"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
- Howard Jennings

Tesoro Cibola - test
Andy Sabisch


Marka "Tesoro", od jej powstania ponad dwadzieścia lat temu, stała się synonimem lekkich, skutecznych, łatwych w użyciu i niedrogich wykrywaczy metalu. Nie zwracając uwagi na "gwizdki, dzwonki" i inne gadżety które można znaleźć w wielu innych detektorach a które nie przekładają się na sukces w terenie, rodzina Gifford i ich pracownicy skoncentrowali się na celu który wyznaczyli sobie w chwili powstania firmy, czyli na tworzeniu trwałych wykrywaczy o najwyższej jakości na które stać będzie wszystkich poszukiwaczy.

Przez rok używałem z dobrym skutkiem modelu Vaquero, które jest starszym bratem Ciboli oraz jej "ojca" Tejona, więc z ciekawością chciałem przetestować najnowszy wykrywacz ze stajni Tesoro. Cibola została zaprojektowana jako wykrywacz typu "włącz i szukaj" i ma wiele cech modeli Vaquero oraz Tejon. Jednak w odróżnieniu od tych wykrywaczy, Cibola ma ustawiony fabrycznie grunt, tak by działać optymalnie w większości sytuacji w których może się znaleźć poszukiwacz. Cecha ta czyni ten wykrywacz wyjątkowo prostym w obsłudze. Cibola ma tylko trzy pokrętła, cyngielek-przełącznik i przycisk do namierzania celu. Funkcje wykrywacza są podobne do wielu innych modeli ze stajni Tesoro. Przełącznik czułości spełnia podwójną rolę, gdyż włącza i wyłącza sprzęt oraz pozwala użytkownikowi kontolować moc sygnału wysyłanego z sondy. Pokrętło dyskryminacji pozwala na wyselekcjonowanie przedmiotów akceptowanych oraz odrzucanych. Jest też przełącznik częstotliwości, który pozwala na zmianę z 14.3 kHz na 14.5 kHz i 14.7 kHz, co jest bardzo pomocne gdy używa się Ciboli podczas wypadów w grupie, gdy inni poszukiwacze używają detektorów o zbliżonej częstotliwośći, lub na jednej z częstotliwości odczuwamy większe niż na innych zakłócenia elektro-magnetyczne. Przycisk "pinpoint" pozwala przełączać się do trybu all-metal z sygnałem wiodącym by móc precyzyjnie namierzać odkrywane cele.

Pinpoint działa na zasadzie VCO co sprawia, że w miarę zbliżania sondy do celu, zarówno poziom głośności jak i ton ulegają zwiększeniu. Cibola używa rozwiązań elektronicznych skonstruowanych do Tejona i Vaquero zwanej "technologią wysokiej wydajności" (High Output Technology) w skrócie H.O.T. Użyte rozwiązania zapewniają imponujący zasięg i zwiększoną czułość na wiele różnych rodzajów celów. Wszystko to mieści się w malutkiej puszce elektroniki co sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać co kryje się w tych wielkich puszkach z elektroniką, które można znaleźć na tak wielu innych sprzętach.. Zasilanie to jedna bateria 9cio Voltowa, która zapewni nam dwadzieścia godzin pracy na baterii alkalicznej.. Standardowe wejście "Jack" na słuchawki zlokalizowany jest z tyłu puszki z elektroniką i używanie słuchawek dodatkowo poprawi żywotność baterii, zapewniając jednocześnie, że nie ominiemy przypadkiem nawet najdrobniejszego sygnału. Superlekka i świetnie wyważona Cibola, może być używana przez cały dzień bez objawów zmęczenia, a co ważne - może być rozłożona się na trzy elementy i schowana do niewielkiej torby. Wykrywacz ten został wyposażony w koncentryczną sondę o wymiarach 9na8 cali o konstrukcji ażurowej, którą można bez problemu zanurzać w wodzie, przeszukując potoki lub płytkie miejsca na plażach.

