeń, które przy standardowych materiałach za rozsądną cenę jest niestety ograniczone, czasem bardzo.
Po prostu świat poszedł w takim kierunku w jakim poszedł i nie ma chyba odwrotu. W zasadzie wszystkiemu winni są sami klienci, którzy preferują tańsze produkty. Takie w których niska cena wynika z obniżonej jakości. Spirala obniżki kosztów produkcji się nakręca. To między innymi będzie powodem gospodarczej zapaści Europy, na którą jesteśmy skazani, i to wcale nie z powodu kryzysu. Po prostu zostaniemy zdominowani przez Azję a winna jest nasza z jednej strony zachłanność a z drugiej skąpstwo. Piłujemy gałąź na której siedzimy i udajemy że nic się nie dzieje. Nasze dzieci będą nas przeklinać za to.

inquiz - 2012-01-08, 23:00

Ale w filmie nie chodzi raczej o zarzuty dla inżynierów że robią źle ale o robienie szajsu który ma krótki okres użytkowania aby trzeba go było kupować częściej.
I problem jest taki, że nawet świadomy klient często nie ma wyboru bo po prostu dobrego sprzętu nie ma możliwości kupić. Polecam fragment o duponcie gdzie okazało się że pierwszy produkt był za solidny. Księgowi rządzą niestety coraz bardziej.
A że nas żółci wykończą na nasze życzenie to całkowita zgoda, przegramy we własnej grze.

GrzegorzB - 2012-01-08, 23:21

Mam wyłączone audio, domyśliłem się kontekstu z nielicznych napisów po angielsku i samego filmu :)

Niestety masowy produkt odzwierciedla gusta i potrzeby masowego odbiorcy. Pozostali nie są brani pod uwagę, bo na nich się nie zarobi. A przynajmniej duże firmy nie zarobią. Z drugiej strony "lepszy" sprzęt potrafi mieć zupełnie oszalałe ceny. Bardzo często jest niestety również tak, że cena wysoka ala prawdziwa jakość taka sama albo prawie taka sama niska.

jerzydom - 2012-01-10, 20:12

Samsung nie chce być gorszy od LG

http://tech.wp.pl/kat,130...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-01-14, 10:34
Temat postu: Wieczna lampa od Energizera
Firma Energizer, znana z produkcji baterii, ładowarek oraz akumulatorków, pokazała na targach w Las Vegas wieczną lampę o nazwie Energizer Edge Accent LED Light. Producent zapewnia, że ta lampa nigdy się nie zużyje, a szesnaście zainstalowanych w niej diod LED, dających ciepłe nastrojowe światło, nigdy nie będzie wymagało wymiany.

Lampa nie posiada tradycyjnego włącznika, ponieważ działa w oparciu o specjalną podstawkę, która przejmuje tę rolę. Podstawka jest czuła na dotyk i posiada czujnik nacisku, więc dotknięcie jej pozwala włączyć lampę i ustawić jej natężenie.

Energizer swój nowy produkt zaoferuje w trzech rozmiarach, a dodatkowo panele są demontowalne i w pełni wymienialne. Można więc usunąć jeden, aby np. skierować światło w odpowiednią stronę. Lampa niedługo będzie dostępna w sprzedaży, lecz jej ceny na razie nie znamy.
Pod linkiem film
http://technowinki.onet.p...pecial-art.html

GrzegorzB - 2012-01-14, 14:53

To znaczy: "nie przepali się, dopóki Energizer jeszcze będzie istniał albo właściciel lampy żył" :)
Zmniejszenie prądu nominalnego diody o 30% wydłuży jej życie o 100%. To daje 45 lat pracy po 12h/dobę. Taką lampę każdy może sobie zrobić w domu, za kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, zależnie od dostępnej bazy materiałowej.
Nie ma w tym nic co podchodzi pod "nowe technologie" :)

jerzydom - 2012-01-14, 15:01

Grzegorz, chodzi o trendy :-D
GrzegorzB - 2012-01-14, 15:11

A konkretnie - o trendy w technice, czy że coś jest "trendy", czyli że jelenie się na to rzucą? :lol: ;-)
Van Worden - 2012-01-14, 15:49

Jak mawiał Jerzy Dobrowolski - "jest wicie taki trynd" :-D
GrzegorzB - 2012-01-14, 19:44

Kolejna informacja z działu "trendy w technice":

"Dziś lub jutro na Ziemię spadnie uszkodzona rosyjska sonda Fobos-Grunt. Naukowcy nie są w stanie przewidzieć, gdzie i kiedy dokładnie nastąpi uderzenie, choć sugerują, że zagrożenie dla ludzi jest niewielkie.

Sonda wystartowała w listopadzie, ale zaraz po starcie zawiodły silniki, które miały skierować statek ku Czerwonej Planecie. Potem utknęła na orbicie. Nie udało się jej uratować. Teraz okrąża Ziemię z dużą prędkością i w ciągu najbliższych godzin wejdzie w atmosferę.

Całość waży 13 ton, ale większość spłonie w atmosferze. Według rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos, do powierzchni Ziemi dotrze kilkadziesiąt fragmentów ważących łącznie około dwustu kilogramów.

Prawdopodobieństwo wskazuje, że szczątki spadną na tereny niezaludnione, choć gwarancji nie ma. Sonda miała lecieć na księżyc Marsa o nazwie Fobos i pobrać próbki jego gleby. Na pokładzie statku są urządzenia zrobione w Chinach, a także w Polsce. Jest to 17. z kolei nieudana rosyjska misja na Marsa."

Zdecydowanie mamy do czynienia z TRENDEM. Ruscy wystrzeliwują coś w kosmos, i to coś albo eksploduje przy starcie, albo wkrótce potem, albo spada, albo przepada. I dotyczy to nie tylko misji marsjańskich, ale również zwykłych wyniesień satelitów. A nawet prób rakiet wojskowych przenoszących ładunki wybuchowe. Bez różnicy. Wot, russkaja tjechnika :lol:
Na miejscu kosmonautów, którzy siedzą na stacji orbitalnej, miałbym stale mokro w skafandrze :lol:

jerzydom - 2012-01-14, 21:34

Grzegorz to nie wina techniki, to wina http://www.thesaurus.com....opic.php?t=6637

Natomiast, że stale mają mokro w skafandrze to fakt

Siusianie do pieluchy

Wizyty w toalecie to nie tylko najbardziej interesujący dziennikarzy aspekt pobytu w kosmosie ale też jego najmniej przyjemna strona dla astronautów. Na nieuniknione pytanie o to, jak korzystają tam z toalety, najlepsza odpowiedź to „uważnie”. Reszta odbywa się podobnie jak na Ziemi, z tą różnicą, że najpierw trzeba włożyć stopy w zaczep i przypiąć się pasami do sedesu albo dopasować w właściwe miejsce osobistą nakładkę zapobiegając ucieczce odchodów, jeżeli nie ma się ochoty siadać. O resztę zatroszczy się strumień powietrza jak z odkurzacza. Podczas startu i lądowania oraz wielogodzinnej pracy poza statkiem kosmicznym astronauci muszą nosić chłonne pieluchy (NASA oczywiście nazywa je Maximum Absorption Garment). Żeby pozbyć się zażenowania, wystarczy przypomnieć sobie mało heroiczny epizod wielkiego wydarzenia, jakim było wysłanie pierwszego Amerykanina w kosmos. Start rakiety tak się opóźnił, że po kilku godzinach czekania w kapsule Ala Shepard musiał poprosić kontrolerów lotu o zezwolenie na zrobienie siku do skafandra.

http://www.focus.pl/cywil...cie-na-orbicie/

jerzydom - 2012-01-18, 06:50

Multimedialne stoły Microsoftu opuszczają fabryki Samsunga

http://technowinki.onet.p...59,artykul.html

Van Worden - 2012-01-18, 15:36

Super.
jerzydom - 2012-01-18, 17:29

O cenie piszesz Van :mrgreen:
jerzydom - 2012-01-18, 17:43

Takie okno chyba każdy chciałby mieć. Najlepiej zaraz

Firma Samsung Electronics wykorzystała targi CES 2012 między innymi do zaprezentowania czegoś, co z pewnością od wielu lat jest obiektem westchnień wielu ludzi. Niestety, do tej pory tego typu cacka mogliśmy oglądać tylko w filmach, albo na pokazach malutkich rozmiarów prototypów. Samsung zaprezentował produkt o nazwie Transparent Smart Window.
Jak sama nazwa wskazuje, produktem jest okno. Okno oczywiście jest przezroczyste. Cała magia jest w tym, że okno jest jednocześnie wyświetlaczem i ekranem dotykowym. Zaprezentowana konstrukcja ma przekątną 46 cali, a zatem można jej użyć na przykład w kuchni.
Całość może działać jak zwykły ekran dotykowy komputera. Co ważne, w trakcie działania część obrazu może pozostawać przezroczysta. Zaprezentowany interfejs daje naprawdę ogromne możliwości. Ciekawie przedstawia się funkcja telewizora. Gdy uruchomimy telewizję, cała przestrzeń wokół okna z obrazem zostaje zaciemniona. Efekt jest naprawdę ciekawy.
Co ważne, Transparent Smart Windows może sam w sobie działać jako zasłona. Użytkownik może regulować przepuszczalność światła, ponoć nawet do poziomu zerowego. Warto dodać to, że z okna można korzystać także w nocy - wtedy do akcji wkracza własne podświetlenie urządzenia.
Całość to wciąż prototyp, ale nietrudno sobie wyobrazić, że w obecnej formie chyba mógłby świetnie sprawować się w domu czy mieszkaniu (moim na pewno!). Pozostaje mieć nadzieję na to, że tego typu okna jak najszybciej trafią na rynek.
http://pclab.pl/news48444.html

Van Worden - 2012-01-18, 20:13

Nie, no piszę o samym pomyśle i różnorakich zastosowaniach takiego stołu. Cena będzie spadać wraz ze wzrostem popularności, ale już nie jest przesadnie wysoka do zastosowań komercyjnych.
Z kolei kwestia tego "okna" to jeden z przykładów gdy projektanci inspirowali się filamami science fiction.. I bardzo dobrze. Ostatnio czytałem o potężnej nagrodzie, którą wyznaczono za skonstruowanie działającego tri-cordera z serialu Star Trek, którym Dr McCoy wykrywał choroby i sprawdzał ogólny stan pacjenta :-o

jerzydom - 2012-01-20, 07:18

Van, życzenie prawie spełnione

Mikropływak to robot, który zbada nas od wewnątrz

Kolejna alternatywa dla inwazyjnych badań pochodzi prosto z filmów science fiction. Opracowany przez naukowców z Izraela i USA robot wielkości pigułki spenetruje np. układ trawienny. Innowacyjność projektu opiera się na technologii wykorzystanej do przemieszczania urządzenia w organizmie.

"Mikropływak" to wykonane z miedzi i elastycznego polimeru dzieło badaczy z Uniwersytetu w Tel Avivie oraz Brigham & Women's Hospital w Bostonie. Dzięki takiemu budulcowi, malec reaguje na pole magnetyczne wytwarzane przez aparaturę do badania rezonansem magnetycznym. Zaczyna wibrować i przesuwa się w pożądanym kierunku, przebijając się np. przez płynną zawartość jelit.
Maszyna jest nadal na etapie prototypu, ale badania nad technologią dają obiecujące wyniki. Zgodnie z planem, robot zostanie wyposażony w kamerę i aparaturę do przesyłania uzyskanego obrazu do urządzeń na zewnątrz ciała pacjenta.

Właśnie wykorzystanie pola magnetycznego to nowatorski element urządzenia. Dotychczas opracowane mechaniczne sondy podróżujące po ciele badanego muszą zawierać źródło zasilania i układ umożliwiający poruszanie się. Taka technologia wiąże się jednak ze zwiększeniem ich ciężaru i skróceniem czasu badania.
http://technowinki.onet.p...82,artykul.html

Van Worden - 2012-01-20, 13:36

Obyśmy tylko zdrowsi byli :564:
jerzydom - 2012-01-20, 18:26

Bezprzewodowa mysz bez akumulatorów

Na rynek trafił najnowszy, zapowiedziany parę miesięcy temu, model myszy komputerowej marki Genius. Produkt o nazwie DX-ECO to, jak twierdzi producent, pierwsza na świecie bezprzewodowa mysz, w której nie ma akumulatorów.
Zamiast nich zastosowano złoty kondensator - według producenta wytrzymuje on aż 100 000 cykli ładowania. Warto zauważyć to, że przeciętne akumulatory mają żywotność określoną na około 1000 cykli ładowań.
Najważniejsze cechy myszki to:
czujnik BlueEye o rozdzielczości do 1600 dpi
miniaturowy odbiornik USB
maksymalny zasięg: 15 metrów
technologia bezprzewodowa 2,4 GHz
cztero-kierunkowa rolka
Według producenta, wystarczą trzy minuty ładowania, aby gryzón mógł pracować przez cały dzień. Dzięki czujnikowi BlueEye, mysz może działać na praktycznie każdej, płaskiej powierzchni.
Przewidywana cena detaliczna myszki Genius DX-ECO to 40 dolarów za sztukę.
http://pclab.pl/news48458.html

jerzydom - 2012-01-25, 12:02

Niezwykle trwałe żarówki EverLED od Panasonic

Panasonic wprowadziła na rynek żarówkę LED, która świeci 40 000 godzin. Jednak, co najważniejsze, nowe żarówki pozwolą zaoszczędzić do 80% energii elektrycznej. Mieliśmy okazję sprawdzić żarówki w praktyce i musimy przyznać, że śmiało mogą konkurować z klasycznymi żarówkami z wolframowym żarnikiem. Zarówno kąty oświetlenia, jak i barwa światła do złudzenia przypominają klasyczne żarówki, które znamy. Ta innowacyjna żarówka została uhonorowana nagrodą 2011 Good Design Gold Award w Japonii.
Dostępne na rynku żarówki Panasonic EverLed posiadają żywotność osiągającą około 40 000 godzin. Oznacza to, iż przy korzystaniu z nich przez około 2 godziny 40 minut dziennie jedna żarówka może wystarczyć nawet na 40 lat.
Panasonic zastosował w swoich żarówkach technologię LED, która wykorzystuje światło z umieszczonych w środku diod. Nie jest to jednak zbiór małych diod umieszczonych gęsto koło siebie, jak możemy znaleźć w prostych rozwiązaniach, a specjalny pasek, który emituje światło w sposób znacznie bardziej równomierny. W celu podniesienia wydajności zastosowano także technologię rozpraszania energii, co sprawia, iż żarówka jest bardziej efektywna. Warto także podkreślić, iż w odróżnieniu od zwykłych żarówek, które wykorzystują na świecenie jedynie 10% pobieranej przez siebie mocy, resztę zaś przeznaczając na grzanie, EverLed nie nagrzewają się, aby oświetlić pomieszczenie. Co prawda, szklana bańka pozostaje chłodna, jednak korpus skrywający elementy sterujące pracą już się nieco nagrzewa - co również sprawdziliśmy.
Dodatkowo zastosowana technologia LED sprawia, iż po zapaleniu żarówki światło pojawia się natychmiast W zdecydowany sposób ułatwia to funkcjonowanie w sytuacjach, w których użytkownik nie może czekać na rozświetlenie świetlówki kompaktowej.
Żarówki Panasonic EverLED jako pierwsze zostały wykonane z w pełni przeźroczystego szkła. Dzięki temu wytwarzane światło jest dokładnie takie samo jak to z tradycyjnych żarówek. Jest cieplejsze i bardziej naturalne niż to emitowane przez energooszczędne świetlówki kompaktowe.
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

Remington - 2012-01-25, 12:29

Coś tu śmierdzi podstępem. Od dawna znany jest fakt zmowy producentów żarówek (są dowody) o obniżeniu czasu funkcjonowania. Innaczej producenci poszli by z torbami.
jerzydom - 2012-01-26, 07:57

Większość z nas ma do czynienia z akumulatorami, trochę o nich w podanym linku.

Akumulatory - przegląd technik
Sposoby na akumulatory
http://pclab.pl/art48537.html

jerzydom - 2012-02-01, 07:55

Dysk na którym zmieści się cały Internet?

Amerykańska firma Cleversafe uruchomiła nowe, porażające pojemnością, centrum do przechowywania danych.

W obliczy toczących się obecnie na całym świecie debat na temat antypirackich ustaw SOPA, PIPA oraz ACTA, coraz więcej serwisów hostingowych, wzorem amerykańskiego MegaUpload zamyka się, by uniknąć pozwu sądowego. Być może przyszłość Internetu leży więc, nie w łatwym dostępnie do serwera w chmurze, ale olbrzymich, prywatnych, centrach danych umieszczonych w jakiejś bezpiecznej lokalizacji?

Firma Cleversafe uruchomiła pod koniec stycznia nowy, pojemniejszy, system, składający się z setek szaf macierzy, zdolnych pomieścić nawet do 10 eksabajtów danych (jeden eksabajt to 1 000 petabajtów, czyli 1 000 000 terabajtów). Liczba ta wydaje się trochę abstrakcyjna z punktu widzenia „szarego” użytkownika, jednak dla wielu organizacji rządowych, naukowych czy wojskowych przechowywanie bloków danych składających się z całych setek terabajtów stało się już rutyną i to właśnie z myślą o takich podmiotach, wprowadza się tego rodzaju rozwiązania. Każde centrum składa się z 21 szafek serwerowych i 189 węzłów (z których każdy zawiera 45 dysków o pojemności 3 TB), firma posiada 16 takich systemów w Stanach Zjednoczonych i w razie potrzeby, może je swobodnie przewozić z miejsca na miejsce.

Jak zauważył wiceprezes Cleversafe natężenie ruchu w Sieci zwiększa się o około 32% każdego roku, a to prawdziwa kopalnia danych, do których firmy, będą chciały mieć dostęp co miesiąc. Ma to jednak sens tylko i wyłącznie wtedy, kiedy dane dostępne są natychmiastowo do przeglądu i analizy, a przy tak dużych ilościach informacji jest to możliwe tylko i wyłącznie dzięki takim centrom. Czy jednak tego rodzaju rozwiązania szybko trafią „pod strzechy” i kieszeni użytkowników, który zgrać będą mogli niemal cały Internet na jeden nośnik danych? Raczej nie.
http://www.orange.pl/kid,...et,article.html

jerzydom - 2012-02-01, 20:30

Telefon zbada i znajdzie twoje choroby

http://wiadomosci.onet.pl...512,w.html#play

jerzydom - 2012-02-05, 06:42

http://finanse.wp.pl/gid,14210064,galeria.html
jerzydom - 2012-02-05, 06:53

http://techtrendy.pl/titl...ml?ticaid=5ddd7
jerzydom - 2012-02-05, 17:15

Stare imperia elektroniczne chwieją się w podstawach. Symbole japońskiej dominacji na światowym rynku znalazły się w poważnych tarapatach finansowych.

Panasonic zrewidował właśnie swoje ponure prognozy i spodziewa się rekordowej straty sięgającej… 10 miliardów dolarów. To największa porażka światowego lidera w produkcji telewizorów plazmowych od 1918 roku.

Dołącz do fanów Technowinek na Facebooku
Rekordowe straty Sony, Sharp i Panasonic. Czy to koniec japońskiej dominacji?
W czwartek swoją prognozę straty podwoiło Sony. Zakładają, że w 2011 ubyło im 2,9 miliarda dolarów. Największy japoński producent paneli LCD Sharp spodziewa się 3,8 miliarda straty.

Producenci od dawna próbują dostosować się do świata zdominowanego przez komputer, urządzenia przenośne, smartfony. Dobiły ich zeszłoroczne kataklizmy: powodzie w Tajlandii oraz marcowe trzęsienie ziemi w Japonii. Panasonic dodatkowo musi dokonać odpisu z tytułu zakupu swojego rywala z czasu walkmanów – Sanyo, a obecnie największego producenta baterii w Japonii. Zmieniając strategię Panasonic skoncentruje się m.in. na budowie paneli słonecznych.

Chociaż globalna sprzedaż telewizorów LCD rośnie, to wolniej niż spodziewali się producenci. Lata 1980. i 1990. należały do japońskich producentów.

Wielkie koncerny starały się podążać za zmianami technologicznymi i w dużym stopniu im się to udawało. Ale dominacja nie mogła trwać wiecznie. Czy zeszłoroczne kataklizmy zakończą ją na dobre?
http://technowinki.onet.p...44,artykul.html

GrzegorzB - 2012-02-05, 18:08

http://moto.onet.pl/16563...kul.html?node=6

"Sąd w Los Angeles nakazał japońskiemu koncernowi motoryzacyjnemu Honda wypłacenie mieszkance Kalifornii Heather Peters odszkodowania w wysokości 9 867 dolarów za to, że jej samochód Honda Civic o napędzie hybrydowym spalał więcej niż obiecano jej przy zakupie.
Pani Peters poczuła się oszukana, bowiem jej auto nie było nigdy w stanie przejechać 21,26 km na 1 litrze benzyny, jak zapewniał ją dealer Hondy przy zakupie, i spalało znacznie więcej."

A trzeba było kupić Skodę... :064:

jerzydom - 2012-02-06, 07:12

Fujitsu prezentuje projekt modularnego komputera. Notebook, tablet, telefon i cyfrówka w jednym!

Indyjski projektant Prashant Chandra stworzył dla Fujitsu, jak na razie tylko "na papierze", laptopa przyszłości. Od obecnie zalewających rynek konstrukcji ma go odróżniać nie wyjątkowo cienka ramka albo sporych rozmiarów gładzik, a to, że sam w sobie będzie jedynie stacją dokującą dla innych urządzeń, które po połączeniu stworzą pełnoprawny komputer.
Koncepcyjny LifeBook już na pierwszy rzut oka wygląda nienormalnie. Na zewnętrznej stronie pokrywy wyżłobiona jest podłużny otwór o niewiadomym przeznaczeniu. Zapełnić go może... aparat fotograficzny. Jeszcze dziwniejsze wrażenie notebook sprawia po otwarciu, bo nie ma klawiatury. Jej rolę będzie spełniać tablet, który może służyć także jako narzędzie do rysowania lub po prostu drugi ekran. W slocie przywodzącym na myśl port ExpressCard da się jeszcze umieścić smartfona lub odtwarzacz muzyki.
Projektant wymienia kilka zalet takiego pomysłu: po pierwsze, natychmiastową i automatyczną synchronizację danych na wszystkich urządzeniach, a na dodatek... mniejszą podatność klawiatury na uszkodzenia, skoro będzie niemechaniczna.
Zejdźmy jednak na ziemię. Chociaż niewymagająca łącza bezprzewodowego ani kabli synchronizacja wygląda całkiem fajnie i rzeczywiście może okazać się wygodna i sprawna, to już użycie tabletu jako klawiatury wydaje się marnym pomysłem. Efektowności nie można mu zarzucić, ale o efektywności czy ergonomii pisania na zupełnie płaskiej powierzchni lepiej się nie wypowiadać, bo może zabraknąć kulturalnych słów.
Jeżeli Fujitsu rzeczywiście tak sobie wyobraża laptopy przyszłości, to można wróżyć tej firmie bardzo małe zyski w 2013 roku.
http://pclab.pl/news48615.html

jerzydom - 2012-02-06, 18:23

Gotowy materiał na grafenowe tranzystory

Uczeni z Wlk. Brytanii stworzyli materiał przekładkowy umożliwiający budowę w pełni funkcjonalnych tranzystorów grafenowych. Będą one bazą do skonstruowania szybkich i tanich komputerów – poinformował magazyn Science.

Warstwa grafenu o grubości jednego atomu stwarza zdecydowanie lepsze warunki do szybkiego przepływu elektronów niż warstwa krzemu o tej samej grubości. Właśnie ten materiał miał być podstawą do budowy superszybkich komputerów.
Jak się jednak okazało, konieczne będzie zwolnienie przepływu elektronów w warstwie grafenowej. Dla wykonania obliczeń w układzie muszą następować szybkie zmiany kierunku przepływu prądu poprzez włączanie i wyłączanie tranzystorów sterujących.

Skonstruowanie regulujących ten przepływ tranzystorów na bazie grafenu jest trudne, ze względu właśnie na ich zbyt wysoki współczynnik przewodnictwa. Powoduje on, że tranzystory w stanie wyłączenia, kiedy elektrony nie powinny przepływać, z powodu wysokiego przewodnictwa grafenu, generowane są „przecieki” elektronowe. Tranzystory te są więc mało funkcjonalne.

Zespół naukowców pod kierownictwem laureata Nagrody Nobla za odkrycie grafenu - prof. Konstantina Novoselova (dzieli nagrodę z prof. Andre Geimem) z University of Manchester, postanowił rozwiązać ten problem, tworząc zaawansowany materiał przekładkowy na bazie grafenu. Między dwie warstwy grafenu włożono warstwę dwusiarczku molibdenu. Działa on jak izolator, uniemożliwiając przepływ elektronów z jednej warstwy grafenu do drugiej. Pozwala to na zachowanie stanu wyłączenia bez przepływu elektronów.

Stan włączenia uruchamia się tworząc efekt mechaniki kwantowej – tunel elektronowy poprzez molibden. Zachodzi on bardzo rzadko, ale można wytworzyć go sztucznie, odpowiednio przykładając napięcie po obu stronach molibdenowej bariery. Prąd płynie wtedy poprzez warstwę dwusiarczku molibdenu, nadając dodatkową energię elektronom, co powoduje ich szybki przepływ. Tranzystor znajduje się wtedy w stanie włączonym . Zmieniając przykładane napięcie, naukowcy sterują przepływem elektronów, tworząc w pełni funkcjonalny tranzystor.

Grafenowy materiał przekładowy zmniejsza 10-krotnie przecieki elektronowe w stosunku do tranzystorów opartych na czystym grafenie. Zespół zamierza zmniejszyć przecieki do poziomu występującego w klasycznych tranzystorach krzemowych, poprzez zwiększenie grubości warstwy dwusiarczku molibdenu. Opracowanie bowiem funkcjonalnych tranzystorów grafenowych, według Novoselova, daje możliwość skonstruowania tanich, szybkich komputerów osobistych.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ krf/bsz
http://www.naukawpolsce.p...kSum=-711074711

jerzydom - 2012-02-08, 06:59

Rekordowe ogniwa słoneczne na bazie arsenku galu

Naukowcy z USA skonstruowali jeden najbardziej jak dotąd wydajnych systemów paneli słonecznych na świecie. Ogniwa zawarte w panelach uzyskały wydajność konwersji na poziomie 33,9 proc., co jest światowym rekordem – poinformował magazyn Technology Review.

Konstrukcja, stworzona przez naukowców pracujących dla firmy technologicznej Semprius, jest dość nowatorska – badacze wytworzyli komórki ogniw słonecznych w panelu na bazie arsenku galu. Każda z nich ma szerokość linii narysowanej piórem kulkowym, czyli ok. 0,5 mm. Komórki te zaopatrzone są w mikrosoczewki, pozwalające na 1100-krotny wzrost koncentracji promieniowania słonecznego na ogniwie, w stosunku do zwykłych ogniw na bazie krzemu.
Arsenek galu, o wiele lepiej absorbujący światło słoneczne niż krzem, jest używany w ogniwach słonecznych, ale niezbyt często – różnica w wydajności jest co prawda dość wysoka, jednak nie rekompensowało to zwiększonego kosztu takich ogniw. Problemem było bowiem, że dotąd wytwarzane wysokowydajne ogniwa na bazie arsenku galu musiały posiadać własny, wydajny system chłodzenia, system optyczny ułatwiający koncentrację energii oraz rozwiązanie do naprowadzania, tak, aby stale znajdować się pozycji optymalnej do Słońca.

Ogniwa skonstruowane przez Semprius mają małą powierzchnie własną, co ułatwia ich schłodzenie, a konstrukcja trzech warstw arsenku galu o różnych współczynnikach absorpcji zwiększa pasmo promieniowania słonecznego, wykorzystywane przez ogniwa do konwersji na energię elektryczną, co znacznie podnosi wydajność.

Badacze z Semprius stworzyli na bazie jednego wafla arsenku galu kilkanaście tysięcy małych ogniw słonecznych, używając trawienia chemicznego i zrobotyzowanego systemu transferu do przeniesienia każdej warstwy na tanie podłoże. Ten sam wafel arsenku galu można było w związku tym używać wielokrotnie, zmniejszając koszty. W pracach uczestniczył prof. John Rogers z University of Illinois, wynalazca metody transferu warstwy przewodzącej z wafli krzemowych i z arsenku galu na inne podłoża.

Według pierwszych testów przeprowadzonych przez niezależnego audytora, związanego z Departamentem Energii USA, nowe ogniwa naukowców z Semprius osiągnęły wydajność na poziomie 33,9 proc. czyli przekroczyły barierę konwersji ponad 30 proc. pobieranej energii świetlnej na elektryczną. Klasyczne tanie krzemowe ogniwa słoneczne nie przekraczają wydajności konwersji rzędu 15 proc., a rekord zmodyfikowanych ogniw krzemowych wynosi 22 ,9 proc. Poprzedni rekord, należący zresztą do ogniw na bazie arsenku galu wynosił 32 proc.

Jedno z ogniw zostało specjalnie przebudowane dla osiągnięcia jak najwyższej wydajności. Jak stwierdzili naukowcy z Semprius, w badaniach laboratoryjnych osiągnęło ono rezultat zbliżony do konwersji na poziomie 37,5 proc. Ogniwo testowane przez niezależnego audytora było rozwiązaniem firmy bez żadnych przeróbek, przeznaczonym na rynek komercyjny.

Obecne rozwiązanie paneli słonecznych skonstruowanych na bazie nowych ogniw, posiada własny system naprowadzania. System taki ułatwia zwiększenie wydajności i jednocześnie budowę dużych zespołów paneli – elektrowni słonecznych – które mogą być instalowane na obszarach o wysokim stopniu nasłonecznienia przez dużą część roku.

Semprius zamierza otworzyć jeszcze w tym roku niewielką fabrykę nowych ogniw, wytwarzającą 30 MW ogniw słonecznych rocznie. Jednocześnie będą następowały modyfikacje, które pozwolą na obniżenie ceny do mniej niż 10 centów za kWh i co za tym idzie rynkową konkurencję z mniej wydajnymi, ale tańszymi ogniwami słonecznymi wytwarzanymi w Chinach. Pozwoliłoby to na zwiększenie zdolności produkcyjnych fabryki do 100 MW rocznie w ciągu następnego roku. W celu rozwoju programu badawczego ogniw, Semprius zawarł joint venture z koncernem Siemens.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ tot/ bsz
http://www.naukawpolsce.p...ckSum=931466569

jerzydom - 2012-02-13, 09:49

Kilkusetkrotnie szybsze laserowe dyski twarde

Naukowcy brytyjscy stworzyli nową technologię zapisu na dyskach twardych. Zastępuje ona głowicę magnetyczną – laserem impulsowym o impulsie trwającym miliardowe części sekundy. Dyski twarde z takim typem zapisu mogłyby być kilkusetkrotnie szybsze od dotychczasowych – poinformowała Nature Communications.

Zespół naukowców kierowany przez prof. Thomasa Ostlera z University of York, stworzył nową technologię pozwalającą na znaczne przyspieszenie pracy dysków twardych w szybkich komputerach baz danych i serwerach oraz zastąpienie zapisu przy użyciu głowicy magnetycznej.
Dyski twarde używają zapisu magnetycznego. Ich głowice zapisujące znajdują się blisko materiału polaryzowalnego magnetycznie – dwutlenku żelaza lub kobaltu, umieszczonego na 2-4 talerzach dysku. Materiał ten zmienia swoją polaryzację zgodnie ze strumieniem indukcji magnetycznej – domeny magnetyczne ustawiają się w różny sposób, co odpowiada 0 lub 1 wartości bitu. Informację odczytuje się w sposób odwrotny – zmienne pole magnetyczne powoduje indukowanie napięcia elektrycznego w cewce głowicy lub zmianę oporu w głowicy magnetyczno oporowej.

Nowa technologia polega na podgrzaniu materiału magnetycznego wysokoenergetycznym impulsem laserowym, ustawionym pod zmiennymi kątami, trwającym jedną miliardową część sekundy. Podnosi to temperaturę punktowo do ok. 800 st.C. i przyspiesza 100-krotnie sam proces zapisu. Naukowcy twierdzą iż metoda ta może być używana w szybkich dyskach np. baz danych, umożliwiając stworzenie dysku zdolnego zapisać 1 terabajt danych w sekundę. Dyski te byłyby kilkusetkrotnie szybsze niż obecnie używane dyski twarde i o wiele bardziej wydajne energetycznie. Obecnie trwają badania nad laserową głowicą do nowych dysków.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ tot/ bsz
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-2006301196

jerzydom - 2012-02-14, 19:04

Komputer Raspberry Pi pojawi się już za około tydzień
Piotr Gontarczyk,

Tani, miniaturowy komputer Raspberry Pi już niebawem będzie dostępny. Zapowiedziany pierwszy raz w maju ubiegłego roku, Raspberry Pi oficjalnie pojawi się 20 lutego, a więc za niewiele ponad tydzień.
W sprzedaży znajdą się dwa modele. Pierwszy, oznaczony jako Model A, ma kosztować 25 dolarów, podczas gdy Model B będzie wyceniony na 35 dolarów i oferować obsługę sieci Ethernet.
Obie wersje będą wyposażone między innymi w:
procesor Broadcom ARM o częstotliwosci 700 MHz
128 MB (Model A) lub 256 MB (Model B) pamięci RAM
slot na kartę SD
wyjście słuchawkowe (mini jack 3,5 mm)
dwa porty USB
port micro USB (źródło zasilania)
wyjścia obrazu: RCA, HDMI
Całość zmieszczono na obwodzie drukowanym o powierzchni 86 x 54 mm. Komputer będzie mógł pracować pod kontrolą tych dystrybucji Linuksa, które stworzone są dla architektury ARM. Jak twierdzą twórcy, bez problemu może on odtwarzać filmy w rozdzielczości 1080p.

http://pclab.pl/news48762.html

GrzegorzB - 2012-02-14, 22:58

Ani jakakolwiek nowa technologia ani trend.
Jerzy, filtruj trochę te newsy, bo mam wrażenie że Twoim życiowym powołaniem stało się wrzucanie całego przeglądu prasy na Thesaurusa :-P

Van Worden - 2012-02-14, 23:22

GrzegorzB - nie bój żaby, serwer mamy baaardzo pojemny a mnie, baaaardzo zabieganego człowieka bardzo takie "przeglądy prasy" cieszą i zawsze proszę o jeszcze więcej 8-)
jerzydom - 2012-02-15, 06:40

Grzegorz, forum nie jest Tylko dla Ciebie.
To co Tobie się nie podoba, może podobać się innym.
Malkontenci zawsze będą psioczyć na Rospberry Pi, Po pierwsze to jest fundacja charytatywna, po drugie z założenia ten sprzęt jest do nauki programowania w szkołach, po trzecie idealnie nadaje się do przeglądania netu (wręcz może sastąpic domowy pc) tym bardziej, że będzie poddany odpowiedniej optymalizacji oprogramowania wiec nie psiocz, kupować nie musisz , ale wiedz że część z tej kasy idzie na cele charytatywne, następna część na produkcje tych układów.

Twoją odpowiedź już znam, tak jak większość forumowiczów, więc się wyłączam z dalszej dyskusji.

http://www.eetimes.com/el...-PC-for-launch-
http://www.newsyit.pl/kom...-okolo-tydzien/

GrzegorzB - 2012-02-15, 13:46

Napisałem że to nie jest żadna nowość ani żaden trend, bo komputery PC w skali mikro są produkowane i masowo wykorzystywane od wieeelu lat. Dlatego nie wiem po co to umieściłeś w tym dziale i to właśnie zasugerowałem.
Gdyby wątek miał tytuł "przegląd prasy technicznej", to bym się nie "czepiał" ;-)

jerzydom - 2012-02-17, 09:54

55-calowy Super OLED TV od Samsunga już na wiosnę

http://technowinki.onet.p...53,artykul.html

jerzydom - 2012-02-17, 13:26

Najszybszy na świecie procesor z Polski trafi na targi CeBIT 2012

Polak wciąż potrafi. Digital Core Design, polskie laboratoria projektowe układów scalonych i rdzeni (IP Core) opracowały najszybszy na świecie procesor z rodziny 80C51. Duże zainteresowanie projektem procesora z Bytomia przełożyło się na możliwość prezentacji DQ80251 w ramach Polskiego Stoiska Narodowego na targach CeBIT w Hanowerze.
Od 6 do 10 marca każdy zwiedzający będzie mógł przyjrzeć się rozwiązaniom wykorzystanym w polskim procesorze. Dodatkowo, w pierwszych dwóch dniach będzie możliwość porozmawiania z jego projektantami.
Jesteśmy zaszczyceni, że możemy zaprezentować nasz procesor na Cebicie – podkreśla Piotr Kandora, dyrektor działu badań i rozwoju w Digital Core Design – z jeszcze większą radością odpowiemy na pytania dotyczące architektury, którą zaimplementowaliśmy w DQ80251.
Dzięki autorskim rozwiązaniom programistów z Bytomia, polskie rozwiązanie jest ponad 56 krotnie szybsze od standardu opracowanego przez firmę Intel oraz co najmniej 70% bardziej wydajne od najlepszych konkurencyjnych rozwiązań.
Polskie dzieło będzie można zobaczyć w trakcie targów CeBIT 2012, na stoisku B46, w hali nr 6.

http://pclab.pl/news48824.html

GrzegorzB - 2012-02-17, 13:54

Zaskoczenie, że ktoś się tym, jeszcze zajmuje. Rodzina 51 była oparta na wielu archaicznych już dzisiaj koncepcjach. Z drugiej strony popularna jak żadna inna i tak długo na rynku jak żadna inna. Może być duży sukces. Tylko czy świat programistów zaryzykuje cofnięcie się o 2 epoki, skoro nowe koncepcje się intensywnie rozwijają? Zobaczymy. Długo na odpowiedź raczej nie trzeba będzie czekać. Jeśli przez rok nic się nie wydarzy w tym kierunku, to już się nie wydarzy. Zły moment niestety.
Trochę mało informacji.

jerzydom - 2012-02-17, 14:23

http://www.pcformat.pl/Ne...procesor,n,8229
GrzegorzB - 2012-02-17, 17:32

Niektóre parametry są obiecujące. Jeśli chodzi o mikrokontrolery, to jednak jeszcze trochę przed nimi. Sama prędkość to mało i w większości zastosowań małych kontrolerów zdecydowanie drugorzędny parametr. Brakuje peryferiów. Skupili się też na archaicznych rozwiązaniach sprzed co najmniej 10 lat. Może chodzi o prawa patentowe?
Szkoda że nie można pobrać żadnej porządnej dokumentacji układów, żeby spokojnie przeanalizować szczegóły.

jerzydom - 2012-02-21, 13:28

Eluga - telefon z którym możesz iść na basen

Zalany, zamrożony i wysadzony w powietrze - jaki telefon to wytrzymał?

Podczas konwencji Panasonic przedstawił nowość na rynku UE, smartfon z systemem Android i ekranem OLED o przekątnej 4,3". Eluga w dwóch pierwszych krajach Wspólnoty pojawi się na wiosnę. W Polsce telefon będzie dostępny w drugiej połowie roku.

Telefon jest idealną propozycją dla osób poszukujących urządzenia odpornego na zabrudzenia, kurz i wodę, a jednocześnie oczekujących, że będzie w pełni funkcjonalnym smartfonem. Z tą komórką można zanurzyć się w wodzie do jednego metra lub zasypać ziemią bez obawy, ze coś dostanie się do delikatnej elektroniki we wnętrzu.

Kolejną cechą tego urządzenia będą dedykowane aplikacje, które pozwalają na zdalne sterowanie Smart Viera w telewizorach Panasonica oraz zdalne sterowanie niektórymi aparatami fotograficznymi i kamerami. Obraz z kamery lub aparatu może być przechwycony i wyświetlony na telewizorze.

http://technowinki.onet.p...,foto-male.html

jerzydom - 2012-02-21, 20:47

Notebook z AMD "Trinity" pozuje do zdjęć (zdjęcia pod linkiem). Uda się rozjechać "ultrabooki"?
Piotr Gontarczyk,


Cienko, wydajnie i tanio! Firma AMD zaprezentowała referencyjny komputer przenośny, wyposażony w procesor "Trinity". Konstrukcja pochodzi z fabryk Compala, a więc jednego z największych na świecie producentów notebooków. Ma to dawać do zrozumienia, że gdy Intel promuje swój sztuczny typ komputera przenośnego (ultrabooki), AMD spokojnie szykuje notebooki typu notebook, które także są lekkie i wyjątkowo cienkie.
Referencyjna maszynka zamknięta jest w obudowie o grubości 18 mm i oparta jest na procesorze AMD "Trinity", którego TDP wynosi 17 lub 25 W. Notebook ten wyposażony jest ponadto w wyjście DisplayPort, port sieciowy (Ethernet), kontroler sieci bezprzewodowych, wyjście HDMI oraz dwa porty USB 3.0.
Ktoś nie jest pod wrażeniem? No to niech weźmie pod uwagę to, że startowe ceny cienkich notebooków z procesorami AMD "Trinity" mają wynosić zaledwie połowę tego, co życzą sobie producenci "ultrabooków" z układami i błogosławieństwem Intela. Oznacza to, że notebooki, które mają być odpowiedzią na intelowski twór mają kosztować od zaledwie 500 do 600 dolarów.
Jeśli i to wciąż kogoś nie przekonuje (np. najwytrwalszych fanbojów konkurencji), to jest jeszcze jeden haczyk. Według AMD, najbardziej energooszczędne "Trinity" w 3DMarku Vantage uzyskują aż dwukrotnie lepszy wynik np. stosowany w "ultrabookach" Core i5-2537M. Modele 25-watowe - trzykrotnie. AMD ponadto przewiduje, że Trinity A6 (17-watowe) będą o połowę szybsze niż mające pojawić się niebawem procesory Intel "Ivy Bridge".
Wydajność CPU "Trinity" w aplikacjach wielowątkowych ma być zbliżona do tej, którą zaoferują "Ivy Bridge" Intela. W aplikacjach "mniej-wątkowych" Intel powinien spokojnie utrzymać przewagę.
Pierwsze notebooki z "Trinity" powinny pojawić się już w drugim kwartale bieżącego roku.
http://pclab.pl/news48840.html

jerzydom - 2012-02-22, 07:41

Samsung pokazał swoje telewizory na 2012 rok

Samsung Electronics, podczas spotkania Samsung European Forum w Pradze, zaprezentował portfolio swoich produktów na 2012 rok. Już w kwietniu do sprzedaży w Polsce zostaną wprowadzone nowe telewizory Samsung Smart TV: LED serii ES8000 i ES7000 oraz plazma E8000.
Wysoka jakość obrazu i dźwięku, wprowadzenie sterowania głosem oraz gestem, a także niezwykły design - to cechy nowych telewizorów firmy Samsung, które zaprezentowano na Samsung European Forum 2012 w Pradze
Nowe funkcje i możliwości telewizorów Samsung
Inteligentna interakcja (Smart Interaction) - korzystanie z nowej technologii Smart Interaction ułatwia obsługę telewizora. Urządzenie rozpoznaje gesty, polecenia głosowe, a nawet twarz użytkownika. Mówiąc do telewizora, możemy go włączyć bądź wyłączyć, regulować poziom głośności i aktywować wybrane aplikacje. Głosem można też aktywować wyszukiwarkę internetową i wprowadzić hasła do wyszukiwania. Technologia będzie dostępna także w języku polskim.
Inteligentna treść (Smart Content) - udostępnianie zdjęć, notatek i innych informacji w internetowej chmurze. Możliwość wybierania i oglądania większej liczby filmów, seriali, treści dostępnych na żądanie, programów muzycznych, sportowych czy edukacyjnych dzięki Samsung Media Hub oraz Samsung Apps.
Inteligentna ewolucja (Smart Evolution) - wybrane serie telewizorów firmy Samsung wprowadzane do sprzedaży w tym roku, będą miały możliwość od 2013 roku aktualizacji poprzez prostą instalację zestawu modernizacyjnego - Samsung Evolution Kit. Zestawy te zapewnią wzbogaconą konfigurację sprzętową i funkcjonalną dzięki zastrzeżonej technologii system-on-chip (system w układzie scalonym). Aktualizacja taka będzie możliwa co roku przez 5 kolejnych lat od daty pierwszego pojawienia się produktu w sprzedaży.
Telewizory Samsung Smart TV stają się coraz inteligentniejsze - serie LED ES8000, LED ES7000 i plazma E8000 oferują więcej możliwości dzięki nowym usługom:
Album "Family Story" umożliwia zarządzanie kolekcjami cyfrowych fotografii i wyświetlanie ich na dużym ekranie. Zdjęcia mogą być pobierane bezpośrednio z telefonów czy aparatów cyfrowych. Możliwe jest także przesyłanie komunikatów lub prowadzenie rodzinnego kalendarza z wykorzystaniem smartfonów, tabletów lub komputera.
Sekcja "Kids" to bogactwo gier edukacyjnych i innej rozrywki dla dzieci. Poprzez zmianę telewizora w nadzorowane przez rodziców interaktywne centrum nauki, Samsung chce pomóc zagospodarować czas, który dzieci spędzają przed ekranem.
Aplikacja Fitness pozwala użytkownikom telewizorów Samsung Smart TV monitorować postępy w zakresie kondycji fizycznej. Umożliwia także bezprzewodowe podłączenie wagi Wi-Fi Body Scale w celu rejestracji pomiarów, a także wykorzystanie wbudowanej w telewizor kamery do stworzenia "wirtualnego lustra", które pozwoli korygować pozycję przy wykonywanych ćwiczeniach.
Ponadto nowa usługa AllShare Play umożliwia przesyłanie i udostępnianie treści multimedialnych za pomocą kompatybilnych urządzeń, takich jak smartfony, tablety, aparaty i komputery - w domu i poza domem. Dzięki nowemu dwurdzeniowemu procesorowi będziemy mogli jednocześnie uruchamiać wiele aplikacji w Smart Hub i przeglądać strony internetowe na kilku kartach.
Tegoroczna linia inteligentnych telewizorów LED i plazmowych będzie również obsługiwać wybrane klawiatury i myszy bezprzewodowe.
Inteligentne telewizory Samsung Smart TV
Nowe telewizory LED ES8000 i ES7000 oraz telewizor plazmowy E8000 oferują wysoką jakość obrazu i nowy standard wzornictwa. Seria Samsung ES8000 Smart LED TV ma zagwarantować czysty dwuwymiarowy i trójwymiarowy obraz, a technologia Micro Dimming w modelu ES7000 oraz Micro Dimming Ultimate w modelu ES8000 zapewniają bogatsze kolory i wyższy współczynnik kontrastu. Technologia ta eliminuje także efekt aureoli i zniekształcenie obrazu związane z rozproszonym światłem.
Obie serie telewizorów idą o krok dalej w kierunku minimalistycznego, luksusowego wzornictwa. Linia telewizorów LED ES8000 i ES7000 ma cienką, 5-milimetrową ramkę wokół ekranu. Z kolei model E8000 to połączenie czarnej, tytanowej ramki z ulepszonymi technologiami wyświetlania. Model E8000 oferuje też płaski, 38-milimetrowy profil oraz ekran "Plasma +1".
Samsung Super OLED TV - doskonała jakość obrazu
Telewizor Samsung Super OLED TV to najnowsze osiągnięcie koreańskiego producenta. Telewizor zapewnia wierne odwzorowanie kolorów wyższe o 30-40 proc. niż telewizory produkowane w technologii LED. 55-calowy ekran telewizora będzie produkowany z jednej tafli szkła przy wykorzystaniu technologii Super OLED, która gwarantuje najwyższą jakość obrazu oraz doskonały kontrast. Jej wykorzystanie eliminuje potrzebę stosowania filtra kolorów, ponieważ poszczególne piksele OLED składają się z subpikseli RGB, z których każdy emituje własne światło.
Telewizor Super OLED firmy Samsung osiąga krótszy czas reakcji, niż tradycyjne telewizory LED, praktycznie eliminując rozmycie spowodowane ruchem, przez co nawet najszybsze sceny akcji pozostają ostre i klarowne. Co więcej, jest on też znacznie lżejszy i cieńszy od telewizorów LED, które wymagają dodatkowego modułu podświetlenia.
Telewizor Samsung Super OLED TV został wyposażony w nowy dwurdzeniowy procesor pozwalający na jednoczesne uruchamianie wielu aplikacji bez zakłócania działania innych funkcji, a także na bardziej płynne przeglądanie stron internetowych. Zainstalowano w nim najnowszą wersję Smart Hub, czyli opracowanego przez firmę Samsung rozwiązania umożliwiającego przeglądanie treści z różnych źródeł na jednym ekranie. Interfejs został unowocześniony pod kątem ułatwienia nawigacji i skrócenia czasu reakcji.
http://tech.wp.pl/kat,130...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-02-22, 15:12
Temat postu: Stabilny tranzystor na bazie pojedynczego atomu!
Powstał pierwszy, stabilny tranzystor na bazie pojedynczego atomu!

