"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
- Howard Jennings

Tajemnica januszewickich dzwonów
Weteryna, Jagoda_Szczecin


W Polsce, jak kraj długi i szeroki, każda wioska i miasteczko ma swoją ciekawą tajemnicę. Historie o wydarzeniach z przed lat, opowiadane przez pokolenia nadają pikanterii i działają na poszukiwaczy jak przysłowiowy lep na muchy. Takim miejscem jest też nieduża wieś w woj. świętokrzyskim- Januszewice w gminie Kluczewsko. Wydarzenia z przed ponad 150 lat zainteresowały opiekuna parafii w Januszewicach Księdza Mariana Janiczko. Dociekliwy ksiądz, opierając się na opowieściach miejscowych zaczął wertować stare rejestry i dokumenty, natrafiając w końcu na wzmiankę kościelnych Rejestrze Zaginionych Dóbr Kościelnych pod rokiem 1812r. opisującą utratę kościelnych dzwonów. A było to tak…

Pobliskie Kluczewsko przechodziło z rąk do rąk majętnych rodów. W 1561 r. znajdowało się w posiadaniu Jana Chocimskiego, sędziego opoczyńskiego i komornika granicznego sandomierskiego powiatu chęcińskiego. W drugiej połowie XVII w. właścicielem wsi został Zygmunt Tarta ze Szczekorzewic, a po jego śmierci włości przeszły na syna Jana Tarta. W XVIII w. właścicielem był biskup krakowski Feliks Paweł Turski, ostatni tytularny Książe Siewierski na biskupstwie krakowskim, który bardzo upodobał sobie Kluczewsko by tam odpoczywać.

Dworek w Kluczewsku często odwiedzał latem, nabierając sił do dalszej pracy. Zmarł on 31 marca 1800 r. w Krakowie, a majątek podarował swojemu bliskiemu krewnemu, dotychczasowemu zarządcy majątku Xaweremu Turskiemu. Wój Xawerego, to dość znana i barwna postać. Poseł Sejmu Wielkiego. Właściciel pałacu w Warszawie i rezydencję w Siewierzu i Krakowie.W majątku Kluczewsko gościli króla szwedzkiego Karola XII. Wieś pozostaje w rękach Turskich do 1879. Biskup Turski był bardzo pobożny. Niestety najbliższy kościół znajdował się dopiero w niedalekich Januszewicach.

Januszewicki kościół ma swoją historię już od 1314 r. gdy postawił go miejscowy dziedzic- Jan Pokosz. W 1695 r. Kazimierz Sadowski z Drogomierza, dziedzic Komornik i Rzewuszyc ufundował budowę nowego kościoła, który jednak nie był doskonały. Budowla nie była zbyt trwała. Z protokołu wizytacji kościoła w 1779 r. dowiadujemy się, że był on zbudowany na podstawie kwadratu " ze strony południowej, przy mniejszym chórze, jest kaplica murowana z kamienia , w której tak w ścianach jak i w sklepieniu znajdują się rozpadliny duże, z dachem bardzo złym, że ledwie nie bez dachu….." Zakrystia dobudowana była do strony północnej, a do nawy, od zachodu przylegała dzwonnica z trzema dzwonami.

Kluczewski dziedzic - Xawery Turski po rozmowie ze swym wujem, biskupem krakowskim postanowił wybudować nowy kościół bliżej, zaraz przy swoim majątku. W 1796r. dla realizacji tego projektu przybyli do Kluczewska, księża - nominaci arcybiskupa gnieźnieńskiego Ignacego Krasickiego. Ostatnim proboszczem Janiszewic , a zarazem "budowniczym" kościoła dla nowej parafii był Franciszek Salezy Wolski. Rozpoczęcie budowy nowego kościoła przypada na rok 1797, ale ze względu na kłopoty finansowe budowa zaczyna się wydłużać w czasie. Po ponad 15 latach budowy postanowiono oszczędzić na wyposażeniu. Podjęto decyzję o przejęciu wyposażenia z kościoła w Januszewicach .W 1812 r. wszystkie prace nabierają tempa. Nastał czas przeprowadzki. Właśnie te chwile miejscowa ludność zapamiętała najbardziej.

Na pierwszy rzut idą piękne dzwony. Każdy z imienia nazwany z ogromną dbałością na wóz układane i dość solidnie mocowany.Czeka ich przeprawa przez rzeką, która lubi kilka razy w roku zmienić swe koryto. Bród wskazują chłopi z Januszewic. Wszystko idzie gładko do momentu przeprawy. Nagle wóz pod swym ciężarem niczym jak w biblii o apokalipsie, co ksiądz na ołtarzu krzyczał, wraz z końmi otchłań rzeki wsysać je zaczęła. Młody woźnica, ten od nowego pana jedynie nie klęczał i modlił się w rozpaczy. Wskoczył z nożem do wody i odciął konie od wozu, który po zdrowaśce zniknął całkowicie pod wodą. Z nim zniknęły dzwony. Postanowiono odpuścić temat na kilka dni, nim rzeka zmniejszy swój nurt. Niestety dzwonów już nie znaleźli. Po kilku dniach przyjechano ponownie pod stary kościół by drobiazgi przewozić. Wrzucono duży krzyż pielgrzymi z figurką Jezuska. Lament przy tym był okropny.

