Forum THESAURUS Strona Główna Zaloguj Rejestracja FAQ Użytkownicy Szukaj
 Główna •  Gazeta •  Sklep •  Forum •  Galeria •  Czat •  Kontakt •  Statystyki •  Download
 Ogłoszenie 

Zapraszamy na oficjalną stronę Polskiego Klubu Eksploracji Historycznej PHEC THESAURUS - kliknij na link poniżej.

Klub PHEC THESAURUS

kliknij na link powyżej

ZAPISY DO KLUBU PHEC THESAURUS

kliknij na link powyżej


Poprzedni temat «» Następny temat
 
Twierdzą, że znaleźli zaginiony pociąg ze złotem.
Autor Wiadomość
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2016-11-01, 08:08   

"Złoty pociąg" - jeszcze w tym roku kolejne poszukiwania

• Dalsze poszukiwania "złotego pociągu" w Wałbrzychu mają ruszyć jeszcze w tym roku
• Poszukiwacza planują zejście na głębokość 20 metrów
• Badania mają być prowadzone za pomocą trzech metod; nie przewiduje się wykorzystania georadaru
Jak podaje portal RMF 24, jeszcze w tym roku mają ruszyć kolejne poszukiwania tzw. ''złotego pociągu''. Eksploratorzy planują przebadanie terenu o powierzchni 2,5 hektara na 65 kilometrze trasy Wałbrzych-Wrocław.

Poszukiwania będą prowadzone za pomocą trzech metod: elektrooporowej, mikrograwimetrycznej i gradientu pionowego. W przedsięwzięciu mają wziąć udział specjaliści, z którymi aktualnie są negocjowane warunki porozumienia.

Eksploratorzy zrezygnowali z zastosowania georadaru. W opinii Piotra Kopra z prowadzącej poszukiwania spółki XYZ to urządzenie w badanym terenie nie sprawdza się. - Wyniki może fałszować skała, która tam jest – powiedział portalowi RMF 24 Koper.

Poszukiwacze chcą przebadać teren przynajmniej do głębokości 20 m. Podczas badań prowadzonych w sierpniu tego roku badacze zeszli na głębokość 6 m. Jednak zdaniem poszukiwaczy jest to zbyt płytko, ponieważ tunel może być położony niżej.

Eksploratorzy przewidują wykonanie odwiertów w miejscach, w których badania przeprowadzone za pomocą wyżej wymienionych metod wykażą anomalie.

W rozmowie z RMF 24 Koper powiedział, że istotny problem dla badaczy stanowi finansowanie poszukiwań. Z tego względu chcą przekształcić spółkę XYZ w fundację. Ma to ułatwić zbiórkę funduszy.

- Jeżeli po tych pracach naukowcy powiedzą nam, że się pomyliliśmy, to trudno. Pomyliliśmy się. W tym terenie nie będzie już po co wchodzić. Jeżeli jednak informacje, które mamy potwierdzą się, to jesteśmy dobrej myśli - mówi Koper w rozmowie z RMF 24.

http://historia.wp.pl/tit...l?ticaid=118021
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2016-11-26, 17:43   

Jest nowy trop w sprawie złotego pociągu. Tunel jest tam, gdzie zapada się ziemia?

W okolicach 65 km linii kolejowej nr 274 w Wałbrzychu - w miejscu gdzie teoretycznie mógłby znajdować się słynny niemiecki złoty pociąg - zapada się ziemia. Czy to tam jest ukryty tunel?

To miejsce przed kilkoma dniami odwiedziliśmy z Tadeuszem Słowikowskim - człowiekiem, który sprawą rzekomo ukrytego na terenie Wałbrzycha pociągu zajmuje się od ponad pół wieku. Naszą uwagę zwróciło tworzące się w nasypie zapadlisko w pobliżu dawnej bocznicy kolejowej do nieistniejącej już fabryki porcelany „Książ”. W kolejnych dniach zapadlisko stawało się coraz głębsze i dłuższe. Mało tego, zaczęło się również tworzyć od strony skarpy nasypu przy linii kolejowej nr 274. Pod koniec tygodnia przybrało kształt łuku, biegnącego pomiędzy linią kolejową Wrocław-Wałbrzych i dawną bocznicą. Najciekawsze jest to, że zapadlisko nie utworzyło się w miejscu wykopalisk, które w sierpniu w okolicach 65 km prowadziła Spółka XYZ. Należy zatem wykluczyć zapadanie się gruntu z powodu stabilizacji terenu. Istotne jest jednak to, że po terenie gdzie powstało zapadlisko, w sierpniu poruszały się ciężkie maszyny budowlane, których używała ekipa poszukiwaczy „złotego pociągu”. Czy wówczas nie dokonały naruszenia konstrukcji teoretycznie istniejącego w tym miejscu, który teraz zaczął się zapadać pod naporem nasiąkniętej wodą ziemi. Według Tadeusza Słowikowskiego sprawę można wyjaśnić błyskawicznie.
Woda powie prawdę? - Trzeba przyjechać w to miejsce cysterną i wlać w zapadlisko wodę. Jeśli nie będzie wypływała z nasypu tylko pójdzie w głąb, to znaczy, że w tym miejscu może być np. tunel - wyjaśnia Tadeusz Słowikowski. - Od wielu lat sugerowałem, że to właśnie ta część nasypu powinna zostać wnikliwie przebadana. Także w sierpniu sugerowałem, by wykopaliska poszerzyć o ten teren, ale mnie nie posłuchano. Tadeusz Słowikowski dodaje, że istnienie w tym miejscu tunelu jest wielce prawdopodobne. Niemcy mając do wyboru wykonanie jego wlotu przed lub pomiędzy dwoma dużymi słupami energetycznymi, na pewno wybraliby to pierwsze rozwiązanie.
- Poza tym gdyby tunel był tam, gdzie w sierpniu prowadzono wykopaliska, to prawdopodobnie zostałby odkryty pod koniec lat 70. kiedy budowano bocznicę kolejową do fabryki porcelany - mówi Tadeusz Słowikowski. - Natomiast w miejscu gdzie powstało zapadlisko bocznica wychodzi z wąwozu na poziom korony nasypu kolejowego. Więc jeśli tunel przebiega tędy, nie został odkryty, bo nie było potrzeby wykonywania w tym miejscu głębokiego wykopu pod bocznicę.
Zapadliska przypilnują SOK-iści Po ujawnieniu tajemniczych zapadlisk w nasypie nowego znaczenia zaczyna nabierać słynne zdanie prof. Janusza Madeja z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W grudniu 2015 roku na konferencji prasowej w wałbrzyskiej Starej Kopalni, gdzie prezentowane były wyniki badań nieinwazyjnych wykonanych przez ekipę Spółki XYZ, a następnie ekipę AGH w okolicach 65 km, prof. Madej powiedział: „Tunel może i jest, ale pociągu na pewno w nim nie ma”. Z KATEGORII ZŁOTY POCIĄG Złoty pociąg. To jeszcze nie koniec! Poszukiwacze wrócą na 65 kilometr [NOWE FAKTY] Sami budują złoty pociąg. Mają już jeden wagon Na razie nie wiadomo jak zakończy się sprawa tajemniczego zapadliska. Bez wątpienia miejsce to znów zacznie przyciągać zwolenników teorii o istnieniu „złotego pociągu”. Dlatego będzie pod regularnym dozorem Straży Ochrony Kolei. ZOBACZ TEŻ: Ile kosztuje szukanie złotego pociągu. Kto za to płaci? Czego na tym terenie szukali Niemcy? Sprawa zapIle kosztuje szukanie złotego pociągu. Kto za to płaci?adlisk nie jest jedyną związaną z tematem „złotego pociągu”, która wymaga wnikliwego zbadania. W poniedziałek 8 czerwca 2015 roku, a więc jeszcze przed ujawnieniem i nagłośnieniem na cały świat sprawy „złotego pociągu”, opublikowaliśmy w „Panoramie Wałbrzyskiej” artykuł pt. „Pojawił się kolejny trop w sprawie pociągu widmo”. Poświęcony był nowym ustaleniom Tadeusza Słowikowskiego w sprawie pociągu, którego nie nazywano wówczas jeszcze złotym. Tadeusz Słowikowski pozyskał wówczas kopie niemieckich dokumentów. Dotyczyły wierceń geologicznych, które Niemcy wykonali na wschód od obecnej linii kolejowej nr 274, pomiędzy obecnymi stacjami kolejowymi Wałbrzych Szczawienko oraz Świebodzice. Odwierty zostały wykonane pomiędzy 29 kwietnia i 14 maja 1929 roku. Do dziś nie wyjaśniono w jakim celu, skoro na tym terenie nie zrealizowano do dziś żadnej istotnej inwestycji. Sprawą zajął się Michał Banaś, pracownik Instytutu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Jego nazwisko także pojawiło się w kontekście poszukiwań „złotego pociągu”. Na początku stycznia 2016 roku dokonał interesującego odkrycia w okolicach 65 km linii kolejowej z Wrocławia do Wałbrzycha. Naukowiec wyposażony w kamerę termowizyjną wykonał zdjęcia nasypu kolejowego. Pojawiło się na nich kilka dużych anomalii termicznych w górnej części nasypu. Zdjęcia wykonane kolejnej nocy były identyczne. Wskazywało to, że w zimną noc z nasypu wydobywa się ciepłe powietrze. Według naukowca, który wcześniej sceptycznie podchodził do sprawy ukrytego w Wałbrzychu pociągu, czemu dał wyraz w artykule opublikowanym na łamach miesięcznika „Odkrywca”, sprawa odwiertów z 1929 roku wydaje się jeszcze bardziej interesująca niż anomalia termiczne nasypu. - Z dokumentów wynika, że dokonano wierceń o charakterze technicznym do głębokości 12 metrów. Wykonano 50 otworów. Według obecnie obowiązujących cen koszt wykonania jednego metra takiego otworu waha się w granicach tysiąca euro - wyjaśnia Michał Banaś. - Po co Niemcy dokonali tak wielkiego i skomplikowanego przedsięwzięcia, skoro później nie zrealizowali na nim żadnej inwestycji. Z kopii dokumentów, które Michał Banaś otrzymał od Tadeusza Słowikowskiego można jeszcze wyczytać, że warstwy geologiczne w miejscu wierceń składają się głównie z iłów i gliny. Pozostała część dokumentów została spisana ręcznie i mało czytelnie. Dlatego trudno odszyfrować zawarte w niej informacje. Być może dokumenty uda się odczytać niemieckiemu... aptekarzowi, któremu Michał Banaś przekazał kopię.