Wygląda na to, że szykuje nam się niemała rewolucja w dziedzinie produkcji układów scalonych. Naukowcy z całego świata są podekscytowani i mówią wprost o wielkim przełomie. Udało się stworzyć stabilnie działający tranzystor na bazie pojedynczego atomu fosforu. Obecnie, w oparciu o aktualną wiedzę naukową, sądzi się, że mniejszego stworzyć się nie da. Najnowsze dzieło nauki ma ponoć podważać prawa Moore'a i dać początek rewolucji, która wprowadzi nas w erę informatyki kwantowej.
Prace nad nowym tranzystorem trwały od wielu lat. Pierwszy przełom, w 2009 roku ogłosili naukowcy z helsińskiego Uniwersytetu Technologii, Uniwersytetu New South Wales oraz Uniwersytetu Melbourne. Teraz twórcy tego dzieła ogłosili, że tranzystor zbudowany w oparciu o atom fosforu jest w pełni stabilny i działa jak należy.
Aktywnym elementem tranzystora jest pojedynczy atom fosforu umieszczony na krzemowej płytce, pomiędzy elektrodami oraz elementem sterującym, wykonanymi także w skali atomowej. Dotychczasowe próby stworzenia takiego projektu kończyły się niepowodzeniem. Najczęściej problemem było niewłaściwe rozmieszczenie atomów - czasem z pomyłką sięgającą 10 nanometrów.
Dokonanie naukowców otwiera drogę produkcji komputerów kwantowych. Niestety, jak wiadomo, wszystko wymaga czasu. Naukowcy mówią wprost, że jedno-atomowy tranzystor wymaga bardzo niskiej temperatury - wynoszącej co najmniej 196 stopni Celsjusza poniżej zera. Cieplej być nie może. Tylko przy bardzo niskiej temperaturze jest obecnie możliwe utrzymanie elektronów odpowiednio blisko siebie. Twórcy projektu mówią, że teraz trzeba pracować dalej, aby dojść do punktu, w którym taki tranzystor będzie mógł działać w temperaturze pokojowej.
http://pclab.pl/news48869.html

jerzydom - 2012-02-24, 10:18

Panasonic w natarciu na klienta

Wiemy, czym Panasonic zamierza podbić serca klientów w tym roku. Oprócz telewizorów, odtwarzaczy i aparatów pojawią się produkty bardzo nowatorskie.

Pierwsze żarówki z LED-owym elementem świecącym można nabyć w marketach, Panasonic skutecznie przekonuje, że warto poszukać tych, które będą miały logo japońskiego producenta.Zaprezentowane podczas konwentu żarówki są bardzo ekonomiczne i bardzo ekologiczne. Standardowe szklane kule będą oferowały światło, którym będzie można cieszyć się przez 40 tys. godzin lub dłużej. Pobierając około 11 watów, światło emitowane przez LED-y będzie odpowiadało emisji żarówki 50-watowej. Dodatkowo kształt pozostaje klasyczny, w szklanej żarówce będzie zawieszony element świecący.

Kolejną niespodzianką w ofercie producenta, znanego przede wszystkim z najbardziej zaawansowanych technologicznie telewizorów plazmowych są telefony, dokładniej smartfony. Panasonic wycofał ze sprzedaży telefony komórkowe w Europie ponad sześć lat temu. Niespodzianka, trzeba przyznać, że wzbudziła ogromną sensację. Smartfon jest nie tylko bardzo elegancki, ma jasny, kontrastowy wyświetlacz dotykowy i pomimo rozmiarów ekranu nie jest ciężki, dodatkowo jest odporny na częste zagrożenia, które mogą uszkodzić zwykły smartfon: woda (telefon Panasonica odporny jest na zanurzenie do głębokości 1 metra!) oraz kurz.
Kolejne nowe pozycje w portfolio producenta w 2012 r. nie budzą już takich emocji, są rozwinięciem linii urządzeń doskonale znanych z dotychczasowej oferty. Pojawią się nowe odtwarzacze BR, z algorytmami podnoszącymi zauważalnie jakość odtwarzanego obrazu, oczywiście w połączeniu z telewizorami Panasonica, które będą miały znacznie cieńsze ramki, intuicyjne menu i możliwość podłączenia wielu peryferiów. Nowe linie telewizorów będą oferowały również dostęp do SmartViera - czyli multimedialnych treści z internetu. Tylko najniższe modele telewizorów nie pozwolą na swobodne korzystanie z przeglądarki internetowej, pozostałe po połączeniu z internetem zaoferują gry i dostęp do ulubionych stron internetowych. Aby uprościć dostęp Panasonic oprócz klasycznych pilotów zaoferuje również dotykowe, z rozszerzoną klawiaturą a nawet bezprzewodowe klawiatury - konsole.

Kolejną grupą produktów, słabiej znaną na rynku w Polsce, są sprzęty AGD. Firma zamierza zaoferować konsumentom nowatorskie rozwiązania kuchenne w chłodziarkach, które w komorze przeznaczonej na warzywa i owoce będą emitowały światło wspomagające dojrzewanie, automaty do pieczenia chleba, inteligentne kuchenki mikrofalowe i ekonomiczne pralki
Jednak najważniejsze kontynuacje znanych linii produktów to, moim zdaniem, aparaty fotograficzne oraz kamery. Wraz z hybrydami Panasonic zaoferuje obiektywy, które po porównaniu do konkurencyjnych są mniejsze i lżejsze o 50 -60 proc. i oferują takie same lub lepsze obrazowanie.
Oprócz nowych Lumixów G w ofercie pojawia się rozwinięcie aparatów FT(4 oraz 20), którymi można nagrywać filmy i robić zdjęcia pod wodą, nawet na głębokości 10 - 12 metrów. Kolejne modele TZ(30), dla globtroterów z wbudowanym GPS i bardzo jasnym uniwersalnym obiektywem. Również w niższych liniach aparatów pojawi się bardzo wiele nowości, na które warto będzie zwrócić uwagę.

Z niecierpliwością czekamy na możliwość zrecenzowania Wam najlepszych produktów przygotowanych na ten rok.
http://technowinki.onet.p...84,artykul.html

jerzydom - 2012-02-24, 11:48

Rosja wyprodukowała nową kosmiczną broń

Rosja wyposaży swoje wojska w kosmiczny system do zwalczania meteorytów. Jego budową zajmie się Państwowe Centrum Rakietowe im. Makiejewa - czytamy na stronie internetowej dziennika "Wiedomosti"

Dyrektor zakładu Władimir Diegtjar podkreślił, że zostaną wyprodukowane dwa statki kosmiczne: "Kaissa" i "Kapkan".

"Kaissa" z sondą, zdolną przenikać w głąb asteroidy, ma działać jako "zwiadowca" i jako pierwszy zbliżyć się do "agresora" (tj. asteroidy), aby zbadać jego rozmiary, skład chemiczny i trajektorię lotu. Konstrukcja statku pozwala na prowadzenie efektywnych badań i obserwacji zbliżających się asteroid w odległości miliona kilometrów od Ziemi.

Jak tylko "Kaissa" dostarczy wyczerpującą informację o zbliżającym się obiekcie, na spotkanie asteroidy, zagrażającej Ziemi, zostanie wysłany statek "Kapkan", który może zabrać kilka głowic nuklearnych.

Jak podkreślił Diegtjar, Rosja ma już gotowe projekty i przygotowuje się do budowy prototypów.

Nie ujawniono, kiedy nowa broń zostanie wprowadzona na wyposażenie rosyjskich wojsk kosmicznych
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-02-24, 11:53

Japończycy stworzą kosmiczną windę

W książkach z gatunku fantastyki naukowej, często spotkać można tzw. kosmiczne windy, tanio i szybko wynoszące ładunki na orbitę. Japończycy planują zbudowanie podobnego urządzenia.

Jakiś czas temu amerykańska agencja kosmiczna NASA zorganizowała konkurs, w ramach którego oferuje 900,000 dolarów każdemu, kto skonstruuje zasilany laserem transporter, zdolny do wspięcia się po długim na kilometr kablu.

Japońska firma Obayashi Corporation uważa, że NASA za bardzo się ślimaczy z nowym projektem, więc uznała, że ją wyprzedzi i zabrała się za projektowanie własnej kosmicznej windy, która powinna działać już w 2050 roku.
Oczywiście na obecnym etapie jest jeszcze zbyt wcześnie by mówić o szczegółach, jednakże Obayashi Corporation chciałoby zbudować na ziemi port kosmiczny, zaś ponad 35 kilometrów wyżej, stację kosmiczną znajdującą się na orbicie. Oba obiekty byłyby połączone kablem o łącznej długości 96,000 kilometrów.

Aby dostarczyć towary z Ziemi na stację przeładunkową, po linie kursowałby specjalny wagonik, który mógłby zabrać na pokład 30 osób i rozpędzić się do prędkości 200 km/h.

Firma długo zastanawiała się jakiego materiału użyć, aby kabel był odpowiednio wytrzymały. Zrezygnowała z genetycznie modyfikowanej pajęczej sieci uznając, że lepszym rozwiązaniem byłyby węglowe nanorurki.

Projekt jest bardzo ambitny i nie wiadomo, czy 35 lat wystarczy na jego realizację. Choć z drugiej strony za tyle czasu może odkryjemy wreszcie teleportację i kosmiczna winda przestanie być potrzebna.
http://technowinki.onet.p...28,artykul.html

jerzydom - 2012-02-28, 13:04
Temat postu: Globalny wyścig smartfonów
Ruszył World Mobile Congress w Barcelonie, na którym 1,4 tys. wystawców pokazuje nowości ze świata komórek. Najnowsze modele smartfonów pokazały już HTC i Sony, chcą nimi walczyć z Samsungiem i Apple’em. Klienci mogą skorzystać – zapowiada się wojna cenowa pomiędzy producentami sprzętu

Producenci aplikacji, dostawcy infrastruktury telekomunikacyjnej, telekomy, producenci telefonów i smartfonów spotkali się na World Mobile Congress, czyli 26. targach przemysłu telefonii komórkowej, odbywających się w stolicy hiszpańskiej Katalonii – Barcelonie. WMC potrwają od poniedziałku do czwartku. Organizatorzy liczą, że w ciągu tych kilku dni imprezę odwiedzi ponad 60 tys. gości.

WMC to miejsce, w którym niemal każda firma z branży próbuje co roku pochwalić się czymś nowym. Najlepszy sposób, aby zostać zauważonym, to konferencje jeszcze w przeddzień startu właściwych targów. Na taki chwyt zdecydowały się w tym roku chińskie Huawei, HTC oraz japoński Sony: firmy pokazały nowe modele smartfonów, którymi chcą walczyć o większą część rynku z Nokią, Samsungiem i Apple'em. Huawei zapowiedział, że zamierza trzykrotnie zwiększyć sprzedaż smartfonów i wprowadził nowy model Ascend D – o 15–20 proc. tańszy niż porównywalne urządzenia.

Inwazja literek

W niedzielę HTC zaprezentował trzy nowe smartfony z rodziny One: S, X i V. Pierwszy i drugi są przygotowane do obsługi płatności mobilnych, S – do działania w technologii LTE. Jak mówił potem dyrektor wykonawczy HTC na Europę Środkowo-Wschodnią Paweł Mucha-Orliński, w Polsce powinny się one pojawić w kwietniu 2012 r. – W ubiegłym roku nasz udział w sprzedaży smartfonów w Polsce szacujemy na 13–14 proc. W tym chcielibyśmy go zwiększyć do 17–18 proc., a jeśli się uda, to do 20 proc. – stwierdził.

To oznacza, że producent musiałby sprzedać około 1 mln urządzeń spośród ponad 5 mln, które zdaniem cytowanej przez Muchę-Orlińskiego firmy analitycznej Canalys, w 2012 r. kupią abonenci operatorów komórkowych i sieci handlowe w Polsce.

5 mln to połowa wszystkich telefonów komórkowych sprzedawanych średnio co roku w naszym kraju. To nie oznacza, iż w tym roku w Polsce przybędzie właśnie tylu użytkowników smartfonów. – Konsumenci, którzy kupowali aparaty dwa lata temu (gdy sprzedało się około 2 mln tego typu urządzeń – red.) teraz będą je wymieniać – wyjaśnia menedżer HTC.

W Barcelonie nowe modele smartfonów, już po rozstaniu z Ericssonem, pokazało też Sony. To urządzenia z rodziny Xperia, w których producent stawia na jakość dźwięku i obrazu. Podobnie jak w przypadku HTC noszą oznaczenia jednoliterowe: U, P i S. Ten ostatni, działający w technologii HD, ma na targach w Barcelonie swoje stanowisko sprzedażowe. Dwa pozostałe mają być dostępne dla odbiorców w II kw. 2012 r.

W poniedziałek Nokia pokazała swoje produkty adresowane do nieco mniej zamożnych konsumentów. Główna nowość w portfelu Nokii to Lumia 610 za 189 euro (ok. 750 zł), czyli tańszy model smartfona.

Konieczne inwestycje

Smartfony nie schodziły w poniedziałek z ust bossów największych telekomów na świecie, choć w nieco innym kontekście: powiększającego się ruchu w sieciach mobilnych i konieczności realizacji dodatkowych inwestycji. Vittorio Colao, prezes grupy Vodafone, oraz Ralph de la Vega, szef AT&T Mobile powtarzali jeden po drugim, że choć smartfony to około 12 proc. wszystkich aparatów komórkowych na świecie, to odpowiadają za 80 proc. transmisji w ich sieciach. Colao podkreślał, że udział „sprytnych telefonów" w rynku ciągle rośnie.

– Według naszych danych ze stycznia, 25 proc. Europejczyków ma smartfona, w naszym przypadku ich sprzedaż wzrosła o 200 proc. – mówił prezes Vodafone'a. Z panelu, w którym uczestniczyli m.in. Colao i de la Vega, biło znane także polskim telekomom przekonanie, że sieci komórkowe potrzebują nowych zasobów pasma radiowego, inwestycji – najlepiej wspólnych, aby podzielić koszty – w przepustowość oraz nowych źródeł przychodów.

– Próbujemy przekonać operatorów do wspólnych inwestycji, ale nie jest to proste. Myślę o kooperacji przy budowie infrastruktury oraz tworzeniu aplikacji – jak ta, którą nawiązaliśmy z Telefónicą – mówił szef Vodafone. Te dwie grupy: brytyjska i hiszpańska to potencjalni partnerzy Polkomtelu, operatora sieci Plus.
Tańsza alternatywa dla systemu Android

W Barcelonie został ogłoszony od dawna zapowiadany sojusz, którego celem jest stworzenie konkurencji dla najpopularniejszego na świecie systemu operacyjnego Android. Autorem pomysłu jest fundacja Mozilla, znana z przeglądarki internetowej Firefox. Oznacza to tyle, że nowa platforma położy nacisk na funkcję przeglądania stron WWW w komórce. Do konsorcjum przystąpił też największy na świecie producent procesorów mobilnych Qualcomm oraz hiszpański operator Telefonica. Wspólnie chcą stworzyć prosty, darmowy system operacyjny dla smartfonów, dla których wymagania sprzętowe będą o wiele niższe niż dla obecnych dziś na rynku modeli.

Dzięki temu powstanie segment tanich komórek o możliwościach dorównującym smartfonom, ale sprzedawanych w o wiele niższej cenie. Będzie to możliwe również dzięki redukcji kosztów tworzenia oprogramowania, w którym wykorzystane zostaną popularne technologie tworzenia stron WWW (HTML5) oraz elementy systemu Linux. Nowa platforma, nosząca nazwę Boot2Gecko (B2G), uderzy w segment najtańszych modeli smartfonów z systemem Android.

– To sposób na wprowadzenie tych urządzeń na rynek masowy w krajach rozwijających się – twierdzi Carlos Domingo, dyrektor rozwoju produktu i innowacji w firmie Telefonica. Przedstawiciel operatora ma na myśli kraje takie jak Brazylia, Chiny, Indie czy Polska, w których wciąż największy segment sprzedaży stanowią tradycyjne telefony komórkowe.

Nowy system operacyjny Mozilli będzie miał ułatwiony start dzięki temu, że istnieje już bogata biblioteka współpracujących z nim aplikacji stworzonych w języku HTML5. A to właśnie takie aplikacje – pobierane na życzenie użytkownika programy zamieniające telefon komórkowy np. w słownik polsko-angielski lub nawigację samochodową – decydują o powodzeniu danego systemu operacyjnego dla smartfonów.

Android i iOS (system Apple'a) oferują po około pół miliona takich programów. W Marketplace, sklepie internetowym Microsoftu, jest ponad 60 tys. aplikacji.

Według firmy analitycznej IDC wartość rynku aplikacji mobilnych w 2012 roku ma przekroczyć 14 mld dol.

—astan

http://www.ekonomia24.pl/...tfonow.html?p=2

jerzydom - 2012-02-29, 11:59

Pierwszy udany wystrzał elektromagnetycznego działa morskiego [WIDEO]
http://wiadomosci.gazeta....ego_dziala.html

jerzydom - 2012-03-01, 17:35

Celluon Magic Cube – laserowa klawiatura
Laserem po łapach

http://pclab.pl/art48949.html

jerzydom - 2012-03-01, 17:39

Gigantyczny sukces Raspberry Pi

Eksperyment Raspberry Pi, czyli próba stworzenia w pełni funkcjonalnego komputera za 35 dolarów zakończyła się powodzeniem. Rozeszły się na pniu.

Zamówienia z chińskiej i brytyjskiej fabryki jeszcze nie dotarły do twórców komputera, ale już zostały wszystkie wyprzedane. Raspberry Pi już jest nie do kupienia. Partia dziesięciu tysięcy urządzeń jest już wyprzedana, mimo nałożonego limitu sprzedażowego jeden komputer na jednego klienta. Kolejne są w budowie, ale na nie trzeba będzie jeszcze nieco poczekać.
Opracowywana jest jeszcze tańsza wersja Raspberry Pi. Kosztować ma 25 dolarów, a mimo to zwiększono ilość pamięci RAM do 256 MB.
http://www.chip.pl/news/w...es-raspberry-pi

GrzegorzB - 2012-03-03, 11:27

Thomas Beatie, którego ciążowe zdjęcie tak bardzo zbulwersowało opinię publiczną, ma już troje dzieci. A w jego ślady idą inni.
http://dziecko.onet.pl/74...1,artykulk.html

jerzydom - 2012-03-11, 07:46

CERN: udało się zbadać antymaterię
MS / bbc.co.uk

Teorie o istnieniu antymaterii istniały już dawno. Teraz, jak donosi BBC, naukowcom udało się zbadać laboratoryjnie pierwszą w historii próbkę tej tajemniczej substancji.
Pojęcie antymateria powstało pod koniec XIX w., w 1928 roku brytyjski fizyk Paul Dirac stworzył teorię, według której materia i antymateria posiadają identyczne właściwości i przeciwne ładunki.
Według informacji opublikowanych w czasopiśmie naukowym "Nature" naukowcom udało się nie tylko pochwycić cząstki antymaterii, ale utrzymać je na tyle długo, by możliwe stały się badania ich struktury.
Wiadomym jest, że każda cząsteczka we wszechświecie posiada swoją symetryczną antycząstkę. Dla elektronów i protonów będą to pozytrony i antyprotony, które razem tworzą antyatomy.
Najważniejszym problemem przy prowadzeniu badań tego zjawiska była niestabilność antymaterii. Każde zetknięcie się jej ze zwykłą materią doprowadza do tzw. anihilacji.
- Próba odpowiedzi na pytanie »Czy właściwości materii i antymaterii są identyczne?« zajęła nam prawie 20 lat. Teraz możemy jej szukać drogą eksperymentalną - poinformował Jeffrey Hangst, członek grupy fizyków, pracującej w szwajcarskim CERN-ie.

Tu właśnie kryje się jedna z największych zagadek związanych z powstaniem świata. Jeśli podczas wielkiego wybuchu powstało tak samo wiele materii i antymaterii, to dlaczego wszystko nie znikło w rezultacie anihilacji?
Międzynarodowa grupa fizyków wypracowała sposób na pozyskanie i przechowywanie atomu antywodoru.
W 2011 roku udało się im uniknąć anihilacji pozyskanej antymaterii przez całych 1000 sekund.
Według słów naukowców było to możliwe dzięki zjawisku magnetycznego momentu dipolowego atomów. Analogicznie jak podczas rezonansu magnetycznego używanego w tomografach, podczas którego atomy w ciele człowieka pod wpływem pola magnetycznego mogą zmieniać swoje parametry uczonym udało się zmienić moment magnetyczny antyatomów dzięki.
- Nie wiem, jak na to odkrycie zareagują ludzie, ale dla nas ten eksperyment stał się największym osiągnięciem naszego życia - cieszy się Jeffrey Hangst.

(tsz)
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-03-12, 18:54

http://pclab.pl/art41752.html#skip
jerzydom - 2012-03-14, 20:52

Chińczycy budują najszybszy komputer świata

Chińczycy budują superkomputer "Tianhe 2", który będzie miał 10 razy większą moc obliczeniową od dotychczasowego lidera, japońskiego komputera "Kei", oddanego do użytku w zeszłym roku.

Projekt "Tianhe 2" jest realizowany na dwóch uniwersytetach na południu Chin. Jego koszt szacowany jest na około 2,4 mld juanów (1,2 mld PLN) - poinformowała gazeta "Nanfang Ribao".
Poprzedni najszybszy komputer świata "Tianhe 1A" zbudowany był w listopadzie 2010 roku na Uniwersytecie Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w Changsha w prowincji Henan. Tym razem do prac nad nowym komputerem przyłączyli się również naukowcy z Uniwersytetu Sun Yat-sena w Kantonie w prowincji Guanzhou.

Oba zespoły obiecały do 2015 roku skonstruować "Tianhe 2", którego moc obliczeniowa ma osiągnąć 100 trylionów operacji na sekundę. Tym samym Chińczycy odzyskają ponownie palmę pierwszeństwa w wyścigu konstruktorów komputerów.

Projekt wszedł już w fazę realizacji w ramach XII planu pięcioletniego (2011-2015). W listopadzie 2011 władze Uniwersytetu Sun Yat-sena i przedstawiciele lokalnej administracji prowincji Guanzhou podpisali porozumienie w sprawie finansowania prac badawczych.

Wyścig w dziedzinie budowy superkomputerów rozpoczął się w latach 60. XX wieku. Na początku prym wiodły firmy amerykańskie. Symbolem niedoścignionego wzorca były kolejne wersje komputera "Cray". Tylko raz w 1984 w wyścigu tym zwyciężyli Rosjanie, konstruując supermaszynę o symbolu "M13". W latach 90. do wyścigu włączyli się Japończycy. Takie firmy jak Hitachi, Fujitsu i NEC przez kilka lat były liderami w tej dziedzinie. W pierwszych latach XXI wieku Amerykanie ponownie odzyskali prymat za sprawą superkomputerów budowanych przez IBM. W 2010 po raz pierwszy chiński komputer "Tianhe 1A" został ogłoszony najszybszą maszyną świata.

Superkomputery znajdują zastosowanie w najróżniejszych dziedzinach, m.in. w obronności, finansach, modelowaniu huraganów i tsunami, w badaniach nad rakiem, projektowaniu samochodów, w astronomii i w ogóle wszędzie tam, gdzie potrzebna jest ogromna moc obliczeniowa.

PAP - Nauka w Polsce

jwn/ az/ ro/bsz
http://www.naukawpolsce.p...Sum=-1572403121

jerzydom - 2012-03-18, 08:11

Pierwsze urządzenia zasilane na odległość już w tym roku

W 2007 roku grupa naukowców ze słynnego Massachusetts Institute of Technology (MIT) zademonstrowała swój koncept o nazwie "WiTricity". Nazwa pochodziła od słów "wireless electricity" - czyli bezprzewodowej elektryczności. W pracach brali udział między innymi naukowcy z Departamentu Inżynierii Elektrycznej i Nauk Komputerowych, Departamentu Fizyki oraz Instytutu Nanotechnologii Wojskowych. W kolejnych latach projekt zyskał oficjalne ramy - przekształcono go w firmę, która proponuje producentom różnych urządzeń wprowadzenie jej technologii do ich produktów.
Niedawno ogłoszono, że pierwsze takie produkty pojawią się jeszcze w tym roku. WiTricity Corp. pokazało matę ładującą dla smartfonów, a Audi ogłosiło rozpoczęcie prac nad systemem, który wprowadzi technologię do garaży, dzięki czemu samochody elektryczne będą ładowały się zawsze, kiedy je tam zaparkujemy.
Taki krok naprzód był możliwy głównie dzięki podpisaniu umowy o współpracy z tajwańską firmą MediaTek, która zajmie się produkcją odpowiedniego hardware'u dla telefonów, tabletów, kontrolerów gier i innych urządzeń.
O technologii, którą proponuje WiTricity, Jason W. Fleischer, profesor w katedrze inżynierii elektrycznej uniwersytetu w Princeton, mówi, że "jest to lepsza forma indukcji". Rzeczywiście, model zastosowany w szczoteczkach elektrycznych to ubogi kuzyn tego wynalazku. WiTricity pozwala na podłączenie do źródła zasilania urządzenia oddalonego nawet ponad metr. Nie ma przy tym znaczenia, w jakiej pozycji znajduje się urządzenie i - co najważniejsze - wynalazcom udało się stworzyć technologię w 100 procentach bezpieczną dla człowieka. Profesor Fleischer twierdzi, że "cała magia tkwi w tuningu indukcji znanej dotychczas". Cewka magnetyczna, którą umieszcza się w gniazdku, jest zaprojektowana w ten sposób, że rezonuje z identyczną częstotliwością, jak cewka wbudowana w urządzenie. Tworzy się wówczas stałe pole magnetyczne, dzięki któremu rozpoczyna się ładowanie baterii.
Przy okazji kolejnych publikacji na temat WiTricity, pojawiają się głosy domorosłych fizyków, którzy negują możliwość istnienia technologii - nie przedstawiając argumentów, lecz wymieniając swoje stopnie naukowe, które mają świadczyć o ich racji. Niedowiarków odsyłamy do filmu, który został nakręcony podczas konferencji "Technology, Entertainment, Design" (TED) w 2009 roku. Kolejny zarzut, który z pewnością pojawi się w dyskusji, to ten o dużych stratach podczas przesyłu - naukowcy z MIT, którzy pracowali nad konceptem twierdzą, że udało im się uzyskać ponad 90 procentową wydajność.
Kibicujemy WiTricity, ponieważ technologia ta zmieni nasze życie na zawsze. Na poczekaniu przychodzą nam do głowy setki pomysłów dotyczących jej wykorzystania w życiu codziennym. Jeśli u was również otworzył się worek z pomysłami - podzielcie się nimi z nami w komentarzach!
jg/sw/sw
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

GrzegorzB - 2012-03-20, 11:07

"tylko 49 procent wszystkich odwiedzin na witrynach pochodzi od „prawdziwych” ludzi. Reszta ruchu, to automaty"

http://technowinki.onet.p...51,artykul.html

jerzydom - 2012-03-20, 14:19

Wielka Brytania: stworzono działo o zasięgu 177 kilometrów

MS / itar-tass.com
Specjaliści z brytyjskiego koncernu BAE Systems opracowali elektromagnetyczne działo o zasięgu 177 kilometrów - donosi agencja ITAR-TASS.

Nowa broń otrzymała nazwę kodową EM (skrót od Electromagnetic Railgun), jest ona przeznaczona do montowania na okrętach floty Jej Królewskiej Mości. Cechą wyróżniającą nowe działo jest brak ładunków wybuchowych wewnątrz pocisku. Nie są one potrzebne, gdyż posiadają one prędkość wylotową wynoszącą 2,5 kilometra na sekundę, czyli siedem razy większą od prędkości dźwięku. Dzięki temu posiada potworną siłę kinetyczną wystarczającą dla zniszczenia celu takiego, jak opancerzony okręt.

Jak informuje ITAR-TASS, przeprowadzone testy pokazały, że nowa broń jest w stanie nie tylko niszczyć instalacje naziemne i okręty, ale także zestrzeliwać rakiety balistyczne w locie.

Największą innowacyjnością nowego typu artylerii jest zastąpienie prochu w roli ładunku miotającego silnym polem elektromagnetycznym nadającym pociskowi prędkość.

(JS)
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-03-21, 08:31
Temat postu: Przełomowe baterie NEC-a
Przełomowe baterie NEC-a
Wynalazek NEC może być wykorzystany do stosowania w kartach kredytowych i elastycznych urządzeniach mobilnych. Ma być gotowy do produkcji już w przyszłym roku.

Kwadratowa, ultracienka bateria o przekątnej trzech centymetrów będzie miała pojemność 3 mAh. To wystarczy, by niewielki wyświetlacz mógł odświeżyć wyświetlana treść dwa tysiące razy przy zachowaniu charakterystyki doładowywania baterii litowo-jonowej.

Bateria ORB (organic radical battery), nad którą NEC pracował przez ostatnie pięć lat, jest nie tylko wyjątkowo cienka, ale również bardzo ekologiczna: jej produkcja odbywa się bez udziału toksycznych metali ciężkich. Zamiast nich stosowane są nieszkodliwe sole w polimerowym żelu. Bateria wykorzystuje strukturę molekularną z niesparowanym elektronem, który jest produktem ubocznym reakcji termicznych i petrochemicznych.
Jej możliwe zastosowanie to karty kredytowe a także, w obszerniejszej wersji, elastyczne, ultracienkie smartfony, jak te, które zapowiada Samsung.
http://technowinki.onet.p...25,artykul.html

GrzegorzB - 2012-03-22, 10:16

Graficy komputerowi poprawiają wszystko: skórę, włosy, nogi. W pośpiechu czasem usuną pępek lub dorobią drugi łokieć.
Te reklamy wprowadzają konsumentów w błąd. Nawet najpiękniejsza modelka nie wygląda jak postać na ilustracji, takiego efektu nie można uzyskać za pomocą kosmetyków – twierdzi Katarzyna Piekarska z SLD, która złożyła do Rady Reklamy skargę na reklamę serum odmładzającego Vichy (marka koncernu L'Oréal), zastrzeżenia ma też do reklamy fluidu L'Oréal.
http://wiadomosci.onet.pl...-wiadomosc.html

jerzydom - 2012-03-26, 08:39

James Cameron dotarł do dna Rowu Mariańskiego na głębokość 10 989 metrów

Po raz drugi w historii człowiek zdołał zanurzyć się w najgłębszym miejscu Ziemi. Reżyser "Titanica" i "Avatara", James Cameron, osiągnął Rów Mariański o 23:52 polskiego czasu płynąc w pojeździe "Deepsea Challenger". Wyprawa zakończyła się wynurzeniem o 4:05 czasu polskiego
Zanurzanie rozpoczęło się około godziny 5.15 nad ranem miejscowego czasu, a cel osiągnięto o 8:12 rano (23:52 czasu polskiego). Udało się utrzymać łączność, a pierwsze słowa jakie powiedział James Cameron na dnie brzmiały "All systems OK" ("wszystkie systemy ok").
Na Twitterze pojawił się wpis "Właśnie dotarłem do najgłębszego punktu oceanu. Sięgnięcie dna jeszcze nigdy nie było tak przyjemne. Nie mogę się doczekać, by podzielić się z wami tym, co widzę".
Wynurzenie nastąpiło o 4:05 czasu polskiego - wcześniej zapowiadano, że James Cameron pozostanie na dnie około 6 godzin, jednak najwyraźniej wynurzenie znacznie przyspieszono. Nie wiadomo, jaką część programu naukowego udało się zrealizować. Podano, że wynurzenie trwało tylko 70 minut.
Stronę wyprawy można zobaczyć pod tym adresem deepseachallenge.com
Ekstremalne warunki
Rów Mariański to najgłębsze miejsce na Ziemi - pomiary wskazują, że ma on głębokość 10 911 metrów. Panuje tam ciśnienie 1100 razy większe, niż na powierzchni. Ostatni i jedyny raz ludzie pojawili się tam 23 stycznia 1960 roku, kiedy oficer armii amerykańskiej Don Walsh i oceanograf Jacques Piccard zeszli na dno w batyskafie „Trieste”. Od tamtego czasu nie podjęto próby podjęcia załogowej wyprawy. Aż do dziś.
Zanurzenie się i powrót z głębokości, gdzie panują tak ekstremalne warunki jest przede wszystkim niezwykłym wyzwaniem inżynieryjnym. Po batyskafie „Trieste” nie zbudowano już załogowego statku, który mógłby wytrzymać takie ciśnienie jednocześnie zapewniając człowiekowi wewnątrz możliwe do zniesienia warunki.
James Cameron kilka ostatnich lat poświęcił na budowanie w Australii „Deepsea Challengera”, który opisał jako „pionową torpedę”. Waży on 11 ton i ma ponad 7 metrów długości. Wyposażony jest w rozbudowany system oświetlenia oraz kamer, którymi z wnętrza steruje James Cameron. Reżyser miał pozostać na dnie około 6 godzin, czas ten jednak został znacznie skrócony. Pojazd ma sterowane ramię, które służyło do pobrania próbek z dna oraz "odkurzacz" mogący zassać małe obiekty i zwierzęta - mają one zostać później zbadane na powierzchni.
Warunki, w jakich przebywa kierujący "Deepsea Challengerem" dalekie są od wygody - James Cameron pozostawał podczas całej wyprawy wciśnięty w wąską przestrzeń, w której musiał mieć stale podkurczone nogi, a wyprostowanie rąk było niemożliwe. Wszystko to służy ograniczeniu objętości kapsuły, w której musi zostać zachowane ciśnienie ponad 1100 razy mniejsze, niż w otoczeniu. Im większa objętość tym grubsze i wytrzymalsze muszą być ściany.
Film z samego dna
Podczas pobytu na dnie Cameron planował nakręcić materiał filmowy, z którego ma powstać film dokumentalny. To niezwykle cenne przedsięwzięcie, bo podczas wyprawy "Trieste" sprzed 52 lat nie udało się zrobić ani jednego zdjęcia w zanurzeniu - ogromny batyskaf opadając na dno podniósł taką chmurę osadu, że widoczność była bardzo ograniczona. Udało się jednak dostrzec na dnie kilka ryb.
Podczas wyprawy z 1960 roku zanurzeni trwało 4 godziny i 48 minut, na dnie udało się spędzić zaledwie 20 minut. Powrót na powierzchnię trwał 3 godziny i 15 minut.
O ile 52 lata temu chodziło przede wszystkim o osiągnięcie dna, o tyle tym razem wyprawa ma starannie zaplanowany program badawczy. Na kilka godzin przed zanurzeniem "Deepsea Challengera" na dno opuszczono niewielkie urządzenie, którego zadaniem było uwolnienie do wody substancji wabiącej ryby. Pierwszą rzeczą, którą James Cameron miał zrobić po osiągnięciu dna było odnalezienie tego "lądownika" i zbliżenie się do niego celem obserwacji i sfilmowania zwierząt, które mogły się tam pojawić.
Kolejnym etapem wyprawy miało być zwiedzenie jak największego obszaru dna i sfilmowanie różnych struktur geologicznych - w tym skalnych ścian otaczających najgłębszy punkt ziemskich oceanów.
Wcześniej dno Rowu Mariańskiego osiągnęło kilka pojazdów bezzałogowych, jednak dostarczone przez nie wyniki nie zadowoliły badaczy. Wynikało to między innymi z trudności w sterowaniu takimi maszynami - fale radiowe nie docierają na taką głębokość, a przeciągnięcie 11-kilometrowego kabla jest trudne i niebezpieczne. Tylko ręczne sterowanie przez człowieka daje szansę odpowiednio szybkiego reagowania na to, co dzieje się na dnie - choćby sfilmowanie przepływającego zwierzęcia, czy precyzyjne pobranie próbek.

Organizatorem wyprawy jest Towarzystwo National Geographic, a jej sponsorem firma Rolex.

Filmik i zdjęcia pod linkiem
http://technologie.gazeta..._glebokosc.html

jerzydom - 2012-03-27, 10:47

Toshiba 55ZL2: oto następca najlepszego telewizora

W ubiegłym roku testowaliśmy telewizor LCD LED Toshiba 55ZL1, który okazał się jednym z najlepszych telewizorów LED/LCD na rynku. Producent wprowadza właśnie na rynek jego następcę, a zarazem pierwszy telewizor umożliwiający oglądanie trójwymiarowych obrazów bez konieczności noszenia okularów. 55ZL2 o niezwykłej rozdzielczości 4K, ma stanowić odpowiedź na walczące ze sobą pasywne i aktywne 3D.

Wstęp

Do niedawna zwolennicy 3D mieli do wyboru telewizory wykorzystujące dwa rozwiązania: technikę aktywną (migawkową) oraz pasywną (polaryzacyjną). Oba rozwiązania techniczne mają swoje zalety i wady: polaryzacyjne 3D jest prostsze i tańsze, oferując stabilne efekty przestrzenne, ale obrazy trafiające do poszczególnych oczu mają dwa razy niższą rozdzielczość pionową. Z kolei telewizory z aktywnym 3D są wolne od tej wady, mają za to inne problemy jak droższe okulary, duży rozrzut jakości efektów 3D pomiędzy producentami oraz konieczność stosowania wydajniejszych procesorów obrazu, co podnosi koszt telewizora. Co w takim razie ma do zaoferowania Toshiba i czy nowy system bezokularowego 3D pogodzi obie frakcje 3D? Zapraszamy do lektury naszego testu.
http://technowinki.onet.p...13,artykul.html

GrzegorzB - 2012-03-27, 13:47

Tak samo jak żaden LCD nie sięgnie jakością obrazu dobrej plazmy , tak samo żaden bezokularowy system 3D nie sięgnie jakością dowolnego systemu okularowego z uwagi na nieusuwalne wady tej koncepcji. Ale dla ludzi mających alergię na okulary, faktycznie jest to jakieś wyjście :)
jerzydom - 2012-03-31, 20:33

Telewizor OLED firmy LG wyceniony. Trafi na rynek w maju

Jednym z ciekawszych urządzeń przedstawionych na tegorocznych targach CES był 55-calowy telewizor LG z matrycą OLED. Ostrością obrazu, odwzorowaniem kolorów, szerokimi kątami widzenia i szybkością matrycy przewyższa "o lata świetlne" wszystkie dostępne na rynku ekrany LCD. Za taką jakość trzeba jednak słono zapłacić.
Telewizor nazwany 55EM9600 wykorzystuje technologię WOLED, czyli czterokolorowe diody organiczne, z których stworzono matrycę o przekątnej 55 cali i rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli. Kontrast (statyczny!) to według producenta 100 tysięcy do jednego. Telewizor ma przy tym bardzo cienką ramkę i grubość tylko 4 mm, a waży jedynie 7,5 kilograma.
LG wyceniło swój najnowszy telewizor na 9 milionów koreańskich wonów, co równa się kwocie około 25 tysięcy złotych. To trochę mniej od rocznych dochodów przeciętnego Polaka... Może właśnie dlatego panelu nie będzie można najprawdopodobniej kupić w naszym kraju. Poprzedni, 31-calowy model dostępny był jedynie za zachodnią granicą, gdzie kosztował 8 tysięcy euro. Wszystko wskazuje na to, że najnowszy model zostanie wyceniony w Niemczech i innych krajach strefy euro na taką samą kwotę.
http://pclab.pl/news49345.html

GrzegorzB - 2012-03-31, 22:05

Na pewno będzie można bez problemu kupić, o ile produkcja osiągnie zadowalającą wydajność. Pierwsze plazmy 42 calowe kosztowały 70 tysięcy złotych i było to 10 lat temu z hakiem. I byli tacy, co kupowali.

Oled daje oszczędność energii i małą masę oraz docelowo niski koszt produkcji. Wszystkie pozostałe parametry to kwestia elektroniki sterującej ekranem i tak samo dobrze mogą być osiągnięte przy ekranie plazmowym. Choć dla LCD niektóre z nich są niedostępne, szczególnie dobre kolory i szeroki kąt widzenia.
Jeśli oled się sprawdzi (czas życia panelu), to w pierwszym rzędzie wyprze plazmy, jako drogie w produkcji. LCD zapewne mocno zjedzie z ceny i mimo wszystko przetrwa dłużej, bo koszt produkcji LCD jest bardzo niski w porównaniu z plazmą (co oczywiście nie ma odzwierciedlenia w cenach sklepowych, bo producenci robią naiwnych klientów w "bola" wciskając im lcd w cenie plazmy a nawet drożej).

jerzydom - 2012-04-08, 07:23

Drukarki 3D wchodzą na rynek. Rewolucja na światową skalę?

Już niedługo każdy będzie mógł kupić drukarkę 3D. Za ich pomocą będziemy mogli stworzyć dosłownie wszystko: buty, rękawiczki, zabawki, figurki itd. Jedynym ograniczeniem wydaje sie być wyobraźnia. Czy dojdzie do kolejnej rewolucyjnej zmiany w świecie komputerów?
To urządzenie zrewolucjonizuje świat? - Choć ta niezwykła technologia od dawna znana jest firmom i naukowcom, to dopiero teraz drukarki 3D będą mogły wejść do naszych domów. Za ich pomocą, przy stosunkowo niewielkich kosztach (ok. 1300 USD) będziemy mogli stworzyć dosłownie wszystko: buty, rękawiczki, zabawki, figurki itd. Jedynym ograniczeniem wydaje sie być wyobraźnia. Czy dojdzie do rewolucyjnej zmiany w świecie komputerów? (RC) - CNN
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

Filmik pod linkiem
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-04-09, 07:31

Samsung bije kolejne rekordy

Samsung Electronics opublikował rekordowe wyniki za ostatni kwartał. Koncern zarobił 5,15 mld dolarów dzięki sprzedaży smartfonów oraz „phableta” Galaxy Note, który ma pokazać, że Koreańczycy potrafią być równie innowacyjni, co konkurencyjny Apple.
Model Note – w połowie telefon, a w połowie tablet – o tradycyjnym wyglądzie i z ekranem tylko o połowę mniejszym od iPada, sprzedał się od czasu październikowego debiutu w liczbie 5 mln egzemplarzy. Sukces ten zaskoczył południowokoreańskiego giganta, który dotychczas miał bardziej opinię naśladowcy, niż lidera.

- Wyższa od oczekiwań sprzedaż Galaxy Note znalazła odbicie w wynikach – mówi Lee Ka-keun, analityk w Hana Daetoo Securities. – Sprzedaż Note będzie się dalej zwiększać w drugim kwartale, a zysk wzrośnie pomimo kosztów marketingowych związanych z Olimpiadą w Londynie.
Samsung, który w zeszłym roku osiągnął pozycję lidera na rynku smartfonów, kontroluje obecnie jedną piątą rynku, podczas gdy w 2009 r. było to zaledwie 3 proc. W bieżącym kwartale firma będzie szła łeb w łeb z Apple, ponieważ w podobnym czasie zadebiutują nowa wersja flagowego Galaxy S oraz kolejna generacja iPhone’a.

- To będzie normalna wojna – uważa Lee.

Model Note jest czymś pomiędzy małym tabletem i dużym smartfonem, a jego sukces dowodzi, że dojrzewający rynek urządzeń mobilnych jest cały czas otwarty na nowości, zachęcając producentów i klientów do eksperymentów z formą. Do zainteresowania modelem przyczyniła się również szeroko zakrojona akcja marketingowa i rozbudowana sieć dystrybucji Samsunga.

- Widzimy, że rynek stale się zmienia i cały czas istnieje przestrzeń dla różnorodności – uważa Shivesh Vishwanathan, architekt rozwiązań w Persistent Systems.

Note, którego wymyślił Lee Minhyouka, szef designu w Samsungu, jeszcze bardziej pogrąża nie radzących sobie na rynku gadżetów HTC, Nokię oraz Research in Motion, producenta Blackberry.

HTC ma opublikować swoje wyniki kwartalne wyniki jeszcze dzisiaj, ale prognozy mówią o 70-procentowym spadku zysku, głównie z powodu konkurencji Apple i Samsunga.

Zysk operacyjny Samsunga w okresie styczeń-marzec wyniósł 5,8 tryliona wonów, prawie dwa razy więcej niż w tym samym okresie zeszłego roku i powyżej średniej prognoz analityków ankietowanych przez Thomson Reuters I/B/E/S. Firmie udało się również pobić wynik z poprzedniego kwartału, kiedy to zysk osiągnął rekordowe wówczas 5,3 tryliona wonów. Przychody zamknęły się w kwocie 45 trylionów wonów.

Najcenniejsza firma technologiczna Azji, warta około 191 mld dolarów, ujawniła swoje szacunkowe wyniki w piątek. Szczegółowe dane będą znane 27 kwietnia.

WYSOKIE MARŻE

Choi Do-yeon, analityk w LIG Investment & Securities, uważa, że wzrost zysku powyżej oczekiwań w przy zgodnych z oczekiwaniami przychodach, wskazuje na wysoką rentowność telefonicznego biznesu.

- Szacuje się, że marże na telefonach sięgają 20 proc., a wartość zysków z tego segmentu sięga 4 trylionów wonów. To absolutnie niesamowity wynik, a w kolejnych kwartałach mogą się pojawić kolejne niespodzianki, ponieważ blask odzyskują inne biznesy firmy, m.in. produkcja chipów – twierdzi Do-yeon.

Apple w ostatnim kwartale roku zanotował rentowność operacyjną na poziomie ponad 37 proc.

Z przeprowadzonej przez Reuters ankiety wśród analityków wynika, że w pierwszym kwartale Samsung mógł sprzedać rekordowe 44 mln sztuk smartfonów – prawie jedną czwartą więcej niż w ostatnim kwartale zeszłego roku.

Choć na rynku smartfonów największym rywalem Samsunga jest Apple, to firma ta jest jednocześnie największym klientem Koreńczyków, kupując ogromne ilości najdroższych wyświetlaczy i mikrochipów, które następnie trafiają do iPhone’ów i iPadów. Obaj giganci są również pochłonięci wzajemną patentową wojną, w ramach której toczy się około trzydziestu postępowań sądowych w 10 krajach.

Od czasu lutowego bankructwa japońskiej Elpida Memory, poprawiają się perspektywy rynku kości pamięci, na którym Samsung również pozostaje liderem. Upadek japońskiej firmy sprawił, że klienci zaczęli korzystać z produktów konkurencji, m.in. Samsunga i SK Hynix.

Choi Sung-jae, analityk w SK Securities, szacuje że ceny kontraktowe cen pamięci mogą wzrosnąć o kolejne 10-15 proc. w drugim kwartale, ponieważ Apple, Dell, HP i inni za wszelką cenę starają się zabezpieczyć dostawy.

- Chociaż 60-70 proc. zysku Samsunga w pierwszym kwartale pochodziło z telefonów, to wraz z rosnącymi cenami pamięci, ten segment działalności może zyskiwać na znaczeniu w kolejnych okresach – uważa Kim Sung-in, analityk sektora chipów w Kiwoom Securities.

Podczas piątkowych notowań akcje Samsunga straciły 1 proc. wobec neutralnych nastrojów na szerokim rynku.

Jak dotąd w tym roku akcje Samsunga zdrożały już o jedną czwartą i osiągnęły w środę rekordową wartość 1,351 mln wonów (1,2 tys. dolarów). W tym samym okresie notowania Apple wzrosły o ponad połowę, co dało kalifornijskiej firmie kapitalizację na poziomie 582 mld dolarów – trzy razy większej niż Samsung.
http://gielda.onet.pl/sam...05,1,news-detal

jerzydom - 2012-04-10, 14:08

Diamentowy komputer kwantowy

Dzięki zastosowaniu diamentu kwantowy komputer może uniknąć zakłóceń - informuje "Nature".

Komputer został stworzony przez międzynarodowy zespół naukowców z University of Southern California, holenderskiej politechniki w Delft, Iowa State University oraz University of California w Santa Barbara. Ponieważ został zbudowany z diamentu, może uniknąć tak zwanej dekoherencji kwantowej. Dekoherencja ta może być rozumiana jako utrata informacji o układzie wskutek jego oddziaływania z otoczeniem.

Początkowo w komputerach kwantowych wykorzystywano gazy i ciecze, jednak dopiero zastosowanie ciał stałych może doprowadzić do znacznego zwiększenia możliwości tych urządzeń. Choć komputer kwantowy nie potrafi rozwiązywać zadań, z którymi nie poradziłby sobie klasyczny komputer, w niektórych zastosowaniach może okazać się o wiele rzędów wielkości szybszy - na przykład przy rozbijaniu liczb na czynniki pierwsze czy przeszukiwaniu nieposortowanych baz danych.

Obecny diamentowy komputer ma dwa tak zwane "kubity", wykorzystujące subatomowe cząsteczki. W odróżnieniu od zwykłego kubitu, mogą one kodować nie zero lub jedynkę, ale zero i jedynkę jednocześnie.

Jak każdy diament, także ten zastosowany w komputerze ma zanieczyszczenia - w postaci atomów innych niż węgiel. Te właśnie zanieczyszczenia wykorzystali naukowcy - jednym z kubitów został atom węgla (a właściwie jego spin), drugim - spin elektronu. Jądro atomu działa wolniej, ale jest stabilniejsze (czas dekoherencji mierzony w tysięcznych częściach sekundy, czyli milisekundach), natomiast elektron działa szybciej, jednak łatwiej ulega dekoherencji.

PAP - Nauka w Polsce

pmw/ tot/bs
http://www.naukawpolsce.p...kSum=2078362477

GrzegorzB - 2012-04-10, 15:45

Nie powiem, żebym wiele zrozumiał. Ktoś wytłumaczy?
:lol:

jerzydom - 2012-04-10, 16:09

http://nauka.gadzetomania...mputer-kwantowy
Van Worden - 2012-04-10, 20:12

GrzegorzB napisał/a:
Nie powiem, żebym wiele zrozumiał. Ktoś wytłumaczy?
:lol:


Kwantowa dekoherencja to trochę jak impotencja.
Tu tracimy informacje a tam znowu...kopulacje.

Komputer kwantowy trochę się w tym gubił,
bo albo zera albo jedynki tylko lubił.

Teraz, z diamentu zbudowany, na oba naraz może byc kodowany.
I na tym kończy się porównanie
bo gdy komputer ulepsza swe równanie,
impotent wciąż problem ma...ze staniem..

;-)
Comprende senhor?

