"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona albo wątpisz że mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem co stylem życia..."
- Howard Jennings

Już wkrótce możliwość
pobrania
Thesaurus News
w wersji do wydrukowania.
Poszukiwacze odkrywają unikalne stanowisko archeologiczne


- Właściwie historią interesowałem się odkąd pamiętam - Janusz "Labeoo" uśmiecha się pod nosem - wiesz, mieszkać w takim miejscu i nie interesować się przeszłością, to chyba niemożliwe. Rzeczywiście, Warmia i Mazury to wyjątkowe krainy nie tylko pod względem krajobrazowym, ale też niezwykle bogate w ślady po zamierzchłej historii. "Prusy" kojarzą się większości z nas z państwem pruskim, utworzonym w XVIII wieku na przekór i na oczach Polski z resztek państwa krzyżackiego i lennych ziem Rzeczpospolitej. Państwo to, mając od początku swego istnienia, charakter antypolski, stało się w końcu, jako "Prusy Wschodnie", jedną z najważniejszych prowincji rzeszy niemieckiej i to właśnie stąd ruszyła do ataku 3 Armia we Wrześniu 1939. Jednak położenie tych ziem i ich swoista izolacja spowodowana olbrzymią ilością jezior, trudnych do przebycia lasów i bagien sprawiała, że zamieszkiwano tu już w epoce kamienia. Duża ilość zwierzyny, bogate w ryby rzeki i jeziora a także bezpieczeństwo od potencjalnych wrogów, czyniły z tych rejonów atrakcyjny przystanek dla wielu prahistorycznych ludów.

Tego dnia, gdy Labeoo, nazywany przez przyjaciół Labciem i jego poszukiwawczy kompan Kamil, wybierali się na kolejny wypad z wykrywaczami metali, nie wiedzieli, że za kilka dni staną się odkrywcami jednego z najważniejszych stanowisk archeologicznych w naszym kraju. Dzień zapowiadał się dobrze, choć obaj koledzy wiedzieli, że dni są zimą krótkie, światła jest mało i wcale nie ma tak dużo czasu na poszukiwania. Postanowili skupić się na okolicach Reszla, miejscowości obiecującej dla poszukiwaczy z racji swojej bogatej historii. Dla obu poszukiwaczy, eksploracja z wykrywaczem to prawdziwa pasja a nie tylko sposób na zabicie czasu, więc przed każdym wyjściem w teren starają się zdobyć maksymalną ilość informacji. Poprzez kontakt z władzami miasteczka udało się ustalić, kto zajmuje się historią lokalną, gdzie przechowywane są mapy, dokumenty etc. Niestety pech chciał, że człowiek, który na temat przeszłości Reszla wiedział najwięcej, właśnie się przeprowadził i pozostało im tylko zdać się na poszukiwawczy instynkt. Labcio i Kamil nie bali się jednak "iść na czuja". Obaj byli poszukiwaczami działającymi od lat i dobrze wiedzieli, że choć lepiej jest mieć dostęp do starych map czy innych materiałów ułatwiających znalezienie potencjalnie ciekawych miejsc, to czasem takie instynktowne działania potrafią przynieść zaskakujące rezultaty...

... Kamil zdecydował się sprawdzić pewien wzgórek na pograniczu Warmii i Mazur a Labcio miał się udać nieco dalej, by przeszukać raz jeszcze obiecujące poletko na którym ostatnim razem znaleźli ciekawy i dość rzadki guzik. Po dotarciu na miejsce, Labcio zauważył, że większa część pola to ugór i tam też skierował swe pierwsze kroki. Uruchomił więc swojego XLT i zaczął powoli przeczesywać teren. Sygnały nie pojawiały się za często i wkrótce zaczął zapadać zmrok, jednak Labcio postanowił, że dopóki jest jeszcze odrobina światła, da temu polu szansę. Przecież czasem najciekawsze sygnały trafiają się na końcu, powtarzał sobie, machając cewką swego detektora. W chwilę potem w słuchawkach usłyszał wyraźny i pozytywny sygnał, który powinien oznaczać, że przedmiot znajdujący się pod cewką wykrywacza nie był wykonany z żelaza. Pochylił się i saperką rozgarnął ostrożnie ziemię. Już po chwili miał w ręku przedmiot z brązu... ... - Znasz Van ten nagły przypływ adrenaliny, gdy wiesz, że masz coś specjalnego, prawda? - Labcio rzucił pytanie i nie czekając właściwie na odpowiedź sięgnął po kolejnego papierosa. Jasne, że wiedziałem co to za uczucie. Tego nie da się z niczym porównać.

