|
"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona albo wątpisz że mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem co stylem życia..."
|
Już wkrótce możliwośćpobrania Thesaurus News w wersji do wydrukowania. |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Korzystając z tego, że mimo niekorzystnych prognoz pogoda jednak w Gdańsku sprzyjała wybrałem się na drugi wypad z zakupioną niedawno xterrą70. Tym razem uzbroiłem ją w cewkę DD 10,5 " 7,5 kHz (na pierwszym kopaniu testowałem cewkę 10x5" 18,75 kHz).
Pojechałem na znane mi już z wczesniejszych wypadów nieużytki, 10 km za Gdańskiem w pobliżu dawnego majątku ziemskiego. Poszukiwania rozpocząłem od starej, zarośniętej drogi na której w zeszłym roku udało mi się wykopać żeton dominialny. Niestety poza cywilnym guziczkiem i kilkoma innymi drobiazgami na drodze nic więcej nie wyszło.
Przeniosłem się w głąb nieużytków i po paru machnięciach cewką znalazłem stabilny, kolorkowy sygnał (46).
Wykopanie dołka na głębokość szpadla nie przyniosło oczekiwanych efektów w postaci fanta. Sygnał w dalszym ciągu wskazywał, że to COŚ jest w glebie. Pomyślałem sobie, że pewnie dołek jest za wąski i fant zalega w bocznej ściance. Poszerzyłem go, wybrałem urobek i ... sygnał był ciągle w dołku. Zacząłem pogłębiać wykop, spod ciemnej ziemi zaczął wychodzić jasny piasek.
W końcu szpadel o coś uderzył. Nie znam się kompletnie na archeologii, ale "na chłopski rozum" im coś głębiej zalega tym powinno być starsze (oczywiście pod warunkiem, że po terenie nie przewaliło się wcześniej stado spychaczy i koparek, a wg mojego rozeznania to miejsce pod tym względem powinno być raczej dziewicze).
Żeby nie uszkodzić fanta odłożyłem szpadel, klęknąłem nad wykopem i dłonią uzbrojoną w wampirka zacząłem wygarniać piasek. Po chwili moim oczom ukazała się krawędź jakiegoś naczynia.
Z uwagi na to, że ciągle zalegało w dołku nie byłem w stanie stwierdzić czy wykrywacz zareagował na materiał, z którego wykonane jest naczynie czy raczej na zawartość tego naczynia. No i w tym momencie zaczęło się. Wyobraźnia zaczęła pracować na najwyższych obrotach.
Zacząłem analizować. Ogólnie teren nie zaśmiecony produktami współczesnej cywilizacji. Jak na dołki, które kopię przez ten rok od kiedy bawię się w bieganie z wykrywką to ten jest dość głęboki. Do czego się dokopałem? Jakieś średniowieczne naczynie z zawartością, która sprawi, że po wykopaniu siądę z wrażenia na ziemi? A może coś starszego? Z nieco większą niż zwykle zawartością adrenaliny we krwi przystąpiłem do dalszego ostrożnego odgrzebywania naczynia.
Po chwili na bocznej ściance naczynia dogrzebałem się sporych rozmiarów uszka.
Delikatnie poszerzyłem dołek wokół naczynia i po chwili miałem je już na powierzchni. Nadmiar adrenaliny błyskawicznie "rozszedł się po kościach".
Liczyłem jeszcze na to, że w piasku, który zalegał w środku czajniczka trafie na coś ciekawego, ale w miarę jak wybierając kolejne jego garście nieuchronnie zbliżałem się do dna moje złudzenia się rozwiewały a zupełnie się rozwiały wraz z wysypaniem ostatniej garści.
W sumie fancik dość ciekawy, czajniczek z dnem ukształtowanym do wstawienia w fajerkę pieca węglowego, ale stwierdziłem, że chyba za wcześnie został wykopany i po pobieżnych pomiarach "ala archeologicznych" ;) ...
wrzuciłem go do dołka i zakopałem dla kolejnych pokoleń kopaczy.
Mam nadzieję, ze za 200 lat (o ile przetrwa), dla kolejnego znalazcy będzie wykopkiem bardziej atrakcyjnym niż dzisiaj dla mnie :)
Powrót do spisu treści.