Pod linkiem galeria zdjęć

http://www.gazetawroclaws...iemia,11503303/
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2016-12-04, 20:12   

BIEŻĄCE INFORMACJE ( 02.12.2016 )
2 grudnia 2016 adminBrak kategorii
Witamy Państwa Bardzo Serdecznie.

Od dłuższego czasu nie kontaktowaliśmy się z Państwem za pomocą Internetu.

Chcieliśmy, odrobinę wystudzić emocje, dokładnie wszystko przemyśleć i ze „świeżą głową” oraz nowymi pomysłami wrócić do Państwa.

Przeanalizowaliśmy wiele scenariuszy i rozwiązań aby przekazać Wam ostateczną wersje.

Jesteśmy po konstruktywnych rozmowach z naukowcami z dziedziny geofizyki którzy, pomogą nam przebadać teren 65-tego kilometra do dwudziestu metrów głębokości. Wyznaczony teren badań sięga do 2,5 hektara powierzchni i zostały na nim wytyczone linie pomiarowe wzdłuż których będą prowadzone badania. Sięgnęliśmy po trzy różne metody geofizyczne, jeżeli któreś z nich pokryją się ze sobą, w tym miejscu będziemy planowali odwierty rdzeniowe w celu ich weryfikacji.

Nie składamy broni, walczymy dalej, bo ziemia bardzo skrzętnie broni swoich tajemnic.

Dzięki pracom odkrywkowym prowadzonych przez nas w sierpniu bieżącego roku zyskaliśmy dużą wiedzę o geologii tego terenu i niespodzianką, które mogą na nas czekać. Wiedza ta pozwala nam znacznie lepiej przygotować się do fazy badań geofizycznych.

Już w grudniu Spółka Cywilna XYZ przekształci się w fundację o nazwie „XYZ Złoty Pociąg”. Staniemy się organizacją użytku publicznego co ułatwi nam pozyskiwanie środków na dalsze badania, oraz dopuści do udziału w naszych pracach wolontariuszy na dużo prostszych zasadach niż obecnie.

Dziękujemy wszystkim za miłe słowa i wyrazy poparcia dla naszej działalności.

Pozdrawiamy

Ekipa XYZ
http://xyz-spolkacywilna.pl/
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-01-14, 18:38   

Złoty pociąg istnieje ! Oto jego historia

ZŁOTY POCIĄG ISTNIAŁ.
Dostępne materiały podają, że złożony był z 42 wagonów. Miało się w nich znajdować m.in. ponad 5 ton złota w postaci sztabek, biżuterii i zębów, 3 skrzynie obrączek, 300-500 kg diamentów i pereł.
Dyskusja o złotym pociągu, schowanym jakoby w tunelu na terenie Wałbrzycha, przywołuje historię innego pociągu ze złotem – jedynego znanego w historii II wojny światowej. Po wojnie zapomnianego, którego losy przypomniano dopiero pod koniec XX wieku. Tajemnicę ukryto w archiwach pięciu krajów – Węgier, Austrii, Francji, USA i Izraela.

Historia tego pociągu zaczyna się na Węgrzech w 1944 roku. Przed wojną w tym kraju mieszkała społeczność żydowska licząca ponad 800 000 osób. Po wkroczeniu Wehrmachtu na Węgry (19 marca 1944 r.) w Budapeszcie pojawił się ze swoim sztabem Adolf Eichmann. Miał przeprowadzić akcję eksterminacyjną węgierskich Żydów. Od tego momentu wypadki przebiegały błyskawicznie.
31 marca 1944 roku utworzono Ogólnokrajową Radę Żydowską z oddziałami w każdym mieście na Węgrzech.

POCZĄTEK PIEKŁA.
5 kwietnia nakazano noszenie na odzieży odznak, a następnie zaczęto koncentrować ludność żydowską w gettach. Równocześnie rozpoczęto deportacje. Pierwsze transporty wyruszyły z Węgier 28 i 29 kwietnia 1944 roku. Do obozu Auschwitz przybyły 2 maja. Po selekcji zarejestrowano z tych transportów w obozie 486 mężczyzn i 616 kobiet. Pozostałe 2698 osób zamordowano w komorach gazowych.

Główna faza deportacji rozpoczęła się 14 maja i trwała do 9 lipca 1944 roku. Objęła ponad 400 000 osób. Na początku lipca 1944 roku, kiedy miało dojść do likwidacji dwustutysięcznej grupy budapeszteńskich Żydów, przywódca Węgier, regent admirał Horthy, pod wpływem sytuacji na frontach i sukcesów wojsk alianckich we Francji oraz Armii Radzieckiej na wschodzie, wymusił na Niemcach przerwanie deportacji.

Ostatni akt tragedii węgierskich Żydów związany jest z wejściem w październiku 1944 roku wojsk radzieckich na teren Węgier. Admirał Horthy, widząc nieuchronną klęskę Niemiec, ogłosił przez radio, że Węgry wycofują się z wojny i podjął negocjacje z aliantami w celu poddania kraju. Niemcy zareagowali natychmiast. 15 października porwali jedynego syna admirała. Dokonał tego oddział pod dowództwem Otto Skorzennego i szantażem zmusili przywódcę Węgier do powołania sprzyjającego im rządu z Ferencem Szálasim na czele, z faszystowskiej partii strzałokrzyżowców, która wspierała Niemców.

Niemcy admirała internowali i wywieźli, jak się podaje, do zamku w Jeleniej Górze, co jest ciekawym wątkiem do zbadania. Nowy premier zmienił wcześniejsze decyzje Horthy’ego i wyraził zgodę na dalszy udział Węgier w wojnie po stronie III Rzeszy oraz na wznowienie deportacji Żydów do obozów zagłady. Trwały one do nadejścia pod Budapeszt wojsk radzieckich na początku listopada i podjęcia oblężenia miasta. Stolica Węgier została po silnych bojach zdobyta 13 lutego 1945 roku.

Deportacje odbywały się głównie do obozu Auschwitz. Przywieziono tutaj łącznie ok. 430 000 węgierskich Żydów, z czego, jak się podaje, bezpośrednio po przyjeździe do Auschwitz życie w komorach gazowych straciło ok. 330 000 osób. Szacuje się, że w czasie II wojny światowej zginęło łącznie ok. 550 000 obywateli Węgier narodowości żydowskiej.

POCIĄG ZOSTAŁ ZAŁADOWANY.
W kwietniu 1944 roku władze niemieckie wydały dekret specjalny, na podstawie którego Żydzi zostali zobligowani do oddawania przedmiotów wartościowych w depozyt przed skierowaniem do gett. Konfiskowane w ten sposób mienie znajdowało się najczęściej w walizkach i skrzyniach. Opisywano je, a właścicielom wydawano pokwitowania.