- Nie wiedziałem do końca co mam, ale wiedziałem, że jest konkretne trafienie. Człowiek nie myśli wtedy co znalazł, ważny jest sam smak odkrycia. Po chwili był następny sygnał i po paru krokach kolejny. Nawet nie oglądałem fantów. Były w miarę płytko. Szedłem do przodu powoli, starając się opanować nerwy i równo machać cewką. Sygnał był co krok i już nawet nie było sensu oglądać co trafiam. Wszystko do torby i dalej. Chodziłem tak aż zrobiło się naprawdę ciemno i zimno. Ochłonąłem dopiero w samochodzie. Gdy dojechałem już do domu, wysypałem po prostu całą zawartość torby na stół w kuchni. Nawet moją Anię zamurowało. Przed nami leżał cały stos pięknych przedmiotów, które sądząc po kolorze patyny wykonane były z brązu. Labcio chwycił za telefon i podzielił się informacją z Kamilem. Obaj ustalili, że spotkają się nazajutrz i zdecydują co dalej. - Wiedzieliśmy od razu, że znaleźliśmy jakieś ważne miejsce i było jasne, że sami nie będziemy tam szukać i trzeba kogoś o tym zawiadomić. Chodziło tylko o nasze chore prawo, żeby przypadkiem jeszcze nie mieć przez to problemów, zresztą sam wiesz jak jest...

... Już z pierwszych przysłanych przez Labcia fotek było widać, że sprawę trzeba traktować bardzo poważnie. Kilka miesięcy wcześniej miałem okazję wziąć udział w konferencji zorganizowanej przez działający wtedy Ośrodek Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego w Warszawie (patrz styczniowy numer "Odkrywcy"), gdzie między innymi poruszano kwestie możliwości współpracy archeologów z poszukiwaczami. Choć obecni na konferencji archeolodzy i konserwatorzy byli w tej sprawie mocno podzieleni, to widać było, że wiele osób zdaje sobie sprawę z konieczności zmiany przepisów dotyczących poszukiwań, które są zupełnie niedostosowane do polskich realiów. Zarówno wśród archeologów jak i polskich muzealników, jest sporo takich, którzy w mniej lub bardziej otwarty sposób współpracują z poszukiwaczami, starając się zbierać informacje o odkryciach i dbać o to by znajdowane zabytki nie przepadały gdzieś bez wieści. Część poszukiwaczy ma świadomość istnienia takich przychylnych nam archeologów i aktywnie korzysta z możliwości współpracy z nimi. Jednym z takich poszukiwaczy był właśnie Kamil, który nieco wcześniej brał udział w wykopaliskach archeologicznych w Olsztynie gdzie, jak stwierdzili sami archeolodzy:

"...Prace te przyniosły niespodziewane i zaskakujące efekty, także dzięki czynnemu udziałowi eksploratorów. Mieli oni za zadanie przeszukiwać przeoraną powierzchnię stanowiska w wyznaczonych sektorach oraz sprawdzać hałdy. W ten sposób namierzono i zadokumentowano kilkadziesiąt zabytków metalowych związanych z wczesnośredniowieczną osadą pruską. Jednocześnie eksploratorzy po raz pierwszy mieli możliwość udziału w pracach archeologicznych i poznania specyfiki dokumentacji i eksploracji podczas systematycznych badań. Była to zresztą okazja do integracji różnych środowisk, grup studentów, historyków i amatorów zaangażowanych w poznawanie przeszłości tego regionu..."