GrzegorzB - 2012-04-10, 20:43

Lepiej żeby to się nie rozeszło, bo naukowcy zarzuca projekt. Na wszelki wypadek. 8-)
jerzydom - 2012-04-13, 18:27

Nowe produkty filmowe Canon: EOS-1D C, kamera EOS C500 i obiektywy

http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-04-18, 19:49

Nowe szkła kontaktowe dla amerykańskich żołnierzy

Amerykańska armia chce wdrożyć nowy typ szkieł kontaktowych – rozszerzających pole widzenia żołnierzy, umożliwiających wyświetlanie w okularach informacji o polu walki i wyostrzających obraz otoczenia – poinformowały media.
Umowę dotyczącą rozwoju technologii szkieł typu iOptik podpisała Agencja Zaawansowanych Projektów Obronnych USA (DARPA) oraz firma Innovega, której badacze stworzyli i rozwijają nową technologię. Dodatkowe środki finansowe na badania nad iOptik ma przeznaczyć Departament Obrony USA.
Jak poinformowała BBC, nowe szkła mają stanowić komplet z nowymi okularami – wyświetlaczami sytuacji bojowej przypominającymi lotnicze wyświetlacze HUD (Head Up Display). Podobnie jak w przypadku HUD, także na wewnętrznej stronie nowych okularów mają być wyświetlane informacje dotyczące pola walki, np. miejsca i odległości do stanowisk wroga czy elewacji terenu.
Soczewki i szkła mają także wyostrzać widziany obraz i rozszerzać pole widzenia. Jak powiedział BBC dyrektor wykonawczy Innovega, Steve Willey, soczewki te umożliwiają żołnierzowi jednocześnie ostre widzenie obiektu znajdującego się w bezpośredniej bliskości i obiektu dalekiego, co jest niemożliwe dla człowieka bez takich soczewek.
Według „Technology Review” jest to możliwe, ponieważ środkowa część każdej soczewki przesyła obraz z HUD do środka źrenicy, podczas kiedy zewnętrzna część przesyła obraz ze środowiska na jej obrzeże. Dzięki dwóm odpowiednio skonfigurowanym filtrom, siatkówka otrzymuje jednocześnie oba obrazy.
Jak twierdzi Willey, poza zastosowaniami militarnymi technologia iOptik może być używana także wyświetlaniu obrazu trójwymiarowego w kinach oraz w przypadku chorób oczu, których efektem jest utrata zdolności ostrego widzenia.
Obecnie pod egidą amerykańskiej rządowej agencji leków i sprzętu medycznego FDA, odbywają się testy kliniczne, które mają potwierdzić brak istotnych efektów ubocznych i wypracować technikę leczenia przy użyciu szkieł wykonanych w tej technologii.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ agt/bsz
http://www.naukawpolsce.p...kSum=-740208525

jerzydom - 2012-04-26, 09:05

Zapomnij o FullHD, przygotuj się na 4K

Technologie zmieniają się dziś w błyskawicznym tempie. Wydaje się, że przynajmniej niektóre z nich, mimo swoich zalet powinny jeszcze parę lat poczekać, aż wejdą z pełną parą na rynek. Najczęściej bywa jednak inaczej i to użytkownicy muszą gonić za nowymi rozwiązaniami. Tak też jest w przypadku rozdzielczości. W ciągu dekady dokonaliśmy olbrzymiego skoku jakościowego w telewizji dzięki zmianie rozdzielczości z 704×576 na 1920×1080. To było świetne, jednak już dziś musimy być przygotowani, że do końca tej dekady w naszych domach pojawi się całkiem sporo urządzeń z rozdzielczością 4, a może nawet 16 razy większą od FullHD.

Wysoka rozdzielczość jest czymś, co powinno być już ogólnie przyjętym standardem, niestety nadal wielu zachwyca się słabymi jakościowo filmikami czy kopiami filmów z kina. To kwestia gustu oczywiście. Obrońcy słabej jakości mogą powiedzieć, że film niemal niemy, czarno-biały i w 4/3 osiągną sukces, bo przede wszystkim liczy się przekaz jaki ma nieść dane dzieło. Prawdą jest jednak, że to właśnie forma tego filmu była elementem dzieła i jakość ma znaczący wpływ na ostateczny odbiór danego utworu.
Jednak samo 1080p jest oferowane dziś niemal wszędzie. Mamy kilkadziesiąt kanałów, które przynajmniej w logo posiadają znaczek HD, smartfony nagrywające filmy w FullHD oraz iPada i monitory o rozdzielczości wyższej niż 1920×1080. Nowy erkan Retina rzeczywiście robi wrażenie, choć osobiście wolałbym 2-4 godziny dłuższej pracy na baterii. Podobnie świetne wrażenie robią prototypy ekranów o rozdzielczości 4K czy nawet 8K (UHDTV) podczas różnych targów i pokazów.
Już dziś można kupić telewizor Toshiby ZL2, projektor Sony, a niebawem telewizor od LG o rozdzielczości 4K. To fantastyczne urządzenia oferujące fenomenalną jakość obrazu i choć na razie kosztują krocie, to bardzo szybko rozwiązania te stanieją tak, by mogły nadawać się do użytku domowego.

Japończycy wciąż mówią o wprowadzeniu kanałów w rozdzielczości UHDTV (680×4320, czyli 8K) w okolicach 2022 roku. Problemem wciąż pozostają jednak treści – wszystko wskazuje bowiem na to, że przez najbliższe lata wszystkie profesjonalne i mniej profesjonalne produkcje realizowane będą w standardzie 4K, cztery razy mniejszym od UHDTV. Na razie więc przygotowujmy się do wejścia do dużego pokoju rozdzielczości 4K.
Na brak materiałów w tym standardzie wkrótce nie powinniśmy narzekać. Nagrywanie filmów w 4K od teraz nie jest już domeną najlepszych na świecie kamer, ale także profesjonalnych lustrzanek. Pierwszy taki model zaprezentował właśnie Canon.Moja szklana kula podpowiada, że nie minie nawet 5 lat, a 4K trafi do lustrzanek dla fotoamatorów, a nawet smartfonów. Wiele wskazuje też na to, że także telewizory szybko doczekają się ponad cztery razy wyższej rozdzielczości.

Taka przyszłość powinna bardzo cieszyć. Mimo tego, że filmy powstają w 4K, zapewne wkrótce w tej rozdzielczości realizowane będą także czołowe amerykańskie seriale, to tu u nas w Polsce szybciej doczekamy się telewizorów w tej rozdzielczości, niż odpowiedniej ilości materiałów. Poza tym problemem pozostają nośniki, a raczej w tej chwili już jedynie możliwości internetowych łącz. To znów nie będzie łatwa przesiadka, wystarczy zobaczyć jeszcze dziś jak wyglądają niektóre kanały telewizyjne na telewizorach z super skalerami i ulepszaczami obrazu.

Dla przypomnienia – od wprowadzenia pierwszego kanału HD do Polski minęło już ponad 6 lat. Poza tym, już dziś przy HD trzeba siedzieć stosunkowo blisko ekranu, by chłonąć detale- 4K jest więc super rozwiązaniem tylko w przypadku telewizorów o dużych przekątnych oraz w projektorach.
http://technowinki.onet.p...15,artykul.html

jerzydom - 2012-05-03, 08:51

Sukces polskich studentów. "Ta aplikacja zmienia telefon w inteligentny wykrywacz metali"

Wystarczy smartfon, aby cywil mógł wykryć i zidentyfikować w ziemi materiały wybuchowe, np. miny czy niewybuchy. Wszystko to dzięki specjalnej aplikacji SAPER, opracowanej przez studentów z Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.
Aplikacja zwyciężyła w polskim finale konkursu Imagine Cup dla studentów innowatorów w najbardziej prestiżowej kategorii: Projektowanie Oprogramowania. W skład zwycięskiego zespołu wchodzą studenci podchorążowie: Weronika Ślusarska, Marcin Kukiełka, Jakub Kędzior oraz Adam Pabiś, a ich mentorem jest mjr dr inż. Mariusz Chmielewski. W lipcu ARMED (ARMy Engineers and Developers) będzie reprezentować Polskę w światowych finałach konkursu Imagine Cup w australijskim Sydney.
- Aplikacja zmienia telefon w inteligentny wykrywacz metali, w szczególności urządzenie, które identyfikuje materiały wybuchowe - wyjaśnił Mariusz Chmielewski. SAPER na razie może rozpoznać 40 różnych rodzajów materiałów wybuchowych, m.in. miny przeciwpancerne, pociski moździerzowe czy bomby kasetowe. Członkowie zespołu ARMED zaznaczają, że co 20 minut na świecie z powodu min czy niewybuchów ginie jedna osoba. Ich aplikacja mogłaby z telefonu komórkowego uczynić urządzenie ratujące życie.

Czujnik wbudowywany jest do nowych smartfonów

Zespół z WAT zamierza w ciągu miesiąca udostępnić swoją aplikację - początkowo będą mogli z niej korzystać tylko użytkownicy systemu Windows Phone, ale studenci planują też dostosowanie algorytmu do innych systemów operacyjnych na smartfonach.
Program SAPER do wykrywania niewybuchów wykorzystuje magnetometr - sensor, który mierzy pasywne zaburzenia pola magnetycznego. Chmielewski wyjaśnia, że taki czujnik wbudowywany jest do nowych smartfonów, gdzie służy jako elektroniczny kompas. - Jeśli taki magnetometr położy się obok ferromagnetyków, to przestaje wskazywać północ, a wskazuje te obiekty - wyjaśnia Chmielewski. To niekorzystne zazwyczaj dla użytkownika zjawisko zespół ARMED postanowił wykorzystać do zupełnie innego celu. Okazało się, że magnetometr ze smartfonu wystarczy, żeby z odległości 30 cm wykryć zaburzenia pola magnetycznego wywołane przez ładunek wybuchowy i z dużym prawdopodobieństwem rozpoznać, jaki to rodzaj ładunku.

Telefon wyśle informację

Jak ma wyglądać użycie aplikacji? Użytkownik włącza ją i pozwala jej się przez chwilę skalibrować w danym otoczeniu. Następnie przesuwa komórkę nad podejrzanym miejscem tak, żeby jego ruchy rysowały siatkę nie większą niż 30x30 cm. Posłużyć się tu można prostym wysięgnikiem, zaprojektowanym przez ARMED, ale pomocny będzie nawet kijek, na końcu którego przymocowana będzie komórka. Aplikacja łączy się z serwerem i porównuje charakterystykę zaburzeń elektromagnetycznych z danymi z bazy i po kilku sekundach prezentuje odpowiedź, czy istnieje zagrożenie i z jak dużym prawdopodobieństwem jest to materiał danego typu. - Nie zastępujemy wykrywaczy min, ale wspomagamy w przypadku jego braku - zaznacza Chmielewski.

Jeśli zagrożenie zostanie wykryte, telefon wyśle informację o zagrożeniu do serwisów społecznościowych, a także prześle powiadomienie do systemu dowodzenia, który jest odpowiedzialny za rozbrajanie materiałów wybuchowych.

Na razie miny i niewybuchy można wykrywać tylko z odległości 30 cm, ale zespół zapowiada, że na WAT powstaje już zewnętrzny bezprzewodowy magnetometr, dzięki któremu zasięg aplikacji będzie można zwiększyć nawet do 1 metra.
Chmielewski dodaje, że magnetometru ze smartfona można będzie użyć do wykrywania dowolnych zaburzeń pola magnetycznego, np. kabla w ścianie. Możliwe jest również zastosowanie rozwiązania w medycynie, m.in. przy wykrywaniu obiektów obcych wewnątrz ciała. "Ale na razie nie testowaliśmy takich rozwiązań" - przyznaje rozmówca PAP.
http://wiadomosci.gazeta....e_wykrywac.html

GrzegorzB - 2012-05-03, 13:10

Wbudowaną aplikację na telefon z kompasem, która wykrywa metal, widziałem ponad rok temu...
Smartfon połączy się z facebokiem, gdzie społeczność na drodze losowania (lubię - nie lubię) zadecyduje co zrobić, i obstawi zakłady. Właściciel smartfona zawrze drogą elektroniczną ubezpieczenie na życie, ściągnie ebook z modlitwami czytanymi przez młodą zakonnicę i zamówi protezę ręki. A film z rozbrajania będzie automatycznie wrzucany na YouTube.

Taaaa... wystarczy dodać wysięgnik, sondę, elektronikę i zasilanie do niej i tym prościutkim sposobem smartfon staje się wykrywaczem...
Gadget show...
Ale i tak pocieszające jest to, że wybrani studenci WAT potrafią choć napisać aplikację na telefon pod bezpłatnym i ogólnodostępnym VisualNET. Może to niewiele, ale trzeba pamiętać, że mówimy o WAT :lol:

jerzydom - 2012-05-03, 19:10

GrzegorzB, niestety technika idzie jak burza do przodu. :-D I znów zagwozdka, musisz przeprojektować Magnitec :lol: Moja rada, smycz na szyję z elektroniką, w lewym bucie cewka, w prawym bucie cewka, w okularach wyświetla się dyskryminacja, w uchu słuchawka która szepcze, gold, silver :lol:
http://www.youtube.com/watch?v=yyLOqe2fBSs

GrzegorzB - 2012-05-03, 19:30

Gdzie tu masz technikę która idzie do przodu? Że jakiś student napisał program? :064: Na gotową komórkę z gotowym systemem operacyjnym i gotowym środowiskiem programistycznym? Za które nawet nie musisz płacić bo legalnie i za darmo można pobrać z witryny Microsoftu, nawet do zastosować komercyjnych? Niejeden licealista-hobbysta by sobie poradził z tym zadaniem. Pewnie ze trzeba umieć. Trafić do pisuaru tez trzeba umieć...

Gó.no zawinięte w złotko, z nadrukiem "osiągnięcia młodych naukowców z WAT" :lol: Na pracę magisterską jak znalazł, bo teraz na wydziałach technicznych już nie uczą inżynierii tylko samego programowania. Ale podniecać się tym?

jerzydom - 2012-05-03, 19:43

GrzegorzB wyluzuj ta mordka :-D wszystko tłumaczy. Po prostu śmiechu warte. :lol:
jerzydom - 2012-05-04, 06:15

Krzemen może rywalizować z grafenem w elektronice

Krzemen – materiał przypominający właściwościami grafen, ale oparty na krzemie, może rywalizować z grafenem w elektronice. Międzynarodowy zespoł uczonych wytworzył jednoatomową powłokę tego materiału, zachowujacą własności krzemu i kompatybilną z używanymi dotąd rozwiązaniami układów scalonych – poinformowały media.

Według doniesienia, zamieszczonego przez naukowców w Physical Review Letters krzemen nie jest materiałem nowym. W 2007 roku naukowcy z University of Dayton w Ohio przewidzieli możliwość tworzenia dwuwymairowych arkuszy z krzemu o gruności nanometrów. Prowadzący nad nimi badania naukowcy z Wright State University – prof. Lew Yan Voon i prof. Gian Guzman-Verri - nadali im, ze względu na podobieństwo do grafenu nazwę silicene co w języku polskim można oddać jako „krzemen”.
Autorzy doniesienia, zespół naukowców z Technische Universitat Berlin i Universite d'Aix-Marseille pod kierownictwem prof. Patricka Voigta, wytworzył warstwę krzemenu poprzez kondensację par krzemu na płytce ze srebra. Otrzymano w ten sposób jednoatomową warstwę nowego materiału.

Jego dokładne badanie pozwoliło na potwierdzenie doniesienia uczonych z Japan Advanced Institute of Science and Technology w Ishikawa, którym na początku 2011 roku udało się wytworzyć krzemen na płytce z ceramiki z dwuborku cyrkonu (ZrB2). Oba zespołu, zarówno międzynarodowy jak i japoński, twierdzą iż krzemen ma strukturę plastra miodu, przypominającą grafenową. Krzemen ma podobne właściwości do grafenu, ale jako oparty na krzemie nie węglu, jest kompatybilny z używanymi obecnie rozwiązaniami układów scalonych tzw. elektroniką krzemową.

Jak informuje New Scientist, uczeni uważają, ze krzemen może być lepszy niż grafen w tańszych i mniejszych rozwiązaniach elektronicznych jak np. smartfony czy tablety, ze względu na możliwość łatwiejszego zastosowania w obecnie działających liniach produkcyjnych chipów.

PAP - Nauka w Polsce

mmej/ tot/ bsz
http://www.naukawpolsce.p...kSum=-736137303

GrzegorzB - 2012-05-04, 12:43

Bardzo fajny portal.
Z ciekawości kliknąłem zakładkę "nauka dla gospodarki".
I co tam czytamy? Kolejne akapity:
1. "Polska może pochwalić się modelami biznesowymi w zakresie ekotransportu". Bardzo fajnie. Czekamy na inwestorów...
2. "600 mln zł dotacji na wynalazki, 400 mln zł na nowoczesne inwestycje " To chyba "nauka dla gospodarki" tylko na odwrót :) Chyba że ja mam coś nie tak z rozumem...
3. "Sondaż: 61 proc. przedsiębiorców z Mazowsza niechętnych współpracy z uczelniami". Nie do wiary! ;-) I dalej czytamy: "...Ankietowani odpowiadali na pytanie: Jak ocenia Pan(i) możliwość nawiązania współpracy z jednostką naukowo-badawczą lub z uczelnią wyższą z obszaru województwa mazowieckiego na skali od 1 do 5, gdzie 1 oznacza najniższą możliwość, a 5 najwyższą.
Ponad 61 proc. pytanych przedsiębiorców wskazało na możliwość najniższą, negatywnie odnosząc się do wizji nawiązania współpracy z jednostką naukowo-badawczą lub z uczelnią wyższą z obszaru województwa mazowieckiego. Zaledwie 8 proc. ankietowanych taką możliwość oceniło pozytywnie, umieszczając ją na skali najwyżej.
Jako słabe punkty uczelni wyższych ograniczające lub uniemożliwiające współpracę z nimi przedsiębiorcy wymieniali: biurokrację, skomplikowane i czasochłonne procedury, słaby przepływ informacji oraz niedostosowanie uczelni do realiów rynkowych...". Ja jeszcze bym dodał od siebie - duże oczekiwania w stosunku tego co są w stanie zaproponować, niechęć do wysiłku i żółwie tempo.
4. "SCITT "uruchomi" innowacyjne pomysły poznańskich studentów", "Studenckie Centrum Innowacji i Transferu Technologii (SCITT) - nowy model wspierania innowacyjnej przedsiębiorczości akademickiej, właśnie wkroczył w fazę testów.". Noooo.... jak już "model wspierania" :568: wchodzi "w fazę testów", to za chwilę będziemy cali od gór do Bałtyku doliną krzemową :lol: A tak w ogóle to czytaj punkt 2...
5. "Rozstrzygnięto Ogólnopolski Konkurs Przedsiębioczości Akademickiej... nagrodzono w Ogólnopolskim Konkursie Przedsiębiorczości Akademickiej o statuetkę "Fortuna z rogiem obfitości", oraz drugie, DLA ODMIANY :lol: : "W Białymstoku rozstrzygnięto Akademicki Konkurs Przedsiębiorczości... w białostockim Akademickim Konkursie Przedsiębiorczości w kategorii Mój Projekt".
Chyba się coś kadrze profesorsko-rektorsko-dziekańskiej popieprzyło, i rolę swoich placówek postrzegają w kategoriach X-factor czy You Can Dance ewentualnie Mam Talent. Panowie i Panie!, uczelnia ma uczyć, prowadzić badania w skupieniu i czynić postęp wykraczając poza znane i stosowane granice, a nie marnotrawić czas na organizację konkursów, "kto wbrew uwarunkowaniom coś sam osiągnął". od obserwacji dokonań i sukcesów jest wiele innych "czynników". Ale ja wiem o co chodzi. Żadna to tajemnica. Was po prostu na nic innego nie stać. Nic nie jesteście w stanie zaproponować ani zrealizować, poza takimi "konkursami". Gdyby nie one, nikt by o Was nawet nie usłyszał, a tak... jest szansa na jakiś grancik i kasę z MEN lub UE na "wspomaganie talentów". ŻENADA.
Niestety, w szkolnictwie wyższym tak samo jak w każdym innym szkolnictwie w Polsce oraz w wielu firmach państwowych, połowę etatowych pracowników co najmniej, należałoby w pierwszej kolejności wywalić z roboty na bruk, na tzw "dobry początek". I dopiero potem zacząć się zastanawiać jak pozostałych, tych z jakimś potencjałem, zmusić i zachęcić do pracy.
I Wy się dziwicie, że 61% przedsiębiorców WYKLUCZA możliwość współpracy z Wami???
I to już koniec artykułów w dziale "nauka dla gospodarki". :lol:

Jak to dobrze, że los sprawił, że nie zostałem na uczelni! Nie potrafiłem tego docenić, ale dziś jestem wdzięczny mojemu pierwszemu pracodawcy, że nie pozwolił mi na dzielenie czasu między uczelnia i firmą. Co prawda zrobił to w swoim a nie moim interesie, ale i tak mu za to dziękuję!

Van Worden - 2012-05-08, 22:39

Pierwszy pojazd bez kierowcy dopuszczony do ruchu:

http://www.tvn24.pl/12691...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-05-09, 07:50

http://bendyk.blog.polity...rozstrzygniety/
jerzydom - 2012-05-11, 07:43

Niecodzienny wyczyn. Przeleciał nad Rio de Janeiro

Yves Rossy znany również jako "Jetman" wykonał kolejny niezwykły skok i przelot. Tym razem przeleciał nad Rio de Janeiro w Brazylii.

Rossy przeleciał już nad Wielkim Kanionem w USA, nad Alpami czy nad Kanałem La Mache. Każdy przelot odbył się w specjalnie kombinezonie zaprojektowanym przez jego i jego inżynierów.

Pod linkiem filmik z lotu
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-05-14, 08:51

Nowa żarówka LED z własnym chłodzeniem

Żarówki typu LED są dużo wydajniejsze niż tradycyjne wersje wolframowe, jednak ich największym problemem jest wytwarzane ciepło. General Electric poradził sobie z nim w bardzo nowatorski sposób.

Żarówki LED poza wieloma niezaprzeczalnymi zaletami, jak chociażby mniejsze zapotrzebowanie na energię, posiadają też jedną poważną wadę - wytwarzają ciepło. Nie jest go tyle co w tradycyjnej żarówce, lecz LED jest bardzo czuły na temperaturę i pracuje najefektywniej, gdy nie jest zbyt wysoka.

Najnowsza żarówka LED koncernu General Electric, to model pobierający 27 W i zapewniający tyle światła co tradycyjna, 100 W żarówka. W przypadku tego modelu zastosowano jednak ciekawy system chłodzenia zapewniający optymalną temperaturę pracy. Nie zdecydowano się jednak na tradycyjne wiatraczki, które pobierają dodatkową energię oraz hałasują, lecz na technologię o nazwie SynJet.
Technologia wykorzystuje specjalną membranę wibrującą z prędkością od 40 do 70 razy na sekundę, która wypycha gorące powietrze z otoczenia lampy. System jest cichy, a dzięki niemu żywotność żarówki szacuje się na około 100 tys. godzin, a więc niemal cztery razy dłużej niż w przypadku zwykłych lamp LED.

Niestety są dwie wady tej żarówki. Pierwsza jest taka, iż w sprzedaży pojawi się dopiero w 2013 roku. Drugą jest naturalnie cena, ponieważ szacuje się, że żarówka może kosztować od 39 do 49 dolarów.
http://technowinki.onet.p...35,artykul.html

jerzydom - 2012-05-14, 21:08

Kolejny sukces w badaniach nad teleportacją kwantową
Naukowcom z University of Science and Technology of China, znajdującego się w Szanghaju, udało się teleportować kwantowo foton na odległość prawe 100 km. Ta sama grupa fizyków w 2010 roku wykonała podobny eksperyment, jednak wtedy odległość, na jaką udało się „przenieść” foton, wynosiła zaledwie 16 km.

Teleportacja kwantowa, której dokonali, nie jest jednak tym, co powszechnie uważa się za teleportację. Nie polega ona na jednoczesnym rozpadnięciu się obiektu na pojedyncze cząsteczki oraz odtworzeniu go w innym miejscu, lecz na przeniesieniu informacji pomiędzy dwoma splątanymi ze sobą elementami.
Na skutek takiego splątania kwantowego obie cząsteczki, choć nie są w żaden sposób połączone, uzyskują takie same właściwości fizyczne, jak np. moment pędu, spin elektronowy czy polaryzację. Dzięki temu powiązaniu stają się od siebie zależne. To znaczy, że gdy zmieniamy jakąś właściwość jednej cząsteczki, to druga w tym samym momencie również odczuwa taką samą zmianę. Zachowanie to można więc porównać do odczuć bliźniaków - gdy jeden np. się uderzy, drugi często również odczuwa ból.

Chińskim naukowcom udało się w ten sposób połączyć ze sobą dwa fotony odległe od siebie o 97 km. Aby dokonać teleportacji kwantowej, wykorzystali lasery. Wyemitowane światło skupili za pomocą układu soczewek. Następnie, poprzez stymulację fotonów znajdujących się u wyjścia z lasera, udało się teleportować informację na odległość prawie 100 km, gdzie drugi foton w tej samej chwili zmienił swoje właściwości.

Naukowcy mają nadzieję rozwinąć tę technologie tak, aby możliwe było natychmiastowe przesyłanie wiadomości z Ziemi do satelitów znajdujących się około 40 000 km nad naszą planetą. Taka komunikacja byłaby bardzo bezpieczna, ponieważ wysyłanych informacji nie można by „przechwycić”.

Badania nad splątaniem kwantowym prowadzone są nie tylko na fotonach. Pod koniec 2011 roku udało się w ten sposób połączyć ze sobą dwa niewielkie diamenty. Cząsteczki, z których zbudowane są obiekty tego typu, o wiele łatwiej kontrolować. Nie potrzebny jest układ skupiający promieniowanie, jak ma to miejsce przy wykorzystywaniu fotonów do teleportacji.

Technologia ta w przyszłości być może znajdzie zastosowanie np. w małych komputerach. Gdy będziemy wpisywać wiadomość na jednym urządzeniu, automatycznie będzie się ona pojawiała na drugim.

Jak na razie teleportacja informacji jest jedyną, jaką udało się opracować, jednak naukowcy nie porzucają nadziei, że kiedyś uda się przeprowadzić prawdziwą teleportację cząsteczki.
http://odkrywcy.pl/kat,11...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-05-16, 08:48

Kodak miał tajny reaktor jądrowy załadowany po brzegi wojskowym uranem

Kodak może i jest na minusie, ale wygląda na to, że jakby chciał mógłby jeszcze sześć lat temu rozpętać wojnę atomową. W piwnicy w Rochester, w stanie Nowy Jork, Kodak miał reaktor jądrowy załadowany ponad 1,5 kilogramem wzbogaconego uranu – tego samego typu jaki stosuje się w głowicach jądrowych.
Tylko po co Kodakowi ukryty reaktor jądrowy wypełniony wojskowym uranem? I w jaki sposób uzyskali pozwolenie na zainstalowanie czegoś takiego w samym środku całkiem gęsto zaludnionego miasta?
Odpowiedzi na drugie pytanie nie zna nikt. Kodak przyznaje, że nigdy nie ogłaszali tego publicznie. Nikt we władzach miasta ani we władzach stanowych – czy to policja czy straż pożarna – nie wiedział o istnieniu reaktora jądrowego do czasu, aż informacje o nim nie zostały ujawnione przez byłego pracownika firmy. Jego istnienie i lokalizacja były tak tajne, że jedynie kilku inżynierów i pracowników federalnych wiedziało o projekcie.
Wyjątkowo dziwne, że Kodakowi udało się zdobyć coś takiego. Według Milesa Pompera z Center for Nonproliferation Studies w Waszyngtonie sytuacja jest „bardzo dziwna, ponieważ prywatne firmy po prostu nie mają dostępu do tego typu materiałów.”
Cel, w jakim Kodak zainstalował reaktor, nie był groźny: firma wykorzystywała go do sprawdzania niedoskonałości materiałów i do badania radiografii neutronowej. Sam reaktor został nabyty przez firmę w 1974. 1,5 kilograma płytek uranowych umieszczono w nim wokół rdzenia z Kalifornu 252.
Zainstalowano go w ściśle strzeżonym bunkrze o betonowych ścianach grubości ponad pół metra, znajdującym się pod siedzibą Kodaka. Testy przeprowadzano przy pomocy systemu pneumatycznego. Według przedstawicieli firmy, żaden pracownik nigdy nie miał kontaktu z reaktorem. Najwyraźniej obsługiwały go atomowe wróżki i jednorożce.
O wyłączeniu i rozłożeniu go na części zdecydowano dopiero w 2006 roku.
http://tech.wp.pl/kat,100...ml?ticaid=1e750

jerzydom - 2012-05-19, 08:30

Audi stworzyło rower idealny?

Jeśli lubicie jeździć na rowerze, ale tylko do momentu kiedy jest z górki, albo wiatr wieje wyłącznie w plecy, Audi ma coś dla Was. Podczas Wörthersee Tour, niemiecka firma pokaże prototyp elektrycznego roweru
Jak na prototyp z Ingolstadt przystało, rower prezentuje się bardzo futurystycznie. 26-calowe obręcze z szerokimi szprychami wykonano z CFRP (Carbon Fiber Reinforced Plastic), czyli tworzyw wzmacnianych włóknem węglowym. Dzięki temu, udało się zredukować masę kół do 600 gramów. Karbonu użyto również do produkcji ultralekkiej ramy (1600 gram). W kierownicy inżynierowie zintegrowali przednią lampę, tylna natomiast jej częścią siodełka. Jego wysokość regulowana jest bezstopniowo, a rowerzysta może zmieniać jego pozycję także w trakcie jazdy.

Łańcuch przekazuje napęd na tylne koło, a za napęd elektryczny odpowiada stale włączony silnik synchroniczny, umieszczony w najniższym punkcie ramy, który oddziałuje bezpośrednio na wał przekładni. Maksymalny moment obrotowy przekazywany na tylne koło wynosi 250 Nm. Silnik elektryczny generuje moc 2,3 kW, co jest najwyższą wartością w świecie rowerów elektrycznych.

Akumulator litowo-jonowy ukryty jest w ramie. Przy napięciu 48 V ma moc 530 Wh. Pełne naładowanie tego pięciokilogramowego akumulatora z gniazdka 230 V zajmuje 2,5 godziny. Poza tym, można go łatwo wyjąć i wymienić na inny, naładowany. Rower wyposażony jest w 9-stopniową przekładnia, uruchamianą hydraulicznie. Hydrauliczne są również hamulce tarczowe. Przednie amortyzatory o skoku 130 mm w zupełności wystarczą do ostrej jazdy po mieście, bez problemów poradzą sobie także w lekkim terenie. Mimo nafaszerowania roweru elementami elektrycznego napędu, całkowity ciężar pojazdu to tylko 21 kilogramów.


Audi kupuje Ducati


W górnej części ramy zainstalowany jest komputer pokładowy, obsługiwany za pomocą ekranu dotykowego. Do jego zadań należy zmiana programów jazdy, zapisywanie sekwencji trików oraz ustawianie funkcji e-bike, np. elektrycznego wspomagania i oświetlenia. Na ekranie wyświetlana jest prędkość, przebyty dystans, stan naładowania akumulatora, zużycie energii oraz aktualny kąt nachylenia.

Osoba jadąca e-bike Wörthersee ma do dyspozycji 5 programów jazdy, które wedle wyboru wspomagają pedałowanie lub umożliwiają pełny napęd elektryczny. W programie "Pure", napęd pochodzi wyłącznie od rowerzysty. W programie "Pedelec" wspomaga go silnik elektryczny. Można wtedy osiągnąć maksymalną prędkość 80 km/h i przejechać w takim trybie od 50 do 70 km. Program "eGrip" to całkowity napęd elektryczny przy maksymalnej prędkości do 50 km/h. Rowerzysta reguluje moc napędu za pomocą pokrętła i może ją dowolnie konfigurować używając komputera pokładowego.

>>> Audi TT - zobacz najnowsze ogłoszenia <<<

Program "Wheelie", wspomagając rowerzystę powoduje, że przepływ mocy jest elektronicznie kontrolowany w przypadku, kiedy przednie koło oderwało się od podłoża. Za pomocą smartfona lub bezpośrednio na e-bike'u, możliwy jest też wybór różnych opcji napędu - program "Power Wheelie" z regulacją kąta nachylenia dla mniej doświadczonych osób albo "Balanced Wheelie" dla doświadczonych. W "Balanced Wheelie" program utrzymuje równowagę pojazdu. Kiedy środek ciężkości rowerzysty przenoszony jest do przodu lub do tyłu, silnik elektryczny przyśpiesza lub wyhamowuje pojazd.

Nie wiemy, czy Audi planuje wprowadzić rower do produkcji seryjnej. Naszym zdaniem to bardzo fajny pomysł. Właściwie to już trochę zazdrościmy tym, których będzie na niego stać. W filmiku poniżej, możecie zobaczyć e-bike'a w akcji.

Pod linkiem zdjęcia i filmik
http://moto.pl/Ekologia/1...r_idealny_.html

GrzegorzB - 2012-05-19, 13:06

Gdyby zbliżał się kwiecień, pomyślałbym że to jakiś niskich lotów (jak to niemiecki) żart.
A siodełko to ma? Czy może wszystko sprowadza się do wersji "pedalec" i dwu i półgodzinnego ładowania? :)

jerzydom - 2012-05-19, 20:54

http://polskanarowery.spo..._kit_i_carbon/1
jerzydom - 2012-05-22, 15:17

Samsung prezentuje grafenowy wafel
Samsung Advanced Institute of Technology, oddział badawczo rozwojowy Samsunga, zajmujący się zaawansowanymi technologiami które na rynku zobaczymy dopiero za jakiś czas, zaprezentował pierwszy wafel grafenowy z układami, które mogą przełączać się między stanami logicznymi 0 i 1 w typowych warunkach zewnętrznych. Dotychczas osiągnięcie takich właściwości układów grafenowych było możliwe tylko w warunkach laboratoryjnych. Osiągnięcie Samsunga jest dużym krokiem na drodze do ewentualnego zastąpienia w przyszłości układów krzemowych strukturami wykonanymi z grafenu.

Wafel zawiera około sto tranzystorów Schottky'ego. Co więcej - w odróżnieniu od podobnych elementów wykonanych w technologii krzemowej, bariera potencjału grafenowych tranzystorów Schottky'ego może być regulowana. Ze względu na unikatowe cechy elementy otrzymały formalną nazwę "Barystor" (ang. Barristor), będącą połączeniem angielskich nazw "Barier" i "Transistor". Samsung zgłosił już do urzędu patentowego wniosek o zastrzeżenie 9 praw intelektualnych wykorzystanych do budowy struktur. Okrycie opisano na łamach wczorajszego wydania magazynu naukowego Journal of Science.


http://www.proline.pl/?r=...grafenowy-wafel

GrzegorzB - 2012-05-22, 19:23

No proszę! Pierwsze od lat jakieś sensowne odkrycie w elektronice. I kto? Samsung! Przez właścicieli hitleroszrotów zwany pieszczotliwie szajsungiem, jako firma koreańska, czyli godna pogardy co najwyżej.
Ja już tylko czekam, kiedy Samsung wchłonie Sony albo Panasonica, na pierwszy ogień...

jerzydom - 2012-06-02, 07:08

Wycieczka w kosmos jeszcze w tym roku

JEST ZGODA NA PASAŻERSKIE LOTY PO ORBICIE
Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) wydała zgodę firmie Virgin Galactic na pasażerskie loty w kosmosie. Zezwolenie dla pasażerskiego orbitalnego statku kosmicznego SpaceShipTwo wydano na rok. Pierwszy lot pojazdu o napędzie rakietowym ma się odbyć pod koniec tego roku.

SpaceShipTwo, podobnie jak jego mniejszy pierwowzór SpaceShipOne, jest rakietoplanem, czyli niedużym samolotem rakietowym z dwuosobową załogą, zabierającym maksymalnie sześciu pasażerów. Będzie wynoszony na wysokość 16 km przez dwukadłubowy samolot White Knight II.
Linia Karmana
Na tej wysokości ma zostać od niego oddzielony i rozpocząć lot (za pomocą silnika rakietowego z przyspieszaczem) do wysokości 100 km, osiągając tym samym umowną granicę przestrzeni kosmicznej, czyli linię Karmana.
Droga wycieczka
Cały lot, łącznie z wynoszeniem rakietoplanu przez White Knight II, będzie trwał około trzech godzin Z kolei wyniesienie do granicy 100 km potrwa łącznie kilkanaście minut. Pasażerowie będą mieli zagwarantowane sześć minut pełnej nieważkości. Wtedy będą mogli rozpiąć pasy siedzeniowe i "latać" po kabinie. Po tym czasie nastąpi stopniowe podchodzenie do lądowania na wyjściowym kosmodromie.
Cena jednego biletu to około 200 tysięcy dolarów. Do tej pory miejsca wykupiło ponad 500 osób.
http://www.tvnmeteo.pl/in...,47145,1,0.html

jerzydom - 2012-06-11, 08:43

Niewidzialny okręt za 7 miliardów dolarów
http://technowinki.onet.p...,foto-male.html

GrzegorzB - 2012-06-14, 13:08

Jakiś czas temu była dyskusja o patentach. Tu kolejny przykład na to, w jaki sposób amerykanie walczą na swoim rynku z "nieuczciwą konkurencją":
http://pclab.pl/news50117.html

jerzydom - 2012-06-15, 06:31

Koniec ery tradycyjnych żarówek
Kamil Nadolski

W tym roku ostatecznie pożegnamy się z żarówkami, które znamy od ponad 130 lat. Dzięki nowym energooszczędnym zamiennikom będzie taniej, wydajniej i bardziej przyjaźnie środowisku. Na pewno?

Wrzesień 2012 r. będzie w krajach Unii Europejskiej przełomowy. Wraz z nadejściem miesiąca wycofane zostaną ze sprzedaży tradycyjne żarówki o mocy 40 i 25 W. Kończy się tym samym proces całkowitego wypierania ich z rynku, na rzecz nowszych energooszczędnych i przyjaznych środowisku źródeł światła. Czy lepszych? Z punktu widzenia ekologów i polityków na pewno. Z punktu widzenia zwykłego użytkownika, niekoniecznie.

Proces wycofywania tradycyjnych żarówek z europejskich rynków trwa już kilka lat. We wrześniu 2009 r. wycofano ze sprzedaży żarówki o mocy 100 W. Firmy na terenie krajów wspólnoty nie mogły już produkować ani sprowadzać ich z zagranicy. Mogły jednak wyprzedawać zawartość magazynów. Rok później przyszedł czas na żarówki 75-watowe. W ubiegłym roku pożegnaliśmy żarówki o mocy 60 W, a najbliższy wrzesień ostatecznie zakończy projekt pod tytułem działań przyjaznych środowisku. Zostaną jedynie źródła klasy A oraz halogeny, choć te najmniej wydajne, klasy C, również zostaną wycofane w roku 2016.
Choć wokół tematu dużo jest dyskusji i narzekań, były unijny komisarz ds. energii, Andris Piebalgs, od lat powtarza iż wierzy, że przyjdzie wreszcie czas, kiedy konsumenci dadzą się przekonać, a zakaz stosowania tradycyjnych żarówek będzie zachętą do innowacji w dziedzinie oświetlenia. Na swoim blogu napisał: bywa, że dobre pomysły zyskują zwolenników dość powoli. Faktem jest jednak, że decyzja o wycofaniu zwykłych żarówek zapadła dość nagle, choć można się było jej spodziewać, a długi czas wycofywania ich z rynku ma nas przygotować na nowe.

Świat stawia na ekologię

Wbrew często powtarzanej opinii, że wycofanie żarówek z UE to kolejny udany lobbing producentów ich energooszczędnych zamienników, nie jest to tylko projekt Europy. Już w 2005 r. tradycyjne żarówki wycofano bowiem z użycia w wielu krajach Ameryki Południowej (Wenezueli, Brazylii), a także na Kubie. W roku 2009 pozbyła się ich Australia i Szwajcaria, a w 2010 – Argentyna i Filipiny. Do końca tego roku, podobnie jak u nas, zwykłe żarówki wycofają rynki Kanady i Indii. Równocześnie od kilku lat rezygnują z nich Stany Zjednoczone (każdy stan według własnych zapisów i ustaleń). Jeśli więc ktoś upierałby się przy temacie teorii spiskowej, musi przyjąć wymiar globalny.

Czego w takim razie będziemy używać zamiast zwykłych żarówek? Nie można im odmówić tradycji, która trwa już nieprzerwanie od ponad 130 lat. Jak zapewniają jednak eksperci gorzej z funkcjonalnością. Gdyby dzisiaj wymyślono żarówkę jaką znamy, nikt by się nią nie zainteresował. Przynajmniej zdaniem zwolenników zmian. Przyszłością mają być świetlówki, lampy diodowe (LED) i halogeny. O ile mają swoje zalety w postaci kilkukrotnie mniejszego zużycia energii i wydłużonego czasu pracy, kosztują znacznie więcej. Tradycyjne żarówki kupowaliśmy za niespełna 2-3 zł za sztukę, za średniej klasy lampę halogenową trzeba zapłacić do 10 zł, za świetlówkę 20-30 zł, a za diodę LED – 100 a nawet 200 zł.
Szacuje się, że świetlówki kompaktowe zużywają 4-5 razy mniej energii i potrafią świecić do 15 tys. godzin. Alternatywą dla nich są popularne LED-y (Light Emitting Diode), w których źródłem światła są w specjalne diody elektroluminescencyjne. Zużywają 10 razy mniej mocy i mogą świecić nawet do 100 tys. godzin. Najpopularniejszym rozwiązanie, bo i najtańszym, są małe lampy halogenowe. Zużywają połowę mniej energii i potrafią świecić przez 2-3 tys. godzin. Warto zatem zastanowić się w co zainwestować, bo nie wszędzie sprawdzą się te same rozwiązania. Biorąc pod uwagę fakt, że świetlówki potrzebują 1-3 min., by uzyskać pełną sprawność i świecić pełną mocą nie ma sensu ich instalowania np. na klatkach schodowych. Warto zatem przyjrzeć się kilku najczęściej powtarzanym za i przeciw.
Skorzystają też zwykli konsumenci. Unijni specjaliści zapewniają, że przeciętne gospodarstwo domowe zaoszczędzi 25-50 euro w skali roku. Znacznie lepiej sytuacja wygląda w krajach, gdzie panuje ciepły klimat i nie trzeba ogrzewać pomieszczeń. Wycofanie żarówek pozwoli tam zaoszczędzić nawet do 20% energii. W krajach takich jak Polska, gdzie sezon grzewczy trwa od września do kwietnia, czyli trzy czwarte roku, efekt może być nieco inny (żarówki przy okazji ogrzewają pomieszczenia). Padają jednak zapewnienia, że w Polsce wymiana 100-watowej żarówki na jej świetlówkowy zamiennik to oszczędność rzędu 60 zł rocznie.

No i rzecz najważniejsza, dzięki energooszczędnym lampom, dbamy o środowisko naturalne, choć w minimalnym stopniu ograniczając zmiany klimatyczne. Pod tym względem gra jest warta świeczki. Szacuje się, że gdyby w każdym gospodarstwie domowym używane były tylko lampy energooszczędne oraz urządzenia elektryczne klasy A i wyższej (A+, A++), do atmosfery trafiałoby 15 milionów ton dwutlenku węgla mniej.

... i bilans strat

Podstawową wadą nowych lamp jest cena. Często na zwrot inwestycji trzeba czekać kilka lat, jeśli zdecydujemy się wymienić żarówki w całym mieszkaniu. Oczywiście producenci zapewniają, że nie przepalają się tak szybko i w zamian za wyższą cenę świecą znacznie dłużej (tradycyjna żarówka : 800-1000h, świetlówki kompaktowe: 4000-15000h). Nikt nie dodaje jednak, że podana żywotność dotyczy świecenia non stop. Częste włączanie i wyłączanie drastycznie skraca ten czas, a żarówki jak wiemy z doświadczenia uwielbiają się palić na potęgę.

Rachunki za prąd mają być niższe. Szkoda tylko, że sam prąd drożeje, więc w długofalowej perspektywie nie odczujemy nic, albo wręcz przeciwnie (ewentualnie można się pocieszać myślą co by było gdybyśmy zostali przy starych żarówkach). Polskie elektrownie zbudowane za Gierka są przestarzałe, a unijne przepisy nakazują nam je zmodernizować. Trzeba więc dużych nakładów na energetykę. Skąd wziąć na to pieniądze? Oczywiście z naszych kieszeni. W najbliższym czasie prąd w Polsce zdrożeje o 8%, a w ciągu najbliższych lat o kilkanaście procent (są i pesymiści, którzy wieszczą docelowo 40-procentowy wzrost). Żarówki raczej nam nie poprawią domowego budżetu.

Inna kwestia to zdrowie, a raczej jego zagrożenia mogące płynąć z użytkowania energooszczędnych źródeł światła. Zamiast drucianej skrętki z wolframu w próżniowej bańce niektóre modele zawierają rtęć (jakby nie patrzeć, jeden z najbardziej trujących pierwiastków na Ziemi). Mimo że występuje w śladowych ilościach (5 mg) przy rozpiciu lampy natychmiast uwalania się do powietrza i należy bezzwłocznie wietrzyć mieszkanie w celu wyeliminowania oparów. Również z tego powodu nie wolno ich wyrzucać do zwykłego śmietnika, lecz należy oddawać do specjalnych pojemników na tzw. elektrozłom.
Zły wpływ na nasze zdrowie, zwłaszcza psychicznie, ma także barwa i natężenie światła. Nie da się ukryć, że jego barwa działa depresyjnie i drażniąco na nasz układ nerwowy. Nieprzyjemne, zimne światło jak dowiedli naukowcy z Tulane University School of Medicine w Nowym Orleanie może powodować bezsenność, cukrzycę, a nawet raka. Dzieje się tak dlatego, że przy długotrwałym przebywaniu w pomieszczeniu, gdzie panuje barwa niebieska (dla porównania tradycyjne żarówki maja barwę biała, zbliżoną do światła dziennego) nasz organizm produkuje za mało melatoniny, hormonu odpowiedzialnego za prace naszego zegara biologicznego.
Rynek sam się obroni...

Choć na pierwszy rzut oka wad jest więcej niż zalet w dłuższej perspektywie taka zmiana była nieunikniona. To, że brakuje dzisiaj idealnych rozwiązań, która pogodzą nasz nastrój, ekonomię i ekologię, nie oznacza, że nic się nie zmieni jutro. Trzeba przyznać, że wynalazek Thomasa Edisona, liczący sobie ponad 130 lat, był jednym z najlepszych produktów, których relacja ceny do jakości była naprawdę w idealnej harmonii. Jak jednak wiemy rynek sam wymusza pewne działania.

Tradycyjna żarówka padała już ofiarą krytyki. Wszystko za sprawą rzekomego spisku żarówkowego. Otóż, kiedy Thomas Edison wynalazł żarówkę, jej żywotność wynosiła ok. 1500 godzin. W ciągu kolejnych kilku dekad producentom udało się ją zwiększyć do 2500 godzin, a byli i tacy, którzy chwalili się, że ich produkt świeci 3000 godzin. Sytuacja uległa jednak zmianie. W 1924 r. przedstawiciele największych firm spotkali się i zawiązali porozumienie, na mocy którego żywotność żarówek miała być zmniejszona do 1000 godzin. Powód? Oczywiście maksymalizacja zysków. Nieformalny kartel nazywał się Phoebus i zachowało się sporo dowodów na jego istnienie.

Zawiązano nawet specjalny Komitet 1000 Godzin Życia, którego celem było dbanie o przestrzeganie ustalonej żywotności żarówek. Firmy, które przekraczały limit tysiąca godzin, płaciły karę. Słowem, naukowcy celowo pracowali nad tym, aby zmniejszyć żywotność niedawno co wynalezionego produktu. Wszystko po to, by żarówki częściej się paliły, a klienci częściej je kupowali. Nie w każdym przypadku ten plan zadziałał. W amerykańskim miasteczku Livermore pewna żarówka zamontowana w remizie strażackiej pali się nieprzerwanie od 110 lat.

A jak radzą sobie Polacy z nowymi zmianami? Już znaleźli lukę w prawie. Otóż przepisy BHP nie zezwalają na stosowanie światła jarzeniowgo do sygnalizacji świetlnych oraz do lamp warsztatowych, oświetlających wirujące części maszyn. W przypadku sygnalizacji, nie sprawdziłby się długi czas naświetlania, a w przypadku wirujących maszyn takie światło sprawia, że wirujące obiekty „wyglądają na nieruchome”. W związku z tym tylko tam można jeszcze montować te żarówki. A skoro się je montuje to znaczy, że gdzieś muszą być produkowane. Sprzedawane są więc jako żarówki z etykietą, że są wstrząsoodporne i nie można ich używać w domu. Polak potrafi. Pozostaje czekać zatem na kontrole unijne.
http://technowinki.onet.p...28,artykul.html

inquiz - 2012-06-17, 23:16

Te "oszczędne" są dość awaryjne więc trzeba będzie zrobić zapas normalnych.
jerzydom - 2012-06-22, 12:49

Śląscy uczeni twórcami żelu leczącego uszkodzone komórki
Preparat regenerujący uszkodzone komórki, opracowali naukowcy z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach. Jest wyjątkowy, bo składa się ze składników krwi samego pacjenta - wyjaśnia jeden z twórców wynalazku dr Henryk Bursig.

Preparat zdobył złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Wynalazków i Innowacji Innova w Brukseli w 2011r oraz Złoty Medal na Targach Wynalazków
INPEX w Pittsburgu (USA) w 2012 roku.

- Nasz pomysł jest na tyle uniwersalny, że będzie można go używać w medycynie regeneracyjnej, ortopedii, onkologii, transplantologii. Może być też dobrym sposobem dostarczenia leków miejscowo - powiedział PAP Nauka w Polsce jeden z autorów wynalazku dr med. Henryk Bursig z Banku Tkanek Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach.

- Długo nie było skutecznego sposobu wprowadzania żywych komórek do ustroju człowieka, a zwłaszcza do miejsca uszkodzenia, np. jeżeli trzeba je podać do stawu kolanowego, mięśni itp. Próbowano to robić wcześniej przy pomocy zawiesin, które powinny utrzymać się w miejscu uszkodzenia, ale nie zawsze było to możliwe - wyjaśnił Bursig.

Opracowany przez śląskich naukowców preparat umożliwia podanie komórek, które zregenerują uszkodzone komórki pacjenta. Jest przygotowywany ze składników krwi samego leczonego oraz białka zwanego fibrynogenem.