W październiku 1944 roku, w obliczu zbliżających się wojsk radzieckich, podjęto decyzję o otwarciu dziesiątek tysięcy zmagazynowanych wcześniej walizek i skrzyń, i posegregowaniu ich zawartości według ustalonych kategorii. Od tego momentu przestało już być możliwe ustalenie właścicieli tego mienia. Ci zresztą w większości już nie żyli. Do tego ani wcześniejsze, ani wykonane później spisy mienia nie zachowały się. Prawdopodobnie jego część już wówczas została przewłaszczona przez dokonujących segregacji, gdyż działo się to bez większego nadzoru i konieczności rozliczenia się z tej pracy.

Mniej wartościowe rzeczy pozostały w pierwotnych magazynach i zostały albo przejęte przez Armię Czerwoną, albo rozszabrowane. Najcenniejsze mienie zwieziono na zamek Óbánya. Tam, w związku z postępującą ofensywą wojsk radzieckich, zostało załadowane do wagonów i przewiezione do małego miasteczka górniczego Brennbergbanya, ok. 1 km od austriackiej granicy, gdzie pociąg umieszczono w tunelu.

Stał w tunelu od 20 grudnia 1944 roku do 30 marca 1945 roku. Później, w związku ze zbliżaniem się wojsk radzieckich, ruszył dalej, w kierunku Austrii. Z powodu bombardowań utknął w Hopfgarten w Austriackich Alpach. Po kilku dniach znowu ruszył i ostatecznie został zatrzymany w tunelu Tauern, ok. 100 km na południe od Salzburga.
CO WIÓZŁ ZŁOTY POCIĄG.
Nie zachowały się jakiekolwiek spisy pierwotnego ładunku tego pociągu. Podaje się, że do 42 wagonów załadowano ok. 1 560 skrzyń. Miało się w nich znajdować: ponad 5 ton złota w postaci sztabek, biżuterii, zębów, 3 skrzynie obrączek, 300-500 kg diamentów i pereł, 1250 obrazów, 5000 orientalnych dywanów, tysiące wyrobów ze srebra, w tym przedmioty kultu religijnego i ponad 1500 zastaw stołowych, a także wyroby z porcelany, kolekcje znaczków i monet, futra, zegarki, aparaty fotograficzne oraz waluty zagraniczne – głównie dolary i franki szwajcarskie.

Według spisów wykonanych przez armię USA po przejęciu pociągu, składał się już tylko z 29 wagonów, w których znajdowało się m.in. 10 skrzyń ze złotem, o wadze 45 kg każda, 1 skrzynia zawierająca złote monety, o wadze 100 kg, 18 skrzyń ze złota biżuterią o wadze 35 kg każda, 32 skrzynie zawierające złote zegarki – o wadze od 30 do 60 kg każda, 44 600 dolarów USA; 52 360 franków szwajcarskich, a także ok. 3000 orientalnych dywanów.

Według francuskiego raportu, wojska francuskie przejęły po wojnie część mienia pociągu w postaci m.in. 31 skrzyń ze złotem, 2 skrzyń ze złotymi monetami, 3 skrzyń ze złotymi zegarkami, 8 skrzyń z brylantami, 2 skrzyń z z biżuterią z brylantami i perłami.
Węgierski rząd i organizacje żydowskie szacowały wartość ładunku pociągu na kwotę od 3 do 4 miliardów dolarów, według cen z początku XXI wieku.

LOSY TRANSPORTU.
W akcji zabezpieczania przejętego mienia istotną rolę odgrywał SS-Sturmbannführer Wilhelm Hoettl, przybyły wraz z SS-Obersturmbannführerem Adolfem Eichmanem na Węgry. Po wojnie został pracownikiem wywiadu amerykańskiego i założycielem oraz dyrektorem szkoły w Alt Aussee.

Dowództwo złotego pociągu objął pułkownik Arpad Toldi – pracownik węgierskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, mianowany w październiku 1944 roku komisarzem do spraw żydowskich. Jego powojenny los jest nieznany. Obaj odegrali także istotną rolę w ukryciu znacznej części mienia wiezionego złotym pociągiem.

W Hopfgarten mienie o największej wartości, a także najłatwiejsze do przewiezienia, załadowano na samochody i konwój kilkunastu pojazdów ruszył w stronę Szwajcarii. 22 skrzynie zakopano w związku z awarią jednej z ciężarówek. 29 kwietnia 1945 roku ciężarówki wraz z Arpadem Toldim spotkały się z Wilhelmem Hoettlem oraz austriackim przemysłowcem Fritzem Westenem. Ta trójka podzieliła się łupem i część zakopała w różnych miejscach. Około 40 ukrytych skrzyń zostało później odnalezionych przez francuskie wojsko. Była to zapewne niewielka część skarbów.

W tunelu Tauern mienie wielomilionowej wartości pozostawało bez jakiegokolwiek nadzoru. 16 maja 1945 roku odkryli je żołnierze 15 pułku 3 Dywizji Piechoty USA dowodzonego przez porucznika Josepha A. Mercera. Ten okres, to czas kontynuacji rabunku. Robiła to miejscowa ludność i żołnierze armii amerykańskiej, traktując ładunek jako mienie porzucone, bez właściciela.
W następnym miesiącu pociąg przetransportowano do Salzburga, gdzie ładunek umieszczono w magazynie wojskowym. Przechowywano go tutaj przez ponad dwa lata. Dzieła sztuki, w tym obrazy, umieszczono w pałacu biskupim (Salzburg Residenz). Tutaj trwało kolejne „umniejszanie” ładunku. Ujawniono np. po latach, że generał major Harry Collins, dowódca amerykańskiej 42 Dywizji Piechoty, otrzymał wyposażenie, jak argumentował, potrzebne mu do zajmowanej rezydencji Maria Theresien Schloss, w postaci: porcelany stołowej, srebrnych sztućców i szkła stołowego dla 90 osób, 30 obrusów, 60 kompletów ręczników kąpielowych oraz 13 dywanów.
Inny generał, Morrille Ross, dowódca artylerii 26 Dywizji, otrzymał 20 dywanów, ponad 200 sztuk porcelany i szkła, 200 wyrobów ze srebra. Podobne przesyłki trafiły do generałów Edgara E. Hume’a, będącego w okupowanej Austrii dowódcą amerykańskiej strefy okupacyjnej, i do Henninga Lindena, jego zastępcy.

W tym czasie amerykańskie, wojskowe władze okupacyjne uznały, że nie można ustalić właścicieli mienia znajdującego się w złotym pociągu, m.in. ze względu na brak dokumentów, a z powodu zmian terytorialnych na Węgrzech i jego restytucja nie jest możliwa.

Od maja 1947 roku do stycznia 1948 roku przedmioty pozostałe ze złotego pociągu były sortowane, spisywane, ważone i oceniane, a następnie pakowane i wysyłane do USA. Łącznie wyekspediowano 10 transportów, zawierających ponad 1500 skrzyń. Osiem z nich, zawierających mniej cenne rzeczy, rozdzielono w obozach dla uchodźców.

Jeden transport zawierał przedmioty zakwalifikowane do sprzedaży na aukcjach, które przeprowadzono w Nowym Jorku w okresie od czerwca do grudnia 1948 roku. Jedną z nich, przeprowadzoną w dniach 16-18 i 20-25 czerwca w Galerii Parke-Bernet, w Nowym Jorku, opisał „New York Times”. W pierwszej części oferowano biżuterię i diamenty, natomiast w drugiej srebro, szkło, porcelanę, złoto i inne przedmioty. Wcześniej, w magazynie galerii, jak opisuje gazeta, na stołach poustawiano dziesiątki pucharów szklanych, porcelanowych dekoracyjnych waz i statuetek z najlepszych europejskich manufaktur, rysunki XVIII i XIX wiecznych mistrzów, wyroby z cyny, orientalne dywany, aparaty fotograficzne, mikroskopy, gobeliny i tysiące innych przedmiotów.
Centralna Rada Żydów w Budapeszcie, która reprezentowała resztki tamtejszej diaspory, była świadoma, że Amerykanie przejęli złoty pociąg i domagała się zwrotu jego ładunku. Podobne żądania zgłaszał nowy, komunistyczny rząd na Węgrzech. Administracja prezydenta Trumana podejmowała decyzje pod wpływem brytyjskich sojuszników, którzy obawiali się, że ładunek pociągu zostanie wykorzystany na sfinansowanie fali migracyjnej europejskich Żydów na terytorium jej mandatu w Palestynie, niepożądanej z punktu widzenia interesów Wielkiej Brytanii.
Amerykanie ostatecznie uznali, że mienie, tak jak i środki uzyskane z jego sprzedaży, powinny trafić do organizacji zajmujących się pomocą dla uchodźców, których miliony wędrowały po wojnie przez Europę, i zamknęli sprawę pod koniec 1948 roku.