Test w Terenie

Na szczęście na południowym wschodzie USA mieliśmy tego roku lekką zimę i pogoda była idealna na test terenowy... 16 stopni i podmokły grunt! Tak jak to robię z każdym testowanym wykrywaczem pierwszą rzeczą którą zrobiłem to krótki test powietrzny by sprawdzić jakie konkretne cele są odrzucane wraz ze zwiększeniem poziomu dyskryminacji a potem zabrałem Cibolę do swojego ogródka obserwując jak reaguje na znane mi cele. Nawet niewielkie przedmioty, takie jak spłonka z okresu wojny secesyjnej na 10ciu centymetrach, dawały wyraźny sygnał (z czym nie radziły sobie niektóre wykrywacze z wysokiej półki) więc miałem nadzieję na produktywny test. Pierwszym miejscem które wybrałem był lokalny park, gdzie znalazłem kiedyś kilka starych centów i sreberko z lat 40tych i który był wciąż w użyciu. Sądziłem więc,że znalezisk powinno być sporo mimo, iż park był regularnie przeczesywany przez lokalnych poszukiwaczy. Ponieważ w Ciboli nie da się manualnie ustawić gruntu, zdecydowałem się sprawdzić warunki przed rozpoczęciem poszukiwań. Trzymając sondę na wysokości pasa, nacisnąłem na przycisk PINPOINT , ustawiłem sygnał wiodący tak by słyszeć go w tle i opuściłem sondę do gruntu. Prawie nie było zmiany natężenia sygnału co wskazywało, że fabryczne ustawienie gruntu było bliskie optymalnemu na ten teren. Tego typu sprawdzenie warunków na różnych odwiedzanych miejscach jest niezwykle proste i jest rekomendowane. Teren który jest silnie zmineralizowany i gdzie sygnał wiodący zamilknie po opuszczeniu sondy do gruntu, może spowodować obniżenie sprawności detektora i gdy będziemy wiedzieli o tym zawczasu możemy zmienić nasz styl poszukiwań lub wybrać inne miejsce do eksploracji.

Zaczynając w pobliżu brzegu dużego jeziora w parku, ustawiłem DISC tuż poniżej "5c" a czułość na "10". Inaczej niż większość wykrywaczy z ustawionym gruntem fabrycznym, Cibola była praktycznie cicha, dając sygnał jedynie po napotkaniu celu, bez fałszywych "brzdęków" czy trzasków. Było tam sporo monet z różnych stopów, które dawały wyraźne sygnały niemożliwe do przeoczenia. Sztuczka której używam od lat podczas pracy z wykrywaczami bez wyświetlaczy polega na powolnym zwiększaniu dyskryminacji kciukiem (pokrętła idealnie się do tego nadają) i sprawdzanie w którym miejscu sygnał zaczyna się "rozpadać" lub zanikać. Bazując na teście który przeprowadziłem zanim wyruszyłem w teren odkryłem, że mogę zidentyfikować cel z dużą dokładnością bez wskazań na wyświetlaczu lub zmiany tonu. Sygnały w trybie PINPOINT zmieniały natężenie w zależności od głębokości celu, co pozwoliło mi zebrać o nim dodatkowe informacje przed wykopaniem. Bardziej delikatny sygnał na brzegu jeziora okazał się być centem "pszenicznym" (Wheat cent) z 1944, który zalegał na 18stu centymetrach. Wkrótce znalazłem jeszcze dwa takie centy na podobnych głębokościach. Zacieśniając teren poszukiwań, dostałem solidny, pozytywny sygnał który nie znikał nawet po przesunięcia pokrętła DISC do maksymalnej pozycji (w prawo). Przełączenie do PINPOINT pokazało, że jest to kolejny głęboki cel, więc z nadzieją ustawiłem sondę nad środkiem celu i wyciąłem w trawie głęboką plombę. Po jej wyjęciu zobaczyłem leżącą na dnie dołka, pod kątem 45ciu stopniu, dziesięciocentówkę "Merkurego" (Mercury dime), którą szybko włożyłem do małego pojemniczka wypełnionego watą żeby nie porysować jej po drodze do domu. Niestety było to moje jedyne sreberko z parku, ale w sumie podczas testów znalazłem ponad 50 innych monet oraz kilka kluczy i innych drobiazgów.

Po drodze na kolejne miejsce w którym byłem poprzednio (ruiny datowane na wczesny wiek XIX), zatrzymałem się w jednym z najstarszych domów w mieście, gdzie otrzymałem pozwolenie na poszukiwania latem tego roku, ale gdzie nie kopałem bo grunt był wtedy zbyt twardy. Zapukałem do drzwi, przywitałem się i właściciel dał mi wolną rękę na poszukiwania na swoim terenie. Ziemia jest tam ciemna i gliniasta wiedziałem więc, że stare monety będą głęboko.

Sztuczka znana posiadaczom Tesoro którzy polują na te dobre, głębokie cele, nazywa się "Superstrojenie". Przez przesunięcie pokrętłą THRESHOLD (sygnał wiodący) w prawo, daleko za punkt w którym normalnie ustawilibyśmy ledwie słyszalny sygnał wiodący, zasięg oraz czułość ulegną zwiększeniu. Minusem tej techniki jest to, że w tym ustawieniu praktycznie nieużywalny staję się przycisk PINPOINT, gdyż po jego naciśnięciu usłyszymy jedynie bardzo głośny sygnał. Jednak w momencie gdy potrzebny jest nam ten dodatkowy zasięg do celu który normalnie pozostałby poza zasięgiem, superstrojenie jest dobrym i wypróbowanym sposobem.