Na razie preparat nie jest jeszcze stosowany, a uczeni szukają chętnych, którzy chcieliby zainwestować w przeprowadzenie niezbędnych badań.
http://www.rynekzdrowia.p...,120804,11.html

jerzydom - 2012-06-22, 12:57

Koniec ze sprzątaniem. Test iRobot Scooba 230
http://technowinki.onet.p...30,84786,w.html

jerzydom - 2012-06-26, 06:56

Czołowi producenci telewizorów zawierają sojusz
Firmy LG Electronics oraz TP Vision (reprezentująca markę telewizorów Philips) oficjalnie utworzyły sojusz Smart TV Alliance, do którego dołączają obecnie kolejni producenci telewizorów.

Celem sojuszu jest współpraca, mająca zwiększyć zalety "inteligentnych telewizorów" (Smart TV) przez utworzenie otwartego środowiska dla producentów aplikacji. Środowisko to nie będzie chronione patentami, umożliwiając tworzenie atrakcyjnych usług niezależnych od platformy. Ustanowienie sojuszu Smart TV Alliance poprzedziła informacja o nawiązaniu współpracy przez wymienionych powyżej producentów telewizorów, podana do wiadomości podczas targów IFA 2011 w Berlinie. Nazwy podmiotów dołączających do sojuszu będą publikowane w jego serwisie internetowym.

Branża urządzeń Smart TV była do tej pory bardzo trudnym rynkiem zarówno dla producentów telewizorów, jak i dla twórców aplikacji. Wynikało to z faktu, że telewizory różnych marek używały różnych platform i technologii. Sojusz Smart TV Alliance tworzy szerszą arenę rynkową, zachęcając programistów do tworzenia bardziej wartościowych aplikacji na telewizory w coraz większej liczbie. Ponadto nowa platforma udostępnia producentom i konsumentom wyjątkowo bogate źródło filmów na żądanie, usług muzycznych, gier, sieci społecznościowych itp.
- powiedział Bong-seok Kwon, przedstawiciel LG Electronics i prezes sojuszu Smart TV Alliance.

Alain Perrot, członek zarządu Smart TV Alliance reprezentujący TP Vision, jest przekonany, że możliwość szybszego i tańszego tworzenia aplikacji przyniesie korzyści wszystkim zainteresowanym stronom:

Zamiast tracić cenny czas na wgrywanie i testowanie kodu na różnych platformach, programiści mogą skoncentrować wszystkie siły twórcze na budowaniu jak najlepszych aplikacji dla konsumentów. To zdecydowanie zwiększa atrakcyjność rozwiązań w tej branży.

Aby ułatwić nowym partnerom dołączenie do współpracy i umożliwić prowadzenie efektywnej dyskusji, producenci inteligentnych telewizorów i twórcy sojuszu Smart TV Alliance założyli również organizację Smart TV Alliance Consortium (www.SmartTV-Alliance.org). Jednym z podstawowych celów tego konsorcjum jest działanie na rzecz opracowywania specyfikacji technicznych, które pozwolą programistom zakodować aplikację tylko raz, a następnie uruchamiać ją na dowolnym telewizorze (niezależnie od platformy).

Aby umożliwić taki tryb programowania, sojusz Smart TV Alliance zamierza udostępnić pierwszą wersję swojego pakietu narzędzi programistycznych (SDK). Programiści będą mogli pobrać pakiet SDK z serwisu Smart TV Alliance bez żadnych opłat i wykorzystać go w swoich aplikacjach. Pakiet SDK jest oparty na otwartych technologiach internetowych, takich jak HTML5. Umożliwia uruchamianie gotowych aplikacji WWW na urządzeniach Smart TV produkowanych przez firmy należące do sojuszu, niezależnie od tego, jaką platformę wykorzystuje telewizor.

Sojusz Smart TV Alliance planuje rozbudować tę pierwszą wersję i pod koniec bieżącego roku opublikować specyfikacje SDK 2.0, a następnie wydać samo oprogramowanie SDK w wersji 2.0. Umożliwi ono programistom tworzenie aplikacji na telewizory produkowane w 2013 r. przez firmy należące do sojuszu.

Sojusz Smart TV Alliance ma przynieść korzyści wszystkim jego członkom, producentom telewizorów, programistom i dostawcom treści. Mogą do niego dołączyć wszystkie zainteresowane przedsiębiorstwa i organizacje. Najnowsze wiadomości o działaniach i planach sojuszu, w tym informacje o członkostwie, pakietach SDK i planowanym forum dla programistów, można znaleźć w jego oficjalnym serwisie WWW (www.SmartTV-Alliance.org).

[Magdalena Fris]
http://www.proline.pl/?r=...awieraja-sojusz

GrzegorzB - 2012-06-26, 18:34

Akurat użytkownikom przyniesie to niemal same niedogodności. Zamiast oprogramowania producenta zacznie się dziać to samo co z telefonami które zamieniły się w smartfony - kombinowanie co tu zrobić, żeby urządzenie działało, nie zwieszało się i żeby jakiś złośliwiec go zdalnie nie zniszczył.
jerzydom - 2012-06-26, 20:02

Sony i Panasonic wspólnie wytworzą OLED nowej generacji

Firmy Sony i Panasonic zapowiedziały, iż razem będą starały się wytworzyć nowe typy wyświetlaczy OLED.

Technologia OLED miała być prawdziwą rewolucją na rynku telewizorów i monitorów, tymczasem czekamy na tę rewolucję już ładnych parę lat. Na rynek trafiły pojedyncze sztuki tego typu ekranów i z reguły są lub były na tyle drogie, że funkcjonują na rynku bardziej jako ciekawostka technologiczna, niż realny produkt dla przeciętnego konsumenta.

Panasonic i Sony chcą to zmienić, choć do tej pory praktycznie nie istnieją na rynku wyświetlaczy OLED. W tym celu podpisały stosowną umowę, w ramach której rozpoczną współpracę nad wytwarzaniem nowych typów wyświetlaczy Organic LED dla dużych telewizorów oraz monitorów. Masowa produkcja ma ruszyć na przestrzeni 2013 roku. Japońskie firmy przede wszystkim chcą skupić się na obniżeniu kosztów.
Do tej pory swoje duże telewizory OLED zapowiedziały firmy LG oraz Samsung, ale póki co rynek jeszcze nie miał okazji ich zobaczyć.
http://technowinki.onet.p...46,artykul.html

jerzydom - 2012-06-26, 20:41

Samoloty będą spadać z nieba, a ptaki zaczną płonąć
http://niewiarygodne.pl/g...gajticaid=6eb34

GrzegorzB - 2012-06-26, 22:54

Sony I Panasonic muszą połączyć siły, żeby SPRÓBOWAĆ powalczyć z LG albo Samsungiem. To się nazywa złośliwość losu ;)
jerzydom - 2012-07-03, 05:50

Farba, która daje prąd, czyli bateria w sprayu (wideo)
Powłokę malarską, która może przechowywać prąd, opracowali naukowcy z Rice University w Houston. To szansa na to, aby źródła energii umieszczać na każdej powierzchni, właściwie wszędzie.
Informacje na temat baterii będącej jednocześnie powłoką malarską opublikowano wczoraj w otwartych internetowych zasobach Nature. Mówiąc najprościej, technologia opiera się na nakładaniu na powierzchnię warstw różnych substancji, które odpowiadają warstwom konwencjonalnej baterii, tzn. pełnią rolę katody, anody, separatora itd. Przedstawia to schemat obrazkowy poniżej.
Materiały tworzące baterie nakładane są natryskowo na różne materiały - kafelki ceramiczne, elastyczne tworzywa, metale. Udało się nawet pomalować farbą-baterią kufel do piwa (zob. obrazek poniżej).
W pierwszym eksperymencie połączono równolegle dziewięć pokrytych farbą kafelków. Na jednym z nich była również bateria słoneczna ładująca pozostałe powłoki-baterie. Wystarczyło to, aby podświetlić diodami napis "RICE" przez 6 godzin. Baterie dostarczały prąd o napięciu 2,4 woltów. Generalnie baterie-powłoki okazały się dość stałe w swoich cechach technicznych. Po 60 cyklach ładowania spadek pojemności był bardzo nieznaczny.
Naukowcy z Rice Univeristy mówią, że najtrudniejsze w realizacji było uzyskanie mechanicznej stabilności, szczególnie w przypadku separatora. Kiedy jednak uporano się z tym problemem, wynalazek okazał się bardzo obiecujący.
Szefowa ekipy badawczej Neelam Singh dostrzega właśnie możliwość integrowania tego typu baterii z panelami słonecznymi. Nie bez znaczenia jest również to, że bateria będąca nanoszoną na powierzchnię powłoką może mieć praktycznie każdy kształt, a naukowcy zastanawiają się nad opracowaniem łączonych kafelków, które będzie można konfigurować w dowolny sposób.

Przed naukowcami jest jeszcze jeden ambitny cel - stworzenie baterii-farby, która mogłaby być stosowana w warunkach zewnętrznych. Badania naukowców z Houston wspierają kilka organizacji, w tym laboratoria amerykańskich sił zbrojnych. Poniżej film prezentujący baterię-farbę.
wideo pod linkiem
http://di.com.pl/news/458...rayu_wideo.html

GrzegorzB - 2012-07-03, 12:53

Ciekawa rzecz. Aczkolwiek nie nowa. Kondensatory malowane i napylane stosuje się masowo od dziesięcioleci. Co więcej, jest to technologia starsza od większości innych stosowanych dziś metod wytwarzania, jedna z najstarszych jeśli nie najstarsza w ogóle. A różnica miedzy akumulatorem i kondensatorem jest wyłącznie kwestią rodzaju materiału umieszczonego między okładkami. W każdym razie odświeżenie pomysłu może dać mu nowe życie.
jerzydom - 2012-07-03, 18:35

Nowy silnik do rakiet kosmicznych przeszedł testy
Amerykańska firma komercyjnych lotów kosmicznych ukończyła z sukcesem testy silnika Merlin-1D. Jest to pierwszy nowy silnik do rakiet ciężkich w USA od początku lat 80. - poinformowały SpaceX i media.

Testy silnika na paliwo płynne Merlin -1D miały miejsce na hamowni i stanowisku startowym SpaceX w Teksasie. Silnik ten jest kolejnym z linii silników Merlin używanych w rakietach Falcon 9 w czasie ich pierwszych trzech misji i zarazem posiadającym największą siłę ciągu z dotychczas skonstruowanych.

Stosunek ciągu do wagi wynosi dla tego silnika 150; dla porównania w przypadku silników na paliwo ciekłe RD-108 używanych w rosyjskich rakietach Sojuz FG, stosunek ten wynosi 74,5. Według oświadczenia firmy Merlin- 1D jest jednak na tyle bezpieczny iż można używać go nie tylko do napędu ciężkich statków transportowych jak planowany Falcon 9 Heavy, ale także do napędu załogowych statków kosmicznych.
Według portalu technologicznego Daily Tech, w trakcie ostatniego testu silnik pracował przez 185 sekund z maksymalnym ciągiem wynoszącym 666818 kilogramów. Oznacza to że jeden taki silnik wystarczyłby do wyniesienia rakiety Falcon 9. Merlin- 1D przebył też testy kilkukrotnych odpaleń po wygaszeniu oraz pracy impulsowej.

Jak przypomina serwis technologii kosmicznych Space.com, wcześniejsza wersja silnika Merlin-1 została zamontowana na rakiecie Falcon 9, która wyniosła 25 maja br. do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS kapsułę transportową Dragon. W ten sposób SpaceX była pierwszą firmą komercyjną, która wysłała statek kosmiczny do ISS, po wycofaniu z lotów ostatnich promów kosmicznych NASA.

Obecnie SpaceX prowadzi rozmowy z NASA o 12 dodatkowych misjach do ISS przy użyciu kolejnych wersji kapsuły Dragon i statku Falcon 9. Byłyby to misje transportowe i bezzałogowe, ale w ich trakcie zostałby wypróbowany sprzęt i wyposażenie konieczne do przeprowadzenia lotu załogowego. W misji 6 na statku Falcon 9 zamontowany zostałby także, do wypróbowania w locie, silnik Merlin - 1D. Pierwszy lot kosmiczny przy użyciu tego silnika nastąpiłby więc około połowy 2013 roku.
http://tech.money.pl/nowy...-0-1115248.html

jerzydom - 2012-07-03, 19:07

Amerykanie wyprzedzili Europejczyków? "Boska cząstka" na wyciągnięcie ręki
16:50
NAUKOWCY Z FERMILABU BLISKO ODKRYCIA "ŚWIĘTEGO GRAALA" FIZYKI

Wszyscy byliśmy przygotowani na to, że dowiemy się, czy Wielkiemu Zderzaczowi Hadronów (LHC) udało się potwierdzić istnienie tzw. boskiej cząstki w środę. Tymczasem już w poniedziałek Amerykanie, którzy również pracują nad tym historycznym odkryciem, ogłosili, że są blisko.
W środę badacze z Europejskiego Ośrodka Badań Jądrowych CERN w pobliżu Genewy podzielą się ze światem wynikami pomiarów zderzeń protonów, których dokonali w tym roku w akceleratorze LHC. Na pewno dowiemy się z nich, jaki jest aktualny stan wiedzy naukowców na temat bozonu Higgsa.
Fermilab na tropie bozonu
Na razie znamy wyniki badań przeprowadzonych przez Państwowe Laboratorium Przyśpieszania Cząstek Elementarnych im. Enrico Fermiego w Betavii nieopodal Chicago - amerykański odpowiednik CERN. W poniedziałek badacze z eksperymentów CDF i DZero, którzy posługiwali się Tevatronem - jednym z najpotężniejszych akceleratorów cząsteczek - przyznali, że mają bardzo przekonujące dowody na istnienie bozonu Higgsa, jednak nie mogą potwierdzić, że on faktycznie istnieje.

Na tropie CERN-u

Dane z Tevatronu potwierdzają to, co w grudniu ogłoszono w CERN. Jeśli bozon istnieje, musi mieć masę pomiędzy 115 i 135 GeV, albo aż 130 razy większą niż proton. Ważność sygnału w Tevatronie wynosiła 2,9 sigma. 3 sigma to znak, że istnieje 0,13 proc. szansa iż wynik został uzyskany losowo. Dla fizyków cząstek wysokiej energii to jednak zbyt duże ryzyko. Twardym dowodem na odkrycie będzie dopiero 5 sigma, kiedy istnieje tylko 0,000028 proc. szansa, że wynik został uzyskany przypadkiem.
Ostatnia niewiadoma
Cząstka Higgsa jest ostatnim elementem teorii zwanej Modelem Standardowym. Ów model to opis cząstek, z których zbudowany jest Wszechświat, a także sił, które tymi cząstkami rządzą. Bez bozonu Higgsa model pozostaje niekompletny - to bardzo ważny element układanki, którego wciąż brakuje. Bozon ma bowiem odpowiadać za to, że otaczająca nas materia posiada masę.
Źródło: phys.org, bbc.co.uk
http://www.tvnmeteo.pl/in...,50503,1,0.html

jerzydom - 2012-07-04, 18:53

Dyrektor CERN: mamy cząstkę Higgsa
Dane ze­bra­ne przez Wiel­ki Zder­zacz Ha­dro­nów (LHC) wska­zu­ją, że od­kry­ta zo­sta­ła nowa cząst­ka - prze­wi­dy­wa­ny przez teo­re­ty­ków bozon Hig­g­sa. - Panie i pa­no­wie, chyba go mamy, praw­da? - po­wie­dział na kon­fe­ren­cji w Ge­ne­wie dy­rek­tor CERN Rolf Heuer. Zeb rał grom­kie owa­cje. - Po­lo­wa­nie na "hig­g­sa", to przed­się­wzię­cie na­uko­we o skali znacz­nie prze­kra­cza­ją­cej lot czło­wie­ka na Księ­życ. To wiel­ki dzień, a od­kry­cie nowej cząst­ki jest naj­więk­szym od­kry­ciem od kil­ku­dzie­się­ciu lat – oce­nił z kolei dy­rek­tor NCBJ prof. Grze­gorz Wroch­na.

Fot. PAP/EPA
Fi­zy­cy przed­sta­wi­li w środę wy­ni­ki swo­ich do­tych­cza­so­wych ob­ser­wa­cji zde­rzeń pro­to­nów w ak­ce­le­ra­to­rze LHC i oznaj­mi­li, że "z dużym praw­do­po­do­bień­stwem" od­kry­ta zo­sta­ła nowa cząst­ka.

- To dla mnie naj­wspa­nial­szy dzień w życiu. Poza tym miło jest być na kon­fe­ren­cji fi­zy­ków, na któ­rej aplauz przy­po­mi­na ten na me­czach pił­kar­skich - po­wie­dział obec­ny na kon­fe­ren­cji współ­au­tor teo­rii o ist­nie­niu bo­zo­nu Hig­g­sa prof. Peter Higgs.

Od­kry­cie cząst­ki Hig­g­sa by­ło­by dla fi­zy­ków do­wo­dem na ist­nie­nie me­cha­ni­zmu, wy­ja­śnia­ją­ce­go, od czego za­le­ży masa czą­stek.

- Zwy­kle próż­nia ko­ja­rzy się z pust­ką. Otóż w fi­zy­ce próż­nia nie jest pust­ką. Próż­nia ma swoje bo­ga­te życie. Fi­zy­cy mówią, że próż­nia to jest takie miej­sce, gdzie nie ma czą­stek. Ale mogą tam być wir­tu­al­nie i od czasu do czasu mo­że­my za­ob­ser­wo­wać zja­wi­ska kwan­to­we, zwią­za­ne z tym wir­tu­al­ny­mi cząst­ka­mi. Przy czym w próż­ni ener­gia z nimi zwią­za­na wy­no­si zero. Cząst­ki Hig­g­sa są spe­cy­ficz­ne. Nawet jak ich nie ma, to ener­gia z nimi zwią­za­na jest duża i wszę­dzie taka sama - po­wie­dział prof. Le­szek Rosz­kow­ski z Na­ro­do­we­go Cen­trum Badań Ją­dro­wych w Świer­ku.

Ener­gia ta wy­peł­nia całą prze­strzeń, w któ­rej po­ru­sza­ją się cząst­ki. Nie­któ­re cząst­ki (w za­leż­no­ści od swo­ich wła­ści­wo­ści) do­zna­ją ze stro­ny tej ener­gii więk­sze­go lub mniej­sze­go oporu. Opór ten po­wo­du­je więk­szą lub mniej­szą bez­wład­ność, a tym samym spra­wia, że nie­któ­re cząst­ki łatwo jest roz­pę­dzić - są lżej­sze, a inne trud­no - czyli są cięż­sze.

Jedna z hi­po­tez za­kła­da ist­nie­nie jed­nej cząst­ki Hig­g­sa (tak jest w Mo­de­lu Stan­dar­do­wym), a inne kilku. Gdyby oka­za­ło się, że czą­stek Hig­g­sa jest wię­cej niż jedna, ozna­cza­ło­by to, że teo­ria jest szer­sza i obej­mu­je wiele nie­od­kry­tych czą­stek ele­men­tar­nych. Wśród nich mia­ły­by być cząst­ki ciem­nej ma­te­rii. Cho­dzi o ogrom­ne sku­pi­ska ma­te­rii w ko­smo­sie, które od­dzia­łu­ją gra­wi­ta­cyj­nie na swoje oto­cze­nie, ale są nie­wi­docz­ne dla na­szych te­le­sko­pów, po­nie­waż nie świe­cą, ani nie od­bi­ja­ją świa­tła.

Na­ukow­cy przy­pusz­cza­ją, że wy­ja­śnie­nie, czym jest ciem­na ma­te­ria wy­ma­ga od­kry­cia zu­peł­nie no­wych czą­stek ele­men­tar­nych, które nie są zdol­ne do od­dzia­ły­wań elek­tro­ma­gne­tycz­nych.

- Moż­li­we, że ciem­na ma­te­ria to za­gad­nie­nie z na­szej dzie­dzi­ny (fi­zy­ki czą­stek - red.). Tym­cza­sem Model Stan­dar­do­wy nawet nie sta­wia pytań o na­tu­rę ciem­nej ma­te­rii. Dla­te­go uwa­ża­my, że ko­niecz­ne jest zbu­do­wa­nie szer­sze­go mo­de­lu - po­wie­dzia­ła prof. Maria Kraw­czyk w Wy­dzia­łu Fi­zy­ki UW.

Prof. Wroch­na o od­kry­ciu cząst­ki Hig­g­sa: to wiel­ki dzień!

- Po­lo­wa­nie na "hig­g­sa", to przed­się­wzię­cie na­uko­we o skali znacz­nie prze­kra­cza­ją­cej lot czło­wie­ka na Księ­życ. To wiel­ki dzień, a od­kry­cie nowej cząst­ki jest naj­więk­szym od­kry­ciem od kil­ku­dzie­się­ciu lat – oce­nił dy­rek­tor NCBJ prof. Grze­gorz Wroch­na.

- To wiel­ki dzień. Uwień­cze­nie pra­wie 20 lat pracy ty­się­cy spe­cja­li­stów. Naj­więk­sze jak dotąd od­kry­cie na­uko­we XXI wieku i chyba naj­więk­sze w hi­sto­rii ludz­ko­ści wspól­ne po­ko­jo­we przed­się­wzię­cie – oce­nił dy­rek­tor Na­ro­do­we­go Cen­trum Badań i Roz­wo­ju (NCBJ) prof. Grze­gorz Wroch­na.

Pod­kre­ślił, że od­kry­cie uczo­nych do­ty­czy naj­bar­dziej ele­men­tar­nych skład­ni­ków całej ma­te­rii i fun­da­men­tal­nych praw nią rzą­dzą­cych.

- Od lat 80. wiemy, że u pod­staw wszyst­kich zja­wisk rzą­dzo­nych si­ła­mi ją­dro­wy­mi i elek­tro­ma­gne­tycz­ny­mi, więc świa­tła i dźwię­ku, wła­sno­ści ciał sta­łych i gazów, a nawet che­mii i bio­lo­gii leży tzw. model stan­dar­do­wy od­dzia­ły­wań fun­da­men­tal­nych. Jed­nak, aby był on w pełni zgod­ny z do­świad­cze­niem, musi za­wie­rać me­cha­nizm usta­la­ją­cy masy ob­ser­wo­wa­nych czą­stek. Jego prze­ja­wem po­win­no być ist­nie­nie tzw. cząst­ki Hig­g­sa, po­pu­lar­nie zwa­nej po pro­stu hig­g­sem – mówi prof. Wroch­na.

Jego zda­niem "po­lo­wa­nie na hig­g­sa to przed­się­wzię­cie na­uko­we o skali znacz­nie prze­kra­cza­ją­cej lot czło­wie­ka na Księ­życ". Pro­jek­to­wa­nie eks­pe­ry­men­tów, które do­ko­na­ły od­kry­cia roz­po­czę­to już w la­tach 80.

- Sam po­świę­ci­łem eks­pe­ry­men­to­wi CMS kil­ka­na­ście lat życia, a nie­któ­rzy moi ko­le­dzy pra­wie 20. Pierw­si pro­jek­tan­ci eks­pe­ry­men­tów ode­szli na eme­ry­tu­rę przed ich uru­cho­mie­niem, a naj­młod­sze osoby dziś peł­nią­ce wio­dą­cą rolę nawet ich nigdy nie spo­tka­ły. Skala cza­so­wa pro­jek­tu obej­mu­je więc dwa po­ko­le­nia, po­dob­nie jak nie­gdyś bu­do­wa go­tyc­kich ka­tedr – za­zna­cza dy­rek­tor NCBJ.

Oce­nia, że rów­nie bez­pre­ce­den­so­wa jest też skala prze­strzen­na. W sumie nad ak­ce­le­ra­to­rem i de­tek­to­ra­mi pra­co­wa­ło 10 ty­się­cy fi­zy­ków i in­ży­nie­rów z kil­ku­set in­sty­tu­cji re­pre­zen­tu­ją­cych kil­ka­dzie­siąt kra­jów.

- Ob­ser­wo­wa­łem wspól­nie pra­cu­ją­cych na­ukow­ców z kra­jów bę­dą­cych for­mal­nie w sta­nie wojny ze sobą, re­pre­zen­tu­ją­cych różne sys­te­my po­li­tycz­ne i kul­tu­ry. Sam ko­or­dy­no­wa­łem prace ze­spo­łu, w któ­rym prócz Po­la­ków byli Ame­ry­ka­nie, Au­stria­cy, Fi­no­wie, Ko­re­ań­czy­cy, Ro­sja­nie i Włosi. Wiele prac wy­ko­ny­wa­nych było w la­bo­ra­to­riach roz­sia­nych po świe­cie, także w Pol­sce – opi­sał prof. Wroch­na.

Przy­po­mniał, że sa­tys­fak­cja z tego, że w roku 2008 eks­pe­ry­men­ty przy LHC za­dzia­ła­ły bar­dzo spraw­nie, była ol­brzy­mia. "Za­dzia­ła­ło naj­więk­sze urzą­dze­nie ba­daw­cze świa­ta. Ale to był do­pie­ro śro­dek do celu. Celem był higgs i - miej­my na­dzie­ję - ko­lej­ne od­kry­cia ja­kich do­ko­na­my. Dziś ten naj­waż­niej­szy cel zo­stał osią­gnię­ty".

(PG)
http://wiadomosci.onet.pl...9732,temat.html

Van Worden - 2012-07-04, 20:24

No i to jest news :-)
GrzegorzB - 2012-07-04, 23:14

Ano :) Kilka lat intensywnego kursu fizyki, i nawet można by co nieco z tego zrozumieć :lol:
Van Worden - 2012-07-04, 23:55

Cytat:
Jeśli przez pokój pełen dziennikarzy przechodzi osoba całkowicie nieznana, nikt nie zwraca na nią uwagi i może się ona swobodnie poruszać. W świecie fizycznym tak jest w przypadku fotonów, które mają zerową masę. Jeśli jednak do tego samego pokoju wejdzie znana gwiazda filmowa, kontrowersyjny polityk, czy nawet ktoś, kto wywołał ostatnio jakiś skandal, dziennikarze natychmiast się wokół niego zgromadzą, sprawią, że stanie się "cięższy" i będzie musiał przeciskać się do wyjścia. W ten sposób dziennikarze "stają się" polem Higgsa.

Jak w takim razie możemy wyobrazić sobie bozon Higgsa? To cząstka związana z tym polem, za pośrednictwem której owo nadające masę oddziaływanie może się przenosić. By "zobaczyć" cząstkę Higgsa w działaniu, wystarczy otworzyć drzwi do pokoju pełnego dziennikarzy i szepnąć, że ktoś znaczący się pojawi. Żurnaliści zaczną się gromadzić, dyskutować, przekazywać sobie plotkę i z pewnością nie przegapią nikogo. W przypadku krążącej od kilku dni plotki, że pojawi się informacja o odkryciu cząstki Higgsa dziennikarze zgodnie z przewidywaniami nie zawiedli.

http://fakty.interia.pl/f...-higgsa,1818419

GrzegorzB - 2012-07-05, 01:33

No tak, ale mnie zdziebko o inne "rozumienie" idzie ;) Teoria zaburzeń, układ Weyla, hamiltonian oscylatora.... :lol:
jerzydom - 2012-07-09, 11:02

Nowy rodzaj żarówki diodowej, który przypomni "dawne" czasy
Może i tradycyjne żarówki są mało ekologiczne i stosunkowo drogie w eksploatacji, ale mają swoje zalety. Prosty, okrągły kształt cały czas może się podobać, tym bardziej, że zamontowanie powyginanej świetlówki energooszczędnej albo LED w starej lampie z pokoju babci psuje cały efekt. Na szczęście wymyślono rozwiązanie, które pozwoli połączyć nowoczesną technologię i znany wygląd lamp żarowych.

Projekt "Lit" stworzony przez Elie Ahovi zakłada wykorzystanie jako źródła światła zwykłych, mocnych diod LED. Nowością jest zastosowanie wygiętego włókna światłowodowego, przez które emitowane przez nie światło "płynie". To sprawia, że jest ono emitowane równomiernie w każdą stronę, tak jak w tradycyjnej żarówce albo świetlówce energooszczędnej (lampy LED dają zazwyczaj światło kierunkowe).

Efekt rozpraszania światła pod kątem 360 stopni można co prawda osiągnąć przez odpowiednie ustawienie diod albo zanurzenie ich w cieczy, ale taka lampka wyglądem daleko odbiega od tradycyjnej żarówki. "Lit" na pierwszy rzut oka nie różni się od niej niczym. Światłowód przypomina żarnik, a poliwęglanowa obudowa szklaną bańkę wypełnioną gazem (dodatkową zaletą jest to, że jej pęknięcie nie powoduje bezpowrotnego popsucia lampki).
Projekt zakłada modułową budowę - oddzielenie części świecącej od gwintu wkręcanego w gniazdo lampy - co ułatwia dopasowanie do różnych standardów. Możliwa będzie nawet sprzedaż "żarówki" z różnymi końcówkami. Co ważne, zastosowanie światłowodu nie ma wpłynąć negatywnie na wydajność, przez co "Lit" może zapewniać taką samą jasność i zużycie energii co obecnie dostępne do kupienia lampki LED-owe.
Projekt Elie Ahovi zyskał uznanie, jest laureatem prestiżowej nagrody Braun. Można spodziewać się, że za jakiś czas idea zostanie wprowadzona w życie i w sklepach zobaczymy świetlówki wyglądające jak lampy żarowe, ale wyprzedzające je technologicznie o "lata świetlne".
http://technowinki.onet.p...91,artykul.html

jerzydom - 2012-07-10, 06:43

Prywatna pływająca wyspa
Kupno wyspy to banał, każdy milioner może to zrobić. Ale kupno prywatnej pływającej wyspy, to nowość.
Firma Orsos Island stworzyła rodzaj jachtu, który można rozłożyć i wówczas staje się pływającą wyspą z łagodnym zejściem do wody.
Pływająca Wyspa zmieści na pokładzie 12 gości i dodatkowo czterech pracowników obsługi. Cała konstrukcja ma 20 m szerokości i 37 m długości. Dodatkową powierzchnię uzyskano na piętrze, co łącznie daje prawie 1000 mkw. powierzchni mieszkalnej.
Każda z sześciu luksusowych sypialni wyposażona jest w łazienkę oraz duże okno, aby można było podziwiać morskie widoki. Na życzenie dwa sąsiadujące pokoje będą mogły być połączone. Na słonecznym tarasie znajdują się wygodne leżaki. Z dachu można podziwiać przestronną panoramę. Kuchnia wyposażona jest w szerokiego grilla w formie bufetu i bar. W kolejnych pomieszczeniach znajdziemy jacuzzi oraz kącik wypoczynkowy.
Producent zamontował panele słoneczne oraz bezgłośny system pozyskania energii wiatrowej.
Projekt jest na razie tylko prototypem, ale publicznie ma być dostępny już w 2013 r. Do kupienia za około 4,6 mln dolarów.
Zdjęcia wyspy pod linkiem
http://biznes.onet.pl/pry...e-detal-galeria

jerzydom - 2012-07-11, 12:56

Bozon Higgsa nie jest pojedynczą cząstką?
Analizując dane zebrane w czasie ostatnich eksperymentów zakończonych wykryciem bozonu Higgsa, fizycy z USA stwierdzili, że wyniki CERN świadczą, iż prawdopodobnie nie jest to pojedyncza cząstka, ale triplet cząstek o różnych formach - poinformował portal i blog naukowy ArXiv.

4 lipca laboratorium CERN poinformowało o odkryciu cząstki, której właściwości są spójne z długo poszukiwanym bozonem Higgsa

Analiza danych przedstawionych przez CERN, dokonanej przez zespół fizyków amerykańskich z Argonne National Laboratory po kierownictwem prof. Iana Low, wskazuje, że odnaleziona cząstka wcale nie musi być jednym bozonem Higgsa, lecz dwoma lub trzema cząsteczkami.
Jak wynika z Modelu Standardowego z mechanizmem Higgsa, zakładającego istnienie bozonu o tej nazwie, wszystkie cząstki poruszając się w próżni napotykają na opór proporcjonalny do ich właściwości. Cała bowiem przestrzeń jest wypełniona energią jednakowej sile, związaną z bozonami Higgsa. Oznacza to, że od oddziaływań każdej cząstki z tą energią zależy jaka ma ona bezwładność czyli masę.

Jak uważają badacze z zespołu Lowa, dane pochodzące z CERN są niewystarczające, aby rozstrzygnąć kwestię identyfikacji zaobserwowanej cząstki.

Fizycy z Argonne National Laboratory nie odrzucają możliwości iż cząstka zaobserwowana przez CERN, to istotnie bozon Higgsa. Jednak ich zdaniem właściwości zaobserwowanej przez europejskie laboratorium cząsteczki świadczą raczej o prawdziwości teorii według której bozon Higgsa występuje w kilku różnych formach.

Zespół Lowa skłania się przy tym do hipotezy iż bozon ten występowałby w dwóch formach ("dubletach") lub trzech ("tripletach"), zaś wykryta cząsteczka byłaby właśnie jedną z trzech. Zdaniem fizyków oznaczałoby to, że istnieje wiele nieodkrytych jeszcze cząstek elementarnych, wśród nich zaś cząstki tzw. ciemnej materii, nie odbijające świata, ale oddziaływujące grawitacyjnie na otoczenie. Low wskazuje iż wynik pomiarów CERN pasuje do hipotezy o triplecie jako formie występowania bozonu Higgsa.

Zdaniem naukowców z USA oznacza to, że dane zebrane przez Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), znajdujący się w CERN, w rzeczywistości nie rozstrzygnęły problemu formy istnienia bozonu Higgsa i raczej wskazują na to iż nie jest to pojedyncza cząstka. Jak zauważyli badacze to dopiero początek procesu identyfikacji bozonu Higgsa.
http://nauka.money.pl/boz...-0-1121931.html

GrzegorzB - 2012-07-11, 13:02

Można się było takiego obroty spraw spodziewać.
jerzydom - 2012-07-13, 20:01

VoiceTra4U-M: mobilne tłumaczenie mowy na mowę w 23 językach
http://di.com.pl/news/459...3_jezykach.html

Android: Tłumaczenie "mówienie-mówienie" dla jęz. polskiego
http://di.com.pl/news/409..._polskiego.html

jerzydom - 2012-07-16, 06:33

Pierwszy chrześcijański tablet działa na Androidzie :-D
Amerykańska sieć księgarni Family Christian sprzedaje Edifi, „pierwszy chrześcijański tablet”. Czy to znaczy, że został poświęcony? Czy odmawia łączenia się z łamiącymi przykazania stronami internetowymi? Czy będzie na nim działał Facebook?

Domysły są poniekąd trafione. Tablet ma od razu wgrane następujące oprogramowanie: „bezpieczną” wyszukiwarkę treści, 27 wersji językowych Pisma Świętego oraz aplikację do słuchania chrześcijańskiego radia internetowego. Innymi słowy, klienci dopłacają za klika programów, które można ściągnąć w kilka minut.

Zainteresowani powinni się mieć na baczności, ponieważ za 150 dolarów jest im proponowany 7-calowy tablet Cydle M7 w nowej obudowie. Nie bez powodu nikt wcześniej o nim nie słyszał. Urządzenie działa na Androidzie 2.3, ma tylko łączność wi-fi i 8 GB pamięci.
Czujnych nie powinna zmylić oszałamiająca lista „rzeczy, które można na nim robić”, a mianowicie: słuchać muzyki, oglądać filmy w HD, sprawdzać maile, przeglądać zdjęcia i ściągnąć aplikacje do obsługi serwisów społecznościowych. Super, w przeciwieństwie od innych tabletów, ten faktycznie zasługuje na określenie „multimedialny”!

Te same bebechy i oprogramowanie, czyli Cydle M7, jest dostępny na rynku o 20 dolarów taniej. Ale nie ma w nim czterech darmowych e-booków, w tym „Bóg jest w rzeczach małych”.
http://technowinki.onet.p...56,artykul.html

jerzydom - 2012-07-16, 17:19

FAŁSZYWE ZEGARKI Z CHIN TRUDNE DO ODRÓŻNIENIA
Związek szwajcarskich producentów zegarków zorganizował wystawę chińskich kopii, zatrzymanych przez szwajcarskich celników. Fachowcy zaskoczeni są dokładnością wykonania podróbek. Model Ferrari znanej marki Hublot (na zdjęciu) ma nawet ten sam zapach

Większość fałszywych zegarków rozprowadzana jest poprzez sieć sklepów internetowych. Wprawdzie trudno jest wprowadzić kopie do renomowanych sklepów, sprzedających luksusowe szwajcarskie zegarki, ale takie przypadki zdarzają się ostatnio dość często. Kopie są na tyle doskonałe, że łatwo jest wprowadzić w błąd nie tylko nabywców, ale nawet specjalistów.

- Podrabiane zegarki potrafią być wykonane ze złota, tak jak oryginały, czy ozdobione diamentami. Najłatwiej je rozpoznać sprawdzając u producenta numer seryjny. Producenci podróbek podrabiają nawet certyfikaty autentyczności - mówi Władysław Meller z warszawskiego butiku Od czasu do czasu.
Nieudolne podróbki nie są dużym problemem dla producentów oryginałów - paradoksalnie zwiększają nawet popyt na oryginał. Prawdziwe straty, trudne do oszacowania, powodują chińskie kopie doskonałe, które zastępują wyroby szwajcarskich firm.

Jak szacuje Szwajcarska Izba Celna, na rynek trafia rocznie od 30 do 40 milionów podrobionych zegarków, co powoduje straty w wysokości nawet 10 miliardów dolarów rocznie dla producentów. Niemal 40 procent podróbek pochodzi z Chin. Najczęściej podrabiane są zegarki marki Rolex, Hublot, Bulgari i Cartier. Ich ceny zaczynają się od 50 dolarów, ale można też trafić podróbki za 1000 dolarów.
http://platine.pl/falszyw...plotko-polecacz

jerzydom - 2012-07-22, 10:36

Spróbujesz szynki wodnej?
Koniec z szynką za 10 zł. Unia Europejska zmienia zasady znakowania i nazywania produktów. Wędlina ze wstrzykniętą wodą nie będzie mogła się już nazywać swojską szyneczką, ale po prostu wodą z szynką. Na etykiecie wszystkich produktów spożywczych przeczytamy też z jakich krajów pochodzą jego składniki.

Obecnie każdy kraj członkowski UE ma inne przepisy dotyczące znakowania produktów spożywczych. Dla wielu producentów to problem, bo chcąc wysyłać swój produkt do Niemiec, Szwecji i jednocześnie na przykład do Polski każda etykieta powinna zawierać nieco inne informacje. Unie Europejska stwierdziła więc, że lepiej prawo ujednolicić, a jednocześnie lepiej zadbać o konsumentów.

Nowe przepisy unijne już weszły w życie, ale liczba zmian sprawiła, że wszyscy producenci żywności będą musieli się do nich stosować dopiero od 13 grudnia 2014 roku. A co się zmieni?
Woda o smaku szynki

Prawdziwa rewolucja szykuje się dla branży mięsnej i rybnej. Kiełbasy, szynki, pasztety, parówki, a także filety rybne czy całe sztuki mrożonych ryb będą musiały być dużo lepiej oznaczone, jeśli do ich produkcji użyto wody. A dziś jest to normą. Szynka za 10 zł to tak naprawdę 50 proc. mięsa i 50 proc. wody.

- Jeżeli dodana do produktu woda stanowi powyżej 5 proc. wagi, to informację o tym trzeba będzie podać w nazwie produktu. Będzie więc na pewno ciekawie - zapowiada Dorota Balińska-Hajduk, dyrektor Biura Kontroli Jakości Handlowej Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS).

Szynka ze wstrzykniętą wodą za 2,5 roku nazywać się już powinna „szynką z wodą” albo „wodą o smaku szynki”. W IJHARS żartuje się, że może być też „wodna szynka”. Oczywiście nikt po taki produkt na sklepowej półce nie sięgnie.

- Trwają jeszcze prace nad dokładnym nazewnictwem tego typu produktów. Aby nie wystraszyć konsumenta, może się okazać, że producenci zaczną używać profesjonalnego slangu. Wtedy „szynka wodna” stanie się szynką wysokowydajną - tłumaczy Dorota Balińska-Hajduk.

Nie ma statystyki ile na rynku jest wędlin wysokowydajnych. Śmiało można jednak stwierdzić, że jest to nawet 95 proc. szynek jakie kupujemy. Problem w tym ile producent wody wstrzykuje w mięso. 5-procentowy próg jest bardzo niski i sprawia, że nawet uczciwi masaże będą musieli zmienić nazwy swoich wędlin. Zamiast więc rozróżnienia dobrych od złych produktów niemal wszystkie staną się „wysokowydajne”. A kupujący jak nie potrafią rozróżnić dobrej wędliny, tak dalej nie będą potrafili. Zmian dotyczących mięs, wędlin i ryb będzie więcej. Unia Europejska między innymi nakazuje, by od grudnia 2014 produkty powstałe z połączonych kawałków mięsa (lub ryby) miały informację o tym także w nazwie. Dziś często przez producentów jesteśmy oszukiwani - coś wydaje się nam w całości zamrożonym filetem, a w rzeczywistości powstało jedynie ze złączonych kawałków. Sprawa dotyczy tu przede wszystkim ryb.

Mleko z Polski? Jogurtu nie kupię!

To nie koniec rewolucji. Od grudnia 2014 każdy produkt spożywczy będzie musiał mieć na etykiecie informację skąd pochodzą jego składniki. Choć przepisy zostały już uchwalone, to cały czas trwa walka o to, jak je w tym miejscu dokładnie rozumieć.
- Pojawiały się nawet pomysły, aby była to informacja, skąd pochodzi każdy surowiec użyty do produkcji. Proszę sobie jednak wyobrazić, jakby wyglądała etykieta dla produktu, w którym składników jest kilkanaście. To byłby już absurd. Jeśli kupujemy kiełbasę z papryką, to nikogo przecież nie interesuje, skąd jest ta przyprawa - mówi Stanisław Kowalczyk szef IJHARS, która będzie czuwać nad przestrzeganiem nowego prawa.

Kwestia znakowania produktów miejscem pochodzenia składników jest delikatna, bo nie każdy chce się chwalić, skąd wziął na przykład mleko do swoich jogurtów.
- Polska sprzedaje bardzo dużo nieprzetworzonego mleka do Niemiec, z którego później na miejscu robi się jogurty. Niemiecki konsument niezbyt chętnie sięgnie po produkt z informacją: mleko z Polski. Z drugiej strony my niezbyt chętnie kupimy grzyby z Białorusi - tłumaczy kontrowersje Stanisław Kowalczyk

Pewne jest jedno, że dowiemy się o tym, skąd pochodzi mięso wieprzowe, drobiowe oraz owcze i kozie. Na doprecyzowanie przepisów dotyczących pozostałych produktów Unia Europejska dała sobie czas jeszcze do grudnia 2014 roku. Najprawdopodobniej informować trzeba będzie o tym, skąd są składniki, które stanowią powyżej 50 proc. gotowego produktu. Co ważne, zakazane też będzie podszywanie się pod jakiś kraj. Dziś na przykład nagminne jest, że polscy producenci makaronów na etykiecie swoich wyrobów dają flagę... włoską.

Odchudzających już nie oszukają

Unia Europejska zadbała nie tylko o to, czego nowego dowiemy się o kupowanym jedzeniu, ale też, w jaki sposób to zrobimy. Nowe przepisy określają nawet...rozmiar czcionki na etykiecie. Minimalnie będzie ona musiała mieć 1,2 mm, a jeśli powierzchnia opakowania (nie etykiety!) jest mniejsza niż 80 cm2, wówczas wyjątkowo literki będą mogły mieć 0,9 mm.

- Ustalenie czcionki sprawi, że z produktów znikną informacje w 10 językach. Po prostu zabraknie dla nich miejsca. Dziś producenci żywności nanoszą je na opakowania nie dlatego, że eksportują dany produkt. Często ma to na celu po prostu zniechęcenie do szukania informacji - tłumaczy Dorota Balińska-Hajduk.

A miejsca na etykiecie będzie jeszcze mniej od grudnia 2016 roku. Wtedy zaczną obowiązywać kolejne zmiany. Producenci żywności na każdym wyrobie będą musieli podać dokładną wartość energetyczną (w kilodżulach lub kaloriach).
- Mamy tu długą listę dodatkowych informacji. Na etykiecie będzie musiała się pojawić informacja o zawartości tłuszczu, kwasów tłuszczowych nasyconych, węglowodanów, cukrów, białka oraz soli - mówi dyrektor Biura Kontroli IJHARS.

Poza tym pojawią się też informacje o alergenach na wszystkich produktach - dziś wyłączone z tego obowiązku są tzw. małe opakowania. Dodatkowo informacja o składnikach wywołujących uczulenia powinna zostać specjalnie oznaczona. Może to być podkreślenie, pogrubienie lub jaskrawy kolor czcionki.

A to wszystko po to, by konsument był jak najlepiej poinformowany. Życzymy miłej lektury!
http://finanse.wp.pl/kat,...ml?ticaid=1ed9a

Remington - 2012-07-22, 12:13

No, w końcu zrobią z tym porządek. To tak jakby zgodnie z prawem dolewano wodę do benzyny i sprzedawano ją w cenie promocyjnej.
inquiz - 2012-07-23, 09:46

Jaki porządek? Znów się okaże że nowym przepisom nie sprostają małe, rodzinne zakłady bez zaplecza finansowego na dodatkowe badania i papiery. A te duże koncernowe molochy na pewno znajdą sposób aby się w tym zmieścić.
A co do kiepskiego żarcia to jak wszędzie kupuje się złudzenia. Kilo mięsa wieprzowego w skupie wychodzi po jakieś 10 zł (mięsa czyli bez kości, skóry i flaków). Parówki są po 6, kiełbasa w promocji po 10 a szynka wiejska po 15 - faktem jest że skóry pójdą do pasztetu a z kości będzie MOM ale i tak trzeba albo kupować świadomie albo trochę samemu przerabiać na wędliny.

jerzydom - 2012-07-24, 05:58

Miasto na morzu. Szalony wymysł Stalina [FILM]

2,5 tys. mieszkańców, 300 kilometrów mostów, 2 tys. szybów naftowych i fabryka lemoniady. Oto najdziwniejsze miasto świata - położone na pełnym morzu Neft Daszlari.
Miasto na morzu w Azerbejdżanie

Zdjęcia i film pod linkiem
http://bryla.gazetadom.pl...ina__FILM_.html

jerzydom - 2012-07-25, 06:47

Tajemnica długowieczności za 10 milionów dolarów?
Genetycy zamierzają odkryć tajemnicę długowieczności. Zachętą do przeprowadzenia wiarygodnych badań jest wysoka nagroda.

Może nie będzie ona tak prestiżowa jak nagroda Nobla, ale będzie za to kilkukrotnie wyższa. Nagrodę Genomics X - dziesięć milionów dolarów - otrzyma ten, kto zidentyfikuje geny decydujące o długim i zdrowym życiu.

Warunkiem jest odkrycie całego kodu genetycznego stu osób, które mają sto lub więcej lat. Dodatkowy warunek to koszt - zsekwencjonowanie jednego genomu nie może kosztować więcej niż tysiąc dolarów. Jako pierwszy swą kandydaturę zgłosił teraz amerykański genetyk i przedsiębiorca dr Jonathan Rothberg.
Termin nadsyłania zgłoszeń upływa w maju,genetyczny wyścig rozpocznie się oficjalnie we wrześniu przyszłego roku. Nagrodę przyznaje fundacja X Prize.
http://nauka.money.pl/taj...-0-1130101.html

jerzydom - 2012-08-01, 16:46

Czy grozi nam robokalipsa?

Już dziś prace nad sztuczną inteligencją zadziwiają naukowców. Powstają systemy sterujące całymi miastami, a ludzie dobrowolnie przekazują kontrolę maszynom. Czy słusznie? Wiele osób twierdzi, że w końcu się doigramy...

Trudno wyobrazić sobie przyszłość bez udziału inteligentnych maszyn i robotów, wszak to one stanowią jeden z wyznaczników naszego technologicznego postępu. Jednak w przeciwieństwie do japońskiej popkultury, gdzie roboty są synonimem przyjaznych pomocników, zachodnia cywilizacja od dziesięcioleci karmiona była futurystycznymi wizjami, gdzie maszyny buntowały się, by zawładnąć ludzkością. Takiemu postrzeganiu przyszłości z pewnością przysłużyli się pisarze powieści science-fiction, tudzież reżyserzy podobnych ekranizacji. Czy rzeczywiście mamy się czego obawiać? Wiele osób twierdzi, że tak.

Maszyny poza kontrolą
Odkąd człowiek zaczął eksperymentować z robotami i sztuczną inteligencją, których podstawowym celem jest czynienie naszego życia łatwiejszym, zdarzały się przypadki, kiedy maszyny odmawiały posłuszeństwa. Już w 1946 r. robot udający Dziadka Mroza na jednej z moskiewskich wystaw sklepowych, w wyniku spięcia wydostał się spoza jakiejkolwiek kontroli i zaczął demolować witrynę sklepową. Mimo że nie był to model zaawansowany technicznie zrobił duże wrażenie adekwatne do czasów, w których przyszło mu niszczyć.

Skoki napięcia często mogą powodować wariacje w oprogramowaniu. Nie wiadomo jednak czy były one przyczyną wypadku z udziałem południowoafrykańskiej armii, bowiem do dzisiaj nie ustalono, w jaki sposób doszło do błędu w systemie, który spowodował, że jedno z dział zaczęło nagle strzelać. Wypadek miał miejsce przed pięcioma laty na poligonie w Lohatlha (RPA). Podczas tradycyjnych manewrów zrobotyzowana bateria działek przeciwlotniczych (Oerlikon GDF-005) ni z tego ni z owego zaczęła ostrzeliwać własnych żołnierzy, eksplodującymi pociskami kalibru 35 mm. W tego typu modelach dział istnieje tryb pracy, który nie tylko w znacznej mierze automatyzuje celowanie, ale także umożliwia samoczynne przeładowywanie się broni. Zginęło 9 żołnierzy, a 15 zostało rannych. Co gorsza działo nie przestało strzelać nawet wtedy, gdy jednemu z żołnierzy udało się do niego podbiec. Próby wyłączenia nie dały żadnego rezultatu.

