"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
- Howard Jennings

HITLER BYŁ MIŁYM FACETEM
wywiad z Rochusem Mische, ochroniarzem Hitlera

wywiad przeprowadziła Ida Hattemer-Higgins


Urodził się w federacji Austro-Węgierskiej, na terenie dzisiejszej Austrii, w miejscowości Braunau am Inn, w rodzinie austriackiego urzędnika celnego. W edukacji nie odnosił sukcesów i nie przystąpił do matury. Jego pierwszą pasją stała się wówczas sztuka, zwłaszcza malarstwo, temat jaki najczęściej preferował to pejzaż górski, lub miejski, techniką jaką najczęściej się posługiwał była akwarela. W latach 1907 i 1908 czynił bezskuteczne wysiłki, aby studiować malarstwo w Wiedniu, utrzymując się ze sprzedaży malowanych przez siebie pocztówek i akwarel. Pracował przejściowo jako pomocnik murarza. Po dwukrotnie niezdanym egzaminie na studia opuścił Wiedeń. Na podstawie datowanych jego prac można wyciągać wnioski, iż po tych niepowodzeniach nadal podejmował próby powrotu do malarstwa, zanim został kanclerzem.


Jak zapamiętałeś śmierć Hitlera?
Gdy Hitler odebrał sobie życie, ja stałem na korytarzu. Akurat chciałem przejść do kancelarii na obiad (kancelaria rzeszy była połączona z bunkrem fuhrera podziemnym tunelem) i kolega właśnie mnie zmienił w centralce telefonicznej. Stałem, więc w korytarzu i zaglądałem do sąsiedniego pomieszczenia by spytać czy mam coś przynieść. Usłyszałem, że niczego nie potrzebują a ktoś inny, aha to był Linge lokaj Hitlera, powiedział do kogoś „myślę, że to już”. Usłyszał to. Ale oczywiście my się zawsze myliliśmy. W podziemnym bunkrze jakikolwiek głośny dźwięk słychać było jak wystrzał. Było tyle napięcia. Czekaliśmy na to przez długie godziny. Ale wciąż nie byliśmy pewni. Ponieważ oczywiście zawsze mógł zdarzyć się cud. Tym cudem byłaby Anglia. Gdyby Anglia powiedziała, że to nie Hitler jest naszym głównym wrogiem tylko raczej Bolszewizm, to mogliby ominąć Berlin i pogonić ich aż do Moskwy. Sam Churchill powiedział później, „zarżnęliśmy niewłaściwą świnię”.

A gdy zorientowałeś się, że Hitler nie żyje?
Najpierw była idealna cisza. Czekaliśmy. Czekaliśmy może z 20 minut. Ale Linge był ciekaw. Ja byłem ciekaw. Wciąż nie pamiętam czy to Linge czy Günsche pierwszy otworzył drzwi do pokojów Hitlera, ale był to któryś z nich. Byłem naprawdę ciekawy i zrobiłem kilka kroków naprzód. Wtedy ktoś otworzył drugie drzwi, wciąż nie wiem kto to był, prawdopodobnie Linge. I wtedy właśnie zobaczyłem Hitlera półleżącego na krześle. Ewa (Braun) była na kozetce, ubrana. W ciemnej sukience i ta biała, biała skóra. Leżała. Powiedziałem im, „pobiegnę zameldować oficerowi dowodzącemu”. Odpowiedzieli mi rozgniewani, że mam zaraz wracać a ja na to, że “jasne ale jestem żołnierzem więc muszę wykonać rozkaz”. Pobiegłem tunelem do kancelarii Rzeszy ale miałem jakieś dziwne uczucia, trochę strachu i niepewności, więc zawróciłem. Kiedy dotarłem na miejsce mieli już Hitlera na podłodze. Widziałem jak zawijają go w koc. Potem go wynieśli i wtedy poszedłem zameldować o wszystkim oficerowi. Nieco później jeden z moich towarzyszy powiedział mi, jeśli chcesz to wyjdź na zewnątrz, palą szefa.” Wiesz, tak jak zaplanowano. Powiedziałem mu, że ja nie wyjdę i niech sam wychodzi jeśli chce. Odpowiedział mi, że nie wychodzi i że zamierza się stąd wydostać. Ani on ani ja nie poszliśmy na kremmację.