Natomiast mienie ze złotego pociągu przejęte przez Francuzów, w styczniu 1947 roku zostało wysłane do Paryża. Stąd w kwietniu 1948 roku powróciło na Węgry – przejęło je państwo.W ten sposób ładunek złotego pociągu znikł bezpowrotnie.
Dodać należy, że do dziś nieznany jest los ponad tysiąca obrazów znajdujących się w tym pociągu i zgromadzonych następnie w pałacu w Salzburgu, gdzie miały zostać przejęte przez rząd austriacki. Ten zaś twierdzi, że tych obrazów nie posiada.

Od 1949 roku na długie lata nad losem złotego pociągu zapanowała cisza. Jego temat powrócił dopiero w latach 90. Pod presją organizacji żydowskich prezydent Bill Clinton powołał specjalną komisję ds. majątku pozostałego po ofiarach Holocaustu. W 1999 roku komisja opublikowała raport niekorzystny dla władz amerykańskich. Wynikało z niego, że władze okupacyjne w Niemczech i Austrii pozwoliły, aby przejęte mienie, w tym zawartość złotego pociągu, nie wróciła nigdy do właścicieli. Pozwalano, by znikało bez śladu lub zostało wyzbyte za darmo lub ułamek jego wartości. Wynikało to z połączenia oficjalnej polityki, nadużyć i wojennej grabieży.

W maju 2001 roku węgierscy Żydzi, którzy ocaleli z zagłady, złożyli w sądzie na Florydzie pozew przeciw rządowi USA. Pełnomocnicy niemal 30 000 osób domagali się rozliczenia mienia zagarniętego przez władze amerykańskie wraz ze złotym pociągiem i zwrotu tej części majątku, która nadal pozostawała w jego dyspozycji.

W 2005 roku doszło do ugody, na mocy której rząd USA zobowiązał się zapłacić 25 mln dolarów. Środków tych nie wypłacano jednak poszczególnym osobom zgłaszającym roszczenia, ale przekazywano na rzecz organizacji zajmujących się pomocą ocalonym z Holocaustu. 40% tej kwoty miało trafić do Izraela, po 20% na Węgry i USA.

I to był ostatni rozdział historii złotego pociągu.

http://dziennikarstwoobyw...jego-historia,3
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-02-15, 06:51   

Ten skarb przebił złoty pociąg. Otwarcie niezwykłej wystawy (ROZMOWA)
W zamku Książ dziś oficjalne otwarcie wystawy unikatowych zdjęć zabytku sprzed 100 lat, nigdzie dotąd nie publikowanych. Negatywy znajdowały się w Kanadzie, ale przy aktywnym udziale reportera Radia Wrocław Michała Wyszowskiego i prezesa fundacji księżnej Daisy von Pless Mateusza Mykytyszyna, trafiły do Wałbrzycha.
Więcej i zdjęcia pod linkiem

http://www.radiowroclaw.p...wystawy-ROZMOWA
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-03-18, 08:51   

Złoty pociąg. Wiosną ruszą kolejne badania, przekopią 2,5 ha gruntu
Poszukiwacze złotego pociągu nie zawiesili broni, na wiosnę planują kolejne badania terenu. Czy tym razem uda się coś odkryć?
Wiosną rozpoczną się na nowo poszukiwania złotego pociągu na 65. kilometrze trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych. Poprzednie prace wykopaliskowe prowadzone przez spółkę XYZ zakończyły się w sierpniu, niestety nic się wtedy nie udało znaleźć. Ekipa pracowała przez 10 dni. Przekopano 3500 m sześc. ziemi, do pracy zaangażowano aż 64 osoby. Tym razem obszar prac będzie znacznie poszerzony
– Wznowimy badania wiosną, czyli już niedługo. Ich zakres będzie dość szeroki, obejmie prawie 2,5 ha, chcemy go przebadać do głębokości 20 metrów. To będą wyłącznie metody geofizyczne, bezinwazyjne nie będziemy kopać, wiercić, ani wycinać żadnych drzew – mówi na łamach portalu zloty-pociag.com Piotr Koper.
Złoty pociąg ma tajemniczego partnera
Spółka wystąpiła do właściciela terenu o zgodę na prowadzenie prac i jest szansa, że rozpoczną się one już w kwietniu. Jak czytamy na portalu poświęconym poszukiwaniu złotego pociągu, spółka XYZ nawiązała współpracę z tajemniczym partnerem, który pomoże w przeprowadzeniu badań na 65. kilometrze. Kto to taki? Piotr Koper nie chce tego na razie ujawniać.

Dlaczego poprzednim razem nie udało się nic odszukać? Problem stanowiła skała, na którą trafiono w najbardziej obiecującym miejscu. By się przez nią przebić, konieczne byłoby użycie młota, a na to nie było zgody ze względu na sąsiedztwo czynnej linii kolejowej. Koper tłumaczy, że teraz będzie prościej, ponieważ znany już jest skład gruntu i ekipa może lepiej przygotować się do badań. Wiadomo już, czego się spodziewać i jaki przygotować sprzęt. Badania planowane są na siedem dni.
Poszukiwacze złotego pociągu zamierzają także założyć fundację, która pomoże w zbieraniu funduszy na kolejne poszukiwania.
http://wroclaw.wyborcza.p...-5h-gruntu.html
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-04-30, 14:07   

Czy uda się odnaleźć złoty pociąg

Wiosną mają ruszyć ponownie poszukiwania tzw. złotego pociągu, czyli pojazdu ze skarbami ukrytymi ponoć w czasie II wojny światowej. Polacy nie mają wątpliwości, czy prace wykopaliskowe przyniosą efekt – pokazał sondaż SW Research dla serwisu rp.pl.
Zeszłoroczne poszukiwania na 65. kilometrze trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych zakończyły się fiaskiem, ale rzekomi odkrywcy złotego pociągu, czyli Piotr Koper i Andreas Richter ze spółki XYZ, zapowiedzieli, że chcą wznowić prace w kolejnym punkcie.

Większość respondentów (60 proc.) nie daje im szans i nie wierzy w odnalezienie mitycznego skarbu. Prawie 12 proc. jest przeciwnego zdania, a niemal trzech na dziesięciu ankietowanych nie ma żadnego zdania w tej kwestii.
- Częściej za tym, że pociągu nie da się odnaleźć, są kobiety (60 proc.), osoby w wieku 25-34 lata (67 proc.), o dochodach od 1001 do 2000 zł (67 proc.) oraz respondenci z miast do 20 tys. mieszkańców (67 proc.) – zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.
Zdaniem prof. Tomasza Głowińskiego z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego wyniki sondażu dla rp.pl pokazują, że kwestia odnalezienia "złotego pociągu" była i jest kwestią wiary, a nie nauki.
- Przed zeszłorocznymi poszukiwaniami rozbudzono duże emocje, a same poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Nie znaleziono nawet śladów tunelu. To musiało rozczarować tych, którzy wierzyli że pod Wałbrzychem jest wielki skarb. Oczywiście zawsze pozostaje jeszcze grupa tych, dla których fakty są mniej istotne, a ważna jest pasja lub sama nadzieja – tłumaczy prof. Głowiński.
- Przyznam, że choć sama postawa i retoryka tzw. odkrywców "złotego pociągu" była nieco drażniąca, a ostentacyjne lekceważenie przez nich nauki było trudne do zaakceptowania, to trzymałem kciuki, żeby cokolwiek zostało znalezione. Choćby właśnie ów tunel... Historia bez odrobinki romantyzmu i tajemniczości jest smutniejsza i mniej interesująca - zwłaszcza dla szerszego odbiorcy. Dlatego, choć wszystko przemawia z punktu widzenia historii, przeciw samemu nawet istnieniu "złotego pociągu", to było by dobrze, gdyby w jego legendzie tkwiło choć ziarenko prawdy i gdyby udało się do tego ziarenka dotrzeć – kwituje prof. Głowiński.

http://www.rp.pl/Historia...ociag.html#ap-1
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-05-03, 22:21   

Dolny Śląsk nieustannie przyciąga poszukiwaczy skarbów

Data publikacji: 03.05.2017, 10:00Ostatnia aktualizacja: 03.05.2017, 10:53

Dolny Śląsk to jeden z najbardziej tajemniczych regionów Polski. Opowieści o niezbadanych podziemiach, skrytkach pełnych skarbów i bezcennych zabytków przyciągają poszukiwaczy z całego kraju. Tylko tu mogła się zrodzić legenda o złotym pociągu. O skarbach i ich poszukiwaczach opowiada Joanna Lamparska – wrocławska dziennikarka, pisarka i podróżniczka.

Latem 2015 roku prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej otrzymał oficjalne zgłoszenie. Radca prawny, kiedyś senator PiS Jarosław Chmielewski – na podstawie przepisów Ustawy o Rzeczach Znalezionych – poinformował o znalezieniu, a jakże, pancernego pociągu z czasów II wojny światowej. W środku miało być złoto, srebro, wolfram. Do tego platformy z działami samobieżnymi. Sensacja. I to na skalę światową. Tym bardziej, że sam wiceminister kultury Piotr Żuchowski powiedział dziennikarzom, że widział „dobrej jakości georadarowe zdjęcie” rzeczonego pociągu. Ostrzegał nawet, żeby go samemu nie szukać, bo to niebezpieczne. Może być zaminowany. Chmielewski reprezentował znalazców, którzy – wtedy jeszcze – chcieli pozostać anonimowi.

