"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
- Howard Jennings

Wyprawa do Senegalu
Grzegorz Arkuszewski


Wyruszając w podroż do Afryki Zachodniej warto rozważyć wariant transportu z wykorzystaniem własnego środka lokomocji - najlepiej samochodu. Umożliwi on nie tylko swobodne poruszanie się po tej części Czarnego Lądu, ale także po bezpiecznym dotarciu na miejsce i korzystnej sprzedaży, pozwoli na zwrot kosztów związanych z całym wyjazdem. Dobrym miejscem do rozpoczęcia wyprawy może być np. Berlin. Można tam szybko, łatwo i sprawnie stać się właścicielem samochodu, który niekoniecznie musi być drogi i terenowy. Najlepiej wejść w posiadanie osobowego Mercedesa, który w zakresie swoich możliwości wydaje się być pojazdem tyle uniwersalnym, co magicznym. Nie bez znaczenia pozostaje fakt funkcjonowania tej marki auta jako symbolu wyznaczającego społeczny prestiż. Szczególnie silnie jest to widoczne u ciemnoskórych mieszkańców Afryki Zachodniej.

Po wykupieniu tablic rejestracyjnych i uregulowaniu formalności z niemieckimi urzędnikami, pozostaje tylko napełnić bak ropą i uruchomić rytmicznie terkoczący silnik. Zachodnioeuropejskie autostrady szybko przeniosą nas w okolice Gibraltaru, skąd już tylko krok do Afryki. Najlepszym rozwiązaniem jest prom płynący z Algeciras do hiszpańskiej enklawy w Afryce - Ceuty. Ubezpieczenie wykupione w Berlinie pozwoli na swobodny wjazd na teren Maroka.

Trudno sobie wyobrazić, że stąd właśnie Islam wyruszył na podbój Europy Zachodniej. Niemalże swobodny dostęp do narkotyków spowodował, że ten przepiękny kraj przypomina jeden wielki deptak. Co bardziej urokliwe miejsca koncentrują w sobie rzesze rozbawionych turystów oraz adorujących ich handlarzy haszyszem. Zainteresowani pozostałościami marokańskiej egzotyki od razu powinni udać się w rejon Atlasu. Można tam spotkać mniej zeuropeizowanych od Arabów Berberów...

Dla tych, którym sercom bliższa jest Czarna Afryka nie pozostaje nic innego jak wziąć kurs na Saharę Zachodnią. Po drodze, jadąc wzdłuż wybrzeża musimy zakotwiczyć w stolicy Maroka, Rabacie. Dwa dni zajmie nam załatwianie mauretańskiej wizy, z której uzyskaniem nie ma żadnych problemów. Zanim jednak znajdziemy się w pustynnej Mauretanii, czeka nas wizyta w Dakhli.