To nie jedyny taki przypadek. Eksperci wojskowi wielokrotnie wspominali o buncie maszyn w Afganistanie. Podczas misji stabilizacyjnej w Iraku doszło nawet do incydentu, kiedy działo o mało co nie zestrzeliło swojego śmigłowca. Oczywiście w tego typu wypadkach nie należy się doszukiwać żadnej celowości. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności i daleko nam jeszcze do scenariuszy jakimi raczył nas Christopher Hatton w filmie „Robotropolis”, czy Jim Wynorski w „Buncie Maszyn”, nie wspominając już o „Robokalipsie” Daniela H. Wilsona czy słynnym „Terminatorze” Camerona. Faktem jest jednak to, że gdyby doszło do zaprogramowanego buntu bylibyśmy bez szans.
Prace nad sztuczną inteligencją
Roboty są wszędzie. Na całym świecie pracuje ich ponad 1,5 mln. W Japonii już dziś na 1000 pracowników przypada 32 roboty. Pracują jako recepcjoniści w hotelach, sprzątają pokoje i biura, karmią osoby starsze i niepełnosprawne, podają herbatę i witają gości. Wtopiły się w życie codzienne do tego stopnia, iż zdarza się, że podczas pierwszych dni swojej pracy witane są w czasie uroczystości religijnych. Czy tego chcemy czy nie roboty są obecne w naszym życiu. Mało tego nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Poprzez specjalne oprogramowanie kontrolują ruch uliczny, sygnalizacje świetlne, systemy radarowe, elektrownie, komputery, internet – słowem wszystko. Oczywiście nie do końca samodzielnie. Człowiek powierza im wiele skomplikowanych zadań, ale nie pozostawia pełnej swobody. Do tego jeszcze daleko, choć badania nad sztuczną inteligencją z roku na rok postępują w zastraszającym tempie.

Nie są to tylko programy typu Cleverbot, gdzie każdy użytkownik może tworzyć własnego wirtualnego towarzysza rozmów, obdarzonego namiastką sztucznej inteligencji (jest to rodzaj aplikacji internetowej). Prace nad sztuczną inteligencją zwieńczone zostały już kilkoma sukcesami. Jednym z nich jest robot o imieniu „Adam” stworzony przez zespół Ross Kinga z Aberystwyth University w Walii. Adam, nie tylko sam potrafi wykonywać badania, ale także wyciągać z nich wnioski i na podstawie uzyskanych rezultatów planować dalsze eksperymenty. Jego największym osiągnięciem było rozwiązanie zagadki, nad którą uczeni głowili się od dziesięcioleci. Maszyna zlokalizowała bowiem ważny gen w drożdżach i przeprowadziła eksperymenty potwierdzające to odkrycie. Naukowcy poszukiwali ludzkich odpowiedników tego genu od lat 60. ubiegłego stulecia. Kontroluje on enzym odpowiedzialny za produkcję lizyny - aminokwasu odgrywającego decydującą rolę w procesie wzrostu.

Naukowcy z Bristol Robotics Lab zbudowali z kolei robota wyposażonego w sztuczne jelito. Sam potrafi trawić biomasę, czerpiąc w ten sposób energię, pozwalającą na funkcjonowanie siedem dni bez przerwy. Do „życia” potrzebuje wody, którą regularnie pobiera, a raz na dobę pozbywa się niewykorzystanych resztek. Pikanterii całej sprawia dodaje fakt, że według tygodnika „New Scientist” w badaniach nad rozwojem sztucznej inteligencji wykorzystywano komórki mózgowe szczurów, zaś obecnie do podobnych testów pobiera się ludzkie komórki mózgowe i nerwowe.

Człowiek vs. Robot

Czy bylibyśmy w stanie wpuścić do naszego życia roboty na tyle, na ile robią to Azjaci? Zmierzają do tego badania prof. Kerstin Dautenhahn z University of Hertfordshire, specjalistki od sztucznej inteligencji, która bada wzajemne relacje ludzi i robotów. O ile Japończycy koncentrują się na samej inżynierii, brytyjscy naukowcy testują, jak przystosowują się one do sytuacji społecznych. W tym celu zakupili dwupiętrowy budynek w Hatfield, gdzie od ponad trzech lat ludzie i androidy żyją w swoistej komitywie. Przeprowadzone przez nich badania wykazały, że 20% ankietowanych widziałoby w robotach swojego przyjaciela i tyle samo, partnera.

W jednym z raportów brytyjskiego Centrum Badań Automatyki i Robotyki przewidywano, że za 75 lat po roboty sięgnie nawet policja, wspomagając tym samym walkę z przestępcami. Jeszcze dalej w swoich prognozach idzie David Levy, autor książki „Miłość i seks z robotami: rozwój stosunków człowiek–robot”. Szkocki mistrz szachowy, od lat zajmujący się sztuczną inteligencją, przekonywał, że seks z robotem to tylko kwestia czasu, zaś pierwsze mieszane małżeństwo pojawi się już w 2050 r. Jest na tyle precyzyjny, że określa nawet miejsce, gdzie ów związek miałby być zalegalizowany (w Massachusetts, bo jest najbardziej liberalnym stanem w USA - jako pierwsze wprowadziło rejestrację małżeństw homoseksualnych).
Z jednej strony z ciekawości, z drugiej może z obawy i „na wszelki wypadek” przeprowadzono w 2010 r. roku eksperyment, w którym badano stopień bólu jaki robot może sprawić człowiekowi w czasie bójki. W tym celu dwóch naukowców dało się nawet „pobić” mechanicznemu przeciwnikowi. Badanie, które zaaranżował prof. Borut Povse w słoweńskiej Lublanie, miało również na celu analizę szybkości z jaką porusza się ramię robota w czasie uderzenia. Jak wyglądało w praktyce? Robot wymierzał ciosy w różnych konfiguracjach, a naukowcy określali skalę bólu jaki im zadał. Podobny eksperyment przeprowadził Sami Haddadin z Deutsches Zentrum für Luft und Raumfahrt. Badanie wyglądało niemal identycznie z tym, że robot atakował za pomocą noża. Oczywiście czujnik w robocie zatrzymywał ostrze tuż przed ciałem naukowca.
W sieci sieci

Przy wielu teoriach spiskowych na temat futurystycznego buntu maszyn pojawia się także wizja, w której wszystkie roboty sterowane są za pomocą zdalnego systemu, rodzaju globalnej sieci (w „Terminatorze” za taką służył SkyNet). Czy jest to realne? Na to pytanie chyba wszyscy znają odpowiedź. Wystarczy wspomnieć o internecie i wszystkich hakerskich atakach, dokonywanych przez ludzi. Wiedząc gdzie i jak wejść jesteśmy w stanie przejąć kontrolę niemal nad każdą maszyną. A skoro potrafi to człowiek, aż strach pomyśleć z jaką precyzją zrobi to robot.

Apokaliptyczne wizje przywodzi na myśl jeden z najbardziej oryginalnych projektów finansowanych przez Unię Europejską. Mowa o RoboEarth, który ma służyć jako platforma wymiany doświadczeń i wiedzy dla robotów. Połączenie internetu i wikipedii. Chodzi o to, że roboty działają niestandardowo. Dzięki takiej bazie informacji, będą mogły zamieszczać i pobierać informacje na temat tego w jaki sposób wykonać określone zadania czy czynności. Naukowcy ze Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Technologicznego w Zurychu mówią, że dzięki temu roboty rozwiną się szybciej i zaczną w pełni służyć człowiekowi. Będą miały bowiem wiedzę o swoich stwórcach. Nad projektem pracuje 35 naukowców z rożnych krajów, jednak pierwsze wyniki badań poznamy dopiero za trzy lata.

W wielu posępnych wizjach roboty przejmują kontrolę nad światem, tymczasem sami tworzymy dziś miasta, w których w pełni zdajemy się na maszyny. Przykładem jest projekt spółki Living PlanIT o nazwie PlanIT Valley. W Portugalii, kilkadziesiąt kilometrów od Lizbony, buduje pierwsze samowystarczalne energetycznie miasto. Miasto będzie posiadało automatyczny system dowodzenia. Dzięki specjalnym czujnikom system będzie wiedział co się dzieje. W przypadku pożarów sam będzie mógł je gasić, przekazując sygnał karetce pogotowia, tak ustawi światła na skrzyżowaniach, by ambulans dotarł na miejsce zdarzenia możliwie najszybciej, a w przypadku upałów sam podkręci klimatyzację. A to tylko część atrakcji. Eksperymentalne miasto ma powstać już w 2015 r.

Mimo że żaden bunt nam na razie nie grozi boimy się go. Intuicyjnie trudno nam się w pełni przekonać do robotów, bo od dziesięcioleci karmieni jesteśmy pożywką strachu przed sztuczną inteligencją. Stanisław Lem przestrzegał przed bagatelizowanie maszyn, które często przewyższają nas inteligencją. Czy aby na pewno? Czy systemem algorytmów da się zastąpić człowieka? Bez względu na to jakie odczucia towarzyszą nam na myśl o towarzystwie robotów, musimy mieć świadomość, że rozwój robotyki z roku na rok będzie coraz bardziej zauważalny. Jednych przerażają, innych fascynują. Wszyscy jednak mają świadomość, że bez nich żyłoby się trudniej.
Kamil Nadolski
http://technowinki.onet.p...65,artykul.html

jerzydom - 2012-08-03, 06:30

Naukowcy uruchomili najpotężniejszy laser na świecie
Głęboko pod ziemią Kaliforni, w ośrodku o nazwie Lawrence Livermore National Laboratory’s National Ignition Facility znajduje się laser, który zajmuje powierzchnię dziesięciu pięter.
Na początku tego miesiąca naukowcy zaczęli korzystać z jego mocy w ramach badań nad fuzją termojądrową. 5 lipca wygenerowano 192 wiązki laserowe, które skupiono w jednym punkcie o średnicy 2 milimetrów. W rezultacie otrzymano promień lasera o mocy 500 bilionów watów, najsilniejszy jaki kiedykolwiek udało się uzyskać.
Nie była to jednak próba pobicia rekordu Guinnessa. Naukowcy mają nadzieję, że właśnie dzięki niezwykle potężnym laserom uda się w przyszłości zainicjować kontrolowaną reakcję termojądrową. Na razie droga do uzyskania kontrolowanej fuzji termojądrowej jeszcze daleka, ale z takim laserem cel wydaje się być o krok bliżej.
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-08-03, 06:34

mPowerPad - wielofunkcyjne urządzenie zasilane energią słoneczną
mPowerPad to gadżet, który może przydać się podczas wakacji. Dzięki energii słonecznej to niewielkie urządzenie zamienia się w radio, latarkę, a nawet odstrasza owady.
Dla wielu osób idealne wakacje to urlop z dala od cywilizacji, gdzie nie ma hałasu i zamieszania czynionych przez innych ludzi. Niestety, w takich miejscach brakuje też zazwyczaj prądu. Oczywiście gotowanie na ognisku i wieczory spędzane przy świecach mają mnóstwo uroku, ale czasem jednak czujemy się osamotnieni bez rzeczy, które dotychczas zawsze mieliśmy pod ręką.
Nawet w środku lasu bezpiecznie i rozsądnie jest mieć ze sobą takie przedmioty jak telefon komórkowy, latarka czy środek odstraszający komary. Nie musimy z nich rezygnować nawet wtedy, gdy najbliższe źródło prądu znajduje się wiele kilometrów od miejsca, w którym rozbiliśmy namiot. mPowerPad to niewielkie urządzenie, które przypomina wyglądem tablet. Po jednej stronie ma baterie słoneczne, które trzeba naładować – wystarczy potrzymać urządzenie w słońcu w pogodny dzień. mPowerPad kryje bowiem w sobie akumulator o pojemności 2500 mAh, a panel słoneczny jest w stanie naładować go do pełna w ciągu sześciu godzin.
mPowerPad może pełnić kilka przydatnych funkcji. Najważniejszą z nich jest ładowarka – urządzenie zostało wyposażone w dwa porty USB pozwalające na podłączenie dowolnych urządzeń. Gdy dosięgnie nas tęsknota za codziennym życiem, możemy włączyć radio lub poczytać wieczorem książkę w świetle lampki. Urządzenie ma także wbudowaną latarkę, a nawet - ultradźwiękowy odstraszacz owadów, który biorąc pod uwagę plagę komarów w naszym kraju, może stać się prawdziwym skarbem.
mPowerPad jest odporny na kurz, wilgoć i upadki, sprawdzi się więc w spartańskich warunkach. Gadżet trafi niebawem do sklepów, a jego cenę określono na ok. 80 dolarów. Mając to urządzenie, trzeba będzie jedynie trzymać kciuki, aby pogoda dopisała.
Anna Paczuska
http://rtvagd.wp.pl/kat,1...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-08-07, 16:34

Latający komputer stworzy mapę inkaskich ruin
Już wkrótce nad ruinami miasta Inków w Peru przefrunie niewielkie urządzenie. Wykona zdjęcia, które posłużą do stworzenia trójwymiarowej mapy okolicy. To ułatwi i przyspieszy pracę archeologów - czytamy na stronie Vanderbilt University.

Obecnie zbieranie danych do map stanowisk archeologicznych wymaga wielu miesięcy, a opracowanie danych - kolejnych lat. Tradycyjne metody pomiarowe wymagają wielokrotnych wizyt na badanym terenie, stosowania całych zestawów instrumentów geodezyjnych do pomiaru kątów, taśm mierniczych i robienia zdjęć.

Nowe podejście do tworzenia map proponuje archeolog i inżynier z amerykańskiego Vanderbilt University w Tennessee. Cały proces można znacznie skrócić, stosując ich bezzałogowe urządzenie latające (UAV), naszpikowane kamerami i urządzeniami Systemu Informacji Geograficznej (GIS). Dron posiada również minikomputer z programem sterowania lotem (pozwalający urządzeniom pracować bez asysty operatora), ale bez problemu mieści się w plecaku. Powstał w ośrodku Aurora Flight Sciences.
W ramach testów, twórcy drona - prof. Julie Adams i Steven Wernke - stworzą dokładną, trójwymiarową mapę stanowiska archeologicznego Mawchu Llacta. Mapa pozwoli archeologom lepiej poznać miejsce, w którym doszło do jednego z największych masowych przesiedleń w historii. Nastąpiło ono w drugiej połowie XVI w. za sprawą hiszpańskich kolonizatorów, przesiedlających w sumie 1,5 mln andyjskich tubylców.

"Mapowanie jest kluczowym elementem badań archeologicznych" - podkreślał w rozmowie z BBC prof. Wernke. Jego zdaniem pozwala ono lepiej poznać kontekst historycznych wydarzeń, ułatwiając zrozumienie dawnych społeczeństw i ich dynamiki.

Dokumentacja Mawchu Llacta za pomocą tradycyjnych technik wymagałaby siedmioletniej obecności archeologów - podkreślają eksperci. Przez cały ten czas co roku (w porze suchej) spędzaliby oni w terenie po sześć miesięcy. Gdy zostanie dopracowana technika pomiarów z użyciem drona, czas potrzebny na obfotografowanie i zmierzenie stanowiska będzie się liczyć dosłownie w minutach. Badacze wrócą jednak w teren w przyszłym roku, aby nie dopuścić do przeoczeń i wykluczyć ewentualne przekłamania, do jakich mogłoby dojść podczas laboratoryjnej obróbki zdjęć z powietrza.

Mapa stanowiska pozwoli też na "wirtualną" ochronę stanowiska (choć dron nie potrafi mapować wnętrza ruin). "Biorąc pod uwagę tempo okradania i niszczenia stanowisk archeologicznych na świecie, nowa technika wydaje się ekscytującą metodą cyfrowej archiwizacji" - mówi zaangażowana w prace prof. Julie Adams.

Zdaniem Adams z biegiem czasu urządzenie posłuży badaczom z całego świata. "Szukamy rozwiązań, które pozwolą archeologom, nie mającym przeważnie smykałki technologicznej, używać system bez pomocy ze strony techników czy inżynierów" - mówi.

Sprzęt ma też potencjalnie inne zastosowania, m.in. do oceny miejsc katastrof. (PAP)
http://tech.money.pl/lata...-0-1138511.html

jerzydom - 2012-08-17, 15:40

Komputery kwantowe coraz bliżej
Powstał nowy tranzystor, który potrafi manipulować spinami elektronów - dzięki czemu może zamykać i otwierać przepływ prądu elektrycznego. Wynalazek jest krokiem ku budowie komputerów kwantowych - urządzeń wielokrotnie szybszych i wydajniejszych niż dzisiejsze.
Publikacja naukowców z niemieckiego Uniwersytetu w Ratyzbonie i z Instytutu Fizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie na temat osiągnięcia pojawiła się w najnowszym wydaniu prestiżowego tygodnika "Science".
Tranzystory powszechnie stosowane są w urządzeniach codziennego użytku - znajdują się np. w układach scalonych czy procesorach. Mogą kontrolować przepływ ładunków elektrycznych. Miniaturyzacja obwodów funkcjonujących na tej zasadzie jest jednak trudna m. in. z uwagi na wydzielające się ciepło. Szanse na dalszy postęp miniaturyzacji naukowcy upatrują w spintronice - dziedzinie, w której pod uwagę szczególnie bierze się nie ładunek elektryczny, ale inną cechę kwantową: spin elektronu, a więc wewnętrzny moment pędu.
"Spin elektronów może być efektywniej wykorzystany niż ich ładunek elektryczny" - stwierdza w rozmowie z PAP szef polskiego zespołu, prof. Tomasz Wojtowicz z IF PAN.
Jak poinformował IF PAN w przesłanym PAP komunikacie, pamięci spintroniczne nie traciłyby informacji po odłączeniu zasilania, a procesory spintroniczne potrafiłyby fizycznie modyfikować własne obwody, dopasowując swoją strukturę do aktualnych potrzeb. Z kolei umiejętność operowania spinami pojedynczych elektronów otworzyłaby drogę do budowy komputerów kwantowych - urządzeń, które zgodnie z przewidywaniami teoretyków będą realizować pewne klasy algorytmów w nieprawdopodobnie krótkim czasie. Na razie wiadomo, że opracowany przez badaczy tranzystor potrafi manipulować spinami elektronów - dzięki czemu może zamykać i otwierać przepływ prądu elektrycznego.
Nowy, tzw. adiabatyczny tranzystor spinowy ma na razie pewne ograniczenia - działa w temperaturze bliskiej zeru absolutnemu. Jednak ekspert z IF PAN zaznacza, że prototyp powstał nie po to, by zastąpić tradycyjne tranzystory w urządzeniach elektronicznych, jakich dziś używamy. Tranzystor opisany w publikacji w "Science" mógłby za to znaleźć zastosowanie w urządzeniach nowej generacji, a więc np. komputerach kwantowych. Takie zdolne do manipulowania spinami tranzystory mogłyby wchodzić np. w skład procesorów takich niewyobrażalnie szybkich komputerów.
Urządzenie opracowane przez niemiecko-polski zespół nie jest pierwszym w historii spinowym tranzystorem. Pierwszą ideę budowy półprzewodnikowego tranzystora spinowego przedstawiono w 1990 roku, a pomysł udało się sprawdzić doświadczalnie trzy lata temu. Otrzymane sygnały były jednak słabe, a elektrony szybko traciły początkowy kierunek spinu. Urządzenie niemiecko-polskiego zespołu okazało się wydajniejsze.
Realizacja nowej idei była możliwa głównie dzięki przyrządowi półprzewodnikowemu wykonanemu w IF PAN. Jego elementy powstały z tellurku kadmu z dużą domieszką manganu. "W tym doświadczeniu byliśmy dostawcami technologii półprzewodnikowych o wyjątkowych parametrach" - podkreśla prof. Wojtowicz i dodaje, że ruchliwość elektronów w nanostrukturach wytworzonych przez Polaków jest w tej grupie układów największa na świecie. "To efekt siedmiu lat intensywnej pracy nad obecnymi materiałami i niemal 20 lat naszych doświadczeń nad technologiami epitaksji z wiązek molekularnych, które rozwijamy wraz z profesorami Grzegorzem Karczewskim i Jackiem Kossutem w Środowiskowym Laboratorium Fizyki i Wzrostu Kryształów Niskowymiarowych IF PAN" - dodaje prof. Wojtowicz.
Idea adiabatycznego tranzystora spinowego w przyszłości będzie mogła być zrealizowana także za pomocą materiałów zbudowanych z innych pierwiastków niż kadm i tellur. Nowe tranzystory i urządzenia mogłyby wtedy działać także w temperaturze pokojowej, co byłoby kolejnym krokiem na drodze do zastosowań spintroniki.
Unikatowe struktury półprzewodnikowe w IF PAN powstały w ramach projektu "Kwantowe nanostruktury półprzewodnikowe do zastosowań w biologii i medycynie" realizowanego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.
Ludwika Tomala
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-08-19, 10:27

Ten aparat jest szybki jak błyskawica
Femto-fotografia będzie przyszłością fotografii? Jak przekonują specjaliści, powinniśmy przestać obsesyjnie zajmować się megapikselami w aparatach fotograficznych i skupić się na nowym wymiarze obrazowania. Skonstruowali oni specjalny aparat, za pomocą którego można stworzyć film pokazujący w zwolnionym tempie ruch światła. (TR)

Pod linkiem filmik http://wiadomosci.onet.pl...ca,91895,w.html

jerzydom - 2012-08-28, 06:40

Telewizja o rozdzielczości szesnastokrotnie większej niż HDTV 1080p - jest nowy standard
Nawet do 24 kanałów dźwięku? Międzynarodowa Unia Telekomunikacyjna (ITU - International Telecommunication Union), agencja działająca w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych (UN - United Nations) zatwierdziła nowy format telewizyjny, który podnosi rozdzielczość przekazywanego obrazu do bagatela 32 megapikseli.
Jest to szesnastokrotnie większa rozdzielczość niż ta, którą zapewnia obecnie stosowany standard HDTV. Nowy standard, o nazwie HDTV 8K, ma być znany powszechnie jako Super Hi-Vision. Powstawał przy współpracy, między innymi z The Japan Broadcasting Corporation, znanej bardziej jako NHK.
Standard Super Hi-Vision określa standardową rozdzielczość obrazu jako 7680 x 4320 pikseli, przy częstotliwości 120 klatek na sekundę. W ramach standardu zapewniona jest też możliwość przekazywania strumieni 25-klatkowych, ale z zastrzeżeniem stosowania wyłącznie klatek progresywnych (bez przeplotu).
Podobnie jak obecny standard HDTV, także Super Hi-Vision będzie mieć swój "mniejszy" format, w którym rozdzielczość obrazu to 3840 x 2160 pikseli. Do dziś jednak nie ustalono oficjalnie niczego w kwestii specyfikacji strumienia audio dla Super Hi-Vision. Rozwiązanie zaprezentowane przez NHK obejmowało dźwięk w systemie 22.2 (dwadzieścia cztery głośniki). Ta i kilka propozycji wciąż czeka na decyzję ITU.
Wspomniana wcześniej Unia Telekomunikacyjna deklaruje, że standard Hi-Vision został opracowany z myślą o stosowaniu go w urządzeniach nie tylko kinowych, ale także w warunkach domowych. NHK przewiduje, że pierwsze, szerokodostępne transmisje testowe w standardzie Hi-Vision uruchomi w 2020 roku. W trakcie tegorocznej Olimiady w Londynie, NHK prezentowało technologię "8K" (Super Hi-Vision) z wykorzystaniem trzech specjalnie przygotowanych kamer, które mogły rejestrować obraz w rozdzielczości 7680 x 4320 pikseli.
NHK oraz paru japońskich producentów elektroniki teraz wspólnie pracują nad implementacją nowego standardu. Najpoważniejszym wyzwaniem jest oczywiście kompresja, która zapewni możliwość łatwego przesyłania strumieni Super Hi-Vision nie tylko kablami lub światłowodami, ale także w bezprzewodowych systemach telewizji naziemnej. Kolejnym elementem jest opracowanie procesorów oraz wyświetlaczy dla kamer cyfrowych, które mogłyby "udźwignąć" ciężar obrazu o rozdzielczości 7680 x 4320 pikseli. Wykorzystane przez NHK kamery (w Londynie) pozwalały kamerzyście widzieć na podglądzie zaledwie 1/16 całego kadru.
Dziś zaledwie paru producentów oferuje telewizory "4K", a wśród nich jest LG Electronics. Technika ta wciąż jest porażająco droga. Już niebawem LG wprowadzi na rynek 84-calowy telewizor "4K", który będzie wyceniany na około 22 tysiące dolarów.
http://pclab.pl/news50829.html

jerzydom - 2012-09-10, 06:51

"Sunday Times": Izrael mógłby zaatakować Iran bombą elektromagnetyczną
W razie konfliktu militarnego Izrael mógłby zniszczyć irańską sieć elektryczną, używając specjalnie zaprojektowanej bomby elektromagnetycznej - napisał "Sunday Times". Materiał brytyjskiej gazety natychmiast obszernie omówiły media izraelskie.

Taka bomba, zdetonowana na dużej wysokości, wygenerowałaby potężny impuls elektromagnetyczny, który zakłóciłby funkcjonowanie wszystkich urządzeń na ziemi - wskazali cytowani przez gazetę eksperci.

"Sunday Times" pisze, że sięgnięcie po taki środek przez Izrael zaczęto rozważać w kontekście ewentualnego ataku na irańskie obiekty nuklearne. Według brytyjskiej gazety taki atak "cofnąłby Iran do epoki kamiennej".
Promieniowanie gamma "usmażyłoby" wszelkie urządzenia elektryczne i elektroniczne. Zniszczone zostałyby systemy łączności. Ostatecznie doprowadziłoby to do załamania gospodarczego.
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-09-26, 20:26

Dodatkowe info do wcześniejszego postu GrzegorzaB
Grafen - technologiczny cud z Polski, który zrewolucjonizuje życie ludzi
Grafen to materiał, który w ciągu 10-15 lat zrewolucjonizuje nie tylko elektronikę, ale zmieni życie ludzi. W badaniach przodują polscy naukowcy, którzy jednak przez brak pieniędzy tułają się metrem po Warszawie, aby sprawdzać czy to, co uzyskują w eksperymentach, to grafen.

Czym w ogóle jest grafen? To cud inżynierii materiałowej: pojedyncza warstwa atomów węgla, którą w 2004 r. odkryli Andre Geim i Konstantin Novoselov (nagrodzeni Noblem w 2010 r.) metodą zdzierania warstwy węgla z grafitu.

Twór bez grubości
- Taki dziwny twór, który de facto nie ma grubości - tłumaczył dyrektor ITME dr inż. Zygmunt Łuczyński.

Uzyskana przez noblistów struktura ma niebywałe właściwości - jest dwuwymiarowa, bo ma tylko jedną warstwę atomów, tworzących siatkę z sześciokątów. Jest do tego przeźroczysta - przepuszcza 98 proc. padającego światła. Wytrzymała - 100 razy bardziej niż stal. Przewodzi ciepło i prąd - z gigantyczną prędkością, nawet 200 razy szybciej niż w krzemie. A jednocześnie grafen jest giętki i rozciągliwy - nawet o 20 proc.

Wszystko to powoduje, że potencjalne zastosowania grafenu są ogromne. Jak mówi Onetowi dr inż. Włodzimierz Strupiński z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych, grafen będzie wykorzystywany głównie w elektronice wysokich częstotliwości, optoelektronice, spintronice, elektronice elastycznej, nanokompozytach, w medycynie.

Nowe podejście do technologii

Dr Strupiński zwraca uwagę, że elektronika oparta na grafenie ogromnie przyspieszy (nawet kilkaset razy), a układy będą zminiaturyzowane i elastyczne. Możliwe też, że tańsza niż oparta na krzemie. ITME to przodujący w badaniach nad grafenem polski ośrodek naukowy, który opatentował własną metodę wytwarzania grafenu.

Można sobie wyobrazić np. urządzenie elektroniczne w postaci małej, elastycznej płytki nakładanej na gałkę oczną, która wyświetla obrazy. Albo zwijany, elastyczny telefon o niemal zerowej grubości.

- (Pojawią się) nowe rozwiązanie, które mogą dostarczyć formy dwuwymiarowe. Grafen jest pierwszym reprezentantem nowego łańcucha materiałów i nowego podejścia do technologii - mówi dr Strupiński.

Ogromne możliwości daje również niespotykana dotychczas wytrzymałość grafenowej siatki. Potencjalnych zastosowań materiału XXI wieku, jak określany jest grafen, jest multum: lotnictwo, auta hybrydowe, loty kosmiczne, etc.

Polacy z patentem na cały świat

Co stoi na przeszkodzie? Problemem było opracowanie metody taniego wytwarzania dobrego jakościowo grafenu, ale taką udało się opracować właśnie w ITME dzięki dr. Strupińskiemu, a następnie opatentować na cały świat.

Badania muszą jednak trwać, by skomercjalizowanie - czyli wprowadzenie do produkcji i przemysłu - grafenu stało się faktem. Wedle przewidywań Komisji Europejskiej może zająć to ok. 10 lat. Prace badawcze nad grafenem są bardzo kosztowne. Z zastrzykiem pieniędzy przyjdzie na początku października Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które ogłosi wyniki konkursu w Programie Graf-Tech z pulą 60 mln zł.

Graf-Tech ma poślizg

Jak na razie jednak w NCBiR przedłuża się proces oceny wniosków o finansowanie konkretnych badań związanych z grafenem. Poprawnych formalnie wniosków było 20, a 13 odpadło już na wstępie. Ogłoszenie ich rankingu zaplanowano na początku października, czyli lada dzień.

- Opóźnienie wynika z wdrożonego po raz pierwszy mechanizmu oceny projektów przez aż pięciu recenzentów, w tym dwóch zagranicznych, a także ze względu na unikatowy charakter projektów - tłumaczy Paweł Kurzyński z NCBiR. Gdy centrum ogłosi w końcu ranking i podzieli pieniądze, to będzie to ważne wydarzenie.

60 mln zł, z czego tylko część trafi do ITME, to dużo? Na początek wystarczy. - Można dyskutować czy to dużo, czy mało - mówi Onetowi dr inż. Włodzimierz Strupiński z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych w Warszawie. ITME to ośrodek naukowy, który w Polsce ma największe osiągnięcia w badaniach nad grafenem i w ramach konsorcjum z prywatnymi firmami, ubiega się o środki z Graf-Techu.

UE daje miliard euro na 10 lat

Krajowe środki to tylko część finansowania. Są i unijne, ale te zmniejszono, za to będą rozplanowane na wiele lat.

- W europejskim programie Flag Ship przez 10 lat rocznie na badania nad grafenem na być przeznaczana kwota 100 mln euro. Ostatnio nastąpiła jednak modyfikacja polegająca na tym, że zanim ten właściwy projekt ruszy, to przez 30 miesięcy będzie prowadzony mniejszy program z budżetem 54 mln euro - mówi nam dr Strupiński.

Decyzja co do sposobu wykorzystania tych pieniędzy ma zapaść na początku 2013 r. Tylko część puli trafi do Polski. To plany na przyszłość, a jak wygląda to teraz - czy aktualne finansowanie badań jest wystarczające? - Aktualne oczywiście - nie. Wszystko zależy, jakie propozycje złożone przez ITME, w ramach Graf-Tech, zostaną zaakceptowane. Jednakże, będą to fundusze tylko na badania - mówi naukowiec z ITME.

Potrzeby są ogromne

Poza pieniędzmi na same badania potrzebne są też i na nową aparaturę i - co trywialne - nowy budynek ITME, gdzie badania będzie można realizować. - Sam budynek wyposażony w odpowiednią infrastrukturę, to inwestycja rzędu 50 mln zł. Pierwsze inwestycje aparaturowe w ITME, finansowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego są już zaplanowane. Wsparcia finansowego udzieliła też Agencja Rozwoju Przemysłu - dodaje.

Mimo skromnych środków Polacy - dzięki opatentowanej metodzie wytwarzania grafenu - wysunęli się na czoło peletonu badaczy zajmujących się grafenem. A tych na świecie nie brakuje. Jest jednak "ale".

- Niewiele jest polskich ośrodków zajmujących się grafenem. Mam nadzieję, że dzięki programowi Graf-Tech szybko się to zmieni. Te, które pracują nad grafenem, jakościowo zajmują dobre pozycje na tle świata czy Europy. Tracimy raczej na zakresie i intensywności prowadzonych badań w stosunku do innych. Tylko z Hiszpanii do programu Flag Ship zgłosiło się 100 jednostek naukowo-badawczych i firm komercyjnych. Z Polski - z trudem uzbierało się ok. 30, przeważająca większość jeszcze bez żadnego dorobku w dziedzinie grafenu - mówi.

Samsung i IBM z grafenową technologią

Tymczasem na całym świecie, zarówno w ośrodkach naukowych jak i międzynarodowych firmach (Samsung, IBM), realizowane są projekty mające na celu wytwarzanie grafenu oraz jego praktyczne zastosowania. Przodują w tym Koreańczycy z Południa, bo Samsung na badania daje setki milionów dolarów i już udało mu się opracować układ krzemowo-grafenowy.

Z kolei IBM osiągnął w swoim pierwszym tranzystorze grafenowym prędkość 300 GHz (dzisiejsze procesory liczą 2-3 GHz). Maksimum dla grafenowych układów szacuje się na 1000 GHz. Polskie NCBiR zapowiada, że polskich badaczy nie zostawi bez środków. - Stoimy przed ogromną szansą uzyskania istotnego udziału polskich naukowców i przedsiębiorców w tych pracach (nad grafenem - red.). Nie możemy sobie pozwolić na to, aby z niej nie skorzystać - podkreśla Paweł Kurzyński z NCBiR.

A Polacy jeżdżą metrem na pomiary

Tymczasem jednak w ostatnich latach dotacja statutowa dla ITME w ostatnich latach spadła o 20 proc. - do 10 mln zł. A jak mówi niedawno szef ośrodka dr inż. Zygmunt Łuczyński, nawet na pomiary uzyskanego grafenu naukowcy muszą jeździć po Warszawie, bo nie mają odpowiedniego urządzenia na miejscu.

- Najbliżej mamy je w Śródmieściu, więc naszym ulubionym środkiem transportu jest metro - stwierdził, bo ITME mieści się na stołecznych Bielanach, niedaleko cmentarza w Wólce Węglowej. Najłatwiej stamtąd do centrum dojechać właśnie metrem.
http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-09-26, 20:43

40 cali, 3D i Full HD za naprawdę rozsądne pieniądze Samsung, prezentując serię Smart TV, zrewolucjonizował rynek telewizorów. Urządzenia, które jeszcze do niedawna były przeznaczone wyłącznie do odbioru kanałów telewizyjnych, dziś stały się multimedialnymi i podłączonymi do internetu centrami rozrywki z wbudowaną szczyptą „inteligencji”.
Więcej pod linkiem http://agdlab.pl/reviews/...test,47059.html

GrzegorzB - 2012-10-19, 00:24

Nowa linia akcesoriów do Apple Iphone 5
http://technowinki.onet.p...46,artykul.html
:lol:

Taktyk - 2012-10-19, 06:52

To jakaś manipulacja photoshop... :-/

Generalnie iPhone robi genialne zdjęcia, oczywiście nie sam...

T.

GrzegorzB - 2012-10-19, 11:04

To prawda, aparaty Sony są niezłe ;)
tudek - 2012-10-23, 00:02

Sony ma niezłą,ale matrycę... ;-)
GrzegorzB - 2012-10-23, 01:36

Oj, nie tylko :) Poza tym nie przeceniajmy mniej znaczących dodatków do matrycy i obiektywu ;)
Taktyk - 2012-10-24, 08:20

Jak sony to tylko lustrzanka serii Alpha... :-)
GrzegorzB - 2012-10-24, 13:00

Kupiłem niedawno córce taki mały Sony-aparacik wodoszczelny z odsuwana klapką (nie pamiętam nazwy modelu), i trzeba przyznać że radzi sobie bardzo dobrze w trudnych warunkach, które są zawsze sprawdzianem dla matrycy, optyki i oprogramowania.
jerzydom - 2012-10-25, 12:02

Ta technika umożliwi odczytanie pisma sprzed 5 tys. lat
Opracowana przez brytyjskich naukowców technika zdjęciowa umożliwi odczytanie glinianych tabliczek pokrytych jednym z najstarszych rodzajów pisma - protoelamickim - poinformowały University of Oxford i magazyn New Scientist.

Pismo protoelamickie jest systemem zapisu, używanym na terenach Suzjany i na wyżynach Iranu w okresie od ok. 3050 do 2900 p.n.e. Pismo to składa się zarówno ze znaków ideograficznych, jak i numerycznych. Odczytano je tylko częściowo, ale znane zapisy wykazują podobieństwo do tekstów piktograficznych z Mezopotamii. Obecnie, mimo znacznego postępu w odczytywaniu, archeolodzy i językoznawcy potrafią zrozumieć i rozszyfrować jedynie ok. 20 proc. dokumentów, zapisanych przy jego pomocy.

Do odczytania małych, często bardzo zniszczonych, zapisanych obustronnie glinianych tabliczek, naukowcy zastosowani nową technikę o nazwie Reflectance Transformation Imaging (RTI).
Nad stanowiskiem, na którym umieszczono i dokładnie wypoziomowano płytkę, zbudowano kopułkę składająca się z pięciu segmentów z tworzywa sztucznego, pokrytego czarnym barwnikiem o wysokich współczynniku pochłaniania, tzw. doskonale matowym, aby uniknąć refleksów świetlnych. W kopule zainstalowano 76 punkty świetlne złożone z żarówek LED. Żarówki zamontowano po dokładnym obliczeniu pola oświetlenia, tak, aby światło każdej z nich obejmowało jak największą część przestrzeni pod kopułką.

Każda tabliczka została sfotografowana 76-krotnie, przy włączonym jednym z 76 świateł. Następnie, przy pomocy zaawansowanej aplikacji graficznej, wszystkie 76 zdjęć połączono w jedno. Umożliwia to najlepsze oświetlenie badanej tabliczki, określenie obszarów przesuwania się cienia i odczytanie nawet niewidocznych znaków numerycznych i ideograficznych.

Zdjęcia zostaną umieszczone na dostępnym dla wszystkich naukowców zajmujących się archeologią i historią portalu źródeł archeologicznych Cuneiform Digital Library.

- Spędziłem 10 lat na próbach odczytania protoelamickiego systemu zapisu i myślę, że dzięki tej nowej technologii będzie można dokonać w tych staraniach przełomu. (...)Co ważniejsze, nie można odczytać zapisu bez posiadania jego wiarygodnych obrazów, bowiem można przeoczyć istotne różnice, które dla nieuzbrojonego oka są ledwo widoczne - powiedział New Scientist prof. Jacob Dahl z University of Oxford, współzałożyciel Cuneiform Digital Library.

Paryskie Muzeum w Luwrze postanowiło umożliwić uczonym, którzy opracowali technikę RTI, sfotografowanie wszystkich 1100 posiadanych przez nie tabliczek zapisanych pismem protoelamickim. Te zdjęcia zostaną także umieszczone w Cuneiform Digital Library.
http://tech.money.pl/ta-t...-0-1184874.html

tudek - 2012-10-25, 19:19

Taktyk-Jestem tego samego zdania,tylko,że z drugiej strony barykady...Ale szkło to szkło,zdjęcie zrobi,warto zwrócić uwagę na pojawiające się lustrzanki bez lustra. ;-)
Pele76 - 2012-10-28, 11:05

Ja tam czekam na jakiś full wodoodporny kompakt z sensorem aps-c :D
GrzegorzB - 2012-10-28, 11:20

Full wodoodpornych to chyba w ogóle nie ma. Zawsze gumeczka może się zawinąć, uszkodzić albo paproch czy włos przytrzasnąć podczas zamykania którejś z klapek. Wszystko to ładnie wygląda w reklamach i w sklepie, na półce w szklance z wodą.
Pele76 - 2012-10-28, 11:33

No dobra, takich do 10m ;)
Mnie się jeszcze nie zawinęła gumka moim panasonicu, a mokry jest z 80% czasu na rybach i dalej foci :D
Ale aps-c ładniej by fotki robiła, bo wkurza mnie to że nie da rady zmniejszyć głębi ostrości w takim panasie :(

booros - 2012-10-29, 08:34

http://technowinki.onet.p...97,artykul.html
GrzegorzB - 2012-10-29, 23:32

Metoda jest od wielu lat znana (od kiedy istnieją struktury półprzewodnikowe) i zapewne również od wielu lat stosowana. Nowością jest za to zamontowanie wystarczająco wydajnego urządzenia na małym samolocie bezzałogowym i na dodatek pokazanie tego w mediach.
jerzydom - 2012-10-30, 18:47

Więcej na powyższy temat

Broń przyszłości - przez mikrofale do całkowitego chaosu

http://facet.wp.pl/kat,69...,wiadomosc.html

jerzydom - 2012-11-06, 18:47
Temat postu: Policja ostrzega przed niebezpiecznymi breloczkami
Policja ostrzega przed niebezpiecznymi breloczkami
Policja ostrzega przed przyjmowaniem breloczków na stacjach benzynowych, parkingach itp. Gadżety rozdawane są jako bezpłatne prezenty, ostatecznie mogą jednak okazać się bardzo groźne.
Według informacji Policji, produkty te rozdawane są przez obywateli pochodzenia rumuńskiego. Osoby te wręczają brelok lub inne dodatki do kluczyków samochodowych. Produkty posiadają wbudowany chip, który umożliwia zlokalizowanie jego posiadacza. Przestępcy podążają następnie za obdarowanymi osoby w celu ustalenia miejsca zamieszkania. Gdy nikogo nie ma w domu, dokonują włamania.

http://technowinki.onet.p...14,artykul.html

daro - 2012-11-27, 23:35

Bateria bezstykowa - zestaw. Źródło: AGH
Bezstykowe baterie, które można wymieniać pod wodą, w pyle czy też w innych trudnych warunkach opracowano na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Dzięki wynalazkowi bezpieczniejsza i łatwiejsza stanie się praca górników, nurków, jak również zespołów ratowników.
Zespół z AGH kierowany przez dr. Cezarego Worka opracował bezstykowe baterie. Z takich baterii do urządzenia energia elektryczna dostarczana jest nie poprzez złącza mechaniczne, ale bezprzewodowo - na odległość od 2 do 15 mm. Dzięki temu baterie można zamknąć w hermetycznej obudowie i stosować nawet w najtrudniejszych warunkach, a ich wymiana i ładowanie są znacznie wygodniejsze.

Szczelna i pozbawiona jakichkolwiek styków obudowa sprawia, że baterie można wymienić nawet w najtrudniejszych warunkach. Na przykład wymiana tradycyjnych baterii pod wodą jest praktycznie niemożliwa. Tymczasem - jak zapewnia ekspert z AGH - nurek, któremu rozładowałyby się baterie w latarce nie miałby problemów, gdyby korzystał z urządzenia na baterie bezstykowe. Odpięcie takiej baterii i założenie nowej może zabrać kilka-kilkanaście sekund, a przy tym, jak uważa dr Worek, dzięki zastosowaniu superkondensatorów można sprawić, że sprzęt podczas wymiany nie przestanie pracować. Dzięki temu można uniknąć niebezpiecznych sytuacji zagrażających zdrowiu lub nawet życiu. Poza tym wymiana klasycznych baterii w specjalistycznych urządzeniach często jest dość uciążliwa.

Bezstykowe baterie można również stosować w środowisku, w którym bardzo niebezpieczne jest pojawienie się iskry, np. w atmosferze wybuchowej - kiedy w powietrzu obecny jest metan, pył węglowy, wodór czy też inne łatwopalne substancje. Ze względu na indukcyjny sposób przesyłania energii ryzyko wystąpienia w baterii bezstykowej iskry jest praktycznie zerowe. Poza tym, jak dodaje badacz, styki elektryczne są częścią sprzętu szczególnie narażoną na zniszczenie, gdy pracuje on w trudnych warunkach środowiskowych, np. w korozyjnej atmosferze. Problem ten rozwiązuje pomysł z AGH.

Dr Worek przyznaje, że zaprojektowane przez jego zespół bezstykowe baterie przeznaczone są dla urządzeń specjalistycznych. Nie będą raczej stosowane w urządzeniach powszechnego użytku. Jak wyjaśnia naukowiec, bezprzewodowy przesył energii łączy się z pewnymi stratami – podczas niego część energii zgromadzonej w ogniwie baterii jest tracona bezpowrotnie.

"Ale w warunkach akcji ratowniczych, straty rzędu 10-15 proc. są bardzo małym kosztem" - zaznacza naukowiec. Dodatkowo, gdy konieczne jest zwiększanie odległości pomiędzy baterią bezstykową a odbiornikiem energii (urządzeniem) należy się liczyć z dalszym zmniejszaniem sprawności energetycznej systemu.

Ekspert podkreśla, że bezstykowe baterie nie mogą współpracować z tradycyjnymi urządzeniami, a jedynie z urządzeniami specjalnie do nich dostosowanymi. Jak wyjaśnia, specjalistyczny sprzęt, w którym zastosowano by rozwiązanie z AGH składałby się z 3 części: urządzenia odbiorczego (a więc np. latarki), baterii bezstykowej, a także ładowarki. Baterię wystarczyłoby na takiej ładowarce tylko położyć, aby rozpocząć automatyczne ładowanie.

System na razie jest w trakcie procedury patentowej, a zespół z AGH poszukuje firm, które zainteresowane byłyby wdrożeniem wynalazku.

PAP - Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

agt/
Tagi: baterie bezstykowe

Bateria bezstykowa - zestaw. Źródło: AGH

http://www.naukawpolsce.p...m-i-nurkom.html

GrzegorzB - 2012-11-28, 00:14

Zasilanie bezstykowe stosuje się już od bardzo dawna. Wadą, oprócz wyższej ceny, są straty energii. Dlatego w sprzęcie powszechnego użytku metoda ta ogranicza się do bezstykowego ładowania, przy którym straty są najczęściej bardzo mało istotne a sama potrzebna do tego elektronika tania.
jerzydom - 2012-11-30, 05:49

Jasmeet Sidhu, Slate

Co ma być, córeczka?

Najlepszym mężczyzną XXI wieku będzie kobieta: wykształcona, wyzwolona, wytrwała. Dlatego zachodnie społeczeństwo stawia na córki, a o synach nie chce nawet słyszeć. W spełnieniu marzeń pomagają przyszłym rodzicom wyspecjalizowane kliniki.
Megan Simpson (imię i nazwisko zmienione) zawsze chciała zostać matką dziewczynki. Wychowała się w rodzinie, w której były cztery córki. Lubiła szyć, piec ciasta, robić sobie fryzury i makijaż. Miała nadzieję, że pewnego dnia nauczy tego wszystkiego córeczkę, którą będzie stroić w różowe ubranka. Simpson, położna w szpitalu na północ od Toronto, była zaskoczona, gdy jej pierwsze dziecko, urodzone w 2002 r., okazało się chłopcem. – Następna będzie dziewczynka – pomyślała.