Choć dom wyglądał idealnie na taki który zapewni masę znalezisk, sygnałów było niewiele. Wyciągnąłem jednak ładną dziesięciocentówkę "Barbera" (Barber dime) z 1902 z 23 centymetrów, 2 "indiańskie" (Indian head) pięciocentówki, kilka pszenicznych centów i trochę monet ze stopów. Wreszcie zdecydowałem się ruszyć do miejsca do którego miałem się udać oryginalnie, pożegnałem się z właścicielem i pokazałem mu swoje znaleziska. Niestety dopiero gdy skończyłem poszukiwania dowiedziałem się, że gospodarze nigdy nie mieli dzieci, co mogło tłumaczyć tak znikomą liczbę znalezisk w miejscu zamieszkiwanym przez nich od ponad czterdziestu lat.

Miejsce do którego przybyłem następnie, przyniosło mi wcześniej nieco monet i drobiazgów z XVIII i XIX wieku, miałem więc nadzieję, że Cibolą znajdę coś co mogło zostać pominięte. Obok dziury w ziemi prowadzącej do piwnicy leżało pełno dużych gwoździ, ponieważ jednak słyszałem, że Cibola świetnie sobie radzi wykrywając dobre cele pośród żelaza, co nie udaje się większości wykrywaczy, postanowiłem rozpocząć poszukiwania. Ustawiłem DISC na pozycję "iron", czułość na 9kę i chodząc wolno zacząłem badać teren w bezpośrednim sąsiedztwie piwnicy. Żelazo było łatwe do wychwycenia i dawało przerywane sygnały i charakterystyczne trzaski, co oszczędzało czasu gdyż nie musiałem się uganiać za kawałkiem zardzewiałego żelastwa które dawało dobry sygnał, jak to się dzieje w wielu innych wykrywaczach. Troszkę zajęło zanim znalazłem pierwszy pozytywny sygnał, używając techniki stopniowego zwiększania dyskryminacji, którą opisałem powyżej, by sprawdzić z jakim metalem mam do czynienia.

Sygnał zmienił się tuż powyżej oznaczenia TAB i okazał się być ołowianą kulą muszkietową doby kolonialnej. Dwie godziny metodycznych poszukiwań dały mi dwie kolejne kule muszkietowe, trzy proste, płaskie guziki i monetę, która była zbyt skorodowana by ją zidentyfikować. Żelazo udało się całkowicie wyeliminować i dobre cele były wyraźnie słyszalne pośród śmieci zalegających na tym terenie. Tuż przed zakończeniem testu, pożyczyłem Cibolę koledze z klubu poszukiwawczego, który od dawna używał wykrywaczy ze stajni Tesoro, aby zasiegnąć dodoatkowej opinii na temat jej możliwości. Poprosiłem by zabrał detektor w kilka miejsc gdzie prowadził już poszukiwania w przeszłości i porównał Cibolę z innymi sprzętami. Kolega spędził więc trochę czasu w pobliskim wiejskim kościółku, który był wielokrotnie przeszukiwany na przestrzeni lat. W nieco więcej niż godzinę znalazł kilka "zwykłych" monet plus trzy centy pszeniczne i srebrną dziesięcio-centówkę. Stwierdził, że "Cibola oferuje zadziwiające możliwości, jak na wykrywacz z pozoru typu włącz i szukaj".

Podsumowanie

Dziś, gdy wiele wykrywaczy kosztuje więcej od używanego samochodu, Tesoro trzyma ceny na wodzy i przedstawia nam kolejny wykrywacz oferujący świetne możliwośći przy jednocześnie przystępnej cenie. W większości warunków terenowych, Cibola da użytkownikowi stabilną pracę o dużym zasięgu, zdolną do wykrywania nawet małych celów na godnych podziwu głębokościach. Jednak w gruncie wysoko-zmineralizowanym, Cibola będzie miała tendencje do utraty czułości z racji ustawionego fabrycznie gruntu. Jeśli więc regularnie przeszukujesz właśnie takie tereny, lepszą alternatywą z większym zasięgiem i stabilniejszą pracą może się okazać model Vaquero w którym grunt można dostroić manualnie. Mimo to Cibola jest dobrym wyborem do wielu różnych zastosowań a jej łatwość obsługi czyni ją idealną dla detektorystów rozpoczynających swą poszukiwawczą przygodę czy poszukiwaczy którzy wolą więcej szukać a mniej ustawiać lub jako wykrywacz zapasowy w twoim arsenale. Tesoro oferuje kilka dodatkowych sond do tego wykrywacza w wersji koncentrycznej oraz DD, od okrągłej snajperki 5.75" do eliptycznej sondy 12"x10".

Tłumaczenie i opracowanie Van Worden.
Zdjęcia: Denar



Powrót do spisu treści.




Copyright © by Thesaurus News 2007.
All Rights reserved ®