Kilkanaście lat w skarbach

Pod dom wrocławskiej dziennikarki i poszukiwaczki skarbów Joanny Lamparskiej zaczęli zjeżdżać wysłannicy z całego świata. „Nie ma stop” – napisze później w swojej książce „Złoty Pociąg”. „Dziennikarze dzwonią od rana do wieczora. Pod naszym domem pojawiają się ekipy z całego świata. Nie licząc się z kosztami redakcje wysyłają na Dolny Śląsk najlepszych pracowników. Nie żałują na międzykontynentalne loty, wynajem samochodów i dodatkowego sprzętu. (…) Do tego jeszcze ci dwaj znalazcy, ukrywający się za plecami prawnika. Kim są? Pani to wie prawda? – bardziej stwierdzają niż pytają kolejni dziennikarze. Nie wiem ale i tak nikt mi nie uwierzy. W „skarbach” robię już kilkanaście lat. Jak mogłabym nie wiedzieć?”

Nic dziwnego, że akurat do niej wszyscy zwracali się po informacje i komentarze. Od lat – najpierw w lokalnym „Słowie Polskim”, a później w swoich książkach – opisuje różne historyczne tajemnice. Dociera do dokumentów, świadków. Rozwiązuje zagadki z przeszłości.

Pisała i o „złotym pociągu”, a ściślej o legendzie na temat „złota Wrocławia”. To miały być depozyty bankowe mieszkańców miasta. Złoto, srebro, biżuteria. Być może i zabytki zwiezione na – bezpieczny stosunkowo Dolny Śląsk – z całej ówczesnej Rzeszy. KIlkadziesiąt skrzyń złożonych w 1944 roku w budynku wrocławskiej policji. A potem wywiezionych gdzieś w nieznane. W głąb regionu. Przed nadchodzącą ze wschodu Armią Radziecką. Wrocław przygotowywał się do obrony. Został twierdzą. Skapituluje dopiero w maju 1945.
Data publikacji: 03.05.2017, 10:00Ostatnia aktualizacja: 03.05.2017, 10:53
złoty pociąg thinkstock
źródło: Thinkstock
94TweetnijZobacz5
Dolny Śląsk to jeden z najbardziej tajemniczych regionów Polski. Opowieści o niezbadanych podziemiach, skrytkach pełnych skarbów i bezcennych zabytków przyciągają poszukiwaczy z całego kraju. Tylko tu mogła się zrodzić legenda o złotym pociągu. O skarbach i ich poszukiwaczach opowiada Joanna Lamparska – wrocławska dziennikarka, pisarka i podróżniczka.

Latem 2015 roku prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej otrzymał oficjalne zgłoszenie. Radca prawny, kiedyś senator PiS Jarosław Chmielewski – na podstawie przepisów Ustawy o Rzeczach Znalezionych – poinformował o znalezieniu, a jakże, pancernego pociągu z czasów II wojny światowej. W środku miało być złoto, srebro, wolfram. Do tego platformy z działami samobieżnymi. Sensacja. I to na skalę światową. Tym bardziej, że sam wiceminister kultury Piotr Żuchowski powiedział dziennikarzom, że widział „dobrej jakości georadarowe zdjęcie” rzeczonego pociągu. Ostrzegał nawet, żeby go samemu nie szukać, bo to niebezpieczne. Może być zaminowany. Chmielewski reprezentował znalazców, którzy – wtedy jeszcze – chcieli pozostać anonimowi.

Kilkanaście lat w skarbach

Pod dom wrocławskiej dziennikarki i poszukiwaczki skarbów Joanny Lamparskiej zaczęli zjeżdżać wysłannicy z całego świata. „Nie ma stop” – napisze później w swojej książce „Złoty Pociąg”. „Dziennikarze dzwonią od rana do wieczora. Pod naszym domem pojawiają się ekipy z całego świata. Nie licząc się z kosztami redakcje wysyłają na Dolny Śląsk najlepszych pracowników. Nie żałują na międzykontynentalne loty, wynajem samochodów i dodatkowego sprzętu. (…) Do tego jeszcze ci dwaj znalazcy, ukrywający się za plecami prawnika. Kim są? Pani to wie prawda? – bardziej stwierdzają niż pytają kolejni dziennikarze. Nie wiem ale i tak nikt mi nie uwierzy. W „skarbach” robię już kilkanaście lat. Jak mogłabym nie wiedzieć?”

Nic dziwnego, że akurat do niej wszyscy zwracali się po informacje i komentarze. Od lat – najpierw w lokalnym „Słowie Polskim”, a później w swoich książkach – opisuje różne historyczne tajemnice. Dociera do dokumentów, świadków. Rozwiązuje zagadki z przeszłości.

Pisała i o „złotym pociągu”, a ściślej o legendzie na temat „złota Wrocławia”. To miały być depozyty bankowe mieszkańców miasta. Złoto, srebro, biżuteria. Być może i zabytki zwiezione na – bezpieczny stosunkowo Dolny Śląsk – z całej ówczesnej Rzeszy. KIlkadziesiąt skrzyń złożonych w 1944 roku w budynku wrocławskiej policji. A potem wywiezionych gdzieś w nieznane. W głąb regionu. Przed nadchodzącą ze wschodu Armią Radziecką. Wrocław przygotowywał się do obrony. Został twierdzą. Skapituluje dopiero w maju 1945.

Zobacz wideo: 6 Polaków przez dwa tygodnie symulowało życie na Marsie

Short - Przez dwa tygodnie byli odcięci od świata - symulowali życie na marse
Dreszczyk emocji

Lamparska studiowała filologię klasyczną. Potem podyplomową archeologię sądową – połączenie archeologii, kryminalistyki i medycyny sądowej. W latach 90-tych jako dziennikarka „Słowa Polskiego” zajmowała się historią i jej tajemnicami. Potem sama zaczęła wybierać się na poszukiwawcze wyprawy, docierać do świadków wydarzeń, dokumentów, map z zaznaczonymi miejscami ukrycia skarbów.

A na początku była dziennikarska wizyta w domu Wojciecha Stojaka. Nieżyjącego już wrocławskiego miłośnika historii, geologa, poszukiwacza. Głośne było jego znalezisko na Maślicach – osiedlu na peryferiach Wrocławia. Wykopał stare „zrzutowisko” a na nim broń z czasów wojny. W domu miał spore prywatne muzeum. Fragmenty starej broni, jakieś pamiątki poniemieckie wygrzebane gdzieś na wrocławskich śmietnikach.
Były badania, przeszukiwanie miejsc wskazanych w listach Leonarda von Schrecka. Między innymi na terenie zamku Grodno. W takich chwilach człowiek czuje się jak Indiana Jones – opowiada Joanna Lamparska. – Ten dreszczyk emocji.

I co? Nie mamy dużego doświadczenia w znajdowaniu. Ale spore w szukaniu – uśmiecha się. Choć cały czas badacze - amatorzy wracają do Zamku Grodno. Ostatni raz była tam w ubiegłym roku ekipa wrocławskiego magazynu „Odkrywca”.

Poszukiwacze tajemnic

Skąd się wzięli poszukiwacze skarbów? Wolą na siebie mówić „eksploratorzy”. Duzi chłopcy, którzy w weekendy znikają z domów na wyprawy poszukiwawcze. To nieraz majętni ludzie. Przedsiębiorcy. – Dyrektor szpitala z Warszawy, ceniony adwokat, bawił się w to nieżyjący już konsul honorowy Albanii – Joanna Lamparska wylicza znanych sobie „eksploratorów”. – Kiedyś to był ruch towarzysko-amatorski dziś coraz bardziej profesjonalny. Współpracują z fachowcami – geologami, archeologami, mają dobry sprzęt. Wykrywacze metalu, georadary, magnetometry.

Skąd się wzięli? Od początku lat 90-tych wybuchło zainteresowanie Dolnym Śląskiem. W czasach komunistycznych niezbyt chętnie mówiono o jego skomplikowanej historii. Krainy, która była częścią państwa polskiego ale i czeskiego a przez stulecia niemieckiego.