Kamil, dzięki tej współpracy uzyskał pozwolenie na prowadzenie legalnych poszukiwań na pewnych terenach. Wiedząc o tym było dla mnie jasne, że konieczne jest nawiązanie bezpośredniego kontaktu z archeologami, ale też należało dotrzeć do odpowiednich osób, które znają specyfikę poszukiwań. Napisałem do pewnego znanego specjalisty w Warszawie, który dokonał wstępnej identyfikacji przedmiotów na podstawie fotografii i doradził kontakt znalazców z osobami odpowiedzialnymi za badania archeologiczne w tym rejonie Polski, zaznaczając przy tym rangę tego odkrycia. Informacje te przekazałem Labciowi i okazało się, że wspólnie z Kamilem postanowili sprawę załatwić w identyczny sposób. Dla obu odkrywców najważniejszym warunkiem przekazania znalezionych zabytków było uzyskanie gwarancji, że przedmioty nie znikną w przepastnych piwnicach jakiejś instytucji i że nie zostaną przekazane jakiemuś muzeum poza rejonem znalezienia. Początkowo nie obyło się bez pewnej dozy nieufności ze strony niektórych archeologów, gdyż jak się okazało, w tym samym rejonie działa kilku pseudo-poszukiwaczy, którzy bez żadnych skrupułów rozkopują i niszczą stanowiska archeologiczne, nikogo oczywiście nie informując co i gdzie znaleźli...

... Po wstępnych wyjaśnieniach, doszło do spotkania u wojewódzkiego konserwatora zabytków w Olsztynie. W towarzystwie kilku archeologów i konserwatora, znaleziska zostały oficjalnie zaprezentowane i przekazane. Zaskoczenie było kompletne. Na stole leżało ponad pięćdziesiąt różnorodnych zabytków. Wśród nich zapinki, brosze, bransoletki, pierścionki i inne. Milczenie zdumionych archeologów i muzealników, przerwał jeden z nich: - Bez wątpienia "grupa olsztyńska". Nieznane cmentarzysko. Rewelacja! Panowie, odkryliście nowe stanowisko archeologiczne związane z okresem wędrówek ludów. Kilka takich miejsc odkryto przed II wojną światową, ale były najczęściej nieopisane a same zabytki zaginęły. Wasze odkrycie jest najwyższej wagi. Gratulujemy i dziękujemy za waszą postawę...

Co tak naprawdę odkryli Labcio i Kamil?
Początki grupy olsztyńskiej kultury zachodniobałtyjskiej sięgają połowy V wieku. Kultura ta w okresie wędrówek ludów wyparła kulturę wielbarską i rozciągała się aż do prawego brzegu Wisły. Wtedy właśnie na Mazurach powstała grupa olsztyńska. Grupa ta charakteryzuje się bogactwem asortymentu występującego w grobach wyposażenia. Jednocześnie znamienny jest brak broni na wyposażeniu grobowym. Przypisuje się to wpływom ludności gockiej. Zabytki z tego czasu są różnorodnej proweniencji poświadczając tym samym dalekosiężne kontakty Bałtów. Przede wszystkim rozwijał się intensywny handel z Rzymem, którego nienasycony apetyt na bałtycki bursztyn był powszechnie znany. Jednocześnie w przepięknych wyrobach z brązu widać znacznie szersze wpływy antycznego świata. Twórcami tej kultury byli zachodni bałtowie czyli Prusowie, najliczniej reprezentowani przez plemię Galindów,którzy wymieniani z nazwy już w źródłach rzymskich, trwali nieprzerwanie jako nacja aż do XII wieku, gdy ulegli podbojowi krzyżackiemu. Ostatni Prusowie żyli jeszcze w tym rejonie w XVII wieku, by w końcu ulec germanizacji bądź w niektórych rejonach slawizacji. Ranga odkrycia jest nie do przecenienia. Jest to najpewniej rozległe cmentarzysko zupełnie dotychczas nieznane. Kilka tego typu cmentarzysk rozkopano przed II wojną światową, ale materiały są najczęściej niepublikowane, rozproszone, a większość zabytków zaginęła. W muzeum w Kaliningradzie odnalazła się niewielka część tej kolekcji przechowywanej w Prussia Muzeum (materiały z cmentarzysk w Miętkiem, Tumianach i Leleszkach) Po wojnie systematycznie badane było tylko 2 cmentarzyska tego typu, Tumiany i Nowinka koło Elbląga. Część materiałów odnaleziono i udostępniono badaczom w Muzeum Prehistorycznym w Berlinie