To, położone na wysokości Zwrotnika Raka, zachodnio - saharyjskie miasto, jest dla nas ważne z kilku powodów. Od rezydującej tu policji i wojska musimy uzyskać specjalne pozwolenie, które umożliwi dalsze kontynuowanie wyprawy. Do załatwienia tej formalności niezbędny będzie komplet zdjęć i trochę cierpliwości. Dalsza wędrówka odbywa się w specjalnym, wojskowym konwoju, do którego zapisujemy na dzień przed wyjazdem. Konwój, według marokańskich żołnierzy, ma nas uchronić na wypadek pojawienia się bojowników z niepodległościowego ruchu Polisario. Problem wydaje się istnieć tylko w umysłach Marokańczyków, natomiast rzeczywiste zagrożenie mogą stanowić pozostawione po działaniach wojennych pola minowe. Przekonują o tym rozrzucone szczątki pojazdów, które nieopatrznie zjechały z głównej drogi. Napotkamy także na wiele samochodowych wraków. To ofiary uszkodzonej miski olejowej, która nie wytrzymała bezpośredniego kontaktu z hamadą. Aby tego uniknąć należy zabezpieczyć ją grubą, stalową blachą. Na terenie Dakhli jest wiele warsztatów wykonujących tą tanią i nieskomplikowaną usługę. Zanim zameldujemy się w konwoju, musimy odwiedzić urząd celny. Marokańscy urzędnicy wystemplują z paszportu pieczątkę świadcząca o posiadaniu pojazdu. Z Dakhli w kierunku mauretańskiej granicy konwój wyrusza dwa razy w tygodniu. Zazwyczaj ma to miejsce we wtorki i piątki. Droga prawie natychmiast zamienia się w kamieniste bezdroża. Na noc konwój zatrzymuje się w wojskowym obozie. Poznajemy tam lepiej jego uczestników. Przeważają zawodowi handlarze samochodów. Nie brakuje młodych Europejczyków, którzy po sprzedaży samochodu do domu wrócą samolotem. Dla niektórych jest to dobry sposób na wakacje. Od nich dowiadujemy się za ile możemy sprzedać swój samochód, i w którym kraju najlepiej. Zachodnioafrykański rynek samochodowy wchłonie prawie wszystko. Granica marokańska - mauretańska to olbrzymia, piaszczysta wydma, z dwóch stron obsadzona przez graniczne posterunki. Mauretańscy celnicy chronią się przed rozżarzonym słońcem w dwóch namiotach rozstawionych bezpośrednio na piasku. Oprócz biurka, krzeseł i przyborów do pisania maja tylko kolorowe dywany. Poza krótkimi chwilami na pracę, leżą na nich całymi dniami. Czas umilają sobie parzeniem herbaty z liści świeżej mięty oraz słuchaniem pulsacyjnej, mauretańskiej muzyki. Ich powolne ruchy i senne spojrzenia wprowadzają do krainy, w której czas nie ma żadnego znaczenia. Nie należy się dziwić, gdy z ich strony padnie oferta kupna naszego pojazdu. W tej części świata kupcem może być każdy.

W przygranicznym Nouadibou warto zatrzymać się na jakiś czas. Jeżeli chcemy jechać dalej, musimy dobrze się do tego przygotować. Przed nami prawie pół tysiąca kilometrów piaszczystej pustyni. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej jest wynająć miejscowego przewodnika. Konieczne będą zapasy paliwa, wody i jedzenia. Nigdy nie wiadomo ile czasu spędzimy na pustyni. Najtrudniej przejechać przez ciągnące się po horyzont, piaszczyste wydmy. Końcowy, ok. 160 kilometrowy odcinek trasy pokonujemy jadąc plażą, którą Atlantyk cyklicznie uwalnia na czas odpływu. To jedyna droga do leżącej po drugiej stronie Sahary stolicy Mauretanii - Nouakchott.

Głównym celem naszej wyprawy jest jednak nie Mauretania , lecz Senegal. To najlepszy rynek zbytu dla jadących pustynnym szlakiem samochodów. Warto więc dojechać do Dakaru, gdzie najłatwiej o potencjalnych kupców. Cena pojazdu jest przedmiotem długich i skomplikowanych negocjacji, w trakcie których należy wykazać się daleko idącym instynktem handlowym. O atrakcyjności naszego auta może decydować nie rocznik czy przebieg, a kolor karoserii i skórzane fotele. Prościej jest sprzedać samochód handlarzowi lub skorzystać z usług miejscowego pośrednika. Potwierdzona przez policję umowa zobowiązuje kupującego do zapłacenia cła. Na jej podstawie Urząd Celny wykreśla z paszportu adnotację świadcząca o posiadaniu samochodu. Dopiero wtedy można zamienić kluczyki na gotówkę, którą najlepiej przyjąć w walucie wymienialnej. Można także zatankować i ruszyć do Mali, Republiki Bissau, lub pojechać dalej w kierunku Wybrzeża Kości Słoniowej...


Powrót do spisu treści.




Copyright © by Thesaurus News 2007.
All Rights reserved ®