– To zainteresowanie skupiło się głównie na II Wojnie Światowej. Tutaj, na Dolnym Śląsku, są gigantyczne podziemne obiekty. W Górach Sowich, wokół Zamku Czocha, Kamiennej Góry. Wielkie wrażenie robią podziemia Zamku Książ. Takich kompleksów jest osiem – opowiada Joanna Lamparska. – Eksploratorzy spierają się do czego służyły. Może były to podziemne fabryki. Krążą legendy o pionowo lądujących „talerzach”, które tu widziano. A może to fragmenty kwatery Hitlera albo bunkry Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Są opowieści o zabytkach muzealnych, dokumentach, fotografiach zabezpieczonych gdzieś przez konserwatora zabytków Prowincji Śląskiej Guntera Gruntmana, a jeszcze nie odnalezionych.

Wreszcie jest bardzo wiele relacji z lat powojennych jak to pierwsi osadnicy na Dolnym Śląsku odnajdywali różne pochowane rzeczy. Na przykład maszyny do pisania, jakieś naczynia czy choćby jedwabne sukienki wkładane do słoików i zakopywane w ziemi. Zdarzało się, że przy okazji remontu mieszkania w jakimś starym budynku odnajdywano zamurowane w ścianie „skarby”. Porcelanową zastawę czy biżuterię. Taki właśnie „skarb” został znaleziony w Środzie Śląskiej jeszcze w 2001 roku.

Świecznik i orzełek z korony

– A pani co najcenniejszego odkryła? – Protokoły wałbrzyskiego Urzędu Bezpieczeństwa dotyczące śledztwa w sprawie depozytów ukrywanych na tych terenach – opowiada. – Zresztą eksploratorzy niechętnie mówią o tym co znaleźli. Często trzymają swoje znaleziska w domach i pokazują tylko znajomym. A skarby? – Nie mam poczucia, że moneta znaleziona w ziemi to coś ważnego – mówi Lamparska.

Chociaż kiedyś trafiła się jej historia jak ze znanej serii książek o „Panu Samochodziku”, urzędniku ministerstwa kultury zajmującym się poszukiwaniem zaginionych zabytków, przeżywającym niezwykłe przygody. W tej historii – jak u Pana Samochodzika – była mapa i miejsce ukrycia skarbu zaznaczone krzyżykiem. Gdzieś niedaleko pałacu w Antoninie w Wielkopolsce. Tam miał być jakiś skarb ukryty w trzech skrzyniach przez księcia Michała Radziwiłła - germanofila, który w 20-leciu międzywojennym znany był głównie z obyczajowych skandali.

Pałacyk zabrali hitlerowcy, ale wcześniej w przylegającym do niego parku coś ukryto. Syn pałacowego leśniczego dostarczył mapę z zaznaczonym miejscem ukrycia tajemniczych skrzyń. – Pojechaliśmy tam z Wojtkiem Stojakiem. Patrzymy na mapę, chodzimy po pałacowym parku. Wreszcie… Jest! Wykrywacz metalu daje bardzo mocny sygnał. Po odkopaniu okazało się, że to metalowe korytko a w środku … mosiężny świecznik. Nic więcej. Po co książę chował świecznik po czym zaznaczał na mapie miejsce jego ukrycia? Tego już nie wiadomo.

Kiedyś miała też do czynienia ze słynnym skarbem średzkim. Dziś uważany jest za najcenniejsze znalezisko XX wieku na Dolnym Śląsku. W latach 80-tych w Środzie Śląskiej zaczęto wykopywać złote monety i inne drogocenne precjoza. Część trafiła w prywatne ręce różnych pseudo-poszukiwaczy skarbów, którzy zjechali się z całego kraju. Część przejęło państwo. Choć fragmenty kolekcji do dziś są gdzieś w prywatnych rękach, skarb można oglądać w muzeum w Środzie Śląskiej. Jest tam m.in. złota korona. Najpewniej korona czeskiej królowej.

Kiedyś – jeszcze w latach 90-tych – przyszedł do Lamparskiej człowiek w prochowcu. Z kieszeni wyciągnął przedmiot zawinięty w chusteczkę. To był złoty orzełek. Jak się potem okazało z tejże właśnie średzkiej korony. Dostał go od żony człowieka, który był mu winny 35 tysięcy dolarów, ale zmarł. Żona zmarłego - zamiast gotówki - dała wierzycielowi rzeczonego orzełka. Dzięki Joannie Lamparskiej został odkupiony przez bank i dołączony do reszty skarbu.

Tacy ludzie – którzy coś wiedzą, coś słyszeli, gdzie ktoś coś ukrył zgłaszają się do niej cały czas. Po kilka razy w tygodniu. Szczególnie teraz, kiedy w całym świecie stała się głośna historia o złotym pociągu.

Paczka fajnych kumpli

Skarb? Co to jest skarb – zastanawia się Andrzej Boczek. Dolnośląski eksplorator. Przyjaciel Joanny Lamparskiej. – Dla jednych to będzie złoto czy jakieś drogocenne kamienie. Dla mnie na przykład odkrycie nieznanych sztolni z jakimiś urządzeniami. Odkrywanie tajemnic historii wypełnianie białych plam. Co znalazłem? Paczkę fajnych kumpli. Poza tym odkopał sztolnię w górach w lesie a na boisku szkolnym w Głuszycy skład broni i elementów umundurowania niemieckiego z czasów wojny. No i .. ma w domu znaleziska, którymi nie lubi się chwalić. – Poszukiwanie skarbów stało się dziś sportem narodowym – uśmiecha się Maciej Trzciński, prawnik, archeolog, dyrektor Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu. – Ze sto tysięcy ludzi się tym zajmuje. To taki syndrom Indiany Jonesa. Niedawno jechałem pociągiem z Wrocławia do Gdańska. Naliczyłem kilkanaście ekip z wykrywaczami metali krążących po lasach. I to tylko siedząc w pociągu i patrząc przez okno. Niestety – narzeka dyrektor. – Nie wszyscy są do tego fachowo przygotowani. Jak Joanna Lamparska i jej przyjaciele. Są tacy, którzy robią więcej szkód bezpowrotnie niszcząc stanowiska archeologiczne. Organizując dzikie poszukiwania, bez wymaganych prawem zezwoleń. I wreszcie – przywłaszczając znaleziska. Choć te – w myśl prawa – należą się państwu.

– Ciągle nie udało się oddzielić tych, którzy chcą to robić legalnie, w ramach stowarzyszeń czy innych organizacji i zwykłych przestępców – organizatorów nielegalnych poszukiwań.

Pociąg – legenda

To jak to jest z tym złotym pociągiem? – Ano tak – Joanna Lamparska na środku kawiarnianego stolika kładzie długopis imitujący wspomniany pociąg ze skarbami i bronią pancerną. – Wszyscy wiemy, że on tu jest. Ale boimy się kopać bo się okaże, że jego tu nie ma. Tajemniczymi „znalazcami” okazali się przedsiębiorcy Piotr Koper i Andreas Richter. Przez wiele miesięcy krążyli po różnych ważnych instytucjach ze swoją historią o pociągu ze skarbami. Byli nawet w Kancelarii Prezydenta RP. Negocjowali umowę z Muzeum Wojska Polskiego. Wreszcie … ich prawnik oficjalnie zgłosił „znalezienie rzeczy” jak każe prawo miejscowemu staroście czyli w tym wypadku prezydentowi Wałbrzycha. W miejscu wskazanym przez znalazców pociągu nie było. Ale Wałbrzych bardzo skorzystał na całej historii. Stał się sławny w całym świecie. A „znalazcy” pociągu podobno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Marcin Rybak

http://www.newsweek.pl/po...y,409479,1.html
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Van Worden 
PHEC Thesaurus
Adminrał - historyk armator;-)


Wiek: 49
Dołączył: 28 Paź 2006
Posty: 15555
Piwa: 180/217
Skąd: Port Royal
Wysłany: 2017-05-04, 15:14   

jerzydom napisał/a:


A na początku była dziennikarska wizyta w domu Wojciecha Stojaka. Nieżyjącego już wrocławskiego miłośnika historii, geologa, poszukiwacza. Głośne było jego znalezisko na Maślicach – osiedlu na peryferiach Wrocławia. Wykopał stare „zrzutowisko” a na nim broń z czasów wojny. W domu miał spore prywatne muzeum. Fragmenty starej broni, jakieś pamiątki poniemieckie wygrzebane gdzieś na wrocławskich śmietnikach.


Pamiętam. Byłem przy tym spotkaniu. Pomieszkiwałem wtedy trochę u Wojtka i razem grzebaliśmy się w temacie. Ech nostalgia ;-)
_________________
"By working hard and saving my money, I intend to become an immortal superman." - Patient 106
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Remington
ziemny grzebalec

Wiek: 37
Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 370
Piwa: 1/1
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2017-05-04, 16:09   

Raz spałem w muzeum u Wojtka, ze skrzynką granatów pod głową. to były czasy...
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-05-17, 21:00   

Wałbrzych: znów będą szukać "złotego pociągu"

twitter

Wszystko wskazuje na to, że w czerwcu zostaną wznowione poszukiwania złotego pociągu na 65 kilometrze trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych. Piotr Koper i Andreas Richter, którzy będą prowadzić prace, czekają już tylko na zgodę konserwatora zabytków. Tym razem obejdzie się bez głębokich wykopów. Eksploratorzy sprawdzą nasyp przy pomocy naukowców z dziedziny geofizyki.