Stare baby łkały, że to już koniec świata jak tak ich kościół parcelują i że już nikt ich w opiece mieć nie będzie. Tym razem okrężną drogą do nowego kościoła zwieźli. Ustawili na nowym miejscu i odetchnęli z ulgą. Nazajutrz raban się we wsi podniósł, że ktoś całe przywiezione sprzęty wraz z krzyżem ukradł. Przeszukali okolicę i okazało się, że wszystko s powrotem w starym kościele stoi. Znowu zwieźli wszystko na nowe miejsce, solidnie montując. Tym razem stawiając wartę, aby złodzieja złapać. I cud się stał. Rano, znowu wszystko na starym miejscu stało. Tym razem, po przywiezieniu kolejny raz do nowej siedziby sam Pan na warcie stanął. Cud kolejny. Rano znowu na starym miejscu stało. Pan odpuścił i nowe sprzęta i dzwony zakupił. Stary kościół przetrwał do dzisiaj, ze starym krzyżem, ale już dzwony same do niego nie wróciły.

W latach 70, nasz dzielny ksiądz poszukiwacz, zakupił nawet wykrywacz metali by po okolicy szukać śladów utopionej zguby. Na koniec swej służby duszpasterskiej w 1999 r. zwołał mieszkańców ze sprzętem i tam gdzie z pokolenia na pokolenie ludzie wskazywali miejsce zatopienia dzwonów rozpoczął poszukiwania.

W zakole starorzecza zjechali wszyscy i rozpoczęto kopanie. Wykrywacze z każdym metrem zaczynały coraz bardziej wariować. Pompy strażackie pompowały wodę z wykopu. Niestety nie przywiązano wagi do zabezpieczenia brzegów dołu, który był już bardzo głęboki i 8 metrowy wykop zapadł się wypełniając ponownie piachem i wodą. Wtedy sobie odpuszczono. Stary ksiądz wyjechał do domu spokojnej starości w Kielcach, a mieszkańcy szukają sposobu namierzenia i wydobycia dzwonów do dzisiaj.

Ta niesamowita historia czeka na swoje rozwiązanie, a mieszkańcy cały czas wierzą, że cud może się zdarzyć i tak jak powracały wszystkie przedmioty, co rano do starego kościoła, tak i zaginione dzwony kiedyś wrócą na swoje miejsce. Tylko by ten cud się ziścił potrzebna jest pomoc nas, doświadczonych i odważnych poszukiwaczy, którym przygoda nie jest obca. Największą radość sprawi poszukiwaczom odnalezienie i przekazanie dzwonów parafii. Bierzmy się, więc do roboty, niech przygoda nie każe na siebie długo czekać, zwłaszcza, że gmina zapewnia sprzęt ciężki i wszelką pomoc. Osoby chętne i dysponujące ,,głębokim'' sprzętem prosimy o kontakt z redakcją.

Przypisy

FELIKS TURSKI HERBU ROGALA (1726-1800)

Biskup chełmski, łucki i krakowski. Urodził się 14 stycznia 1726 r. w Czarnocinie w Wielkopolsce jako syn Mikołaja i Katarzyny Poleskiej herbu Poraj. Ojciec był dzierżawcą Klucza dóbr ziemskich w Czarnocinie. Pierwsze nauki Feliks pobierał u misjonarzy w Łowiczu, następnie rozpoczął studia w Rzymie i tu otrzymał promocję na doktora obojga praw. Po powrocie do kraju nadano mu kanonię gnieźnieńską i warszawską. Z ramienia kapituły gnieźnieńskiej kilkakrotnie posłował na sejmy. 24 stycznia 1765 r. Stanisław August mianował go biskupem chełmskim. Sakrę biskupią przyjął w Torczynie na Wołyniu z rąk biskupa łuckiego Antoniego Wołłowicza. W pięć lat później został biskupem łuckim. 2 czerwca 1790 r. król mianował go biskupem krakowskim. Na sesji Sejmu Czteroletniego w dniu 27 lipca 1789 r. zapadła decyzja o przejęciu dóbr fundacyjnych Kościoła krakowskiego wraz z księstwem siewierskim na rzecz skarbu państwa. Jego rządy w diecezji krakowskiej przypadły na najsmutniejszy okres dziejów Rzeczpospolitej - powstania kościuszkowskiego i dwóch ostatnich rozbiorów Polski. Ostatnim aktem działalności politycznej biskupa krakowskiego w wolnej Polsce było odczytanie królowi roty przysięgi na Konstytucję 3 Maja 1791 r. W 1792 roku wzywał księży i wiernych do modłów o zachowanie Ojczyzny, ale równocześnie opowiedział się po stronie targowicy. Podczas Insurekcji kościuszkowskiej kapituła katedralną przekazała Naczelnikowi 20 000 złp. na cele walki powstańczej. Gdy po wkroczeniu do Małopolski wojsk austriackich i pruskich wielu księży opuściło swoje placówki duszpasterskie, zaapelował do nich o powrót i podjęcie obowiązków pastoralnych. Po trzecim rozbiorze prawie cała diecezja znalazła się pod panowaniem austriackim. Zaborcza władza przystąpiła do zamykania i burzenia kościołów oraz znoszenia klasztorów. W 1797 r. zabrano karmelitom bosym klasztor św. Michała i zamieniono na więzienie. W 1798 r. przeniesiono bernardynki od św. Agnieszki na ulicę Poselską, a w kościele św. Katarzyny na Kazimierzu zrobiono skład wojskowy. Turski zmarł 31 marca 1800 r. jako ostatni książę siewierski. Został pochowany w katedrze wawelskiej. Po jego śmierci administratorem diecezji został sufragan Józef Olechowski. Z jego śmiercią kończyła się epoka politycznej świetności biskupstwa krakowskiego

Piotr Biliński

K. R. Prokop, Poczet biskupów krakowskich,

(dot. zdjęć lotniczych) Rzeka Czarna, przepływająca pomiędzy parafiami Januszewice a Kluczewsko do dzisiaj zmienia swe koryto a płytkie wody powierzchniowe nie ułatwiają prac ziemnych.




Powrót do spisu treści.




Copyright © by Thesaurus News 2007.
All Rights reserved ®