Pamiętasz swoje odczucia gdy się dowiedziałeś, że Hitler nie żyje?
Oczekiwaliśmy tego. Nie była to żadna niespodzianka. W tym czasie żylismy już jakby w innym świecie. Mieliśmy tyle różnych emocji, strach, nadzieję – nie jestem w stanie tego opisać. Oswoiliśmy się z myślą o końcu. Byliśmy jak pijani. Mówiąc szczerze mieliśmy to w końcu gdzieś. Wtedy już nic się tak naprawdę nie liczyło. Jeden gość mnie wtedy spytał czy martwię się o przyszłość. „Może nas zastrzelą?” odparłem. ,”Czemu mieliby nas zastrzelić?” Odpowiedział mi zdziwiony, ale dodał “był tu szef Gestapo. On tu nigdy nie przychodził. Po co przyszedł? Może zastrzelą wszystkich świadków, każdego, kto wie, że szef nie żyje?” I wiesz faktycznie kogoś zastrzelili. Podczas palenia zwłok znikąd nagle pojawiło się dwóch cywilów. Była tam ściana – po drugiej stronie było ministerstwo spraw zagranicznych – i ludzie przyłazili z miasta, uciekając przed Rosjanami. Tych cywilów zastrzeliło Gestapo. Za dużo widzieli. A potem okazało się, że to była para Polaków.

Polaków?
Tak, sprawdzono im papiery. Byli Polakami i próbowali uciec. Nie mam pojęcia jak się tam dostali. Czy to prawdopodobne, że byli to Polacy? No mieli dokumenty, paszporty. Powiedział mi o tym jeden z kolegów z oddziału policyjnego. Wiem, że to dziwne ale to byli Polacy.

Chciałabym spytać o przedstawienie wydarzeń w filmie. Czy oglądałeś film „Upadek”?
O tak, widziałem go (śmieje się głośno). Dramatyczna operetka. To wszystko zamerykanizowane. Wszystkie te krzyki i warzaski. Wcale tak nie było tam na dole w bunkrze. Prawda jest taka, że to był bunkier śmierci. Każdy mówił szeptem. Ta scena z krzykiem nigdy nie miała miejsca.

Hitler nigdy nie krzyczał?
Przynajmniej wtedy, gdy na dole byli generałowie i dyskutowano o sprawach wojskowych, to wszyscy byli bardzo spokojni. To tylko film i traktuje sprawy bardzo luźno. To nie jest dokument.

Cofnijmy się trochę w czasie. Jak rozpocząłeś swoją pracę jako ochroniarz Hitlera?
Byłem sierotą. Moi rodzice umarli gdy byłem bardzo mały. Byłem ostatnim synem, ostatnim z rodziny, więc nie puszczono by mnie na front tylko raczej gdzieś za biurko albo dano jakąś bezpieczną funkcję. Ale i tak jak już mnie powołano zostałem poważnie ranny. Postrzelono mnie w klatkę piersiową, podczas nieudanej misji dyplomatycznej w Polsce. Długo przechodziłem rekonwalescencję a potem zadzwoniono z kancelarii Rzeszy. Potrzebowali kogoś młodego. W kwaterze głównej.

Masz jakieś szczególne wspomnienia ze swojego czasu spędzonego z Hitlerem?
Hitler był dla mnie zawsze kimś całkowicie normalnym. Rozmawiał ze mną zupełnie normalnie. Spędziłem przy jego boku pięć lat. Znałem go wyłącznie jako dobrego szefa. Można było z nim normalnie rozmawiać i był z nas zawsze zadowolony.