Z archiwum XY

Dwa lata później urodziła kolejnego syna. Megan i jej mąż bardzo pragnęli córki. Któregoś dnia wsiedli w samochód i po czterech godzinach jazdy dotarli do kliniki w Michigan. W Kanadzie selekcja płciowa jest nielegalna i dlatego para zwróciła się o pomoc do kliniki w Stanach Zjednoczonych. Simpsonowie zapłacili 800 dolarów za selekcję plemników na te z chromosomem Y i te z chromosomem X.
Tego samego dnia pani Simpson została zapłodniona. 15 tygodni później poprosiła koleżankę z pracy, żeby po cichu zrobiła jej USG: kolejny chłopak. – Tygodniami leżałam w łóżku, zalewając się łzami – mówi Simpson, która dziś ma 36 lat. Zmieniła pracę – została pielęgniarką na sali operacyjnej, by nie patrzeć na kobiety, którym rodziły się dziewczynki. Simpsonowie zastanawiali się nad aborcją, ale kobieta zdecydowała, że nie przerwie ciąży. Szukała sposobu, który zagwarantowałby, że następne dziecko będzie córką. Na forach internetowych natknęła się na informację o technice stosowanej w USA. Zabieg kosztował kilkadziesiąt tysięcy dolarów, których Simpsonowie nie mieli. Megan doczekała do porodu trzeciego syna, po czym zaczęła wydzwaniać.
Panuje przekonanie, że gdybyśmy mogli wybrać płeć dziecka, większość par chciałaby chłopca. Tak jest w Chinach czy Indiach, gdzie badania prenatalne robi się po to, by dokonywać aborcji żeńskich płodów. W Ameryce Północnej selekcja odbywa się w drugą stronę: matki takie jak Megan Simpson poddają się kosztownym zabiegom, by mieć córkę. Nieco ponad dziesięć lat temu lekarze zorientowali się, że powstał rynek młodych, płodnych kobiet, takich jak Megan Simpson, z którego można czerpać korzyści. Zaczęli zamieszczać informacje o swoich poradach i usługach na forach internetowych. Powstał termin family balancing (coś w rodzaju zrównoważonego planowania rodziny). Reklamowali swoje kliniki w promocyjnych filmach DVD i w internecie.
Zabiegi i badania, które miały zapobiegać chorobom genetycznym, stały się towarem luksusowym. Selekcja płciowa zapewnia dziś specjalistom od płodności przychody na poziomie co najmniej 100 mln dolarów rocznie. Przeciętny koszt zabiegu w nowoczesnej klinice to około 18 tys. dolarów, a przeprowadza się mniej więcej cztery do sześciu tysięcy zabiegów rocznie. Przewiduje się boom w tej dziedzinie, bo ludzie oswajają się powoli z myślą, że wystarczy zapłacić, by wybrać sobie płeć dziecka.
W czteropiętrowym biurowcu przy ulicy wysadzanej palmami w Encino w Kalifornii w laboratorium embriologicznym dwaj ludzie w lekarskich kitlach wpatrują się w okulary nowoczesnych mikroskopów. Zapładniają ludzkie jajeczka pobranymi właśnie plemnikami. Po zapłodnieniu i trzech dniach inkubacji embriolog za pomocą lasera wycina otwór w ochronnej membranie embrionu i wyjmuje jedną z ośmiu komórek. Fluorescencyjne barwniki pozwalają zobaczyć chromosomy i określić, czy embrion posiada większą parę chromosomów XX, czy też mniejszą XY. Pozostałych siedem komórek będzie normalnie rozwijać się dalej. Jeśli płeć embrionu jest właściwa, zostanie umieszczony w macicy klientki.
Laboratorium należy do Instytutu Płodności, kliniki założonej przez Jeffreya Steinberga, jednego z najbardziej znanych specjalistów od selekcji płciowej w USA. W jego obszernym, wyłożonym dębowym drewnem biurze w głębi korytarza pełno jest fotografii jego własnych, naturalnie poczętych dzieci. Klinika jest światowym liderem w stosowaniu techniki selekcji płciowej, znanej jako przedimplantacyjna diagnoza genetyczna (PGD). USA to jedno z niewielu państw na świecie, w których prawo dopuszcza PGD w celu prenatalnej selekcji płci. Procedurę tę opracowano do monitorowania embrionów pod kątem chorób wynikających z nieprawidłowej budowy chromosomów. Jej stosowanie w celach pozamedycznych jest nielegalne m.in. w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Australii.
Pacjentki Steinberga, pragnące dziecka określonej płci, to najczęściej kobiety z klasy średniej i wyższej, w wieku około 30 lat, wykształcone i zamężne. Zwykle mają już dwójkę lub trójkę dzieci. W jego poczekalni można spotkać także inne pacjentki – takie, które mają nadzieję zajść w ciążę metodą in vitro, a następnie urodzić dziecko jakiejkolwiek płci. Brak miarodajnych statystyk na temat selekcji płciowej. Z badań przeprowadzonych w 2006 r. przez Uniwersytet Johnsa Hopkinsa wynika, że 42 proc. klinik leczenia niepłodności oferuje PGD.
Watykan pisze list

Selekcja płciowa to główna część działalności Instytutu Płodności. Pielęgniarki pytają siedzące w poczekalni pary, czy także są zainteresowane wyborem płci dla swojego dziecka. Obroty kliniki wzrosły czterokrotnie, gdy Steinberg zaczął reklamować PGD jako metodę selekcji płciowej. Sam twierdzi, że nigdy nie chciał, żeby selekcja płciowa stała się jego niszą. W 1994 r. komisja etyki Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Reproduktywnej (organizacja non profit, która próbuje ustalić standardy w branży) wystąpiła przeciw prenatalnej selekcji płciowej z przyczyn pozamedycznych. Wyraziła obawę, że praktyka taka będzie promować dyskryminację ze względu na płeć i niewłaściwe wykorzystanie środków medycznych. Steinberg się zdenerwował. Zaczął się reklamować w gazetach czytywanych przez Amerykanów pochodzenia indyjskiego i chińskiego. Oskarżano go o podsycanie uprzedzeń kulturowych w społecznościach, w których preferowane jest męskie potomstwo. Wydawcy odmawiali umieszczania ogłoszeń w prasie.
W roku 2009 media na całym świecie zaatakowały Steinberga, gdy ogłosił na swej stronie internetowej, że w jego klinice będzie można wybrać nie tylko płeć dziecka, ale nawet kolor oczu i włosów. Ofertę wycofał, otrzymawszy list z Watykanu. Steinberg sprawia wrażenie zadowolonego, że przyciąga tak wielką uwagę świata mediów; bądź co bądź sława jedynie pomaga jego klinikom w zdobywaniu coraz większej liczby pacjentek.
Wiele kobiet, które poddały się zabiegowi PGD w celu urodzenia dziecka określonej płci, dowiedziało się o nim z forum internetowego. Czytanie takich postów to jak wędrówka po innym świecie. Użytkowniczki przystrajają swe awatary w różowe ubranka, jest mnóstwo wizerunków księżniczek. Piszą, jak bardzo chciałyby mieć córeczkę. Dzielą się informacjami o PGD, opisując w najdrobniejszych szczegółach własne doświadczenia: zamieszczają wyniki badań krwi, piszą o skuteczności leków i zapłodnieniach in vitro.
Daniel Potter, dyrektor medyczny Huntington Reproductive Center, zamieścił ponad tysiąc postów na portalu In-gender.com, na którym odpowiada na pytania dotyczące procedury i jej kosztów. Użytkowniczkom forum – do których należy także Megan Simpson – proponuje konsultacje osobiste i telefoniczne. W 2011 r. założył własną stronę internetową, na której nazywa siebie „specjalistą ds. wyboru płci”.
Lekarze zajmujący się problemem płodności doskonale opanowali metody marketingowe, by przybliżyć masom technologie XXI wieku. Bez problemu poruszają się po forach internetowych oraz posługują Twitterem, Facebookiem czy YouTube. Trwa konkurs na najłatwiejszą do znalezienia w sieci nazwę strony należącej do kliniki i walka o sponsorowane ogłoszenia w serwisie Google. Istnieje np. strona Genderselection.com – nie mylić z Gender-selection.com. Jest także Gender-select.com i Genderselectioncenter.com. Wszystkie te strony należą do klinik leczenia niepłodności, w których dokonuje się PGD. Znajdziemy na nich mnóstwo zdjęć szczęśliwych rodzin oraz filmiki z YouTube, w których widzimy uśmiechniętych lekarzy, a zadowoleni pacjenci we wszystkich językach świata zapewniają nas o pełnej satysfakcji z usług tej czy innej kliniki.
W maju 2008 r. Megan Simpson i jej mąż pojechali do Kalifornii, by poddać się zabiegowi PGD w filii Huntington Reproductive Center w mieście Laguna Hills. Megan spotkała tam kilka kobiet, z którymi zdążyła się już zaprzyjaźnić przez internet. – Poszliśmy na zakupy, wybieraliśmy ciuszki dla dziewczynki i marzyliśmy o dniu, w którym ubierzemy w nie swoje maleństwo. Trzy dni po przybyciu do Kalifornii Simpson przeszła operację pobrania komórek jajowych. Z 18 jajeczek 11 było dojrzałych. I te zostały zapłodnione.
Zaraz po operacji mąż pojechał do domu, by opiekować się ich trzema synami. Po pięciu dniach odpoczynku Simpson wróciła do kliniki, by poddać się zabiegowi umieszczenia embrionu w macicy. Niestety czekały ją druzgocące wieści: wszystkie jej embriony miały defekty. Żaden nie nadawał się do użytku. – Płakałam i płakałam. Pieniądze, leki, podróże, zwolnienia z pracy – wszystko na nic.
Mimo załamania chciała spróbować jeszcze raz, i to jak najszybciej. Trzy miesiące później znów była w Laguna Hills. Tym razem po to, by spróbować bardziej wyrafinowanej metody selekcji plemników i zapłodnienia in vitro. Wzięła w tym celu kredyt w wysokości 15 tys. dolarów. Embriony były zdrowe. Pod kontrolą ultrasonografu, za pomocą cewnika zostały wprowadzone do macicy. Sześć dni później Simpson zrobiła test ciążowy. Wynik był pozytywny. W 15 tygodniu ciąży znów poprosiła koleżankę z pracy o USG po godzinach. Denerwowała się, bo dobrze pamiętała poprzednie badanie.

Za ostatniego centa

Tym razem było inaczej. Płód był płci żeńskiej. Po niemal czterech latach prób, które kosztowały ją 40 tys. dolarów, marzenie Megan Simpson, by zostać mamą córeczki, wreszcie miało się spełnić. Urodziła ją w domu, w wannie, w 2009 r. – Gdy się tylko urodziła, spytałam, czy to dziewczynka. Żeby spłacić kredyt, musiała pracować przez sześć dni w tygodniu do samego porodu i wiele miesięcy po nim. – Przez pierwszy rok mój mąż i ja przyglądaliśmy się swojej córeczce. Była warta każdego wydanego centa. To był o wiele pożyteczniejszy wydatek niż nowe auto czy remont kuchni.
Żadna poważna instytucja nie prowadzi badań selekcji płciowej, więc o tym, że Amerykanie wolą dziewczynki, wiadomo właściwie tylko z obiegowych opinii. Dane z Google wykazują jednak, że w USA pytanie „Co zrobić, żeby mieć dziewczynkę” wpisywane jest do wyszukiwarki trzy razy częściej, niż pytanie „Co zrobić, żeby mieć chłopca”. Wielu lekarzy zajmujących się płodnością mówi, że 80 proc. pacjentek zgłaszających się do klinik selekcji płci to kobiety pragnące urodzić dziewczynkę. Badanie opublikowane w 2009 r. na internetowej stronie Reproductive Biomedicine Online wykazało, że 70 proc. Amerykanek białej rasy decydujących się na PGD, pragnie mieć córki. Kobiety pochodzenia indyjskiego i chińskiego wolą chłopców.
Skąd się to bierze? W USA family balancing poprawia ludziom samopoczucie, bo sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z racjonalnym planowaniem rodziny. Czy w takiej sytuacji wybór płci żeńskiej dla dziecka nie jest przejawem seksizmu? Dla Jenifer Merril Thompson, sprawa była prosta: Nie lubię sportu. Nie lubię agresywnych gier. Nie lubię wielu rzeczy, którymi zajmują się chłopcy. Jest autorką książki „Chasing the Gender Dream”, którą sama wydała. Opisuje w niej technikę selekcji płciowej, jaką stosowała, by urodzić dziewczynkę. Użytkowniczki forów internetowych na takich stronach jak In-gender.com czy Genderdreaming.com mówią jednym głosem: chodzi o więź między kobietami. Związki, które łączyły je z matkami, chcą przenieść na relacje z córkami. Chcą wspólnie z nimi zajmować się „babskimi sprawami”, co nie byłoby możliwe, gdyby miały synów.
Fakt, że zdrowe kobiety poddają się niepotrzebnym zabiegom medycznym w imię selekcji płciowej, wzbudza niepokój Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Reproduktywnej. Istnieje także ryzyko, że lekarze, parający się dotychczas leczeniem niepłodności, zajmą się teraz bardziej lukratywną działalnością związaną z selekcją płciową. Kolejny problem to ewentualne szkody psychiczne u dzieci urodzonych tą metodą. Zachodzi obawa, że będą poddawane presji, by sprostać stereotypom płci, którą wybrali i za którą zapłacili rodzice.
– To eugenika z wykorzystaniem najnowszych zdobyczy technologii – mówi Marcy Darnovsky, szefowa Center for Genetics and Society, organizacji non profit zajmującej się technologiami reproduktywnymi. – Jeśli kogoś stać na wysiłek i wydatki, by wybrać płeć dziecka, pogłębia stereotypy związane z płcią, które są szkodliwe dla dziewczynek i kobiet. A co będzie, jeśli urodzi się dziewczynka, która zapragnie grać w koszykówkę? Przecież nie da się odesłać jej do producenta! Mimo licznych wątpliwości wysuwanych przez część etyków, wszystko wskazuje na to, że selekcja płciowa, jak wiele innych aspektów medycyny reproduktywnej, w dalszym ciągu będzie w USA legalna, tyle że nieuregulowana.

Autorka jest kanadyjską dziennikarką prasową i telewizyjną. Dziennk „The Globe and Mail” umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych kobiet w Kanadzie. Obecnie mieszka i pracuje w Nowym Jorku.
http://www.polityka.pl/sw...c-coreczka.read

jerzydom - 2012-12-02, 12:37

Witamy w świecie taniej energii
Piotr Karnaszewski, Filip Kowalik, Forbes

Dlaczego rosyjska firma, będąca de facto gazowym monopolistą, mająca zapisaną cenę gazu w 10-letnim kontrakcie, dobrowolnie zgadza się na jej obniżenie o 16,3 procent? PGNiG mógł odnieść sukces w negocjacjach z Gazpromem, bo niespodziewanie znaleźliśmy się w środku ważnej rozgrywki na globalnym rynku paliwowym
Jeszcze nie ochłonęliśmy po wielkim sukcesie PGNiG w negocjacjach obniżki cen rosyjskiego gazu, a Grażyna Piotrowska-Oliwa, szefowa koncernu, już zapowiedziała dogrywkę. Ma być renegocjowany kontrakt na dostawę 6 mld ton gazu LNG z Kataru. Widać, że pani prezes złapała wiatr w żagle. Myli się jednak ten, komu się wydaje, że negocjacje z Gazpromem miały charakter korporacyjno-biznesowy, a 16-procentowa obniżka – liczona wstecz od kwietnia zeszłego roku – to efekt rosnącej pozycji PGNiG. O tym, że gra toczy się na znacznie wyższym poziomie, świadczy wpis dokonany na Twitterze przez ministra spraw zagranicznych Rosji, sugerujący ustępstwo Rosjan, na kilka godzin przed jego ogłoszeniem. Sprawa rozstrzygnęła się na poziomie rządowym, a o obniżce ostatecznie informował minister skarbu Mikołaj Budzanowski.
– Osiągnięte porozumienia potwierdziło, że niezawodni partnerzy zawsze potrafią znaleźć rozwiązanie korzystne dla obu stron, które będzie zachowywać równowagę ich interesów – w oficjalnym oświadczeniu tłumaczył Aleksiej Miedwiediew, szef zagranicznych operacji Gazpromu. Brzmi jak za starych dobrych czasów realpolitik i dyplomatycznej szermierki Rosjan. Ale tu nie chodzi nawet o stosunki polsko-rosyjskie, tylko o wielką zmianę, jaka nam się szykuje na globalnym rynku paliw.
Od lat żyjemy dwoma rodzajami informacji: politycznymi – o wojnach w Syrii, Libii, Iranie, Izraelu; albo gospodarczymi – że saudyjskie złoża ropy wyschną, a jeśli nawet nie, to i tak wszystkie zasoby zużyją Chińczycy. Rynek paliw wpadł w spiralę strachu i nakręca się złymi wiadomościami. Tak uważa Leonardo Maugeri, były szef strategii i rozwoju we włoskim Eni. I dodaje, że całkiem niepotrzebnie, bo era drogich paliw właśnie się kończy.
Dziś wszystko, co najważniejsze, rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych. Już wszyscy słyszeli o łupkowej rewolucji, ale pewnie większość ciągle kojarzy ją z gazem. Tymczasem taka sama rewolucja ma stać się udziałem ropy naftowej, surowca o wiele ważniejszego w bilansie energetycznym. Na to musiały jakoś zareagować rosyjskie koncerny wydobywcze. I choć mając monopol na dostawę gazu do Europy, mogły go jeszcze przez kilka lat sprzedawać po cztery razy wyższej cenie niż w USA, postanowiły nie podcinać gałęzi, na której siedzą, i przyglądać się tylko, jak cały europejski biznes przenosi się za ocean.
Dla Rosjan ostatni raport Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) musiał brzmieć jak wyrok, o którym już dawno słyszeli, ale nikt oficjalnie go nie potwierdził. Tymczasem, według IEA, dzięki ropie z łupków USA w 2017 roku zaczną wydobywać najwięcej tego surowca na świecie, dystansując wieloletniego lidera, Arabię Saudyjską. Do 2030 r. Ameryka ma się całkowicie uniezależnić od importu ropy. Nowy boom paliwowy w USA to nie tylko perspektywa przywrócenia Amerykanom statusu eksportera netto surowców energetycznych. W ciągu paru lat, zupełnie z niczego, jankesi zagarnęli 7 procent światowego biznesu paliwowego. Do tego dochodzi spadek popytu powodowany kryzysem i rekordowa kwota 600 mld dol. wydawanych rocznie na nowe projekty wydobywcze na świecie.
Libia już doszła do mocy wydobywczych z najlepszych czasów pułkownika Muammara Kaddafiego i co roku chce je zwiększać o 5 proc., a Irak właśnie osiągnął poziom produkcji sprzed pierwszej wojny w Zatoce o Kuwejt. Niewiele go dzieli od historycznego rekordu – wydobycie za dwa lata ma przebić poziom z 1977 roku. Z tej perspektywy można się zastanawiać, czy pieniądze wydawane przez Amerykę na niektóre wojny faktycznie były wyrzucaniem pieniędzy w błoto.
Na razie do Europy zaczynają dochodzić echa amerykańskiej rewolucji gazowej. Amerykanie odsyłają nam niepotrzebny im gaz (katarskie statki krążą po całym świecie, szukając portów, które zechcą odebrać od nich przeznaczone dla Stanów paliwo). To samo dzieje się z niepotrzebnymi im nadwyżkami węgla (w pierwszym półroczu eksport wzrósł o 24 procent). A Gazprom mięknie i obniża ceny gazu, także te dla Polski. Witamy w świecie taniej energii.
Zaczęło się od bonusów. Najpierw dostali najważniejsi klienci niemieckiego E.ON i włoskiego ENI. Później przyszedł czas na Litwę, Łotwę, Estonię, Czechy czy Węgry. Teraz Polska, która sporne stawki skierowała do arbitrażu. W negocjacjach wsparła nas Unia Europejska, wszczynając we wrześniu dochodzenie antymonopolowe wobec Gazpromu (oskarżenia o zawyżanie cen i blokowanie konkurencji). I nie mamy co narzekać – według rosyjskich mediów Gazprom zgodził się na obniżenie ceny do około 463 dol., Niemcy płacą około 450 dol., a w Azji cena gazu wciąż oscyluje wokół 600 dolarów.
Rosjanie od dawna liczyli się z takim biegiem zdarzeń i już w pierwszej połowie roku zawiązali rezerwy na wsteczne obniżki cen gazu (PGNiG nową taryfę nalicza regresywnie od 2011 r., dzięki czemu może liczyć na 2,5–3 mld zł dodatkowych zysków). Gazprom nie miał wyboru. Gospodarcze spowolnienie i katarskie statki proszące o rozładowanie skroplonego gazu spowodowały, że zamiast planowanych 160 mld metrów sześc., w tym roku sprzeda 145 mld metrów sześciennych.
Doszło do tego, że włoski ENI jako pierwszy zakwestionował wymuszaną w kontraktach przez rosyjskiego quasi-monopolistę zasadę „bierz i płać”, czyli płacenia za gaz bez względu na to, ile realnie się go zużyje (w ten sposób Gazprom zapewniał sobie, że jego klienci nie mogli korzystać z okazji rynkowych na zakup tańszego gazu, bo byli związani długoterminowymi umowami). I nie wiadomo, czy Gazprom się na to nie zgodzi, bo Włosi są jego ważnymi partnerami w projekcie South Stream. A to może spowodować falę podobnych żądań od pozostałych klientów, również PGNiG.
»Putin chce gazu ze Sztokmana
– Rosjanie są w defensywie, ale próbują zebrać siły. Wywalczyli to, że ceny indeksują w oparciu o ropę, a niebawem Gazprom i tak czekają podwyżki stawek na własnym rynku, bo na Rosji urealnienie cen paliw wymusiło przystąpienie do WTO – przypomina Andrzej Sikora, szef Instytutu Studiów Energetycznych.
Z grubsza to, co utracą na rynku europejskim, odbiją sobie na rosyjskim. Ale sukces wieńczący 18-letnią podróż do Światowej Organizacji Handlu ma też drugą inne oblicze. Uderzy w opartą na gazie rosyjską branżę chemiczną, dla której 70 proc. kosztów stanowią surowce – działający na terenie Tatarstanu Nizhnekamskneftekhim policzył, że WTO będzie go kosztowało straty sięgające 2,5 proc. przychodów. To, co sobie dopiero szacują Rosjanie, czyli korzystanie z drogiego gazu, od kilku lat przerabiają koncerny europejskie, z BASF-em na czele. Kiedy jednak w Stanach gaz był tak samo drogi, szanse były wyrównane. Teraz Stary Kontynent dostał spory handicap.
Oczywiście przemysł tak szybko nie jest w stanie tego dyskontować, bo żeby korzystać z niższych cen surowca, trzeba mieć zakłady chemiczne, a Ameryka lat 90. to jedna wielka dezinwestycja w tej branży (nikt wtedy nie wierzył w łupki). Ale biorąc pod uwagę liczbę amerykańskich koncernów, które zdecydowały się wrócić do ojczyzny: Dow Chemical, Exxon, Chevron, Du Pont, Westlake Chemical, Occidental Chemical, trzeba liczyć się, że zaraz zacznie się dyskontowanie niższych cen gazu. Zresztą widać to po tym, że do USA zdążają inwestorzy z całego świata. Wystarczy wymienić Shell (Wielka Brytania), Sasol (Republika Południowej Afryki), Indorama (Brazylia), Farmosa (Tajwan), Lyondell Bassel (UE). Znamienne jest, że o inwestycji myśli nawet saudyjski Sabic. Tani gaz ma w ojczyźnie, ale budując zakłady w USA, zajmuje pozycję bliżej łańcucha dostaw, na przykład produkując jednorazowe opakowania dla sieci Wal-Mart albo Sears.
Obojętny na to nie mógł być też BASF, który zapowiedział budowę zakładów w Luizjanie. I to, na co najbardziej liczą Amerykanie: przechwycenie globalnego przemysłu chemicznego.
Ceny dyktowane przez łupki rozlewają się po całym rynku, co przede wszystkim zmienia warunki funkcjonowania energetyki. Według BCG w przeliczeniu na ceny energii w Stanach jedna MWh kosztuje 51 euro, a w Europie 90 euro. Ta różnica będzie się pogłębiać i szybko przełoży się na konkurencyjność gospodarki w ogóle.
W interesie Rosjan jest więc, aby Europa, jako ostatni bastion relatywnie drogiego paliwa, nie straciła na amerykańskiej promocji cenowej. Europa potrzebuje Gazpromu, ale Gazprom jeszcze bardziej potrzebuje Europy. Sprawą kluczową staje się to, by w ciągu najbliższych lat nie zabić swoich odbiorców drogim paliwem.
Na nowo kształtuje się też problem europejskich łupków. Sukces USA jest zbyt wymowny, aby twardogłowi z Brukseli mogli go zbyć. Spadek cen surowca obniża co prawda rentowność projektów łupkowych, niemniej aby Gazprom stał się konkurencyjny, swoje paliwo musiałby przecenić jeszcze o jedną trzecią. Szukając łupków, Europa stawia się w komfortowej sytuacji: zabezpiecza przed konkurencyjnością Ameryki, a jednocześnie wywiera na Rosjan presję, aby dalej cięli ceny.
http://www.forbes.pl/arty...energii,31310,1

jerzydom - 2012-12-05, 13:55

Ten wynalazek zastąpi świetlówki w naszych biurach
Naukowcy z Wake Forest University wynaleźli żarówki, które w porównaniu z tradycyjnymi świetlówkami, czy nawet LED-ami są wydajniejsze, dają światło lepszej jakości i na dodatek się nie tłuką, gdyż zbudowane są w z… plastiku.
Wynalazek wykorzystuje technologię elektroluminescencji polimerów (pod wpływem przepływającego prądu elektrycznego emitują światło), żarówki składają się z trzech warstw polimerów oraz nano materiału, który świeci, podczas przepływu prądu elektrycznego. Jako, że składają się one z plastiku, można nadać żarówkom dowolny kształt, kolor i odcień. Dzięki temu można uzyskać barwę identyczną jak światło słoneczne.

Dodatkowo nowy wynalazek nie migocze, więc nie wywołuje bólów głowy, na co często skarżą się ludzie spędzający dużo czasu w biurach, oraz nie zawiera rtęci i innych szkodliwych substancji. Niewątpliwą zaletą jest to, że nowe żarówki się nie tłuką, docenią to szczególnie wszyscy rodzice, dyrektorzy szkół i wszelkich miejsc, gdzie przebywają dzieci oraz młodzież, a ich nadmiar energii często doprowadza do uszkodzeń tradycyjnych żarówek
Jak informują naukowcy, ich wynalazek jest wydajniejszy od żarówki LED, a dodatkowo ma być wyjątkowo długowieczny, pierwsze prototypy podobno świecą już od dziesięciu lat. Profesor nadzorujący pracę zespołu wierzy, że już w przyszłym roku będzie można nabyć je w sklepach.

Za: BBC
http://technowinki.onet.p...20,artykul.html

GrzegorzB - 2012-12-07, 19:22

Żarówki polimerowe i żarówki LED, to brzmi jak "napięcie prądu" albo "większa połowa" :)
21 wiek, co drugi ma "wyższe wykształcenie", a lud jakiś taki coraz bardziej ciemny :lol:

Ale co tam! Grunt, że każdy ma smartfona :-P
Mam, więc jestem :lol:

jerzydom - 2013-01-05, 09:28

CES 2013: Nowy, flagowy aparat Samsunga - NX300
Samsung zapowiedział premierę aparatu NX300, nowego flagowego modelu z serii NX. Obok aparatu na rynek trafi też nowy obiektyw NX 45 mm F1.8 2D/3D, który jest pierwszym na świecie jednoobiektywowym systemem 3D, który umożliwia rejestrowanie trójwymiarowych zdjęć i wideo 1080p Full HD.
Samsung NX300 bazuje na nowej matrycy APS-CMOS o rozdzielczości 20,3 MPix. Zakres czułości ISO, w których może pracować aparat zawiera się w przedziale od ISO 100 do aż IS 25600. NX300 otrzymał także nowy hybrydowy autofocus (AF) oparty na detekcji fazy i kontrastu, szybką migawkę 1/6000 sek. oraz tryb fotografowania seryjnego z prędkością do 8,6 klatek/sek..
Za przetwarzanie obrazu odpowiada procesor obrazu DRIMe IV, który zapewnia znacznie większą szybkość przetwarzania pikseli i wyższą jakość obrazu w porównaniu z poprzednią wersją procesorów. DRIMe IV ma oferować także lepszą reprodukcję barw i skuteczniejszą korekcję szumów. Aparat umożliwia rejestrowanie wideo Full HD 1080p zarówno w dwóch, jak i trzech wymiarach (w połączeniu z nowym obiektywem Samsung 45 mm 2D/3D).
Do obsługi aparatu Samsung NX300 służy ekran AMOLED o przekątnej 84 mm (3,31”) i hybrydowy interfejs, który łączy panel dotykowy i pięciokierunkowy przycisk. Ekran jest oczywiście odchylany.
Nowy NX300 wyposażono w funkcje ułatwiające robienie zdjęć mniej zaawansowanym użytkownikom. W trybie Smart użytkownicy mogą wybrać jedno z czternastu różnych ustawień, takich jak fotografia kreatywna, krajobraz, ślady świetlne lub stopklatka, które automatycznie regulują przesłonę i szybkość migawki. NX300 oferuje też i-Depth, łatwy mechanizm regulowania głębi obrazu z wykorzystaniem systemu i-Function, który pozwala modyfikować parametry aparatu za pomocą pierścienia na obiektywie i korygować obraz bez spuszczania oka z celu.
Aparat zgodnie z najnowszymi trendami wyposażony jest w łączność Wi-Fi, która upraszcza przenoszenie zdjęć z aparatu do komputera. Łączność Wi-Fi umożliwia także automatyczne zapisywanie zdjęć np. na tablecie, w komputerze i w chmurze, ale także sterowanie aparatem za pomocą smartfona.
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

GrzegorzB - 2013-01-05, 14:48

Zrobienie sensownego 3D jednym obiektywem, to dość karkołomny pomysł raczej...
jerzydom - 2013-01-27, 08:03

Atomowa bateria na sprzedaż
Wielu z nas wścieka się, gdy jego smartfon już w połowie dnia informuje o potrzebie naładowania baterii. A gdyby tak nie trzeba było jej ładować, przez najbliższe kilkadziesiąt lat?
Chińczycy jak zwykle mają rozwiązanie każdego problemu. Na jednej z chińskich stron pojawiła się oferta sprzedaży nuklearnej baterii, która ponoć zapewni nam działanie urządzenia przez co najmniej 20 lat i to bez żadnego ładowania.

Aktualnie 1 zł to około 2 yuany
Bateria, opiera się na trycie, zaś firma City Labs, będąca jej producentem, zapewnia potencjalnego klienta, że promieniowanie wynikające z rozkładu tego pierwiastka jest całkowicie bezpiecznie i nie jest w stanie przeniknąć skóry. To prawda, tryt jest od lat wykorzystywany w zegarkach, którym zapewnia świecenie wskazówek w ciemności.
City Labs twierdzi również, że bateria jest bardzo odporna na zmienne warunki środowiskowe, natomiast zakres temperatur, w których może funkcjonować, rozpoczyna się na -50 stopniach, a kończy na +150 stopniach Celsjusza. Bateria ponadto wytrzymuje zmiany ciśnienia oraz wibracje.

Wyobraźcie sobie telefon, który działa 20 lat bez potrzeby ładowania. Prawda, że byłoby to idealne rozwiązanie?
http://technowinki.onet.p...83,artykul.html

jerzydom - 2013-03-06, 14:13

Przełom w dziedzinie baterii. Telefon naładujesz w pięć sekund
Naukowcy od lat pracują nad rozwiązaniami, które pozwoliłyby budować znacznie pojemniejsze baterie do urządzeń przenośnych oraz skrócić czas ich ładowania. Dzięki zastosowaniu grafenu, być może udało się osiągnąć w tej dziedzinie przełom.
Naukowcy twierdzą, że udało im się opracować baterie do telefonu, lub nawet samochodu, które można naładować w kilka sekund. Technologia opiera się na mikro superkondensatorach wykonanych z grafenu, które mogą być ładowane i rozładowane od stu do tysiąca razy szybciej, niż standardowe baterie. Kondensatory powstały z warstwy grafenu o grubości zaledwie jednego atomu i mogą być w łatwy sposób integrowane z różnymi urządzeniami.

Tradycyjna technologia budowania takich mikro superkondensatorów wymaga pracochłonnych technik litografii, które utrudniają budowanie wydajnych urządzeń, a tym samym ograniczają ich komercyjne zastosowanie. Zamiast tego naukowcy wykorzystali nagrywarkę DVD z systemem LightScribe, a dzięki temu za ułamek kosztów udało się wytworzyć superkondensatory na dużej powierzchni.

By osiągnąć odpowiednie efekty, nowy rodzaj baterii, musi posiadać dwie oddzielne elektrody umieszczona tak, by powierzchnia między nimi była jak największa. Wówczas da się zmagazynować większy ładunek.

Co ciekawe, naukowcy twierdzą, że technologia jest nie tylko tania, ale i sam proces wytwarzania baterii, jest tak prosty, że można go wykonać w domu. Wystarczy tylko nagrywarka DVD oraz rozpuszczony w wodzie tlenek grafitu.

Obecnie wynalazcy nowej baterii szukają partnerów, którzy pomogliby rozpocząć masową produkcję nowego rodzaju baterii. Na razie więc nie wiadomo kiedy nowa technologia trafi na rynek.
http://technowinki.onet.p...24,artykul.html

jerzydom - 2013-03-13, 18:22

Telefon będzie ładował się sam... cały czas
Rozładowujące się akumulatory w dzisiejszych smartfonach to prawdziwa zmora. Krótki czas pracy na jednym ładowaniu to chyba najczęściej wymieniana wada nowoczesnych telefonów. Co nam po tym, że mamy dostęp do setek tysięcy aplikacji, skoro nasza stara Nokia działała tydzień, a nowy telefon musimy codziennie podłączać do ładowarki? A to przykład optymistyczny. W pesymistycznym scenariuszu, korzystamy z telefonu na tyle intensywnie, że musimy go ładować nawet w ciągu dnia. To z kolei sprowadza się do noszenia ze sobą ładowarki - w domu, w pracy, u znajomych, wszędzie jesteśmy więźniami gniazdek elektrycznych.
W ostatnich dniach zobaczyliśmy jednak światełko w tunelu. Jest nadzieja, że uda się uwolnić nas i nasze urządzenia od ciągłego dostępu do prądu. Amerykański startup Ubiquitous Energy pracuje nad przezroczystym filtrem, który nałożony na ekran urządzenia ładuje je wykorzystując energię słoneczną. Wynalazek nazwany ClearView Power jest w fazie prototypu, ale rokuje spore nadzieje na przyszłość.
Pomysł jest bardzo prosty. Pokrywamy ekrany przezroczystą warstwą, która nieustannie ładuje nasze urządzenia za pomocą energii słonecznej. Przezroczystość jest możliwa dzięki przekształcaniu na energię zakresu podczerwonego światła, a przepuszczaniu fal o długości światła widzialnego. Twórcy sami przyznają, że pierwsze wyniki testów są bardzo obiecujące, ale przed nimi jeszcze sporo pracy nad poprawą efektywności. W planach jest również stworzenie filtra, którym będzie można pokrywać całe okna w budynkach.
Niemal nieograniczone możliwości
Fakt, że technologia sprawdza się nie tylko w pełnym słońcu, ale również w cieniu oraz prace nad wersją dla okien pozwalają spodziewać się w niedalekiej przyszłości małej rewolucji energetycznej. Wyobraźcie sobie budynki tańsze energetycznie, tablety i telefony, które same się podładują, czy samochody z dodatkowym, ekologicznym zasilaniem.
Możliwości wykorzystania nowej technologii wydają się niemal nieograniczone. Nie wyprzedzajmy jednak faktów - nam na razie wystarczy, że telefon będzie się sam ładował, gdyż komórki mają dziwną tendencję do rozładowywania w najmniej korzystnym momencie. Jeśli naukowcy rozwiążą ten problem, z pewnością staną się małymi bohaterami dla sporej części świata.
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

daro - 2013-03-13, 19:02

Srednio to widze, zeby oklejony czyms telefon noszony w kieszeni czy plecaku sam sie naladowal.
GrzegorzB - 2013-03-13, 19:24

Tlenek grafitu... no no...
:lol:

jerzydom - 2013-03-15, 15:21

Odkrycie cząstki elementarnej filmik
http://wiadomosci.wp.tv/i...5103c0#m1199067

inquiz - 2013-03-15, 22:43

i znów przełomowa technologia bardzo drogiej energii ;-) niech jeszcze dodadzą że od produkcji i utylizacji akumulatorów aby wahania energetyczne łagodzić foczki mają jeszcze piękniejsze smutne oczy.
jerzydom - 2013-03-21, 13:30

Pierwsza żarówka LED z pełnym spektrum widzialnego światła
Zwykle żarówki LED nie oferują pełni spektrum widzialnego światła, jednak ViviD LED MR16 firmy SORAA, to produkt z zupełnie innej półki, który za swą technologię zdobył w tym roku nagrodę Red Dot Product Design Award.
Kalifornijska firma jest światowym liderem w technologii produkcji żarówek LED opartych na azotku galu, a jej najnowszy produkt został doceniony za innowacyjne wzornictwo, funkcjonalność oraz efektywność energetyczną.
Największą wadą współczesnych żarówek LED, używających wielu źródeł światła, jest konieczność odprowadzania ciepła wytwarzanego w procesie świecenia. Tymczasem dzięki opatentowanej technologii GaN on GaN, nowa żarówka używa tylko jednej niewielkiej, za to bardzo jasnej diody.Dzięki temu, w porównaniu do tradycyjnych lamp halogenowych, udało się nie tylko zapewnić 10-krotnie większą ilość światła, lecz też zmniejszyć zużycie energii aż o 75 procent. Co więcej, taka lampa ma żywotność aż 25 tys. godzin, więc nawet przy ogromnych cenach współczesnych LED-ów, kupno takiej żarówki może być opłacalne.

Za: Inhabitat.com

http://technowinki.onet.p...89,artykul.html

jerzydom - 2013-03-21, 17:21

Zabójcze dla portfela i ekologii. Producenci umyślnie planują usterki sprzętu
Praca badawcza na zlecenie partii Zielonych pokazuje czarno na białym: producenci sprzętu AGD i elektroniki celowo projektują go tak, by popsuł się tuż po upływie gwarancji. "To czyste świństwo" mówią Zieloni.
Obojętnie, czy chodzi o drukarki komputerowe, żarówki, pralki czy słuchawki - ich żywot jest ograniczony nie możliwościami techniki czy zmęczeniem materiału, ale umyślnym działaniem projektantów i producentów. Do tego wniosku doszła grupa rzeczoznawców po badaniu wykonanym na zlecenie niemieckiej partii Zielonych. Wymienia się w nim cały szereg artykułów, w przypadku których można mówić o celowym oszustwie dokonywanym przez producentów. Używają oni komponentów, które powodują szybkie uszkodzenie sprzętu. Stosują też techniczne tricki dla skrócenia okresu użytkowania urządzeń.

Ekonomia i ekologia

Jak stwierdzili eksperci, można mówić o systematycznym nabijaniu klientów w butelkę, którzy są w ten sposób zmuszani do coraz częstszych zakupów sprzętu. Koszty takich celowych uszkodzeń sumują się do kilku miliardów euro rocznie. Jeden z autorów raportu na ten temat, ekspert w dziedzinie ochrony konsumenta Stefan Schridde, zaznaczył w wywiadzie dla "Saarbruecker Zeitung", że w minionych latach on sam weryfikował informacje o 2000 takich przypadków.

Dorothea Steiner z partii Zielonych stwierdziła, że jest to "świństwo", bo tak zawodny sprzęt przyczynia się do tego, że rosną góry śmieci. Rzeczniczka Zielonych ds. ochrony konsumenta Nicole Maisch domaga się jak najszybszej nowelizacji przepisów ws. gwarancji i reklamacji oraz napraw.

Z pełną premedytacją

Proces przyspieszonego zużywania się sprzętu ma nawet swą fachową nazwę: "planned obsolescence". Federalne Zrzeszenie Ochrony Konsumenta już przed kilkoma tygodniami stwierdziło, że nie wysuwa co prawda pod adresem producentów zarzutu, jakoby planowali usterki sprzętu już na etapie jego projektowania. „Lecz mniej lub bardziej świadomie liczą się z możliwością uszkodzenia i przy projektowaniu nie zwracają szczególnej uwagi na długowieczność urządzeń", stwierdzono w opinii zrzeszenia. Jednak także i konsumenci nie są zupełnie bez winy, ponieważ wielu z nich uważa sprzęt domowy za gadżety, które muszą odpowiadać najnowszym trendom w modzie i bez żalu odsyła je do lamusa, pomimo, że jeszcze działają.

Perfidne, słabe miejsca

Konkretnym przykładem zabiegu skracającego żywot urządzenia jest na przykład instalacja części urządzenia wrażliwych na działanie wysokich temperatur w miejscu, gdzie takie temperatury panują. Ma to miejsce na przykład w zmywarkach do naczyń. Podobnie działa metoda instalacji baterii tak, by użytkownik nie miał możliwości ich wymiany - tak dzieje się na przykład w smartfonach, notebookach czy elektrycznych szczoteczkach do zębów. Jak stwierdzono w trakcie badań, w przypadku drukarek komputerowych częstokroć projektowane są one tak, by po zadrukowaniu określonej liczby stron odmawiały posłuszeństwa. Dzieje się tak za sprawą specjalnego elementu w oprogramowaniu. Kiedy uda się ten system przechytrzyć, drukarka bez zarzutu działa dalej.

Często stosowanym zabiegiem jest także wykonanie z plastiku części urządzenia, które są szczególnie narażone na uszkodzenie przy długotrwałym użyciu, jak koła zębate w mikserach czy krajalnicach.

Krótkie cykle – mało innowacji

Gdyby producenci stosowali materiały bardziej odporne na zużycie lub wykonywali urządzenia bardziej starannie, znacznie możnaby wydłużać długowieczność sprzętu. W słuchawkach na przykład często dochodzi do przerwania przewodów wykonanych ze zbyt delikatnych materiałów.

Zdaniem ekspertów, celowym działaniem przemysłu jest także, by przy pomocy krótkiego cyklu wypuszczania nowych modeli skłaniać klientów do częstszych nowych zakupów, pomimo, że posiadane urządzenia jeszcze bez zarzutu działają. Szczególnie wyraźne jest to w przypadku tabletów i smartfonów, w których techniczne innowacje implementowane są stopniowo, pomimo, że możliwe byłoby ich wdrożenie za jednym razem. Lecz wtedy klienci nie mieliby tak często motywacji do zakupu najnowszego, ulepszonego modelu.

afp / Małgorzata Matzke
http://biznes.onet.pl/zab...16,1,news-detal

jerzydom - 2013-04-04, 21:32

Produkcja polskiego grafenu ruszy w przyszłym roku
Już za rok polskie konsorcjum uruchomi produkcję materiału, który dokona przełomu w elektronice. Polacy rywalizują z takimi gigantami jak Samsung, Apple czy IBM.

- ITME już wytwarza grafen na skalę laboratoryjną, a produkcję przemysłową tego materiału uruchomimy w naszym zakładzie pieców próżniowych do końca I kw. 2014 r. - powiedział "Rzeczpospolitej" Wojciech Modrzyk, wiceprezes SECO/WARWICK ds. rozwoju biznesu i R&D. Jego firma razem z Instytutem Technologii Materiałów Elektronicznych wchodzi w skład konsorcjum Grafmet.

Inwestycje w projekt współfinansuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a jej wartość to 6,5 mln zł. Jeżeli polska technologia się przyjmie, to z pewnością inwestycja zwróci się z nawiązką. Według szacunków w 2020 r. wartość rynku grafenu może przekroczyć 1 mld dolarów. Nad technologią wytwarzania materiału pracują najwięksi giganci branży elektronicznej na świecie.
Co to jest grafen?

Grafen to specyficzna odmiana węgla o niezwykłych właściwościach. Jest kilkaset razy bardziej wytrzymała niż stal, niezwykle giętka i przewodzi prąd kilkaset razy szybciej niż miedź. Grafen już niedługo powinien wyprzeć krzem z komputerów i znaleźć zastosowanie w elastycznych ekranach dotykowych. Zastosowaniem grafenu zainteresowane są też branże motoryzacyjna, lotnicza, kosmiczna i energetyczna.
http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html

GrzegorzB - 2013-04-04, 21:51

Całe 2 miliony dolarów. Żeby się chłopaki nie przeinwestowali przypadkiem... Amatorszczyzna. Tyle to pewnie Samsung wydaje rocznie na papier toaletowy.
Parę doktoratów powstanie, może ze 2 profesorów i tyle będzie polskiego udziału w światowym rozwoju nowej technologii :roll:

radosc - 2013-04-04, 23:00

GrzegorzB napisał/a:
Całe 2 miliony dolarów. Żeby się chłopaki nie przeinwestowali przypadkiem... Amatorszczyzna. Tyle to pewnie Samsung wydaje rocznie na papier toaletowy.
Parę doktoratów powstanie, może ze 2 profesorów i tyle będzie polskiego udziału w światowym rozwoju nowej technologii :roll:


GrzegorzB plz nie bądź tak bardzo onetowski. Byłem w ITME 3 lata temu, widziałem jak fantastyczną pracę wykonują, mają opatentowaną bardzo wydajną technologię produkcji grafenu i są w badaniach znacznie dalej niż Samsung. Gdyby istnieli w bardziej cywilizowanym kraju to granty 10x większe byłyby na porządku dziennym. 6,5mln wydaje mi się niewielkim, niestety, zastrzykiem. Już wtedy mówili o potrzebie zainwestowania znacznie większej kasy, a część maszyn była adaptowana z bardzo przestarzałych modeli. Co ciekawe, to osiągali na tych starych maszynach niesamowite rezultaty, po odpowiednim tuningu rozdzielczości i dokładnośc wzrastały niemiłosiernie.

Bardzo im kibicuje i jestem pewien że jeśli ktoś dostrzeże jaki jeszcze nie zmarnowany potencjał mamy i będziem mieć powody do dumy.

GrzegorzB - 2013-04-05, 01:38

Oby. Chociaż optymistą nie jestem. Nie mam na myśli, że nie zrobią tego co zamierzają, tylko że z tego nie będzie "chleba", albo będzie go bardzo mało. A to dlatego że nie mają patentu na sam grafen a na elementy procesu jego wytwarzania. A to akurat nie jest czymś na czym można zrobić biznes, nie mając kasy. Przypuszczalnie za jakiś czas staną przed propozycją nie do odrzucenia, spieniężenia licencji albo niesprzedania niczego.
jerzydom - 2013-04-08, 21:41

Samochody będą na to jeździć! Już za trzy lata! Przełom w pracach nad wodorem
Chyba nikt z nas nie wyobraża sobie życia bez energii. Niestety, jej nieodnawialne źródła kiedyś się wyczerpią, a wtedy ludzkość zostanie postawiona przed bardzo poważnym problemem. Zasoby węgla, ropy naftowej czy gazu są ograniczone i coraz mocniej eksploatowane, dlatego naukowcy od lat pracują nad alternatywnym sposobem pozyskiwania energii.

W ostatnich latach dużą uwagę przykładano do jej pozyskiwania ze źródeł odnawialnych. Niestety obecnie nie są one w stanie w pełni zastąpić tych nieodnawialnych. W takim razie jak będzie wyglądała przyszłość? Czy czeka nas gigantyczny kryzys?
Wygląda na to, że ludzkość będzie uratowana. Naukowcy ogłosili, że dokonał się przełom i prawdopodobnie już niedługo nie będziemy musieli martwić się o pozyskiwanie energii. W laboratoriach w Blacksburgu w stanie Virginia powstała technologia, która jest prawdziwą rewolucją w dziedzinie pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych. Czysty wodór zapewnią rośliny. Co ważne, ten sposób ma być ekologiczny, a przede wszystkim tani.

Wodór będzie pozyskiwany z cukru drzewnego, z którego w dużej mierze składają się tkanki roślin. W połączeniu z polifosforanem, na skutek nieskomplikowanego procesu przetwarzania można otrzymać czysty wodór w dużych ilościach. Potrzebną do produkcji nowego paliwa Ksylozę można pozyskać z każdego gatunku roślin, a cały proces przebiega w dość niskiej temperaturze (122 stopnie Celsjusza).

Paliwo wodorowe umożliwi zastąpienie obecnie wykorzystywanych kopalin. W dodatku pozwoli zmniejszyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery oraz skażenie metalami ciężkimi. Produktem ubocznym jego spalania jest zwykła woda. Nowa technologia może pojawić się na rynku w ciągu najbliższych trzech lat. Jeśli tak się stanie, czeka nas prawdziwa rewolucja.

Źródło: vtnews.vt.edu, SW, WP.PL
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

jerzydom - 2013-04-09, 11:03

Najbardziej niezwykłe windy świata
http://tech.wp.pl/gid,154...ta,galeria.html

jerzydom - 2013-04-23, 21:20

Mikrobaterie: 2000 razy więcej energii, 1000 razy szybsze ładowanie, 30 razy mniejszy rozmiar
W dzisiejszych czasach z urządzeniami elektronicznymi można zrobić wszystko, technologie pędzą bez opamiętania, urządzenia są coraz mniejsze, cieńsze (niekiedy nawet przezroczyste) i jedynie baterie niezmiennie nas powstrzymują. Tu niewiele się zmieniło przez ostatnie lata. Narodziło się jednak kolejne ciekawe rozwiązanie, które, jeśli okaże się opłacalne, może wprowadzić nas w nową epokę... nie tylko dlatego, że znów będzie można ładować telefon raz w tygodniu.

Na Uniwersytecie Illinois w Urbana-Champaign trwają prace nad udoskonaleniem baterii litowo-jonowych. Naukowcy twierdzą, że możliwe jest konstruowanie baterii, które będą przechowywać 2000 razy więcej energii, niż te znane obecnie, czym przewyższają nawet superkondensatory. Autorzy publikacji na stronie Uniwersytetu twierdzą, że mają one tyle mocy, że można baterią z telefonu uruchomić samochód z wyładowanym akumulatorem, a potem w mgnieniu oka ponownie naładować telefon do pełna. Co więcej, te najmocniejsze baterie na planecie mają rozmiary rzędu kilku milimetrów.

Lekkie modyfikacje konstrukcji mikrobaterii pozwolą na zastosowanie ich zarówno w miejscach, gdzie potrzebne jest szybkie uwolnienie dużej mocy, gdzie mogą zastąpić superkondensatory, jak i tam, gdzie cenny jest czas uwalniania, czyli w różnej maści urządzeniach elektronicznych zasilanych bateriami. Na tym zastosowania się nie skończą - konstruktorzy twierdzą, że mikrobaterie nie muszą poświęcać mocy na rzecz czasu pracy i tym samym złamali paradygmat baterii.

Badaniami kieruje William King z Wydziału Inżynierii Mechanicznej. Kluczem do sukcesu jest projekt szybkoładującej katody autorstwa zespołu pod kierownictwem Paula Brauna, do której King z zespołem dorobił anodę. Więcej technicznych szczegółów można znaleźć w magazynie Nature.