– Jeszcze w tym tygodniu złożymy kompletną dokumentację do konserwatora zabytków i będziemy czekać na zgodę na poszukiwania – mówi Onetowi Piotr Koper, jeden z eksploratorów.
Pozostałe zgody, m.in. od miasta i PKP, eksploratorzy już mają. – Myślę, że w czerwcu uda nam się rozpocząć zaplanowane prace – podkreśla Piotr Koper.
Wiadomo, że badania poszukiwaczy "złotego pociągu" mają potrwać tydzień. Będą nieinwazyjne. – Nie będziemy nic kopać. Sprawdzimy teren sprzętem elektronicznym – wyjaśnia Piotr Koper.
W ten sposób Piotr Koper i Andreas Richter jeszcze raz chcą zbadać nasyp na 65. kilometrze trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych, gdzie, jak twierdzą, jest ukryty pancerny skład z czasów II wojny światowej. W odnalezieniu "złotego pociągu" tym razem mają im pomóc naukowcy z dziedziny geofizyki. W całej operacji ma uczestniczyć ok. 15 osób.
Zgodnie z planem teren 65. kilometra ma zostać przebadany do 20 metrów głębokości. Wiadomo, że eksploratorzy chcą sprawdzić, co tak naprawdę kryje nasyp za pomocą trzech różnych metod geofizycznych.
– Jeśli w czasie prac pojawią się jakieś anomalia, będziemy się zastanawiać co robić dalej – mówił Onetowi już w marcu Piotr Koper. Niewykluczone, że jeśli tak faktycznie będzie, poszukiwacze będą chcieli wykonać odwierty rdzeniowe.
– Cały czas wierzymy, że tam pod ziemią jest ukryta zagadka II wojny światowej. Nasze wcześniejsze badania wyraźnie wskazywały na pociąg. Problem w tym, że teren, gdzie według nas jest on ukryty, jest trudno dostępny i w zeszłym roku nie mogliśmy tam kopać – przekonuje Piotr Koper.
Poszukiwania "złotego pociągu"
Przypomnijmy, w sierpniu zeszłego roku, mimo wykopów w kilku miejscach, eksploratorom nie udało się znaleźć ani pancernego składu, ani tunelu, w którym rzekomo miał być ukryty, ani też zasypanego torowiska.


Zanim ruszyły prace, istnienie tunelu na 65. kilometrze potwierdziło sześć niezależnych ekip, które badały teren georadarem. – To nie może być przypadek. Na każdym georadarze pokazywane są anomalia wskazujące na istnienie tunelu. Te wyniki są niezwykle budujące – mówił Andrzej Gaik, rzecznik wałbrzyskich odkrywców. Wcześniej naukowcy z AGH, którzy także zbadali 65. kilometr, stwierdzili, że żadnego pociągu tam nie ma.
W całą akcję zaangażowanych było około 70 osób. Tylko do tej poru za wszystkie prace związane z poszukiwaniami "złotego pociągu" eksploratorzy zapłacili 140 tys. złotych.
Co kryje pociąg?
Opancerzony pociąg zaginął w 1945 roku, gdy Armia Czerwona zdobywała niemiecki wówczas Wrocław. Niemcy wywieźli z miasta złoto pociągiem. Skarby miały dotrzeć do Świebodzic, a następnie do Wałbrzycha, ale wagony nigdy tam nie dotarły.
Jedna z hipotez mówi, że skład mógł wjechać do tunelu, który miał być wydrążony w dolinie niedaleko osiedla Lubiechów i prowadził pod Zamek Książ. Według różnych źródeł – w wagonach pociągu oprócz złota Wrocławia mogły znajdować się także Bursztynowa Komnata oraz zrabowane dzieła sztuki.

http://wroclaw.onet.pl/wa...pociagu/5f36sky
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-06-21, 12:08   

Wznowiono poszukiwania "złotego pociągu"
Za kilka dni znów rozpoczną się badania na 65. kilometrze trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych. Poszukiwacze "złotego pociągu" mają wszelkie wymagane zgody. Badacze muszą się spieszyć. Mają czas tylko do końca czerwca.
Poszukiwacze "złotego pociągu", Piotr Koper i Andreas Richter, otrzymali już wszystkie niezbędne pozwolenia, zostali także przeszkoleni z pracy na terenie kolejowym. Muszą jak najszybciej przystąpić do działania, ponieważ czasu zostało niewiele. Zgoda wydana przez wałbrzyską konserwator zabytków jest ważna tylko do końca czerwca.

Mimo że wcześniejsze poszukiwania zakończyły się niepowodzeniem, mężczyźni nie poddają się. Uważają, że gra jest warta świeczki, ponieważ pancerny skład z II wojny światowej (ponoć) kryje w sobie złoto, kosztowności i dzieła sztuki zrabowane przez nazistów w Polsce i Związku Radzieckim.
Aby zwiększyć szanse na znalezienie zagadkowego pociągu, eksploratorzy użyją trzech metod. Ponadto badaniami zostanie objęty większy obszar niż poprzednio. Wszystko po to, by upewnić się, że poprzednio niczego nie pominięto. Co ciekawe, tym razem, inaczej niż przed rokiem, obejdzie się bez głębokich wykopów. W odnalezieniu pociągu mają pomóc naukowcy z dziedziny geofizyki. Łącznie w całej operacji będzie uczestniczyć ok. 15 osób.

Zgodnie z planem, teren 65. kilometra ma zostać przebadany do 20 metrów głębokości. Jeśli w czasie prac pojawią się jakieś anomalia, poszukiwacze będą opracowywać dalszą strategię działań. Zostało też przyjęte założenie, że aby uznać prawdopodobieństwo obecności "złotego pociągu", co najmniej dwie metody muszą dać jednoznaczny wynik.

O "złotym pociągu" mówiła cała Polska

Zaawansowane badania domniemanego pociągu III Rzeszy rozpoczęły się w sierpniu zeszłego roku. Mimo intensywnych wykopów nie udało się znaleźć ani pancernego składu, ani zasypanego torowiska, ani tunelu w którym rzekomo miał być ukryty.
Zanim ruszyły prace, istnienie tunelu potwierdziło sześć niezależnych ekip, które badały teren georadarem. Innego zdania byli naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej, którzy ocenili, że nic nie wskazuje na to, aby znajdował się tam pociąg.

https://turystyka.wp.pl/wznowiono-poszukiwania-zlotego-pociagu-6135945101027457a
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-06-27, 07:00   