Zabytki pieczołowicie skatalogowano, spakowano i podpisano oficjalny protokół przekazania ich przez poszukiwaczy. Umówiono się też na wizję lokalną na miejscu odkrycia.

Scenę opisuje Kamil:
W teren przyjechało naprawdę sporo osób : archeolodzy, dyrektorzy muzeów ,kierownictwo WKZ etc. Staraliśmy się określić zakres cmentarzyska i zaplanować wykopy oraz termin rozpoczęcia prac. Wszyscy odnosili się do nas naprawdę z wielkim szacunkiem i podziwem, naprawdę traktowali jak równych sobie jeśli chodzi o pasję ,cierpliwość i wiedzę. Prace w terenie rozpoczynamy prawdopodobnie w kwietniu ,myślę że potrwa to jakieś trzy lata ,już nie mogę się doczekać.

Oczywiście obu odkrywców zaproszono do wzięcia udziału w planowanych wykopaliskach, co ich niezmiernie ucieszyło. - Wiesz jaki jestem Van - Labcio uśmiecha się szelmowsko - dla mnie liczy się właśnie to: Galindia, cokolwiek dziś to znaczy. Ci goście mieli prawdziwy szacunek dla natury i wszystkiego co ich otaczało. Ja też czuje się dużo lepiej chodząc z wykrywką sam po lesie czy polach. Wolę towarzystwo zwierząt niż ludzi i myślę, że znalazłbym wspólny język z takimi Galindami. Móc chodzić po ich miejscach i jako pierwszy dotknąć czegoś po prawie dwóch tysiącach lat od zgubienia czy zakopania, to jest coś niesamowitego. - Skoro tak bardzo Prusowie są Ci bliscy, to nie przeszło Ci przez myśl żeby zachować sobie te przedmioty albo kopać dalej i wykopać je wszystkie? Z tego co powiedzieli mi archeolodzy, spodziewają się tam zastać potężne, nietknięte cmentarzysko i sądzą, że znalezione przez ciebie przedmioty to tylko czubek góry lodowej. - Szczerze? Nie, nie zastanawiałem się nad tym. Co ja bym z tym robił? Wpakował do szuflady i co jakiś czas wyciągał żeby się tym pobawić? Bez sensu. Tak jak nie rozumiem ludzi, którzy pchają takie coś na allegro. To nie są jakieś wielkie pieniądze a przecież później wrzuca się nas wszystkich do jednego garnka i nazywa złodziejami.

Odkrycie i sposób w jaki zostało dokonane oraz postawa poszukiwaczy, wzbudziła wśród archeologów ogólny podziw i szacunek.