Być może spełnią się marzenia o smartfonach mających 3mm grubości, ładujących się w kilka sekund i działających kilka dni, malutkich urządzeniach medycznych, lekkich pojazdach elektrycznych i wszystkich tych urządzeniach, które nie zostały zbudowane z powodu ograniczeń, jakie nakładają dzisiejsze kondensatory i baterie.
http://www.nature.com/nco...ncomms2747.html

jerzydom - 2013-05-02, 21:32

Grafen w polskich superszybkich laserach
W niezwykle precyzyjnych laserach, które za 2-3 lata trafią na rynek, polscy badacze wykorzystują grafen. Materiał ten służy tam jako superszybki przełącznik światła - mówi PAP Grzegorz Soboń z Politechniki Wrocławskiej.
Grzegorz Soboń z Grupy Elektroniki Laserowej i Światłowodowej na Politechnice Wrocławskiej znalazł się wśród dwóch wyróżnionych w tym roku stypendystów programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. W swojej pracy zajmuje się wykorzystaniem grafenu w laserach światłowodowych, które emitują bardzo krótkie impulsy światła.
Jak wyjaśnia badacz, lasery takiego typu mają bardzo dużo zastosowań praktycznych - mogą być stosowane w chirurgii czy w kosmetologii jako bardzo precyzyjny skalpel optyczny. Znajdują również zastosowanie w bardzo precyzyjnych pomiarach odległości.
- Jest to też bardzo dobre narzędzie do obróbki, cięcia, wykonywania precyzyjnych mikrowierceń czy mikrootworów w materiałach takich jak stal, aluminium czy plastiki - dodaje badacz z PWr. Bardzo krótkie impulsy mają też duże znaczenie dla badań podstawowych - służą jako narzędzie dla naukowców, między innymi do diagnostyki materiałów.
Stypendysta FNP wyjaśnia, że wykorzystanie grafenu w laserach to na razie nowa działka badań - pierwsze lasery z grafenem pojawiły się dopiero trzy-cztery lata temu. Ale zespołowi z PWr, w którym pracuje Soboń, udało się skonstruować pierwszy na świecie wykorzystujący grafen światłowodowy laser z liniową polaryzacją wiązki. - To był laser, który był bardzo stabilny, emitował bardzo krótkie impulsy, a parametry tego promieniowania były bardzo dobre i przydatne z punktu widzenia zastosowania. Był to pierwszy taki układ na świecie - wyjaśnia naukowiec.
Soboń dodaje, że w ramach swojej pracy nad doktoratem opracował pierwszy na świecie układ wzmacniający promieniowanie z lasera z grafenem, umożliwiający jego użycie w precyzyjnej obróbce materiałów. - Docelowo mamy zamiar takim laserem wycinać struktury biodegradowalnych stentów, stosowanych do przywracania drożności naczyń krwionośnych - wyjaśnia.
Dodaje, że impulsy w tworzonych na PWr laserach trwają zaledwie 300 femtosekund (jedna sekunda to milion miliardów femtosekund). - Dzięki temu czas interakcji światła lasera z materią jest bardzo krótki i nie ma między nimi oddziaływania termicznego. Przez to uzyskuje się lepsze parametry obrabianej powierzchni - tłumaczy Soboń.
W uzyskaniu szybkich impulsów w laserach bardzo przydatne okazują się niezwykłe właściwości grafenu. Okazuje się, że pod wpływem odpowiednio mocnego światła lasera, grafen cyklicznie zmienia swoją zdolność do pochłaniania światła. - Działa jak bardzo szybki przełącznik" - mówi Soboń i wyjaśnia, że pod wpływem lasera grafen z materiału pochłaniającego część światła staje się całkowicie przezroczysty. Jednak w ciągu femtosekund się regeneruje i cykl się powtarza. Czasy impulsów, które powstają dzięki grafenowi mogą być bardzo krótkie - znacznie krótsze niż w innych stosowanych dotychczas materiałach. To, że grafen jest przełącznikiem światła wynika z jego charakterystycznej struktury energetycznej.
Laureat stypendium START tłumaczy, że pojedyncza warstwa grafenu absorbuje 2,3 proc. światła. - Dla nas to tyle, co nic - grafen wydaje nam się przezroczysty, ale dla lasera to sporo - opowiada rozmówca PAP. Grafen nie wygasza więc światła lasera całkowicie. Modulacja światła laserowego jest więc niewielka, ale w laserach - wystarcza.
Zespół z PWr w ramach programu GRAF-TECH Narodowego Centrum Badań i Rozwoju tworzy wraz z Instytutem Technologii Materiałów Elektronicznych w Warszawie oraz firmą Fiber Optic Technical Support z Wrocławia konsorcjum, którego celem jest wdrożenie polskich laserów. - Mamy sprzężenie zwrotne od przemysłu i wiemy, na jakie lasery jest zapotrzebowanie. Jesteśmy na etapie projektowania prototypów - mówi Grzegorz Soboń. Wyraża przy tym nadzieję, że polskie lasery z grafenem trafią na rynek nawet w ciągu 2-3 lat.
- Cały świat oszalał teraz na punkcie grafenu. Badania posuwają się do przodu bardzo szybko, a my wpisujemy się w ten nurt badań i staramy się znaleźć dla siebie niszęSzybko rozwija się również technika laserowa. Wydaje mi się, że przez następne dekady będziemy mieli co robić w tej dziedzinie laserów z grafenem - podsumowuje badacz z PWr.
http://finanse.wp.pl/kat,...,wiadomosc.html

jerzydom - 2013-05-18, 21:40

Historia koła rozkręcona na nowo
Samuel Pearce postanowił przeprojektować koła rowerowe. Zlikwidował szprychy a oś zawiesił na sprężynach, dzięki temu uzyskany komfort jazdy jest podobno nieporównywalny z żadnym innym rowerem.

Loopwheels to rower z nowatorskimi, 20" kołami. Z piasty wychodzą wstęgi amortyzujące, przymocowane do obręczy. Pomysł Pearcea, inżyniera z Wielkiej Brytanii, jest rozwinięciem projektu z 1917 r Pursela Maya. Jednak ewolucja tych kół rowerowych nie byłaby możliwa, bez zastosowania nowoczesnych materiałów. Piasta została wykonana z włókien węglowych, Wytrzymałe sprężyny to również efekt pracy z nowoczesnymi materiałami, w zakładzie produkującym sprzęt dla łuczników.
Koło z przodu, ze względu na mniejsze obciążenie jest zbudowane inaczej, niż koło tylne, mocniej resorowane. Dzięki zastosowaniu Loopwheels w rowerze niepotrzebne są amortyzatory, żadne drgania nie są przenoszone na układ kierowniczy, ani siodło. Koła mogą być bardzo mocno napompowane, bez straty komfortu jazdy.
Niestety, zastosowane materiały powodują wysoką cenę roweru. Zaprezentowany na Kickstarter projekt jest w trakcie zbierania funduszy na dalszy rozwój pomysłu. Pomysłodawca ma nadzieję na obniżenie ceny produkcji. W planach są również większe koła, 26".
http://technowinki.onet.p...39,artykul.html

jerzydom - 2013-05-21, 07:39

Wreszcie jest! Baterię telefonu naładujesz w 20 sekund
Dzięki Eeash'y Khare czekanie godzinami na podładowanie komórki i innych urządzeń mobilnych odejdzie do przeszłości.
Osiemnastoletnia Eeash'a Khare z Kalifornii w ubiegły piątek zdobyła nagrodę Intel Foundation Young Scientist Award oraz otrzymałą 50 tys.$ za wynalezienie urządzenia, które mocno skróci czas ładowania baterii. Jej "superładowarka" pozwoli naładować baterię telefonów komórkowych oraz innych urządzeń przenośnych w 20 sekund. Co więcej jej wynalazek pozwoli także aż dziesięciokrotnie wydłużyć żywotność samych baterii.
Do tej pory jej wynalazek testowany był jedynie na lampach LED, ale Khare zapewnia, że technologia ta jest na tyle elastyczna, że będzie mogła być zaimplementowana w wielu innych urządzeniach, w tym także w przemyśle motoryzacyjnym. Amerykanka w wywiadzie dla NBC odparła, że główną przyczyną rozpoczęcia prac nad ładowarką były jej własne problemy z ciągle rozładowującą się baterią telefonu. Khare zdradziła także, że otrzymała już interesującą propozycję od Google...
http://tech.wp.pl/kat,100...,wiadomosc.html

GrzegorzB - 2013-05-21, 20:58

To jest taki sam "wynalazek", jak pomalowanie ścian w domu na żółto, które wcześniej miały biały kolor. Albo jak patent Apple na zaokrąglone wg określonego promienia brzegi urządzenia.
jerzydom - 2013-05-28, 08:05

Pierwszy reaktor zimnej fuzji

Urządzenie wytwarzające energię praktycznie za darmo naprawdę działa! Maszyna przeszła pozytywnie pierwsze niezależne testy.
Patent na urządzenie zwane E-Cat (ang. Energy Catalyzer) Andrea Rossi otrzymał w kwietniu 2011. Jest to przełomowy wynalazek, ponieważ urządzenie potrafi wytworzyć więcej energii niż jest potrzebne do jego rozruchu. Włoch jednak początkowo nie chciał pozwolić nikomu zbliżyć się do swojego wynalazku i wszelkie demonstracje jego działania oraz testy przeprowadzał samodzielnie. Przez to środowisko naukowe sceptycznie podchodziło do E-Cat. W końcu jednak Rossi udostępnił swoją maszynę do zbadania grupie naukowców z Włoch i Szwecji. Wyniki ich testów potwierdziły wcześniejsze zapewnienia wynalazcy – jego urządzenie to prawdziwy przełom!
Sprawdzenia reaktora podjęli się Giuseppe Levi i Evelyn Foschi, fizycy z Uniwersytetu Bolońskiego, oraz Torbjörn Hartman z Laboratorium Svedberg, fizyk jądrowy Bo Höistad, Roland Pettersson z Uniwersytetu w Uppsali i Hanno Essén z Królewskiego Instytutu Technologicznego w Sztokholmie. Testy przeprowadzali w laboratoriach Rossiego we Włoszech od grudnia 2012 r. do marca 2013 r. Wyniki właśnie zostały opublikowane.
W sumie przeprowadzono trzy próby, każdą przy innej temperaturze pracy urządzenia. W dwóch pierwszych testach otrzymano 5,6 oraz 2,6 razy więcej energii niż użyto do rozruchu E-Cat. W ostatniej próbie naukowcy stracili kontrolę nad reaktorem i ciepło zniszczyło rdzeń urządzenia.

Jak działa E-Cat?

Zimna fuzja, którą wykorzystano w E-Cat, to proces fizyczny, w którym dochodzi do połączenia się jąder atomowych w warunkach dużo niższej temperatury niż ta, w której zachodzą reakcje termojądrowe (takie jak np. w gwiazdach). Jako pierwsi możliwość przeprowadzenia zimnej fuzji ogłosili w 1989 roku Stanley Pons i Martin Fleischmann. Twierdzili oni, że zimną fuzję można uzyskać w procesie elektrolizy ciężkiej wody, czyli wody zawierającej izotop wodoru - deuter. Jednak aż do teraz nikomu nie udało się stworzyć urządzenia wykorzystującego to zjawisko.
W urządzeniu skonstruowanym przez Włocha wykorzystano reakcję, w której fuzji ulegają atomy niklu i wodoru, tworząc miedź. W inicjacji tego procesu pomaga katalizator. Reaktor składa się z wielu połączonych urządzeń E-Cat. Aby jeden E-Cat zaczął działać, należy ogrzać go mocą około 1 kW, jednak już po paru godzinach wytwarza on tyle energii cieplnej, że jest w stanie samodzielnie podtrzymywać zachodzące w nim reakcje, bez potrzeby dostarczania energii z zewnątrz.
Co prawda reaktor zimnej fuzji ma pracować samowystarczalnie, jednak jako podstawowe paliwo wykorzystywany jest w nim czysty wodór. Koszty wytwarzania wodoru są wysokie, ale urządzenie zużywa go niewiele. Włoski naukowiec twierdzi, że jedynie 100 g sproszkowanego niklu i około 200 g wodoru wystarcza do ciągłej pracy reaktora przez 6 miesięcy. Największą niewiadomą jest jednak zastosowany w nim katalizator. Jedyne co włoski naukowiec ujawnił na jego temat to, że jest to ogólnie dostępny metal szlachetny. Katalizator ponoć jest bardzo tani, więc nie zwiększa kosztów pracy reaktora.
Ponieważ do reaktora nie są wprowadzane ani nie powstają żadne pierwiastki promieniotwórcze, E-Cat jest bardzo bezpieczny. Jedynym minusem jest fakt, że urządzenie wytwarza energię cieplną, którą następnie trzeba zamienić na elektryczną, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Jednak nie zmienia to faktu, że reaktor jest opłacalny. Jak szacuje wynalazca, koszt wyprodukowania 1MWh wynosi mniej niż 1 euro, czyli około 4 zł, a dla porównania 1MWh energii wyprodukowanej w polskiej elektrowni węglowej to około 190 zł!
Niestety problemem jest praktyczne zastosowanie wynalazku. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że lobby energetyczne tak łatwo tego pomysłu nie zaakceptuje. Sam Rossi twierdzi, ze sprzedał już kilka reaktorów, ale ich właściciele pozostają anonimowi. Wiadomo jedynie, że wynalazkiem zainteresowały się amerykańskie organizacje rządowe.
http://odkrywcy.pl/kat,11...4sticaid=610aa7

GrzegorzB - 2013-05-28, 12:33

Oby to nie była kolejna bajeczka.

No cóż. Z tego wynika, że teraz być może nikiel podrożeje, a miedź stanieje :)

Van Worden - 2013-05-28, 12:41

Oj to trzeba szybko kupować akcje :-o
tudek - 2013-05-28, 15:00

Jego wynalazek jest tylko niebezpieczeństwem dla porządku nowego świata, wszyscy wkrótce o nim zapomną. ;-)
To tak jakby nagle wszyscy producenci AGD, elektroniki etc. Zaczęli produkować sprzęt który nie byłby zaprogramowany na zepsucie tuż po gwarancji, najczęściej rocznej, dwuletniej... ;-)

GrzegorzB - 2013-05-28, 17:07

Przesadzasz z tym "programowaniem". Jakoś nie pamiętam, żebym mi się coś zepsuło tuż po gwarancji. Poza totalnym badziewiem za najniższa cenę. Kupionym właśnie w celu jednorazowego użycia. Po prostu nie trzeba się łaszczyć na taniochę w promocji od promocji, oraz na "made in Germany" na "wybrane rynki słowiańskie", to i problemu potem nie ma.
jerzydom - 2013-05-28, 20:40

Glue Pen - niewielkie narzędzie do klejenia i drobnych napraw
Firma Bosch wprowadziła do sprzedaży urządzenie, które pomoże skleić drobne elementy, takie jak plastikowe części dziecięcych zabawek, uchwyt szuflady, pasek od spodni czy cekiny na bluzce.
Może się także przydać przy dekorowaniu mebli, tkanin czy decoupage’u. Glue Pen mieści się w dłoni i jest urządzeniem bezprzewodowym, wyposażonym w akumulator litowo-jonowy. Dzięki temu narzędzie jest gotowe do użytkowania nawet po kilku miesiącach od ostatniego włączenia. Glue Pen można ładować w każdej chwili, nie ryzykując spadkiem wydajności. Na jednym cyklu ładowania akumulatora można wykorzystać do 6 wkładów klejących.
Aby uruchomić Glue Pen, należy włożyć do narzędzia wkład klejący, a następnie włączyć urządzenie. Po około 15 sekundach będzie ono gotowe do pracy. Producent przekonuje, że Glue Pen jest narzędziem uniwersalnym i można użyć go do klejenia papieru, tektury, tkanin, skóry, korka, drewna, metalu, tworzyw sztucznych czy kamieni. Urządzenie jest bezpieczne w użytkowaniu, ponieważ jego obudowa nie nagrzewa się. Po rozgrzaniu narzędzie automatycznie cofa nadmiar kleju, zapewniając czystą pracę i zapobiegając zatykaniu się dyszy.
Glue Pen będzie dostępny w sprzedaży od czerwca 2013 w cenie ok. 230 zł. W wyposażeniu standardowym znajduje się ładowarka Micro USB oraz 4 wkłady klejące.
Po wykorzystaniu dołączonych wkładów można kupić dodatkowe wkłady: 10 zapasowych sztuk w kolorze mlecznym lub bezbarwnym kosztuje 14,50 zł. Wkłady białe są przeznaczone do prac wymagających stabilnego i mocnego połączenia klejonych elementów. Wkłady bezbarwne polecane są do klejenia przezroczystych elementów, gdyż są niewidoczne.
http://rtvagd.wp.pl/kat,1...,wiadomosc.html

jerzydom - 2013-05-29, 06:46

UE chce wyłączać lodówki i zamrażarki w domach

Wraz z wprowadzeniem sieci Smart Grid dostawcy energii dla rynków unijnych zamierzają uszczęśliwić użytkowników systemem zdalnego zarządzania ich sprzętem AGD włączonego w domach. Brzmi doskonale, inteligentne sterowanie zmniejszy opłaty za energię... Tylko że wraz z zapisem, pozwoli producentom na zdalne wyłączanie pralek, lodówek i innych urządzeń w szczycie poboru energii.
Dotychczas producent energii elektrycznej był zobowiązany do dostarczenia prądu, zgodnie z wymaganiami użytkownika. Niedługo sytuacja może ulec drobnej, ale istotnej dla gospodarstw domowych modyfikacji. Inteligentne sieci przesyłowe będą mogły sterować inteligentnymi urządzeniami w gospodarstwach domowych.

Orędownikami tego rozwiązania są podmioty skupione w Europejskiej Sieci Operatorów Przesyłu Energii Elektrycznej. Lobbystom udało się przekonać do projektu organy zajmujące się regulacją rynku energetycznego UE. Rośnie więc prawdopodobieństwo, że producenci sprzętu AGD, aby dostosować się do regulacji będą zmuszeni wyposażyć w specjalne chipy każdy nowy sprzęt domowy. Będą one miały możliwość wyłączać urządzenia w krajowych lub europejskich szczytach poboru mocy.
Rozwiązania, które mogą pomóc po wprowadzeniu takiej ustawy, to zasilacze awaryjne, do których można przyłączyć wrażliwy na spadki zasilania sprzęt elektryczny. Powszechnie stosowane są systemy awaryjnego podtrzymania zasilania w komputerach stacjonarnych, niedługo może okazać się, że podobne urządzenie uratuje żywność w zamrażalce przed zepsuciem się.

Dzięki zasilaczom awaryjnym można uratować nie tylko żywność i dane w PC, wiele osób korzysta z zasilaczy do podłączenia urządzeń filtrujących i napowietrzających akwaria i ocieplających terraria. Takie rozwiązania mogą chronić sprzęt AGD.

Wśród istniejących na rynku rozwiązań warto wymienić bezprzerwowy zasilacz do elektronicznie sterowanych pieców C.O. produkcji firmy EVER. Urządzenie posiadające moc 200 W pracy ciągłej i 400 W pracy chwilowej podtrzymuje pracę pieca nawet przez kilkanaście godzin.

http://technowinki.onet.p...12,artykul.html

inquiz - 2013-05-30, 00:38

jerzydom napisał/a:
Glue Pen

pachnie jak przerost mocy produkcyjnych przy e-papierosach. urządzenia do klejenia na 230V i odpowiednie wkłady kleju są od dawna, teraz czas aby to zawitało w każdej szufladzie zamiast tubki za parę złotych raz na jakiś czas.

GrzegorzB - 2013-05-30, 11:17

Nie wiem, czy przy e-papierosach. Ale widać, że jest nadprodukcja akumulatorów litowych do upłynnienia. I tak jak piszesz, zamiast bardzo dobrego pistoletu klejowego za 60zł, każdy będzie miał okazję wydać 4x tyle na kieszonkową zabawkę, aby wzbogacić firmę Robert Bosch. Zabawkę, która padnie tak samo szybko jak wysycha otwarty raz użyty klej. Bo po roku lub więcej leżakowania w szufladzie, niewymienny akumulator będzie całkowicie do wyrzucenia.
jerzydom - 2013-05-30, 13:04

Polska aplikacja mobilna zwiększy bezpieczeństwo epileptyków

Przypadkowych przechodniów poinstruuje, jak pomóc choremu w ataku epilepsji, a jego rodzinę powiadomi o miejscu zdarzenia. Aplikację, która zwiększy bezpieczeństwo epileptyków, opracowali naukowcy i studenci z WAT. To pierwsze tego typu rozwiązanie na świecie.
Aplikację SENSE, którą można zainstalować na dowolnym smartfonie, umożliwiającą osobie chorej na epilepsję monitorowanie jej zdrowia opracowali naukowcy z Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej (WAT) w Warszawie, kierowani przez mjr. dr. inż. Mariusza Chmielewskiego.
Częścią aplikacji jest sensor EMG monitorujący aktywność mięśni. Sensor nakleja się na dowolną grupę mięśniową, np. mięśnie ud, klatki piersiowej, pleców lub na ramiona. Jego wielkość jest zbliżona do baterii telefonu komórkowego. System stworzono do wykrywania tzw. ataków kloniczno-tonicznych, zwykle objawiających się drgawkami oraz utratą świadomości.
„Nasz sensor taką dużą aktywność mięśniową przekaże bezprzewodowo do telefonu, który przeanalizuje sygnał i podejmie decyzję o dalszym działaniu” – wyjaśnił w rozmowie PAP dr inż. Mariusz Chmielewski.
Po wzbudzeniu aplikacji chory ma 15 sekund na ewentualne anulowanie alarmu. „Jeśli w tym czasie użytkownik nie będzie w stanie go anulować dotykając ekranu, to można wnioskować, że nie jest w stanie tego wykonać i coś mu się stało” – opisał naukowiec.
W takim przypadku aplikacja podejmuje kolejne kroki. Przede wszystkim do wskazanych w systemie osób wysyła powiadomienia z lokalizacją chorego i informacją, o trwającym ataku padaczki. Ta informacja, na życzenie pacjenta, może być dodatkowo opublikowana na Facebooku i Twitterze, ale dostępna będzie tylko dla zaufanych osób.
Po wykryciu ataku smartfon zaczyna też alarmować znajdujących się w pobliżu ludzi, czyli odtwarza sygnał alarmowy i odczytuje instrukcje dla osób, które przypadkowo znajdą się w miejscu wypadku. "Telefon głośno instruuje: »Mam atak epilepsji, pomóż mi, połóż mi coś pod głowę, odsuń niebezpieczne przedmioty«. Aplikacja dodatkowo pokazuje też dane pacjenta informując, jakie lekarstwa przyjmuje, jaką grupę krwi posiada oraz jakie dodatkowe schorzenia zostały zdiagnozowane” – wyjaśnił kierownik projektu.
Co się stanie, jeśli chory zacznie po prostu ćwiczyć, a czujnik wykryje aktywność jego mięśni? Dr Chmielewski zaznacza, że skurcze mięśniowe, które towarzyszą atakom epilepsji zwykle są bardzo specyficzne: krótkotrwałe i bardzo silne. Człowiek takich skurczy zwykle nie może wywołać.
„Budujemy algorytmy uczące się wzorców aktywności mięśni typowych dla ataków kloniczno-tonicznych. Dzięki temu nasz algorytm »wie«, jak odróżniać sytuacje niebezpieczne i fałszywe alarmy” – tłumaczy. Poza tym system uczy się charakterystyki błędnego alarmu (czyli tego, który sam chory może wyłączyć po 15 sekundach), by go więcej nie powtarzać.
„Mamy wiele zgłoszeń od osób, które chciałyby naszą aplikację kupić, ale na razie ze względów formalnych nie możemy jej sprzedawać. Rynek urządzeń medycznych znacząco różni się od powszechnych rozwiązań konsumenckich. Chcemy uniknąć sytuacji, w której rozwiązanie będzie niedokładne, dlatego konieczne będą badania i testy kliniczne, które dużo kosztują” – powiedział.
Zespół szacuje, że sama aplikacja mobilna będzie kosztowała ok. 20 zł miesięcznie. Koszt zakupu samego sensora bezprzewodowego wyniesie ok. 200 zł co powoduje, że jest to najtańszy zaawansowany bezprzewodowy sensor EMG. Sporadycznie będzie trzeba dokupić odpowiednie naklejki-elektrody medyczne, które pozwalają stabilnie przymocować sensor do skóry, kosztują one jednak niewiele.
Polscy naukowcy nie mają w zasadzie konkurencji, bo na rynku nie ma jeszcze urządzeń, które w ten sposób pomagałyby chorym na epilepsję. Prace nad podobnym projektem trwają jedynie w amerykańskim Massachusetts Institute of Technology. Twórcy konkurencyjnego rozwiązania skupili się jednak na budowie samego sensora wykorzystującego całkiem odmienną technikę pomiaru.
W zespole, który pracował nad systemem znaleźli się inżynierowie: Bartłomiej Wójtowicz, Witold Matuszewski, Mateusz Chrustny, Piotr Stąpor i lic. Monika Lipińska.
"Mobilny system wykrywania i alarmowania o atakach epilepsji wykorzystujący elektromiografię powierzchniową" otrzymał brązowy medal podczas majowych Międzynarodowych Targów Wynalazczości Concours Lepine w Paryżu oraz wiele nagród i wyróżnień na wystawach w Seulu, Norymberdze, Teheranie oraz Kuala Lumpur.
http://biznes.onet.pl/pol...44,1,news-detal

jerzydom - 2013-07-22, 06:22

Nietypowy aparat Lytro trafił do sprzedaży w Wielkiej Brytanii
Do Europy, a konkretnie na sklepowe półki w Wielkiej Brytanii, trafił nietuzinkowy aparat fotograficzny o nazwie Lytro, który pozwoli na szybkie wykonywanie zdjęć i dostosowanie ich ostrości. W aluminiowej obudowie o wymiarach 11,2cm x 4,1cm x 4,1cm zamknięto sensor optyczny o rozdzielczości 11 megapromieni (MegaRays), 35mm obiektyw z przysłoną f/2, 8GB lub 16GB wbudowanej pamięci na dane, 1,52-calowy ekran dotykowy o rozdzielczości 128x128 pikseli, oraz moduł WiFi i port micro USB.

Aparat charakteryzuje również 8-krotny zoom oraz możliwość ustawienia ISO na poziomie od 80 do 3200. Lytro wybija się na tle konkurencji nie tylko za sprawą nietypowego wyglądu, ale i sposobu działania. Wykonując zdjęcia otrzymujemy bowiem pliki z zapisanymi dodatkowymi informacjami na temat promieni światła padających na matrycę z różnych kierunków. Liczbę śledzonych promieni określa tajemnicza wartość megapromieni. Dzięki dodatkowym danym i dołączonym oprogramowaniu możemy szybko zmienić ostrość uchwyconych na zdjęciu elementów, np. wyostrzając element znajdujący się w głębi sceny.

Najlepiej obrazują to poniższe zdjęcia wykonane przez Lytro. Opisywany aparat występuje w czterech wariantach kolorystycznych: różowym, czerwonym, niebieskim i szarym. Najtańszy Lytro z 8GB pamięci został wyceniony na kwotę £399, a wersja 16GB to wydatek £469.
http://twojepc.pl/news294...j-Brytanii.html
https://pictures.lytro.com/AprilTurner

jerzydom - 2013-08-02, 18:01

Mercedes pracuje nad Google Glass
Opracowane przez markę Google okulary wzbudzają zainteresowanie nie tylko użytkowników pragnących dzielić się każdym swoim krokiem w internecie, ale także firm motoryzacyjnych. Mercedes chce zintegrować ten gadżet ze swoimi samochodami.

Okulary Google Glass służą przede wszystkim do robienia zdjęć, nagrywania filmów oraz serwowania po internecie, daje również wskazówki jak dotrzeć do celu. Wyjątkowy charakter tego wyposażenia polega na tym, że nie musimy po nie sięgać do kieszeni jak po smarfona, ale mamy go cały czas na nosie.

Technologia Google Glass jest aktywowana głosowo lub za pomocą panelu dotykowego na obudowie. Według Mercedesa takie urządzenie byłoby idealne dla kierowców i producent rozpoczął prace nad nawigacją idealną.

Zalety urządzenia to przede wszystkim brak potrzeby montowania niepewnych uchwytów na desce rozdzielczej, a także fakt, że nie musimy odrywać wzroku od drogi, by z niego skorzystać. Ponadto, kierunek trasy widzimy ciągle, czyli zarówno w samochodzie, jak i po jego opuszczeniu. Brzmi obiecująco, pozostaje tylko czekać, aż Mercedes zaprezentuje pierwszy prototyp.
http://moto.onet.pl/aktua...gle-glass/ve789

Van Worden - 2013-08-03, 14:17

jerzydom napisał/a:
Okulary Google Glass służą przede wszystkim do robienia zdjęć, nagrywania filmów oraz serwowania po internecie


Co tam serwują ostatnio? :lol:

emes - 2013-08-03, 19:28

mam nadzieję, że nie będą korekcyjne bo bez roboty zostanę :)
jerzydom - 2013-08-03, 19:43

Van dopiero jak założysz zobaczysz co w necie serwują :-D
Emes, robota w nocy w dzień się pracuje :-D :-D
Wlamywacz wychodząc w nocy z domu mówi żonie idę do roboty.

jerzydom - 2013-08-04, 08:24

Jeden z najlepszych i najinteligentniejszych telewizorów w rozsądnej cenie
http://www.samsung.com/pl...CFUbHtAod6D4AfQ

kostrzewski83 - 2013-08-04, 13:12

Pierwszy rozsądny sposób na zamontowanie swojego Smartphona na rower
http://getfinn.com/

jerzydom - 2013-09-09, 15:55

Sony pokazało nową kamerę dla sportowców
Na rynku istnieje wiele kamer wideo przeznaczonych do uwieczniania na filmie wyczynów sportowców, a przoduje w nich GoPro. Jednak nie tylko ta znana firma ma w swej ofercie tego typu sprzęt, ponieważ podobne gadżety proponuje również Sony.

Podczas berlińskich targów japoński koncern zaprezentował ulepszony model Sony AS30, będący następcą modelu AS10, wprowadzonego do sprzedaży mniej więcej rok temu. AS30 to następna generacja, w której zdecydowano się na kilka dość istotnych zmian, aczkolwiek wzornictwo pozostawiono takie samo.

Największą różnicą w porównaniu do poprzedniego modelu, jest nowa wodoszczelna obudowa do zdjęć podwodnych, mniejsza niż poprzednio, a przy tym znacznie tańsza. Kolejną zmianą jest dodanie odbiornika GPS, dzięki czemu możliwe jest rejestrowanie pozycji kamery i następnie nałożenie na mapę trasy którą przebyliśmy podczas kręcenia filmu. Ciekawostką jest fakt, że można połączyć ze sobą dwa egzemplarze AS30 i w ten sposób uzyskać nagranie w pełnym zakresie 360 stopni.

Kamera posiada naturalnie WiFi i może łączyć się ze smartfonem, którego ekran wówczas przydaje się w charakterze wizjera, gdyż AS30 takowego nie posiada. Sprzęt wyposażono w 16 Mpix sensor EXMOR, optykę Carla Zeissa oraz oferuje 170 stopniowy kąt widzenia i stabilizację obrazu. Filmy nagrywane są w 1080p/60fps, zaś nagrania przechowywane są na karcie pamięci Memory Stick Micro oraz Stick Micro and Micro SD/SDHC/SDXC.

Producent zadbał też o odpowiednie mocowanie swej kamery i na targach zaprezentowano m.in. system mocowania na piersi, do kierownicy roweru, oraz do kasku. AS30 kosztuje 300 dolarów i może nie jest najtańszym tego typu sprzętem, ale oferowana jakość nagrania z pewnością będzie w stanie zrekompensować cenę.
http://technowinki.onet.p...portowcow/fwqls

jerzydom - 2013-10-23, 12:29

Polacy zaleją świat grafenem!
Polacy wymyślili tani sposób masowej produkcji rewolucyjnego materiału - grafenu. Pierwsze urządzenia do jego produkcji będą gotowe już w przyszłym roku - informuje "Metro".
Grafen (płaska struktura złożona z atomów węgla) ma niespotykane właściwości. Jego główne zalety to świetne przewodnictwo prądu i ciepła, niewiarygodna trwałość (jest ponad 100 razy mocniejszy niż stal) i elastyczność (można go rozciągnąć o 20 proc. bez żadnych uszczerbków) oraz minimalna rezystancja (opór elektryczny).
Gdyby udało się wytwarzać z niego przedmioty codziennego użytku, zrewolucjonizowałaby nasze życie bardziej niż krzem. Można by stworzyć m.in. rozciągliwe i przezroczyste smartfony i tablety dające się zwinąć w rulonik i włożyć do kieszeni; procesory kilkaset razy szybsze niż krzemowe; sztuczne ścięgna do wszczepienia w stawy czy zbiorniki paliwa, dzięki którym auta będą mogły jeździć na wodór. To tylko kilka przykładów patentów składanych na świecie.
Metody pozyskiwania grafenu
Jest jedno "ale" - wysokie koszty produkcji. Najprostszą metodą pozyskiwania grafenu jest mechaniczne odrywanie go przy pomocy taśmy klejącej z wysokiej jakości grafitu (jest on zbudowany z warstw grafenowych). Sposób ten służy jednak tylko pozyskiwaniu materiału do badań, z powodu niewielkiej efektywności.
Inna metoda to osadzanie grafenu z fazy gazowej na metalach. Tę technikę zapoczątkowali Koreańczycy i jest dziś dość powszechna. Ma ona jednak co najmniej dwie poważne wady: jest tańsza, ale nadal zbyt droga do masowego użytku, a grafen uzyskany w ten sposób jest dużo gorszej jakości, przez co nie nadaje się do produkcji urządzeń elektronicznych (wyjątkiem są ekrany dotykowe, które nie wymagają materiału wysokiej jakości).
Pierwszy grafenowy układ scalony powstał dzięki metodzie wytwarzania grafenu na węgliku krzemu. Pozwala ona na wytwarzanie wysokiej jakości materiału, jednak jego koszty są bardzo wysokie.
Polskim naukowcom z Politechniki Łódzkiej, która razem z warszawskim Instytutem Technologii Materiałów Elektronicznych (zgłosił technologię do opatentowania na całym świecie) i firmą Seco-Warwick ze Świebodzina (buduje piece do obróbki metali), udało się stworzyć technologię opierającą się na osadzaniu chemicznym, pozwalającą na wytworzenie grafenu wysokiej jakości przy niskich kosztach - mniej niż 300 dol./cm kw. To właśnie ze Świebodzina wyjadą maszyny do produkcji taniego grafenu "Made in Poland".
Pierwsze urządzenia mogą trafić do zagranicznych odbiorców w przyszłym roku.
http://tech.wp.pl/kat,100...l?ticaid=11188c

jerzydom - 2013-11-11, 10:19

Pierwsza broń z drukarki 3D wykonana w całości z metalu
Kilka miesięcy temu świat obiegła wiadomość o pierwszym egzemplarzu broni wydrukowanej przy pomocy drukarki 3D. Liberator, bo tak brzmiała jego nazwa, był wykonany z tworzywa sztucznego i przy jego pomocy mogliśmy oddać jedynie kilka strzałów. Teraz firma Solid Concepts zaprezentowała pistolet, który można już nazwać pełnowartościową bronią - wykonaną z metalu replikę Colta M1911.

Broń, a właściwie jej składowe zostały wykonane metodą laserowego spieku. Metalowy proszek został poddany działaniu lasera, a wynikiem są metalowe elementy pistoletu, które po złożeniu stworzyły prawdziwą broń wykonaną ze stali nierdzewnej.

Firma poinformowała na swoim blogu, że po oddaniu 50 strzałów, broń wciąż działa (w przeciwieństwie do swoich plastikowych poprzedników, które rozsypywały się po kilku strzałach).

Firma Solid Concepts zajmuje się przemysłowym drukiem 3D, a wydrukowanie Colta miało udowodnić precyzję oraz wytrzymałość wytwarzanych przez nią przedmiotów.

Sama możliwość wydrukowania broni o takich możliwościach budzi nieco obaw. W końcu taki pistolet nie ma numerów seryjnych, może być wykonany w garażu, a jego właściciel jest niemożliwy do namierzenia. Proceder drukowania broni może stać się uciążliwy szczególnie w krajach z dość restrykcyjnym podejściem dotyczącym posiadania broni palnej. Pokusa wydrukowania broni, zamiast uzyskania stosownych pozwoleń, dla niektórych może być zbyt duża...

Za: Solid Concepts
http://technowinki.onet.p...-z-metalu/gm4w8

GrzegorzB - 2013-11-11, 15:27

Eeee, pierdoły. Żeby wykonać coś metalowego, nawet średniej precyzji, z metalu metodą druku 3D, trzeba mieć wyposażenie daleko wychodzące poza wyposażenie standardowego zakładu rusznikarskiego, przy pomocy którego można zrobić prawdziwą broń, na tysiące strzałów.
A dla odmiany, żeby wykonać detale odlewane i kompozytowe wysokiej jakość, do broni na kilka strzałów, wystarczy sprzęt za 10 tysięcy który ustawimy na biurku.

jerzydom - 2013-11-19, 08:24

Grafen

Nowy skuteczny lek na raka

Grafen może mieć bardzo szerokie zastosowanie w medycynie. Badania wykazują, że ta forma węgla ma właściwości bakteriobójcze i odkażające. Ostatnio okazało się jednak, że jest również pomocny przy zwalczaniu komórek rakowych.
Grafen to struktura złożona z węgla ułożona w charakterystyczny "plaster miodu". Od 2004 roku, gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o unikalnych właściwościach grafenu, trwają intensywne badania w celu wykorzystania go w medycynie. Do tej pory wiadomo było, że materiał ten może być stosowany jako antyseptyk.
Badania nad grafenem prowadzi się również w Polsce. Jedne z nich są bardzo obiecujące. W Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie testuje się działanie przeciwnowotworowe tego materiały. Wyniki pierwszych eksperymentów dają nadzieję na nowe terapie przeciwnowotworowe. Grafen skutecznie zwalcza komórki glejaka - jednego z typów nowotworu mózgu.

Zygmunt Łuczyński, dyrektor Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych, przestrzega jednak przed zbyt wczesnym entuzjazmem. Prowadzone badania są na razie czysto akademickie. Pomimo tego, iż planowane są dalsze prace, wprowadzenie ewentualnego leku na rynek może potrwać kilka, a nawet kilkanaście lat. Teraz trwają badania nad zmodyfikowaniem grafenu w taki sposób, by jak najbardziej nadawał się do celów medycznych.

źródło: http://zdrowie.dziennik.pl
http://www.medonet.pl/zdr...raka,index.html

jerzydom - 2013-11-19, 08:27

Stadion w Katarze w kształcie... waginy
Stadion Al Wakrah w Katarze, zaprojektowany przez AECOM i Zaha Hadid Architects, wywołał spore oburzenie. Filmik przedstawiający wizualizację budowli został zamieszczony w sieci, dodawanie komentarzy zostało zablokowane, jednak zagraniczna prasa już wyśmiewa się z tego projektu.

Dla wielu projekt stadionu przypomina kobiece genitalia. - Stadion w kształcie waginy - brawo Katar - piszą internauci. Stadion został zaprojektowany specjalnie na mistrzostwa świata w 2022 roku, które odbędą się w Katarze.

Firma, która projektowała budowlę, informuje, że inspirowano się kształtem starej łodzi, którą w przeszłości pływali miejscowy rybacy i poławiacze pereł. Budowla ma nawiązywać do przeszłości, jednak jednocześnie pokazać progres miasta...

Jak wam się podoba?

Pod linkiem film
http://ofsajd.onet.pl/new...ie-waginy/6yf7q

Tobo - 2013-11-19, 16:03

jerzydom napisał/a:
Stadion w Katarze w kształcie... waginy


...........

Jak wam się podoba?


Wydaje mi się, że to niedokończona koncepcja i patrząc z góry brakuje jeszcze małego lasku (taka kępa drzewek), ale to już kwestia indywidualnych upodobań ;-) Bo pewnie niektórzy posadzili by tam coś na kształt tundry, inni zaś zostawili łyse pole. Takie tam luźne dywagacje o architekturze.

jerzydom - 2013-11-26, 10:55

Grafenowe... prezerwatywy
Grafen to materiał, który do tej pory wykorzystywany był przede wszystkim w urządzeniach elektronicznych. Okazuje się jednak, że jego zastosowanie może być szersze, niż sądziliśmy i może służyć również do produkcji...prezerwatyw.

Naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze opracowali nowy kompozytowy materiał bazujący na grafenie, który po dodaniu lateksu, może być wykorzystywany w procesie produkcji prezerwatyw, czyniąc je cieńszymi, bardziej wytrzymałymi oraz przede wszystkim bezpieczniejszymi, gdyż dzięki temu ograniczy się ryzyko ich pęknięcia.

W ten sposób nie tylko ograniczy się ilość niechcianych ciąży, lecz także zminimalizuje ryzyko zarażenia się wirusem HIV. Za swój wynalazek, naukowcy otrzymali grant o wartości 100 tysięcy dolarów od fundacja Billa i Melindy Gates'ów

Zahttp://technowinki.onet...erwatywy/bt0ce: Telegraph.co.uk

jerzydom - 2013-12-31, 20:09

Kup sobie drona

The Washington Post
Technologia stworzona z myślą o wojnie z terroryzmem znajduje teraz pokojowe zastosowania. Latające gadżety sprawdzą się jako ekscytujące zabawki, jednak miłośnicy dronów przepowiadają im ważne zadania i wielką przyszłość.
Kevin Good założył, że ma 80 proc. szans na dostarczenie w zamierzony sposób obrączek dla swojego brata i jego przyszłej żony: biżuterię ślubną umieścił na pokładzie maleńkiego drona. – Pozostaje 20-proc. prawdopodobieństwo, że urządzenie trafi twoją przyszłą teściową prosto w twarz – żartował przy panu młodym ten filmowiec z Bethesda, w Maryland. Ponieważ brat mimo wszystko nie zaprotestował, plan postanowiono właśnie tak przeprowadzić.

Kilka tygodni temu, siedząc w tylnym rzędzie w trakcie ceremonii ślubnej w kościele na przedmieściach San Francisco Good sterował dronem w kierunku ołtarza dostarczając przesyłkę na oczach setki zdumionych gości. Brat chwycił obrączki, a urządzenie poszybowało w niebo. – Na weselu dyskutowano później już tylko o tym – opowiada Good. – To było naprawdę niesamowite.
Oto znacznie radośniejsza twarz dronów, technologii stworzonej z myślą o niespodziewanych atakach z powietrza na terrorystów. Teraz urządzenia skonstruowane po to, by spełniać zachcianki zwykłych zjadaczy chleba, można kupić w internecie za mniej niż 300 dolarów. Te gadżety zwykle są nie większe od samochodowej felgi, wyposażono je w śmigła i silniki wyrzucające zabawkę wysoko w powietrze. Jednak drony technologicznie stoją znacznie wyżej od waszych sterowanych radiowo samolocików: latają samodzielnie, swój cel znajdą za pomocą GPS, na pokładzie mają kamery o wysokiej rozdzielczości zdolne nagrywać cały przebieg lotu, a jeśli naciśniecie odpowiedni guzik, grzecznie wrócą do domu.

Bezzałogowe statki latające prywatnego użytku służą nie tylko ślubnym popisom. Powstały z myślą o wykonywaniu znacznie bardziej skomplikowanych misji: dzięki nim rolnicy będą mogli monitorować swoje uprawy, strażacy szybciej namierzą pożary w bardziej oddalonych obszarach leśnych, kłusownicy w Afryce będą mieli mniejsze szanse na łatwy zarobek. Pewien Amerykanin dumny z osiągnięć sportowych syna nagrał jego występ przy pomocy osobistego drona, licząc, że takie wideo pomoże kiedyś chłopcu w karierze.

Niestety nie każdy latający gadżet działa w słusznej sprawie. Na YouTube’ie można znaleźć nagranie ludzi, którzy uzbrajają swoje drony w markery do paintballa. Na innym filmiku, będącym zapewne częścią kampanii reklamowej dla nowej gry wideo, mężczyzna mierzy z karabinu umieszczonego na dronie prosto w porzucony na ulicy samochód i wysadza go w powietrze.

Obrońcy prywatności i swobód obywatelskich obawiają się, że z pomocą dronów sąsiedzi zaczną się wzajemnie szpiegować, agencje ochrony zyskają nowe narzędzie inwigilacji, a policja – broń, z której uderzy w protestujących gazem pieprzowym. – Prywatne samoloty bezzałogowe sprawią, że da się naruszyć czyjąś prywatną przestrzeń bez łamania prawa – ostrzega Amie Stepanovich, specjalistka od monitoringu w Electronic Privacy Information Center. – To prawdziwy problem.

Okolice Waszyngtonu stały się prężnym ośrodkiem dronowego szaleństwa, może ze względu na zamiłowanie do nowoczesnych technologii, jakie wykazują tutejsi mieszkańcy, a może zwyczajnie z powodu ich zamożności. Amatorzy dronów osobistego użytku powołali tu nawet organizację D.C. Area Drone User Group, liczącą 500 członków, największą w USA. Spotykają się już od roku, wypracowując własne zasady bezpieczeństwa i dbając o dobrą reklamę dla swoich ulubionych gadżetów. (…) – Bierzemy udział w ważnym eksperymencie, który sprawi, że ta technologia nie tylko nie obróci się przeciwko nam, lecz da nam nową siłę – uspokaja Timothy Reuter, przewodniczący organizacji. – Uważamy, że warto wykorzystać potencjał dronów, zachęcić zwykłych ludzi do zakładania start-upów, do tworzenia sztuki i monitorowania okolicznych stref zielonych z pomocą tych urządzeń.

Służby porządkowe w różnych amerykańskich miastach zakupiły gadżet licząc na jego skuteczność. (…) Z drugiej strony aż 40 stanów rozważa wprowadzenie zmian prawnych ograniczających możliwości policji, gdyby ta zechciała używać dronów do własnych celów, bądź nawet zakazujących ich użycia. Małe miasteczko w Kolorado zapowiedziało wdrożenie przepisów, na podstawie których myśliwi mieliby prawo zestrzelić drony. (…) Amerykańska Unia Swobód Obywatelskich wydała komunikat następującej treści: ”Wszystko wskazuje na to, że w naszym kraju nadzór z powietrza stopniowo staje się czymś ogólnie przyjętym. Tymczasem tak wdrożona technologia może całkowicie przeobrazić życie publicznie w Stanach Zjednoczonych”.

Obrońcy latających gadżetów, w tym Association for Unmanned Vehicle Systems International, uważają, że niepotrzebnie podsyca się lęki i grozi spiskiem producentów prywatnych dronów liczących na wielkie zyski. Organizacja woli mówić raczej o potencjalnie 70 tys. nowych miejsc pracy i zyskach na poziomie 14 mld dolarów, które przyczynią się do rozruszania gospodarki. – Obawy, jakie wzbudzają drony, bardzo nam szkodzą – uważa Ben Gielow, z kierownictwa grupy miłośników bezzałogowych maszyn. – Większość ludzi założyło, że mamy do czynienia z technologią wojskową, którą można wykorzystać co najwyżej do inwigilowania innych. Tymczasem to nieprawda.

W tej chwili prawo traktuje drony w taki sam sposób jak samoloty sterowane radiowo. Nie można wykorzystywać ich na przykład w celach komercyjnych: oznacza to mniej więcej tyle, że Good, choćby tego pragnął, nie może uruchomić odpłatnej usługi dostarczania obrączek przed ołtarz dla innych klientów. Amerykański Kongres zlecił już Federalnej Administracji Lotnictwa, organowi nadzoru lotniczego, opracowanie nowych reguł, na podstawie których drony zostałyby do 2015 roku oficjalnie dopuszczone do przestrzeni powietrznej USA. Obecnie miłośnicy latających urządzeń mogą wysłać je co najwyżej na wysokość 122 metrów.

Ograniczenia prawne nie przeszkodziły dronom w triumfalnym wkroczeniu na rynek. Obecnie w USA można kupić sobie trzy rodzaje latających gadżetów. Najpopularniejsze są zabawki w rodzaju Parrot AR.Drone. Za takie urządzenie trzeba zapłacić około 300 dolarów, można kupić je w markecie, przez internet, a nawet w sklepie Apple. Dron może być sterowny przez iPhone’a, jest wyposażony w system Wi-Fi i nagrywa wszystko to, co zarejestruje podczas przelotu.

Parrot bywa pierwszym nabytkiem nowicjusza zainteresowanego dronami, który następnie zaopatrzy się w bardziej zaawansowany technicznie sprzęt. Jego oczekiwania mogą spełnić całkowicie autonomiczne drony w rodzaju 3D Robotics, w cenie 600 dolarów, sprzedawane przez kalifornijską firmę Chrisa Andersona, niegdyś wydawcy magazynu “Wired”, który dla dronów stracił głowę. Anderson twierdzi, że jego firma założona w 2009 roku przyniosła mu w ubiegłym roku zyski rzędu pięciu mln dolarów, a jej wartość z każdym rokiem się podwaja. 3D Robotics samodzielnie latają przez 15-20 minut, wyposażone w kamery o rozdzielczości HD. Drony potrafią przebyć wyznaczoną trasę nawet mimo silnych podmuchów wiatru.

Trzecią grupę najbardziej wyspecjalizowanych urządzeń stanowią gadżety za 20 tys. dol. i więcej, w rodzaju Falcon UAV – czyli takie, w jakie zaopatruje się amerykańska policja. Mogą samodzielnie latać przez wiele godzin, sterowane z naziemnego centrum nadzoru. (…)

W ubiegłym miesiącu na lotnisku w Laytonsville, w stanie Maryland, około 40 miłośników dronów umówiło się na wspólne szybowanie: w wydarzeniu wzięli udział i młodsi, i starsi, dziadkowie przyprowadzili wnuków, którym przejadły się zdalnie sterowane samoloty, stawili się fotografowie i filmowcy mający nadzieję, że drony kiedyś ułatwią im pracę. (…) Przyjechał tu również Ken Druce, miłośnik latających gadżetów, wiążący z nimi swoją przyszłość. (…) Druce chciałby założyć firmę pomagającą rolnikom w opryskiwaniu pól tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. Sądzi, że w tym zadaniu sprawdzą się drony. Miłośnicy bezzałogowych statków latających to głównie mężczyźni, lecz stanowią grupę wyjątkowo zróżnicowaną: do Laytonsville przyjechał nawet pastor Scott Avey, duchowny, który obok gry na gitarze najbardziej polubił drony. (…) Wykorzystuje nowe technologie również po to, by monitorować przykościelny parking.

Jakiś czas temu Avey spotkał się z kongresmenami licząc na to, że uda mu się zainteresować prawodawców korzyściami, jakie może przynieść komercyjne zastosowanie dronów. (…) – Znaleźliśmy się w analogicznej sytuacji jak w 1986 roku z komputerami – uważa Avey. – Wtedy również nawet nie podejrzewaliśmy, do czego komputery mogą nam się przydać.