Złoty pociąg. Ruszają kolejne prace odkrywcze, będą bardzo drogie

Najstarsza firma geofizyczna w Polsce będzie szukała razem z Piotrem Koprem "złotego pociągu". Ekipa w poniedziałek o godzinie 8 rano weszła na teren 65. kilometra trasy kolejowej Jelenia Góra-Wrocław, gdzie skład miał zostać ukryty. Będzie bardzo drogo i bardzo szczegółowo.
Tym razem Piotr Koper poszukiwania kontynuuje sam. Andreas Richter, z którym dotychczas ręka w rękę jako spółka „XYZ” prowadzili prace poszukiwawcze, odpuścił. Do pomocy ma firmę z Krakowa – Przedsiębiorstwo Badań Geofizycznych, oddział wałbrzyski. Grupą kieruje Marcin Krupa. Dlaczego Koper wybrał ich? – Bo są najlepsi w kraju – odpowiada.
W poniedziałekposzukiwacze przygotowują teren do badania. W sumie do przeszukania będzie 2,5 hektara gruntu. – To teren bardzo trudny – ocenia Marcin Krupa. – Jest bardzo wypiętrzony, dlatego ciężki w interpretacji.
Złoty pociąg. Grawimetria i magnetyka
Prace będą się odbywały w trzech etapach. Dwa z nich będą należały do Przedsiębiorstwa Badań Geofizycznych. – Najpierw wykorzystamy metody grawimetryczne, wykorzystujące przyciąganie ziemskie – mówi Krupa. – To bardzo szczegółowe badanie, mówiąc obrazowo, podające wyniki do 12-15 miejsc po przecinku.
One powinny już dużo powiedzieć. Tę metodę wykorzystywała też krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza, badając teren 65. kilometra w 2015 roku, ale w mniejszym zasięgu. Teraz zbadany zostanie cały obszar, na który mógłby ewentualnie być ukryty skład. Firma geofizyczna będzie szukała na tym ternie anomalii i będzie weryfikowała, czy są wynikiem działania natury, czy człowieka. Jednocześnie wykorzystana będzie metoda magnetyczna – gradient pionowy. Osoba, wykonująca to badanie, przesuwa się od punktu do punktu i bada pole magnetyczne, a w odczytach wykorzystuje się różnice między dolnym i górnym wynikiem. Dzięki temu dość wyraźnie widać, co dzieje się pod ziemią. – Bardzo niewiele firm w Polsce specjalizuje się w rytego typu badaniach – podkreśla Krupa.
Uszczegółowieniem tych metod będzie drugi etap badań. Będzie się on opierał na badaniach elektromagnetycznych i wykonana zostanie tomografia elektrooporowa lub sondowanie elektrooporowe. – Będziemy wykonywali to badanie w miejscach wątpliwych – mówi Piotr Krupa.
Ostatni etap –odwierty – będzie należał do innej firmy i zostanie on wykonany w miejscach wskazanych przez PBG.
Złoty pociąg. Przedłużenie pozwolenia
Badania są kosztowne i czasochłonne. Już poprzednio Andreas Richter zdradził nam, że odkrywcy z Wałbrzycha wydali na poszukiwania pół miliona złotych. – 7-8-osobowy zespół będzie potrzebował około miesiąca na interpretację wszystkich wyników – mówi Krupa.
By badania wykonać, dwóch geodetów będzie na 65. kilometrze pracować od 40 do 50 godzin roboczych. Już wiadomo, że niecały tydzień, który Piotr Koper ma od konserwatora zabytków na ich wykonanie, nie wystarczy. – Już wystąpiłem do konserwatora o przedłużenie pozwolenia – mówi. Obecne obowiązuje do końca miesiąca.
Do wykonania jest ciężka praca. Widać, że tym razem nie odpuszczą i przebadają każdy centymetr gruntu. Ciekawostką jest też to, że nie ma z nimi tym razem tłumu gapiów i… Tadeusza Słowikowskiego. Wałbrzyszanina, który wierzy, że zakopany pociąg istnieje, i powtarza to od 70 lat.
Wczoraj na 65. był z nami Edward Bielański – zdradza Piotr Koper. To mieszkaniec Piławy, który także był jako dziecko świadkiem tego, że pod ziemię między Świebodzicami a Wałbrzychem wjeżdżały pociągi, i jest przekonany, że tunel na pewno jest tu zakopany. – On mówi, że na pewno tu, ale wskazuje teren pod wiaduktem.

http://wroclaw.wyborcza.p...eRedirects=true
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-06-30, 20:29   

Poszukiwania "złotego pociągu". "Badamy teren trzema metodami geofizycznymi"

Trzy metody, zespół specjalistów i przekonanie, że skarpa kolejowa przy 65. kilometrze trasy kolejowej z Wrocławia do Jeleniej Góry kryje tajemnicę. W Wałbrzychu trwają poszukiwania „złotego pociągu”. Badania miały się dziś zakończyć, jednak po uzyskaniu zgody od konserwatora zabytków potrwają prawdopodobnie do końca przyszłego tygodnia. Odpowiedź na pytanie, czy legendarny skład istnieje poznamy jednak dopiero za kilka tygodni, po analizie zebranego materiału.

Rok temu poszukiwacze legendarnego składu przekopali skarpę do głębokości sześciu metrów. Śladów tunelu, torów czy pociągu nie znaleziono. Piotr Koper, który dwa lata temu ogłosił, że wtym miejscu jest coś ukryte, nie poddał się. Zapowiedział kolejne badania iwłaśnie realizuje swoją obietnicę.
Badamy cały teren trzema metodami geofizycznymi. Gradient pionowy. Mikrograwimetria oraz elektrooporowa tomografia gruntu. To jest ten sam teren, który sprawdzaliśmy rok temu. Nie udało nam się go jednak całego przebadać metodami inwazyjnymi. Mieliśmy dużo ograniczeń igeologicznych ipraktycznych, ze względu na istniejącą wpobliżu linię kolejową - mówi odkrywca.
Poszukiwacz wraz zzespołem chce raz na zawsze wyjaśnić historię składu, który miał zniknąć wtej okolicy. Poszukiwania skupiają się nie tylko na pociągu, ale także na infrastrukturze kolejowej.
Jeżeli przyjeżdżali oficjele do Książa czy Wałbrzycha. Byli tutaj często. Ten skład nie mógł stać na torach. Musiał mieć albo krótki odcinek tunelu, który pełnił rolę schronu, albo był tunel, do którego ten pociąg wjeżdżał. Teraz jest tylko kwestia dokładnie to zlokalizować - mówi Koper.
Badania prowadzone są za pieniądze poszukiwacza, który do współpracy zaprosił Przedsiębiorstwo Badań Geofizycznych zWarszawy. Analiza zebranego materiału potrwa koło czterech tygodni. Prace będą kontynuowane, jeżeli wtrzech metodach pojawią się zbieżne punkty.
Na podstawie tych badań można szczegółowo określić co pod tą ziemią będzie. Jeżeli robimy elektrooporową tomografię gruntu to każdy rodzaj skały, stali, piasku czy wody ma swoją oporność ina tej podstawie można powiedzieć co jest pod tą ziemią, jak duże, jak głęboko. Do tego grawimetria, która jest najlepszą metodą na ten teren. Nie zakłóca jej ani linia średniego napięcia, ani przejeżdżające pociągi czy trakcja elektryczna. Mierzy po prostu różnicę wpolu grawitacyjnym. Bardzo szczegółowa ipracochłonna metoda, ale my ją stosujemy. Zdecydowaliśmy się na nią chociaż jest najdroższa isprawia największe trudności. Pozwoli jednak odpowiedzieć jednoznacznie czy myśmy się diametralnie pomylili, czy będzie pełen sukces - mówi wrozmowie znaszym reporterem poszukiwacz.
Piotr Koper po dwóch latach poszukiwań niczego nie żałuje. Przyznaje, że gdyby nie wierzył wsukces, to nie wydawałby na poszukiwania swoich pieniędzy. Bez wsparcia rodziny. Bez zrozumienia to bym nic nie zrobił. Chciałem im podziękować. Mojej żonie isynowi. Za wsparcie, wiarę wsukces ipracę, także fizyczną - dodaje poszukiwacz.

http://www.rmf24.pl/rapor...-ge,nId,2412123
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
jerzydom 
PHEC Thesaurus
jeż


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 6113
Piwa: 123/38
Skąd: Leśna Polana
Wysłany: 2017-07-10, 07:12   

Zakończyły się badania na 65. kilometrze trasy kolejowej, gdzie ma być ukryty tzw. złoty pociąg. Wczoraj ekipa zeszła z miejsca, które od trzech tygodni prześwietlała metodami geofizycznymi.
– Jeszcze kilka tygodni i będziemy wszystko wiedzieli dokładnie – mówi Piotr Koper, który na placu boju pozostał sam. Jego wspólnik ze spółki „XYZ” Andreas Richter, z którym od początku szukał legendarnego składu, nie bierze udziału w tegorocznych poszukiwaniach.
Ekipa weszła na teren 65. kilometra trakcji Jelenia Góra – Wrocław po uzyskaniu odpowiednich pozwoleń w połowie czerwca. Tym razem postanowili teren zbadać dosłownie centymetr po centymetrze. Do badań Piotr Koper najął Przedsiębiorstwo Badań Geodezyjnych z Krakowa, które oddział ma także we Wrocławiu. – Podczas ubiegłorocznych badań mieliśmy zgody na wykonanie wykopów 6 metrów w dół – mówi Koper. – Ale okazało się, że to było za płytko.
Dlatego tym razem będą badali teren aż do głębokości 20 metrów. – Badania odpowiedzą nam na pytanie, co tam jest lub czego nie ma – mówi Piotr Koper.
W czasie prac wykorzystano, jak mówił nam na początku badań pracownik PBG Marcin Krupa, metodę grawimetryczną, gradient pionowy i sondę elektrooporową. Wyznaczono kilka tysięcy punktów pomiarowych i dzień w dzień systematycznie zbierano dane. Na bieżąco weryfikowano też ich poprawność. Teraz potrzeba 3-4 tygodni, by zebrane pomiary przeanalizować. W miejscach, gdzie wyniki z wykorzystanych metod będą się krzyżowały, wykonane zostaną jeszcze pomiary sejsmiczne lub sondą elektrooporową.
Piotr Koper jest przekonany, że rozwiążą one zagadkę 65. kilometra. – Albo coś odkryjemy, albo tam nic nie ma – mówi.
Na 65. kilometrze pracował nowoczesny sprzęt wart 2,5 mln zł.
http://wroclaw.wyborcza.p...-kolejowej.html
_________________
Jerzy

Największą tajemnicą jest to co przyniesie nam jutro.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Odpowiedz do tematu
 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

  
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Wersja forum PDA/GSM

Template BreatheFX modified by Falcone
Design by: Infected-FX