|
"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W latach 60-tych wśród bogatych kręgów radzieckiej nomenklatury modne było zatrudniać nianię do wychowania dziecka. Nianiami były zazwyczaj samotne starsze kobiety po 60-tce, zręczne dające sobie radę z dziećmi i umiejące dobrze prowadzić dom. W jednym zabytkowym, niedużym mieście w rodzinie wysokiego naczelnika partyjnego taką właśnie nianię zatrudniono. Niania ta bardzo szczyciła się tym, że jeszcze do rewolucji pracowała jako guwernantka w bogatej kupieckiej rodzinie, gdzie niańczyła małoletnią córeczkę gospodarza. To dawało niani możliwość oświadczać dumnie "Ja nie byle kto, ja jestem guwernantką z miasta" i niezmiennie robiło wrażenie podczas kolejnych rozmów o przyjęciu do pracy. Pracodawcy obawiali się zatrudniać nianie które były dawniej kołchoźnicami. Jak one wychowają dziecko? Czego będą mogły je nauczyć? Ale jeżeli niania była "z miasta", to już zupełnie co innego.
Oprócz gotowania, prania i zajmowana się domem naczelnika, nasza niania wiele czasu spędzała z dzieckiem na świeżym powietrzu w pobliskim starym parku. Któregoś razu wróciła do domu ze spaceru, niezmiernie podekscytowana.
- Ja panią spotkałam!
- Jaką panią?
- No, córeczkę kupca Miasnikowa, którą ja do rewolucji wychowywałam!
Swoją wychowankę niania dobrze pamiętała. To właśnie tę "panią" spotkała na spacerze w parku. Pomimo upływu tylu lat, poznała ją od razu. Podeszła, przysiadła się na ławce. Zaczęli rozmowę. Ta, załamana, opowiedziała dawnej niani historię swojej rodziny. Tuż po rewolucji, ojca, kupca Miasnikowa, aresztowano. W nocy przed aresztowaniem cały rodzinny majątek, złoto i brylanty, zakopał w blaszanym pudełku od cukierków w ogrodzie na podwórzu domu. Kupca rozstrzelano, a resztę rodziny zesłano na Syberię. Po powrocie z zesłania , rodzina była zmuszona mieszkać w innym mieście w wynajętym mieszkaniu. W latach 60-tych w czasie "odwilży Chruszczowa", na początku amnestii i rehabilitacji niewinnie oskarżonych, pojawiła się możliwość przyjechać do rodzinnego miasta, by zobaczyć rodzinny dom i wykopać schowane rodzinne kosztowności. Lecz przez ten czas, przeszłość odeszła do lamusa, otoczenie znacznie się zmieniło. Córka kupca z trudem znalazła miejsce po rodzinnym domu. W tym miejscu stał kiedyś bogaty kupiecki dom z dużym ogrodem... Łzy pojawiły się w jej oczach. W miejscu pięknej kupieckiej willi stała szkoła z wypalanej cegły, a w miejscu ogrodu było duże, asfaltowe boisko. Uczniowie bawili się na nim grając w koszykówkę. Pozostawało tylko rozłożyć ręce. Co może zrobić niemłoda już kobieta przeciw warstwie asfaltu i drużynie koszykarzy? W zamyśleniu poszła do sąsiedniego parku, przysiadła na ławce aby się zastanowić. Było o czym myśleć - przy karczowaniu ogrodu i rozplanowaniu miejsca pod boisko skarb mógł być - znaleziony, zgnieciony, przesunięty spychaczem... Dokładnych zaś punktów orientacyjnych nie zostało w ogóle żadnych. Z tego zadumania wyrwała ją właśnie była guwernantka.
Historię tę, opowiedzianą przez nianię swojej gospodyni, usłyszałem jeszcze przed 30 laty. Chociaż w jej wiarygodność mało kto wierzył, w wielkiej tajemnicy, opowiadano ją tylko bliskim krewnym. Córki kupca już więcej nikt nigdy nie widział, dawno o niej zapomniano, ale historia pozostała. Skarb ze złotem i brylantami pod boiskiem pobudzał wyobraźnię. Po tym gdy w latach 90tych pojawiły się w sprzedaży w sprzedaży wykrywacze metali, wiele takich legend i podań stało się możliwymi do sprawdzenia. Tak więc w końcu przyjechaliśmy z wykrywaczem w te strony aby i tę sprawdzić. Od razu było jasne, że grubość asfaltu będzie obniżać efektywną głębokość wyszukiwania wykrywaczem. Cała nadzieja była w tym, że coś się zmieniło w zabudowie. Ale... Przez te trzydzieści lat nie zmieniło się nic. Na miejscu stały i szkoła i boisko i tarcze z koszami do koszykówki. Asfalt trochę popękał, lecz grubość jego z czasem, niestety, nie zmniejszyła się. Obraz był dość przygnębiający. Dodatkowo z wszystkich okien wytrzeszczali na nas oczy uczniowie. Coś nam mówiło, że nie mamy czego tu szukać. I chociaż przyjechaliśmy tam w konkretnym celu, nawet nie wyjęliśmy detektorów z samochodu. Wymieniwszy spojrzenia z kumplem, zrozumieliśmy się bez słów. Postanowiliśmy, że wrócimy, może kiedyś... , gdy teren będzie bardziej dostępny.
Upłynęło wiele lat. W ubiegłym roku, będąc w tych stronach, kupiłem książkę o historii tego miasta. Przekartkowałem ją. I zamarłem. Czytam jak w transie o historii domów....... "Na rogu ulicy Twierskoj stał dom kupców-rzeźników. W połowie lat siedemdziesiątych na jego podwórzu przypadkowo odkopano skarb składający się ze złotych monet i brylantowych precjozów. Dokąd odjechali i dlaczego nie wrócili gospodarze, teraz nie sposób się dowiedzieć..."
Więc w czasie historycznego spotkania kupieckiej córeczki i byłej guwernantki skarb jeszcze spokojnie leżał w ziemi! I znaleźli go dopiero po 10 latach.. Niedługo przed naszym przyjazdem z wykrywaczem metali. Sądząc po tym, że informacja o jego znalezieniu dostała się do książki, znaleźli go prawdopodobnie robotnicy w czasie jakichś prac ziemnych czy też budowlanych i przekazali państwu. Nic dziwnego, że nie chciało nam się szukać pod asfaltem. Intuicyjnie chyba przeczuwaliśmy, że nic tam nie ma i, że skarbem tam nie pachnie... Pocieszało nas tylko jedno, że ta historia nie okazała się tylko wymysłem starszej guwernantki. I w ogóle, jeszcze raz potwierdziło się, że przy bliższym sprawdzeniu okazuje się, iż wiele takich z pozoru niewiarygodnych historii opartych jest na prawdziwych faktach.
Powrót do spisu treści.