Waszyngtońska grupa działająca na rzecz dronów chciałaby zapewnić swym ulubionym gadżetom lepszą prasę i walczyć z uprzedzeniami na ich temat. W najbliższym czasie planuje współpracę z organizacjami poszukującymi zaginionych dzieci bądź pacjentów z alzheimerem, którzy przepadli bez wieści. Miłośnicy dronów liczą na pomoc niepełnosprawnych weteranów wojennych, których zachęcają do zgłaszania własnych pomysłów na komercyjne zastosowanie dronów. (…) Good ze swej strony chciałby korzystać z latających gadżetów przy produkcji reklam i filmów. Zdaje sobie jednak sprawę, że w pierwszej kolejności należałoby ośmielić ludzi do korzystania z nowych technologii. – Całkiem możliwe, że nawet w tej chwili pod Białym Domem odbywa się pikieta przeciwko dronom – zauważa. – My chcielibyśmy udowodnić, że te urządzenia można wykorzystać w słusznej sprawie, wynajdując dla nich nowe zadania – przydatne, a przy tym ekscytujące. Chciałbym żyć raczej w przyszłości na wzór filmu “Jetsonowie” niż “Terminatora”.

Michael S. Rosenwald
http://biznes.onet.pl/kup...21,1,news-detal

jerzydom - 2014-02-07, 18:12

Najbardziej zaawansowany brytyjski dron Taranis już lata
Futurystyczna maszyna do zabijania już lata - zdjęcia
Brytyjski resort obrony ujawnił, że już od ponad sześciu miesięcy trwają podniebne testy dronu bojowego Taranis. Jest to najbardziej zaawansowany technicznie samolot, jaki kiedykolwiek powstał w Wielkiej Brytanii. Program jego budowy pochłonął do tej pory równowartość ponad 300 milionów dolarów.

Taranis (nazwa od celtyckiego boga piorunów), opracowywany przez brytyjski koncern zbrojeniowy BAE Systems, prawdopodobnie przechodzi testy w pustynnej bazie w Australii. Pierwszy raz maszyna zaprezentowana została w 2010 roku, ale od tamtej pory projekt owiany był mgłą tajemnicy.

Pilot, który zdalnie operował samolotem, nie mógł ujawnić dokładnych szczegółów na temat osiąganych przez maszynę prędkości i pułapów, zdradził jednak, że Taranis lata dwa razy szybciej niż drony, z którymi miał do tej pory do czynienia.
Maszyna do zabijania za grube miliony
Taranis testowany jest od sierpnia ubiegłego roku. W tym czasie odbył niesprecyzowaną liczbę lotów z różną prędkością i na różnych wysokościach, z których każdy trwał do godziny.
Wiadomo, że dron ma osiągać prędkości większe od prędkości dźwięku. Został zbudowany w technologii stealth, czyli obniżonej wykrywalności przez radary, co oznacza, że jest częściowo "niewidzialny" dla systemów przeciwnika.
- Pierwszy lot Taranisa reprezentuje punkt zwrotny w brytyjskim lotnictwie. Demonstrator (technologii) jest najbardziej zaawansowanym samolotem w historii, który został pomyślany, zaprojektowany i zbudowany w Wielkiej Brytanii. On naprawdę reprezentuję ewolucję wszystkiego, co było przed nim - powiedział Nigel Whitehead z BAE Systems.
Według danych podanych w 2010 roku (od tamtej pory nie ujawniono żadnych innych informacji) Taranis ma masę startową sięgającą ośmiu ton i rozpiętość niemal dziesięciu metrów. Wysokość to cztery metry, a długość - prawie dwanaście metrów.
Napędzany sinikiem odrzutowym Rolls-Royce Adour Mk.951, samolot ma posiadać zdolność do lotów międzykontynentalnych.
W założeniu Taranis ma być zdolny do wykonywania długotrwałych misji w warunkach współczesnego pola walki, w tym niewykrytych lotów nad terytorium opanowanym przez siły przeciwnika. Samolot posiada dwie wewnętrzne komory uzbrojenia i będzie mógł działać w pełni autonomicznie, bez ingerencji człowieka.
Przed samolotem jeszcze długa droga do końca, która najprawdopodobniej będzie kosztować kolejne dziesiątki milionów funtów. Maszyna, która powstanie w oparciu o ten prototyp, ma być w pełni operacyjna dopiero po 2030 roku.

Pod linkiem zdjęcia
http://konflikty.wp.pl/gi...ta,galeria.html

jerzydom - 2014-02-18, 08:53

Outernet - darmowe Wi-Fi z kosmosu
Amerykańska organizacja Media Development Investment Fund (MDIF) zamierza zapewnić darmowy dostęp do internetu na obszarze całej kuli ziemskiej.

Projekt Outernet zakłada wystrzelenie na orbitę 150 minisatelitów, które będą rozprzestrzeniać odbierany z Ziemi sygnał za pomocą multicastu UDP (User Datagram Protocol). Oznacza to, że system będzie czymś w rodzaju telewizji satelitarnej, umożliwiając podłączonym użytkownikom dostęp do tych samych, wybranych przez firmę, witryn.

Według pomysłodawców projekt może zapewnić dostęp do sygnału Wi-Fi w miejscach, gdzie był on wcześniej nieosiągalny, bądź mocno ograniczony. Na chwilę obecną jedynie 60 proc. ludzkości ma możliwość swobodnego przeglądania zasobów sieci. Dzieje się tak ponieważ w wielu krajach infrastruktura internetowa wciąż nie jest wystarczająco rozwinięta, bądź ich władze nie chcą jej rozprzestrzeniać. Problem ten dotyczy m.in. Chin i Korei Północnej, czyli państw, w których panuje ostra cenzura treści dostępnych w sieci.

Syed Karim, koordynator projektu, twierdzi, iż pod kątem technologicznym nic nie ogranicza MDIF przed wprowadzeniem Outernet w życie. Ponadto w rozmowie z użytkownikami Reddit ujawnił, że "zdajemy sobie sprawę z kosztów związanych z projektem i mamy doświadczenie zdobyte w czasie prac nad licznymi pojazdami kosmicznymi. Opisywany przez nas system już przeszedł pierwsze testy, które zakończyły się pozytywnie".

Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem Outernet niedługo zwróci się do NASA o oficjalne pozwolenie do rozpoczęcia testów na obszarze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Głównym celem jest wystrzelenie satelitów na orbitę ziemską w czerwcu 2015 roku.

Daily Mail
http://stuffpolska.tv/art...osmosu,974.html

GrzegorzB - 2014-02-22, 00:46

Zapowiada się na dniach ciekawe wydarzenie. Mecz w ping-ponga, człowiek kontra robot:
http://technowinki.onet.p...-stolowym/4f7sj

Taktyk - 2014-02-22, 12:06

Ciekawie...:) Zobaczymy jaki będzie szybki - jednak stawiam na człowieka :)
Inne konkurencje już były:

http://www.youtube.com/watch?v=nH08-JQwsZQ

T.

GrzegorzB - 2014-02-22, 13:59

Tamto to zwykła pokazówka targowa dla szkolnych wycieczek. Dla maszyny cnc powtarzalność na poziomie paru setnych czy nawet mikronów, to żadne wyzwanie. Nie bez powodu coraz mniej pracy dla robotników w przemyśle.
Co innego interaktywny program który musi działać bardzo szybko i jednocześnie bardzo dokładnie w czasie rzeczywistym, bazując na informacji z kamer video, czyli trudnej do obróbki i dodatkowo bardzo niedoskonałej.
Sportowiec, który wykonuje uderzenie rakietą, nie robi tego w oparciu jedynie o analizę balistyczną, ale także obserwuje rodzaj ruchu jaki przeciwnik wykonał rakietą i całym ciałem. I do ostatniej chwili koryguje sposób odbicia, nawet w trakcie samego odbicia (!) Gdyby robot był w stanie choćby tylko nawiązać rywalizację z profesjonalnym tenisistą, to byłoby większe osiągnięcie niż ogranie Kasparowa w szachy, uważam. A już na pewno bliższe praktycznych zastosowań.

Taktyk - 2014-03-08, 23:29

A... te 3 dni odliczam...;)
Taktyk - 2014-03-11, 15:59

http://www.kuka-timoboll.com/en/home/

Ale się uśmiałem :lol: Mniej więcej tak samo jak z ostatniej reklamy MineLab...

T.

Spectra - 2014-03-11, 16:07

Robot tylko dlatego przegrał, że grał uczciwie :-) Przy następnych sposobnościach "poduczy" się ;-)
GrzegorzB - 2014-03-11, 18:12

Eeee, reklamówka. Dałem się nabrać.
Ale do Minelaba bym nie porównywał. Chyba że sam zasilacz tego robota :lol:

Taktyk - 2014-03-12, 13:50

Przynajmniej wszyscy już wiedzą, co ta robot KUKA :lol:
jerzydom - 2014-03-23, 13:13

Kompletnie nowy system fotograficzny Samsunga
Na razie Samsung zapowiedział raptem jeden model z oznaczeniem NX mini, ale ta premiera ma dużo większe znaczenie. Zwłaszcza w przypadku giganta o takim potencjale, jak Samsung.
O nowym aparacie pisaliśmy już niemal miesiąc temu, choć wtedy informacja ta miała jeszcze charakter nieoficjalny. Oficjalna premiera miała miejsce wczoraj, dzięki czemu dysponujemy pełniejszą wiedzą.
Najważniejsze cechy nowego aparatu Samsung NX mini (i nowego systemu) to:
1. znacznie mniejsza matryca typu 1" (13,2×8,8 mm), wykonana w technologii CMOS BSI i dysponująca rozdzielczością 21 milionów pikseli. Maksymalna rozdzielczość zdjęć to 5472×3648 pikseli.
2. nowe mocowanie bagnetowe obiektywów (NX-M) i nowy mnożnik ogniskowej (2,7x).
3. będzie można używać obiektywów Samsung NX podłączanych przez odpowiedni adapter (ma się niebawem pojawić).
4. stabilizacja obrazu odbywa się na drodze optycznej
Sam aparat jest według Samsunga najcieńszym bezlusterkowcem na rynku. Wyróżnia go ekran LCD odchylany aż o 180 stopni, ale za to o stosunkowo niskiej rozdzielczości (3 cale, 460 tysiecy pikseli). Do tego oczywiście łączność Wi-Fi (wraz z NFC) i nagrywanie wideo Full HD (30p). Zdjęcia zapisywane są na kartach Micro SD.
Wraz z aparatem zadebiutowały dwa obiektywy: zoom 9–27 mm f/3,5–5,6 OIS (w przeliczeniu na format małoobrazkowy: 24–73 mm) oraz "naleśnik" 9 mm f/3,5 (24 mm). Zapowiedziany został jeszcze trzeci obiektyw, 17 mm f/1,8 OIS (45 mm), który ma wejść na rynek latem.
Cena Samsunga NX mini wraz z obiektywem 9 mm to 449 dolarów, natomiast z zoomem 9–27 mm – 549 dolarów. W naszych polskich realiach oznaczać to będzie ok. 1800 zł za pierwszy i ok. 2200 zł za drugi zestaw.
http://rtvagd.wp.pl/kat,1...,wiadomosc.html

GrzegorzB - 2014-03-24, 22:12

Ten mały NX będzie praktycznie miał te same możliwości i parametry co EX2, poza tradycyjnie z wersji na wersję większą matrycą. Gratis dostaniemy możliwość dostania się kurzu do środka... Ale jaka to frajda, móc wymieniać szkiełka ;)

Niedawno byłem w Arcadii w kinie, i wstąpiłem do salonu Sony obok, żeby zobaczyć te cudeńka z wizjerami elektronicznymi. Niestety, sztuka którą akurat wziąłem do ręki zepsuła się, dołączając tym samym do wystawionego w szklanej witrynie TV, zepsutego już od dłuższego czasu.
Sony jest fajne... pod warunkiem, że działa ;) Na razie zostaję przy "szajsungu", bez żalu 8-)

jerzydom - 2014-03-25, 10:52

Żarówka LG naprawdę zasługuje na określenie "Smart"
Nie chodzi tylko o obsługę typu włączanie, wyłączanie, przyciemnianie albo rozjaśnianie. Oczywiście to też, ale...
Zacznijmy od tego, że jest to żarówka zbudowana w technologii LED, znacznie oszczędniejsza i wydajniejsza od zwykłych żarówek. Przy 10-watowym poborze prądu daje światło o mocy porównywalnej do żarówki 60-watowej. Ale to jeszcze nic szczególnego.
Wyjątkowe jest co innego – to, że LG Smart Lamp może być sterowana poprzez smartfona z systemem Android (co najmniej 4.3) lub iOS (co najmniej 6.0). Oprócz włączania, wyłączania czy regulacji natężenia światła, oferuje przy tym kilka naprawdę ciekawych funkcji, które rzeczywiście usprawiedliwiają wykorzystanie słowa Smart (inteligentny) w nazwie.
Należą do nich: budzik świetlny, tryb bezpieczeństwa (żarówka udaje, że ktoś jest w domu) albo świecenie wtedy, gdy ktoś do nas dzwoni. W przypadku obsługi przez Androida, dostępny jest nawet tryb "dyskotekowy", podczas którego światło pulsuje w rytm muzyki. Łączność odbywać się może zarówno poprzez Bluetooth, jak i Wi-Fi.
Cena LG Smart Lamp (na rynku koreańskim) wynosi niecałe 100 zł, niemniej trudno w tym momencie przewidzieć, ile będzie kosztowała w Polsce i czy będzie dostępna w sprzedaży.

http://rtvagd.wp.pl/kat,1...,wiadomosc.html

GrzegorzB - 2014-03-25, 12:19

Takie miganie to może być sposób na ukojenie dla chorych na raka mózgu wywołanego nadużywaniem łączności bezprzewodowej.
jerzydom - 2014-04-17, 07:09

W Holandii testowane są świecące w ciemności drogi

Po niespełna dwóch latach oczekiwań w Holandii testowana jest technologia, dzięki której pasy wyznaczające krawędzie jezdni będą świecić w ciemności.

Studio Roosengaarde dostało zielone światło od rządu holenderskiego na rozpoczęcie testów projektu Smart Highway. W efekcie na 500-metrowym odcinku autostrady N329 namalowano pasy wyznaczające krawędzie jezdni specjalną farbą, która pochłania światło dzienne i oddaje je po zmroku.

Jest to pierwszy krok w realizacji inicjatywy, o której świat usłyszał już pod koniec 2012 roku. Wówczas Daan Roosengaarde, założyciel studia i główny projektant przedstawił swój pomysł na łamach portalu Wired. W początkowej wersji zakładał on nie tylko namalowanie świecących w ciemności pasów, ale też np. płatów śniegu. Te miałyby uaktywniać się pod wpływem temperatury i informować kierowców o zmianie przyczepności na drodze.

Świecąca w ciemności farba powstała we współpracy z firmą Heijmans, która na co dzień zajmuje się budową dróg i autostrad. Aby ją stworzyć wystarczy dodać do zwykłej farby drogowej fluorescencyjny pigment. Efekt jest niesamowity, o czym możemy się przekonać ze zdjęcia rzeczonego odcinka autostrady, które zamieszczono na Twitterze.
Kiedy możemy spodziewać się spopularyzowania pomysłu? Roosengaarde twierdzi, że projekt gotowy jest od wielu miesięcy. Tempo rozwoju niestety uzależnione jest od przychylności lokalnych władz i czasu na otrzymanie wymaganych zezwoleń.
http://techtrendy.pl/titl...l?ticaid=512907

jerzydom - 2014-04-17, 07:24

Nowa seria telewizorów Toshiba L74 - dobry dźwięk i technologia CEVO

Toshiba wprowadza na rynek nową serię telewizorów L74. Nowe modele wyposażone są w technologię wzbogacania dźwięku oraz inteligentne usługi Smart TV Cloud. Wszystko to dostępne jest na ekranie w rozdzielczości Full HD i technologii 3D.
Modele L74 zostały wyposażone w dwurdzeniowy procesor Dual-Core Engine. Telewizory według zapewnień producenta reprodukują czysty dźwięk, wyraźne dialogi, i pełen barw obraz w technologii 3D. Za jakość braw i szczegółowość detali dba autorska technologia Toshiby – CEVO. Technologia inteligentnej konwersji rozdzielczości CEVO sprawia, że zniekształcony podczas nagrywania obraz transmisji telewizyjnej odzyskuje naturalne kolory i nie straci na swojej jakości. Przywracanie kolorów w czasie rzeczywistym pozwala odtworzyć wyrafinowane tekstury pełne szczegółów. Zwiększa to postrzeganą głębię obrazu i znacznie ulepsza tekstury.
Nowa seria telewizorów oferuje o wiele ostrzejszy i bardziej intensywny obraz (do 75% jaśniejszy), w porównaniu do poprzednich modeli, dzięki wykorzystaniu nowego systemu podświetlenia. Szeroką gamę kolorów zapewnia wzmocniony procesor, a zaawansowana technologia podświetlenia krawędziowego LED poprawia głebię barw i szczegółowość obrazu.
Z kolei technologia Toshiba CEVO Audio poprawiła jakość dźwięku w telewizorach serii L74. Miało to wpływ na zwiększenie siły basów z 150Hz do 100Hz dla lepszego, bogatszego brzmienia. Możliwość oddzielnego zarządzania dźwiękami tła i dialogów w technologii separacji dźwięku oznacza, że każdy użytkownik telewizora ma pełną kontrolę nad nagłośnieniem oglądanego materiału. Fan piłki nożnej doceni na pewno możliwość wyłączenia dźwięku komentatora sportowego, a kinomaniacy będą zadowoleni, że najciekawsze dialogi filmowe będą mogły być lepiej i wyraźniej słyszalne.
CEVO Audio daje również możliwość odtwarzania dźwięku DTS Premium Sound z dwóch 15W głośników stereo. DTS Premium Sound pozwala na transformację standardowego dźwięku stereo w system wirtualnego dźwięku przestrzennego.
Serwis Smart TV Cloud dostępny we wszystkich modelach L74 umożliwia spersonalizowanie dostępnych treści dzięki funkcjom jak np. MediaGuide Replay.Telewizory mogą sugerować użytkownikowi interesujące dla niego programy bazując na jego wcześniejszych preferencjach. Programy te są automatycznie nagrywane w zależności od indywidualnych profili użytkowników. Oznacza to, że każdy użytkownik może mieć swój personlany kanał treści rozrywkowych.
System PVR (Personal Video Recording), daje dostęp do funkcji nagrywania, TimeShift, nagrywania EPG i rekomendacji. Użytkownik telewizora może zatrzymać akcję programu na żywo w każdym momencie, by np. odebrać telefon, a system PVR nagra dla niego resztę programu, by odtworzyć ją w dowolnie wybranym momencie.
Porty HDMI umożliwiają podłączenie laptopa, konsoli do gier czy np. odtwarzacza Blu-rayT, a wszelkie inne dyski zewnętrzne można połączyć z komputerem za pomocą portu USB. Intel WiDi i łączność bezprzewodowa sprawia, że na telewizorze można odczytywać treści z komuptera bez potrzeby podłączania i przełączania jakichkolwiek kabli.
Główne cechy serii L74:
 Rozdzielczość: Full HD, 1920 x 1080p, slim Direct LED z pasywnym 3D
 AMR+ 1500 (Active Motion & Resolution)
 Smart TV Cloud z przeglądarką internetową, MediaGuide Replay i systemem PVR
 Złącza: 4 x HDMI (w tym 1 x HDMI ze wsparciem MHL), 2 x USB, wejście PC, wbudowany modem Wi-Fi, HDMI-CEC, Intel WiDi,
 Audio: CEVO Audio z systemem separacji dźwięku, DTS Premium Sound, DTS Express 5.1, Dolby Digital Plus, głośniki 2 x 15W
 Procesor Dual-Core Engine
 Toshiba AppsConnect
 USB / HDD / Home Network media playback
 Wygląd: Czarny mat z wąską czarną ramą, metalowy, srebrny stojak
 Rozmiar ekranu: 140 cm (55”), 120 cm (47”) i 107 cm (42”)
 Dekodery: DVB-T, DVB-T2, DVB-C, DVB-S, DVB-S2, HbbTV, analogowy
http://rtvagd.wp.pl/kat,1...,wiadomosc.html

jerzydom - 2014-05-03, 09:04

F-35 - piekielnie drogi, niewidzialny samolot USA, który... nigdy nie mógł być niewidzialny

Na współczesnym polu walki brutalna siła ognia to nie wszystko. Ogromne znaczenie ma możliwość zaskoczenia przeciwnika i utrudnienie mu możliwości rozpoznania zagrożenia z jakim ma do czynienia. Między innymi dlatego pod koniec lat dziewięćdziesiątych powstał projekt wymiany sprawdzonych, ale wysłużonych już samolotów F-16 i stopniowego ich wycofywania z amerykańskiej armii na rzecz nowego, supernowoczesnego i co najważniejsze "niewidzialnego" dla radarów myśliwca typu stealth: Lockheed Martin F-35 Lightning II. Ale czy samolot ten jest rzeczywiście w stanie zniknąć z ekranów nowoczesnych chińskich i rosyjskich radarów?

Termin "stealth" oznacza wykorzystanie technik mających na celu ograniczyć i utrudnić rozpoznanie samolotu przed przeciwnikiem. Mówienie więc, że samolot stealth jest niewidoczny dla radarów to w zasadzie nieprawda. Nie ma bowiem (i nigdy nie było!) samolotów zdolnych do całkowitego ukrycia swej pozycji przed radarami nieprzyjaciela. W praktyce, gdy naprzeciw "niewidzialnemu" samolotowi staje nowoczesna technologia radarowa, niewidzialny dotychczas na radarze samolot staje się "kropką", którą trudno jest zidentyfikować, a która może być np. stadem ptaków. Stąd nie można mówić o całkowitej niewidzialności - lepszym określeniem byłby tu kamuflaż. Ten kamuflaż jednak daje przewagę: wydłuża czas, po którym przeciwnik zorientuje się, z jakim zagrożeniem ma do czynienia. Dlatego właśnie technologia Stealth ma dziś tak wielkie znaczenie.

Mimo to o potędze sił powietrznych największego współczesnego mocarstwa w dużej mierze wciąż stanowi ilość. Sprawdzone w boju i bardzo uniwersalne samoloty F-16, których w arsenale USAF (Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych) znajduje się około dwóch tysięcy, pomału starzeją się i odbiegają od amerykańskiej doktryny bycia o krok przed przeciwnikiem. Stąd wraz z końcem lat dziewięćdziesiątych zapadły decyzje mające na celu podnieść poprzeczkę o kolejne 50 lat technologicznej przewagi. Do projektu budowy zaawansowanego myśliwca taktycznego ATF (Advanced Tactial Fighter), którym został F-22 Raptor (wtedy znany jeszcze jako YF-22) dołączył projekt Joint Strike Fighter, czyli wielozadaniowej, względnie taniej maszyny projektowanej od samego początku z myślą o łatwej adaptacji dla różnych sił zbrojnych - Korpusu Piechoty Morskiej, Marynarki Wojennej i oczywiście Amerykańskich Sił Powietrznych. Budowę F-35 Lightning II (bo taką nazwę wybrano dla przyszłego samolotu JSF) powierzono firmie Lockheed Martin, która do tej pory dostarczyła około 100 maszyn tego typu.

Ten samolot określany jako maszyna piątej generacji miała spełnić jeszcze jeden, bardzo istotny warunek: miała być to konstrukcja mająca cechy samolotu Stealth. Przy planowanym zamówieniu niemal 3000 egzemplarzy byłby to pierwszy samolot Stealth budowany w tak ogromnych ilościach (a liczba ta nie obejmuje sztuk, które trafić mają do pozostałych uczestników programu JSF - m.in. Wielkiej Brytanii, Kanady, Włoch czy Australii). Ma to niebanalne znaczenie nie tylko z perspektywy unowocześnienia amerykańskiego lotnictwa, bowiem wskazuje również kierunek rozwoju całej techniki lotniczej, której nieodłącznym od momentu publicznego ogłoszenia startu programu JSF będzie wykorzystanie właśnie cech “Stealth” jako elementu przewagi nad przeciwnikiem nie tylko w działaniach strategicznych (np. bombardowań) ale również taktycznych działań lotnictwa frontowego.

Choć sama zasada działania i sposoby maskowania obecności obiektów przed radarami są tematami niejednej książki, warto wspomnieć o kilku generalnych zasadach, jakie panują w świecie radiolokacji. Sposób działania prostego radaru nie jest skomplikowany: aby znaleźć cel radar wypromieniowuje fale radiowe o określonych częstotliwościach, nasłuchując jednocześnie sygnału powrotnego, który powstaje w momencie gdy fale te odbiją się od jakiegoś obiektu i wrócą do obiektu fale te emitującego. W zależności od czasu, po którym fale te wrócą i ich kierunku określa się względną pozycję poszukiwanego obiektu. To oczywiście bardzo uproszczony przykład - współczesne radary wykorzystują szereg bardziej zaawansowanych zjawisk i technologi.

Do wykrywania obiektów za pomocą odbitych fal radiowych (to zjawisko nazywa się właśnie radiolokacją) wykorzystuje się bardzo szerokie spektrum fal radiowych: począwszy od zakresu VHF, czyli fal o długości rzędu 1-10 metrów przez m.in. pasma UHF, L,S,X, Ku aż po fale o długości milimetrowej. Z wielu jednak powodów najczęściej do radiolokacji wykorzystuje się pasmo X, czyli fale radiowe o częstotliwości 8-12 GHz.

Co więc należy zrobić, aby ukryć się przed radiowym okiem przeciwnika? Zbudować samolot która promieniowanie to przechwyci i pochłonie, lub odbije w takim kierunku, ażeby nie wróciło do odbiornika stacji radarowej. Zadanie to proste jest jedynie na papierku, w rzeczywistości jest ono niebywale trudne w realizacji, o czym po wojnie dobitnie przekonali się amerykańscy inżynierowie bardzo intensywnie pracując nad odpowiednim sposobem uniknięcia radrowego rozpoznania przez przeciwnika.

Choć na przestrzeni lat opracowywano wiele różnych metod utrudniających radiolokację (z czego niektóre z pewnością są do dziś tajne) to w ogólnym zarysie przyjmuje się dwie podstawowe metody nadające cechy “Stealth”.

Pierwszą z nich jest pokrycie samolotu specjalną warstwą materiału/farby o wysokich własnościach pochłaniania promieniowania radiowego (które następnie jest przemieniane na ciepło), zmianę parametrów fali w momencie pokrycia nią powierzchni samolotu i częściowe jej rozproszenie. Jest to najprostsze i najtańsze rozwiązanie stosowane w wielu samolotach, również tych które na pierwszy rzut oka nie wydają się być "Stealth" - np. niektórych egzemplarzach F-16.

Drugą, znacznie trudniejszą w wykonaniu metodą jest odpowiednie ukształtowanie powierzchni samolotu w taki sposób, żeby napromieniowywany falami radiowymi odbijał je w innym kierunku niż ten, z którego pochodzą. Aby uzyskać ten efekt, na etapie projektu samolotu przyjmuje się ostre kształty skrzydeł, stateczników, sterów i pozostałych wysuniętych elementów potencjalnie narażonych na to, że to właśnie od nich odbije się sygnał zdradzający pozycję samolotu.

To oczywiście teoria, bo jak zostało wspomniane na początku tego tekstu "niewidzialność" dla radarów jest pojęciem równie abstrakcyjnym, jak pojęcie próżni, które choć powszechnie jest przez nas wykorzystywane nie występuje nawet w kosmosie. W praktyce bowiem samolot Stealth wlatujący w obszar nowoczesnego radaru prędzej czy później i tak zostanie rozpoznany. Jest jednak szansa, że stanie się to znacznie dłuższym czasie, że może być on pomylony z innym “bezpiecznym” obiektem lub w przypadku starszych konstrukcji radarowych zupełnie pominięty przez obserwatora stacji radarowej.

Aby utrudnić przeciwnikowi wykrycie maskowanego w ten sposób samolotu na polu walki stosuje się dodatkowe metody metody aktywnego maskowania, tzw. aktywne metody zagłuszania. W tej roli można wykorzystać specjalne samoloty zakłócające, tzw. samoloty do walki elektronicznej (np. EA-6B Prowler czy przerobioną wersję samolotu F-18 zwaną EA-18G Growler). Współcześnie są to również rozwiązania zintegrowane w samych samolotach - np. zgodnie z założeniami konstrukcyjnymi nadanymi przez Pentagon, F-35 musi być zdolny do zakłócania stacji radiolokacyjnych na wspomnianym paśmie X. Na papierze więc supernowoczesny myśliwiec F-35 wydaje się samolotem samowystarczalnym na nowoczesnym, elektronicznym polu walki. Ale czy na pewno?

Skoro wiemy już, że nawet stosowanie aktywnego zakłócania nie jest w stanie w stu procentach uchronić samolotu przed wykryciem, a jedynie znacznie zmniejszyć prawdopodobieństwo wykrycia go jako obiekt niebezpieczny, co stanie się, gdy zamiast współcześnie stosowanych fal pasma X wykorzystamy… chociażby pasmo VHF używane w starych, radzieckich radarach z początków Zimnej Wojny? Teoretycznie byłyby w stanie one wykryć ten supernowoczesny samolot wyprodukowany pół wieku później. W praktyce ich wiekowa konstrukcja sprawiłaby, że na niewiele by się zdały. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby zaprojektować nowy typ radaru działający na falach VHF, co zresztą zrobili najwięksi potencjalni rywale Stanów Zjednoczonych. Chińczycy już kilka lat temu zaprojektowali Radar typu 517, który przy obecnej specyfikacji F-35 mógłby zostać wykorzystany do ustalenia przybliżonej pozycji supernowoczesnego samolotu USAF. Coraz powszechniej stosuje się również inne nowe, alternatywne metody radiowego przeszukiwania przestrzeni - np. elektroniczne radary zmiennofazowe AESA stosowane np. na najnowszym rosyjskim myśliwcu piątej generacji PAK FA T-50, a nawet na niedawno zakontraktowanym przez Polskie Siły Powietrzne samolocie szkolno-treningowym M-346. Jedna z najważniejszych cech nowego supermyśliwca USA tuż po jego wprowadzeniu do armii może się więc okazać częściowo nieaktualna.

Co obrazuje ta sytuacja? Nie oznacza to bynajmniej, że F-35 jest samolotem złym, bo jego aparatura zakłócająca nie poradzi sobie z każdym typem radaru. Nie oznacza też, że już na etapie projektowania jego zdolność do "bycia" niewidzialnym została zaprzepaszczona (wszak nigdy nie była możliwa do uzyskania!). Sytuacja ta obrazuje jednak mechanizm współczesnego rozwoju zaawansowanych konstrukcji wojskowych. Od powstania założeń programu F-35 do momentu jego pierwszego lotu minęło niemal dziesięć lat. Po kolejnych sześciu latach pierwszy egzemplarz został dostarczony do wojska. W międzyczasie realia, w których przyjdzie walczyć pilotom F-35 zmieniły się diametralnie, podobnie jak diametralnie zdążył wzrosnąć koszt całego programu budowy nowego, amerykańskiego supermyśliwca. Już dziś szacuje się, że na jego wprowadzenie podatnicy zza oceanu będą musieli wydać niemal dwa razy tyle ile pierwotnie zakładano. Temat ten może być również ciekawy ze względu na niedawno ogłoszoną informację, jakoby MON starał się pozyskać dla Polskich Sił Powietrznych samoloty piątej generacji F-35.
http://technowinki.onet.p...widzialny/dvtd5

jerzydom - 2014-06-01, 13:43

Kompas kwantowy będzie lepszy niż GPS?

Historia systemu nawigacji GPS rozpoczęła się gdzieś w latach siedemdziesiątych, przy czym chodziło wtedy wyłącznie o wspomaganie operacji wojskowych. Dopiero około 10 lat później system GPS zaczął być również dostępny dla cywilów. Czy ta sama ścieżka rozwoju czeka obecnie kompas kwantowy?
Ogólnie system GPS działa i nie bardzo jest na co narzekać. Zwłaszcza w przypadku wojska, które dysponuje jego wielokrotnie dokładniejszą wersją. A jednak są tacy wojskowi, którzy na GPS-a narzekają – ci, którzy pływają na łodziach podwodnych. Pod wodą system GPS nie działa i określenie dokładnej pozycji podwodnego okrętu jest często poważnym problemem.
Istnieją oczywiście inne sposoby. Punktem wyjścia jest znajomość dokładnej pozycji okrętu tuż przed zanurzeniem (określona jeszcze z pomocą GPS-u), zaś później do gry wchodzi tak zwana nawigacja zliczeniowa. Bardzo dokładnie mierzone są kurs statku i jego prędkość, badane są też wskazana akcelerometrów, ale do tego dochodzi niestety sporo innych czynników, które są zmienne i które ciężko przewidzieć, takie chociażby jak ruch samej wody (prądy i dryfy). Im dłużej trwa rejs (a łodzie podwodne zanurzają się obecnie na bardzo długo), tym większy może być błąd w ustaleniu pozycji okrętu, co z kolei może prowadzić do tragicznych w skutkach pomyłek.
Dlatego w ośrodkach wojskowych Wielkiej Brytanii opracowano urządzenie noszące nazwę kompasu kwantowego. Opiera się on na odkryciu (za które w 1997 roku przyznana została nagroda Nobla), że lasery mogą zostać wykorzystane w celu "zamrożenia" atomów w temperaturze bliskiej zera absolutnego. Takie atomy są wtedy niebywale czułe na pole magnetyczne oraz pole grawitacyjne Ziemi.
W Ministerstwie obrony Wielkiej Brytanii powstał już prototyp kompasu kwantowego w postaci około metrowej długości skrzynki. W jej środku znajdują się lasery schładzające niedużą chmurę atomów rubidu. Trzy takie "skrzynie" zostaną następnie rozmieszczone względem siebie na łodzi podwodnej w taki sposób, że będą mogły mierzyć ruch wzdłuż wszystkich trzech osi (góra-dół, lewo-prawo, przód-tył). Dzięki temu nawet po wielotygodniowych rejsach pozycja łodzi podwodnej powinna nadal być dokładnie określona.
Ale co ma kwantowy kompas do zastosowań cywilnych? Na razie nic, ponieważ w tym momencie trwają prace nad zminiaturyzowaniem urządzenia a równocześnie zastosowania go również w innych rodzajach wojska. Po co? Chociażby po to, by uniezależnić je od wskazań GPS, bo system ten może zostać stosunkowo łatwo zniszczony lub – co gorsza – wprowadzony w błąd. Poza tym nie zapominajmy, że system GPS może być w każdej chwili wyłączony przez amerykanów. Przyszłość kompasu kwantowego w armiach całego świata zapowiada się więc całkiem różowo.
Dopiero kiedy skończy się ten etap rozwoju technologii kompasu kwantowego, przyjdzie być może czas na kolejny – zastosowania cywilne. Być może za kilkanaście lat każdy smartfon opuszczający fabrykę będzie miał taki miniaturowy kompas kwantowy na pokładzie. Jeśli ktoś uważa, że to niemożliwe, powinien cofnąć się o jakieś dwadzieścia lat i zapytać, czy coś takiego byłoby możliwe w przypadku modułów GPS...
http://www.chip.pl//chip/...paign=partnerzy

jerzydom - 2014-06-14, 18:42

Szukanie szczęścia na dnie morza

Der Spiegel
Zaczęło się wielkie polowanie na rudy ukryte w głębokich wodach, coraz więcej firm pragnie wydobyć owe metalowe skarby. Wszystko jest tak, jak podczas niegdysiejszej gorączki złota: ten, kto przybędzie pierwszy, ma szansę znaleźć najbardziej lukratywne złoża. Chodzi tu o takie precjoza, jak miedź, kobalt, nikiel i wszystko to, co napędza telefony komórkowe oraz komputery. Naukowcy przestrzegają przed niszczeniem jedynych w swoim rodzaju ekosystemów.
Teren, na którym Christian Reichert zna się najlepiej, jest kompletnie ciemny i potwornie zimny. Leży tysiące metrów pod powierzchną ziemi, na dnie oceanu. Ów specjalista od głębokich mórz z niemieckiego Centrum Nauk Geologicznych i Surowców często wyjeżdża służbowo na Karaiby.

W czteropiętrowym, otynkowanym na beżowo budynku w Kingston na Jamajce dyskutuje potem o prawach do wydobycia, zrównoważonym rozwoju, bezpieczeństwie surowcowym – to szyfry poszukiwaczy skarbów w oceanie. Miliardy kuszą.
– Z powodu klimatyzacji w Kingston jest zawsze tak zimno, że nie można zapominać o szaliku – skarży się Reichert. Poza tym o posiedzeniach Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego (ISA) ma do powiedzenia same dobre rzeczy. Instytucja ta zarządza zapasami surowców w wodach międzynarodowych. I idzie jej to znakomicie. Od 2001 roku przyznała 19 licencji na wydobywanie podwodnych skarbów. Rosja, Chiny, Japonia i Francja już od 2016 roku mogą zacząć wydobycie manganu.

Jest tu zupełnie jak w czasach gorączki złota: kto przybędzie pierwszy, kto odnajdzie najlepsze złoża? W tym przypadku chodzi jednak o klejnoty nowoczesnego technicznego społeczeństwa – miedź, kobalt, nikiel i wszystko to, co napędza telefony komórkowe oraz komputery. O skutkach ekologicznych nikt nie myśli, obowiązuje postawa: kopiemy, jak popadnie, i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Przemysł już nastawia się na zwyżkę kursów na giełdzie. Ponad dwadzieścia niemieckich przedsiębiorstw już założyło stowarzyszenie morskiego górnictwa – są w nim takie firmy, jak Aker Solutions i Bauer Maschinenbau. Inne, dysponujące morskim know-how, jak ThyssenKrupp Marine Systems czy Lloyd's Register wyraziły swoje zainteresowanie – informuje Michael Jarowinsky, koordynator zainicjowanego przez Federalne Ministerstwo Gospodarki i Energii narodowego planu Morskich Technologii.

(…) Skarb, który czeka na wydobycie, jest ogromny. Na dnie morskim leżą na przykład, jakby beztrosko rozsypane, tysiące ton tak zwanych manganowych konkrecji, zawierających różne metale. Grudki wielkości ziemniaka, same te, które znajdują się w rejonie Clarion-Clipperton na południe od Hawajów, to około sześć miliardów ton manganu – dziesięć razy tyle, ile zawierają pokłady na lądzie.

Do brzegów podwodnych wulkanów przyklejone są z kolei twarde powłoki kamienia – grudki kobaltowe. Wokół gorących źródeł grzbietu śródoceanicznego osadzają się zaś siarczki – grube warstwy związków siarki i metalu.

Wszystkie one są zbiorem rzadkich metali, pożądanych przez przemysł najpóźniej od czasu, gdy ceny surowców zaczęły rosnąć i prawie każdy z nas nosi gram owych metali w swoim telefonie komórkowym.

Ale podczas gdy inżynierowie konstruują nowe urządzenia wydobywcze, biolodzy ostrzegają przed beztroskim niszczeniem ostatniego dzikiego miejsca na ziemi.”Według naszej wiedzy na temat głębokich mórz kryją się w nich jeszcze tysiące nieznanych organizmów” –stwierdzają w fachowym magazynie "Nature" eksperci skupieni wokół amerykańskiego uczonego Edwarda Barbiera. Niezbadane w dużym stopniu ekosystemy są w prawdziwym niebezpieczeństwie.

Alicia Craw z Greenpeace International ostrzega ponadto: – Jesteśmy dopiero na samym początku gorączki złota w naszych oceanach. Górnictwo morskie może mieć ”bardzo poważne konsekwencje” dla oceanicznego środowiska i mieszkańców nadmorskich terenów.

Wartość ekonomicznych podwodnych latyfundiów pozwalają oszacować wyniki badań niemieckiej komisji. Rząd Niemiec w 2006 roku zdobył licencje na 75 tysięcy metrów kwadratowych w rejonie Clarion-Clipperton. Od tamtej pory badacze wysyłają w głębiny sondy i kamery, by ocenić ilość rud leżących cztery-sześć kilometrów pod wodą.

Przedsięwzięcie to kosztowało dotychczas 20 milionów euro podatków. Mimo to powinno okazać się opłacalne. Na terenie objętym niemiecką licencją wydobyto już 176 milionów ton manganowych konkrecji, pełnych miedzi, kobaltu i niklu – opowiada Christian Reichert. Ich obecna cena rynkowa to około 30 miliardów euro.

Jakie skutki będzie to jednak miało dla podwodnego środowiska? Badacze na razie poruszają się w ciemności. – Nasza wiedza na temat żyjących tu gatunków zwierząt opiera się na próbkach pobranych z około 250 metrów kwadratowych morskiego dna – mówi Gerd Schriever z laboratorium biologicznego w Hohenwestedt w Szlezwiku-Holsztynie. Od końca lat osiemdziesiątych prowadzi on jedne z nielicznych badań na temat możliwych skutków górnictwa morskiego na środowisko. Jego zespół przeorał czymś w rodzaju brony na głębokości 4150 metrów dno oceanu w pobliżu Peru, co miało symulować zbieranie manganowych konkrecji.

Pierwszy wniosek Gerda Schrievera brzmiał: – Tam na dole aż roi się od różnych gatunków zwierząt.

Odnaleziono potężne ilości raków, ślimaków, strzykiew, wężowideł i ryb. Badacze odkryli na przykład 220 nowych gatunków nicieni – po tej liczbie przestali dalej liczyć.

Po przeprowadzonej symulacji zwierzęta zniknęły. Po trzech, a następnie siedmiu latach naukowcy na nowo zbadali to miejsce. – Ponowne zasiedlenie jeszcze nie dobiegło końca – opowiada Schriever. Oznacza to, że człowiek nie ma pojęcia, jaką krzywdę wyrządza podwodnemu ekosystemowi.

W dodatku konkrecje manganowe leżą często na miękkim, gliniastym podłożu. Badacze obawiają się, że kiedy zbierze się owe grudki rud, mogą powstać wielkie chmury osadów, które prądy morskie przetransportują na dalekie odległości i zaduszą one żyjące na dnie zwierzęta.

Równie drastycznych skutków dla środowiska niektórzy naukowcy obawiają się również podczas wydobywania siarczków. Gorące źródła w morskim dnie wypluwają do oceanów całe bogactwo metali. Miedź, cynk, żelazo, ołów, złoto, srebro, kobalt oraz mniejsze ilości innych wypływają tam z ziemi w postaci rozpuszczonych w wodzie soli siarczki. Aby dostać się do owych metali, potrzebny jest ciężki sprzęt. Kanadyjska firma Nautilus Minerals chce na przykład wydobywać w Morzu Bismarcka w Papui-Nowej Gwinei siarczki z wysoką zawartością złota, srebra i miedzi. W tej chwili spiera się z tamtejszym rządem na temat finansowania. Kiedy projekt ten jednak wystartuje, na głębokości 1600 metrów przetaczać się będą potężne pojazdy gąsienicowe z ogromnymi narzędziami skrawającymi. Skutki będą nie do przewidzenia.

Nie zbadano jeszcze, co hałas robi z mieszkańcami głębokich oceanów i ze ssakami morskimi. Poza tym pola hydrotermalne kryją w sobie jedyny w swoim rodzaju ekosystem, składający się z rurkoczułkowców i zwierząt z gatunku Lamellibrachia, bezokich raków oraz omułków.

Niemcy już od grudnia starają się o licencje na sto parceli morskiego dna o łącznej powierzchni 10 tysięcy kilometrów kwadratowych. Christian Reichert sądzi, że Międzynarodowa Organizacja Dna Morskiego na swoim kolejnym posiedzeniu w czerwcu zaakceptuje to przedsięwzięcie. Zbadanie owego terenu będzie kosztowało od dwóch do trzech milionów euro rocznie.

UK Seabed Resources, firma-córka amerykańskiego koncernu zbrojeniowego Lockheed Martin, chce wydobywać konkrecje manganowe w rejonie Clarion-Clipperton. Korea Południowa testuje już podwodnego robota "MineRo". Kilka przedsiębiorstw zamierza wydobywać fosforany z pełnego ryb szelfu koło Walvis Bay w Namibii oraz wysp Chatham w Nowej Zelandii.

Obrońcy środowiska z nieufnością przyglądają się owym projektom. Napominają, że w czasach niedoboru surowców należy pomyśleć raczej o recyklingu niż o kolejnych kopalniach. "Urban Mining" to projekt, który polega na przeczesywaniu hałd śmieci w poszukiwaniu metali. – Potrzebujemy wskaźnika recyklingu, żeby najpierw wykorzystać to, co już jest – specjalista z Greenpeace’u Jörg Feddern. Na rynku są już pierwsze chroniące rezerwy surowców telefony komórkowe, jak na przykład holenderski fairphone.

(…) Dotychczas w morskim górnictwie nie obowiązywały żadne reguły. W tej chwili Międzynarodowa Organizacja Dna Morskiego opracowuje kodeks dotyczący tej dziedziny i już dziś wyznacza wokół kopalń tereny chronione. Kiedy skończy się wydobycie, zwierzęta z tych nienaruszonych regionów będą mogły powrócić na swoje dawne miejsca.

Owe przepisy obowiązują jednak tylko na wodach międzynarodowych. Aby rzeczywiście chronić morza, musiały by być one przestrzegane również przez poszczególne państwa – zwracają uwagę eksperci. Specjalista w dziedzinie prawa morskiego Uwe Jenisch z uniwersytetu w Kilonii domaga się również budowania na morskim dnie rezerwatów ochrony przyrody, w których wydobycie byłoby całkowicie zabronione.

Koniec końców czerpanie surowców w pilnej potrzebie z morskich głębin może okazać się jednak mniejszym złem. Alternatywą jest bowiem przekopanie ostatnich skrawków Ziemi w poszukiwaniu cennych rud. – W obliczu sytuacji istniejącej na wielu obszarach wydobywczych zbyt łatwo przychodzi nam odrzucić generalnie morskie górnictwo – uważa mineralog Sven Petersen z kilońskiego Centrum Badań Oceanicznych im. Geomara Helmholtza.

Na przykład kobalt w prawie 40 procentach pochodzi dziś z Konga. Co jest lepsze? – pyta Petersen – importować rudy z terenów objętych wojną domową czy samemu wydobywać je z głębokich mórz, za pomocą nowoczesnej techniki i z zachowaniem wysokich standardów ekologicznych?

– Mamy niepowtarzalną szansę ustalenia międzynarodowych zasad, zanim przemysł rozpocznie na wielką skalę wydobycie surowców z morskiego dna – mówi Christian Reichert.

Czy uda się jednak tego dokonać w świecie, który tak chciwie pożąda szlachetnych metali?

Philip Bethge
http://biznes.onet.pl/szu...8,1,prasa-detal

jerzydom - 2014-07-20, 08:47

Brytyjscy naukowcy opracowali najciemniejszy materiał znany dotąd człowiekowi - Vantablack. Odbija on 99,96 proc. światła, które na niego pada. - Vantablack będzie szczególnie przydatny przy kalibrowaniu teleskopów kosmicznych. Pozwoli skalibrować je na obiekcie o właściwościach bardzo zbliżonych do obiektów całkowicie pochłaniających światło - opowiada Steve Northam z Surrey NanoSystems. Jak dodaje, materiału używać będzie także wojsko. (CNN Newsource/x-news)
http://biznes.onet.pl/wid...a,151913,w.html

jerzydom - 2014-08-26, 20:11

Chiny pracują nad ponaddźwiękową łodzią podwodną. W niecałe dwie godziny pokonają drogę do USA?
Chiny ogłosiły, że pracują nad ponaddźwiękową łodzią podwodną, która pokonałaby odległość między Szanghajem a San Francisco w niecałe dwie godziny. Naukowcy twierdzą, że projektowany pojazd wykorzystuje zjawisko superkawitacji, do tej pory zastosowane tylko przy konstruowaniu najbardziej zaawansowanych pocisków torpedowych.

Dzięki superkawitacji łódź podwodna zostanie otoczona przez bąbel gazowy, który minimalizuje tarcie, co z kolei umożliwia rozwinięcie ogromnych prędkości. Chińczycy mówią, że teoretycznie taka jednostka byłaby w stanie osiągnąć prędkość nawet ponad 5000 km/h. Górną granicę wyznacza w tym przypadku prędkość dźwięku pod wodą.

Nad wdrożeniem technologii pracuje zespół z instytutów i laboratoriów w mieście Harbin. Li Fengchen, specjalista z zakresu mechaniki płynów, na łamach "South China Morning Post" nie krył zadowolenia z prac inżynierów. - Jesteśmy bardzo podekscytowani potencjałem (odkrycia) - mówił.
Wiele wyzwań

Li przyznał jednak, że naukowców czeka jeszcze wiele pracy, by podróż superkawitacyjną łodzią podwodną była możliwa, ponieważ wciąż nie opracowano podwodnego silnika rakietowego o odpowiedniej mocy.

Chińscy inżynierowie zainspirowali się odkryciami radzieckimi z czasów zimnej wojny. Twierdzą oni jednak, że udało im się rozwiązać problem stałego utrzymywania bąbla gazowego oraz zaprojektowania jednostki podwodnej, która byłaby w stanie rozwijać wysoką prędkość i przy okazji pozostawać sterowną. Zjawisko superkawitacji w mniejszej skali wykorzystano np. w radzieckiej torpedzie Szkwał, która rozwija prędkość do 370 km/h, czyli 3-4 razy szybszą niż torpedy konwencjonalne. Problemem tej broni jest jednak niska sterowność i wytwarzany hałas.

Inżynier Li stwierdził, że technologia rozwijana w jego zespole może w przyszłości posłużyć również nurkom. - Gdyby kombinezon był w stanie wytworzyć i utrzymać bąble gazowe w wodzie, wówczas znacząco zmniejszyłoby się tarcie, a pływanie pod wodą stałoby się równie bezproblemowe jak latanie w powietrzu - mówił.

Tajne projekty

Profesor Wang Guoyu z Laboratorium Mechaniki Płynów na Pekińskim Instytucie Technologii, który opracowuje podobny projekt, przyznał, że światowe środowisko naukowe od lat zmaga się z problemem skutecznego wdrożenia technologii superkawitacyjnej. - Ciężko kontrolować rozmiar bąbla gazowego, a jednostki są trudne w sterowaniu - wyjaśniał.

Wang dodał, że postępy w podobnych konstrukcjach na całym świecie nie są także do końca znane, ponieważ z reguły pozostają sekretem wojskowych. - Główny bodziec wciąż pochodzi z armii, dlatego wiele rozwijanych projektów jest owianych tajemnicą - mówił profesor.
http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group