Co myślisz o ostatnich wydarzeniach w Niemczech, gdzie z jednej strony próbuje się jakoś pogodzić z wydarzeniami Holokaustu a z drugiej mamy do czynienia z rosnącym neo-nazizmem?
Tuż obok bunkra stawiają potężny pomnik (chodzi o memoriał poświęcony europejskim Żydom, którzy zginęli w Holokauście i składający się z 2700 betonowych płyt, zaprojektowany prze Petera Eisenmana i otwarty w maju 2005). Pozwalają na postawienie ponad dwóch tysięcy kawałków betonu. Ale ja się pytam, co by było gdybyśmy tam za rogiem postawili sześć takich płyt? Tylko sześć. Dzieci Gőbbelsa zostały zamordowane, zabite, świadomie zamordowane. Czy te dzieci nie mogłyby być jakoś uczczone? Teraz to już im nie pomoże, ale jakoś możemy je uhonorować, zaznaczyć jakoś, że tu zamordowano sześcioro dzieci. Dwa tysiące siedemset może być uhonoroanych, ale sześcioro już nie?

Morderstwo tych dzieci było czymś strasznym, ale za każdego z nich zginął million Żydów i to zupełnie bez powodu, nie mówiąc o innych, którzy zginęli z rąk nazistów.
Tak może być ale skoro Hitler rzeczywiście robił te straszne rzeczy jakie ludzie mu teraz przypisują, to czy mógłby być naszym Führerem? Jak to było możliwe? Jak mogliśmy o tym wszystkim nie wiedzieć – my z najbliższego kręgu Hitlera – przecież zawsze atam byliśmy, dzień i noc. Widzieliśmy go w pidżamie. Otrzymywaliśmy meldunki i przynosiliśmy mu je do czytania. Nigdy nie było nic na ten temat. Tak, to się wydarzyło, ale nie mogę sobie tego wyobrazić. Nie mogę sobie wyobrazić Hitlera jako mordercy. To po prostu niemożliwe. Hitler to był miły facet. Bardzo przyjacielski. Gdybym go dzis spotkał to bym zapytał “Mein Führer, nie znałem pana aż tak dobrze. Przez pięć lat patrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechaliśmy sie do siebie.. A te wszystkie rzeczy, o których tyle napisano, skąd to się wszystko wzięło? Nigdy nie znałem pana takiego, mein Führer.

Rochus Misch (ur. 29 lipca 1917 w Starych Siołkowicach, niem. Alt Schalkowitz) – Oberscharführer (sierżant) w SS, inżynier, współpracownik i pomocnik Adolfa Hitlera w czasie II wojny światowej. Ojciec zmarł 2 godziny przed urodzeniem chłopca. Matka zmarła, gdy R. Misch miał 2,5 roku. Odtąd wychowywali go dziadkowie. W 1937 r. wstąpił do Verfügungstruppe, jednostki, która z założenia przeznaczona była dla Hitlera. Misch odbył w niej czteroletnią służbę wojskową, co miało mu zapewnić stanowisko w sektorze publicznym. Po wybuchu II wojny światowej został ranny podczas oblężenia Modlina w czasie kampanii wrześniowej. Kula przeszła dwa centymetry od jego serca trafiając w płuco. W kwietniu 1940 r. został powołany do SSBegleitkommando (gwardii Hitlera). Wówczas został jednym z najbliższych współpracowników i pomocników führera, służąc mu za ochroniarza, operatora centrali telefonicznej i kuriera. 30 kwietnia 1945, wraz z Adolfem Hitlerem znajdował się w głównym bunkrze w Berlinie, gdzie ukrywał się przywódca III Rzeszy. 2 maja poddał się Armii Czerwonej, która zdobyła stolicę Niemiec. Został wzięty do niewoli sowieckiej, w której przebywał do roku 1954 jako jeniec obozu pracy. Nadal żyje i jest ostatnim żyjącym świadkiem (po śmierci Otto Günschego w 2003 r.) ostatnich dni w bunkrze Hitlera pod Kancelarią Rzeszy, a zwłaszcza śmierci Hitlera i Goebbelsa. Mieszka w Berlinie.











Rochus Misch, urodzony w 1917 w Opolu na Śląsku, był osobistym ochroniarzem, kurierem i operatorem telefonicznym Hitlera od 1940 do 1945








Powrót do spisu treści.




Copyright © by Thesaurus News 2007.
All Rights reserved ®