Sami archeolodzy tak opisują dalsze losy odkrycia i całą sprawę:
Materiały zostaną przekazane, zgodnie z polityką WKZ (wojewódzkiego konserwatora zabytków), do najbliższego miejscu odkrycia muzeum. W tym przypadku będzie to Muzeum w Kętrzynie. WKZ przeznaczył także odpowiednie środki na przeprowadzenie badań rozpoznawczych i ratowniczych. Miejsce jest w chwili obecnej ugorem, co stwarza szansę na wszczęcie bez wielkich kłopotów, regularnych badań naukowych, których uwieńczeniem będzie publikacja monografii stanowiska. Przypuszczalnie zostanie odkryte od kilkudziesięciu do kilkuset grobów ciałopalnych z wyposażeniem. Życzeniem WKZ było, aby w badania zaangażować odkrywców stanowiska. Jeżeli zaś chodzi o współpracę, to w zasadzie można powiedzieć, że w tym przypadku od dłuższego czasu ona już istnieje. Obecnie trwają prace nad opracowaniem standardów, wniosków i pozwoleń, a także sposobu sporządzania sprawozdań. Przy okazji warto zaznaczyć, że jest to chyba precedensowe wydarzenie, ponieważ do tej pory żaden z eksploratorów pracujących z wykrywaczem metali nie zgłosił tego ani do WKZ, ani do Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Postawa znalazców jest godna naśladowania i bardzo liczymy na tego typu współpracę w przyszłości. Warto też podkreślić swoistą etykę tych ludzi, dobrze pojętego tzw. "patriotyzmu lokalnego", którzy chcieli po prostu, aby znalezisko i zabytki nie wyszły "w obce ręce". A jaka jest skala rabunku stanowisk archeologicznych w regionie, każdy śledzący fora internetowe doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Takie właśnie "precedensy" mogą spowodować stopniową zmianę prawa i obowiązujących w Polsce przepisów. Jak napisali wyżej archeolodzy, na szczeblu lokalnym już trwają pracę nad takimi zmianami i jest duża szansa, że wkrótce opracowane zostaną standardy pozwoleń i współpracy z poszukiwaczami. Odkrycie Labcia i Kamila znacznie przyspieszyło pracę nad tymi zmianami i dało impuls do dalszego działania w tym kierunku. Ogromna większość poszukiwaczy ma do czynienia z archeologią jedynie sporadycznie i nigdy świadomie nie naruszyłaby stanowiska archeologicznego. Część poszukiwaczy chciałaby uczestniczyć w badaniach archeologicznych, bądź mieć możliwość zgłaszania takich znalezisk, tak jak ma to miejsce w niektórych krajach Europy zachodniej. Przykład zachowania Labcia i Kamila na pewno zaowocuje zwiększonym zaufaniem do poszukiwaczy części środowiska archeologicznego, ale też powinien uświadomić poszukiwaczom, że między naszymi środowiskami nie stoi żaden wielki mur i że możemy razem pracować. Musimy pamiętać, że po tamtej stronie też są ludzie, którzy wiedzą, że poszukiwacze istnieją, nie znikną nagle i którzy potrafią docenić naszą pasję oraz miłość do przeszłości. Przy odrobinie dobrej woli możemy ich znaleźć i informować o naszych odkryciach, co z pewnością wszystkim przyniesie korzyści. A na następnej wspólnej konferencji poświęconej problemom poszukiwaczy i archeologów, już nie damy się zagłuszać argumentami o rabusiach i niszczycielach.

- I co teraz? Osiągnęliście sukces i co dalej? Czy chce Ci się jeszcze szukać po takim odkryciu?- pytam Labcia. - Czy chce mi się szukać? Żartujesz chyba? Jasne, że tak. Gdyby nie moja Ania nie schodziłbym w ogóle z pola - śmieje się - A tak na poważnie, słyszałeś o "Romowe"? - Masz na myśli święty gaj, najświętsze miejsce kultowe Prusów? - Właśnie - Labcio skinął głową - miejsce opisane w kronikach krzyżackich, ale nigdy nie odnalezione. Miałbyś ochotę spróbować je namierzyć? - Też pytanie. Kiedy ruszamy?



Dziękuję za pomoc w opracowaniu tego artykułu Panu Profesorowi A. Bursche oraz Doktorowi Arkadiuszowi Koperkiewiczowi.

P.S. Powyższe to obszerne fragmenty artykułu zamieszczonego w aktualnym numerze magazynu "Odkrywca"




Powrót do spisu treści.




Copyright © by Thesaurus News 2007.
All Rights reserved ®