|
"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Niemieckie bronie odwetowe, mimo że opracowywane całkowicie od siebie niezależnie przez ośrodki
wręcz ze sobą konkurujące, uzyskały wspólną nazwę "Vergeltungswaffen": V-1, V-2 oraz V-3. Istnieją
pogłoski z pogranicza fantastyki, że opracowywano też inne bronie o kolejnych numerach, jednak w tym
artykule opisane zostały te, których istnienie zostało wiarygodnie udokumentowane
Przeciwlotnicze pociski
zbliżeniowe to pociski, które
rażą cele powietrzne nie tylko
przez bezpośrednie trafienie w
cel, ale również w wyniku
detonacji pocisku w jego
pobliżu. Definicja ta nie
dotyczy sposobu
naprowadzania pocisku na cel.
Detonacja pocisku może
nastąpić w wyniku :
* ręcznego nastawu czasu
zadziałania zapalnika;
* automatycznego wybuchu
pocisku w wyniku wydania
komendy do detonacji przez
naziemny radar śledzący, na
podstawie odległości
zmierzonej pomiędzy
pociskiem a celem;
* wybuchu pocisku w wyniku
zadziałania zapalnika na
podstawie pomiarów przez
radiozapalnik pocisku
pewnych fizycznych
parametrów celu (skutecznej
powierzchni odbicia,
magnetyzmu własnego czy tez
fali akustycznej).Bomba latająca V-1 (Fieseler Fi.103 lub Flakzielgerat FZG.76)
Bezzałogowy samolot o napędzie odrzutowym i
stosunkowo prostej konstrukcji opracowany przez
zakłady Fieseler'a z udziałem Luftwaffe. Bomba V-1
wystrzeliwana była ze
specjalnych ramp gdzie na etapie
rozbiegu dostawała dodatkowy napęd
(najczęściej była to skumulowana para
wytworzona przez generator). Prosty
mechanizm żyroskopowy połączony z kompasem
kierował bombę na cel, specjalny mechanizm
połączony zukładem mierzącym odległość w
odpowiednim momencie wprowadzał pocisk w lot
nurkujący i odcinał dopływ paliwa. Pocisk rozwijał
prędkość około 600km/godz. a więc z trudem mógł
być doścignięty przez alianckie myśliwce, takie osiągi
zapewniał nowatorki silnik odrzutowy Argus'a na
paliwo płynne - charakterystyczny odgłos pracy
pochodził z cyklicznego spalania mieszanki
niskooktanowego paliwa przepompowywanej do
komory spalania (wtrysk mieszanki - zamknięcie
dopływu - spalanie i wyrzut gazów). Uwagę anglików
przyciągnęła wzmożona aktywność wroga przy
budowie instalacji przypominających stok narciarki
(nazywali je "ski-sites"). Analizując fotografie
rozpoznania lotniczego, okazało się że są to wyrzutnie
V-1, a naliczono blisko 100 takich budowli - każda z
nich ukierunkowana na cele w Anglii. Zarządzono
niezwłoczne bombardowanie tych obiektów. Naloty
przyniosły niewielki skutek, ale Niemcy zdali sobie
sprawę, że ich działania są zbyt oczywiste i od tej
pory "ski sites" służyły do odwrócenia uwagi od ich
nowego projektu budowy wyrzutni o znacznie
prostszej konstrukcji, która mogła być wzniesiona na
uprzednio przygotowanych
fundamentach
i gotowa do
działania wciągu 5 -
6 dni. Zamysłem
było zsynchronizowanie
ataku bombami
V-1 z inwazją
aliantów, której nadejście
przestało być
tajemnicą,
ataku bombami V-1 z inwazją aliantów,
której na-dejście przestało być tajemnicą,takie
uderzenie miało obniżyć morale nacierających wojsk.
Operacja "Overlord" rozpoczęła się - desant wojsk
sprzymierzonych 6.VI.1944 ("D-Day") wyprzedził
przygotowania Niemców, głównie za sprawą
bombardowań infrastruktury - dostawa nowych
wyrzutni na miejsce mocno się skomplikowała. 15
czerwca 1944r. pułkownik Wachtel zgłosił gotowość
55 katapult i natychmiast wydano rozkaz
zsynchronizowanego ostrzału i utrzymania go w
nocnych godzinach od 23:18 do 4:30.Do południa
następnego dnia wystrzelono 244 bomby, 45 z nich
rozbiło się przy starcie niszcząc przy tym 9 wyrzutni.
Jena z bomb spadła na francuską wioskę znajdującą
się na jej trasie przelotu zabijając 10 mieszkańców.
Obrona przeciwlotnicza Londynu okazała się
bezskuteczna, ponieważ zestrzelone V-1 spadały i tak
na tereny zamieszkałe. Gruntowna reorganizacja
obrony musiała zostać przeprowadzona i to bardzo
szybko. Już 19.VI. wzdłuż południowego wybrzeża
rozlokowanych było 412 ciężkich i 1,184 lekkich dział
przeciwlotniczych razem z 200 stanowiskami
rakietowymi oraz stale gotowymi do startu
myśliwcami przechwytującymi. Wielce pomocne
okazały się nowe amerykańskie systemy radarowe
SCR.584, które w połączeniu z nową amunicją dla
dział przeciwlotniczych (zapalniki zbliżeniowe)
znacznie podniosły skuteczność obrony. Rosnące
doświadczenie załogi stanowisk obronnych dobrze
oddają statystyki: pierwszy tydzień po reorganizacji -
skuteczność 17%, drugi - 24%, trzeci - 27%,
czwarty -40%, piąty - 55%, szósty - 60%, siódmy -
74%. Niepokojące wciąż były nadlatujące znad
Morza Północnego bomby V-1 odpalane w powietrzu
z samolotów, tutaj jedynym środkiem zaradczym były
wzmożone patrole przestrzeni powietrznej. Do 5.VII.
w wyniku ostrzału V-1 zginęło 2,500 londyńczyków.
Ofensywa aliantów w głąb kontynentu przyniosła
długo oczekiwane wytchnienie - ostatnia bomba V-1
wystrzelona z naziemnych instalacji terenów Francji
dotarła do Anglii 1.IX.1944 roku. W późniejszych
fazach działań wojennych Niemcy wykorzystywali
jeszcze V-1do ostrzału celów w Belgii i Holandii. Do
Anglii dolatywały V-1 wystrzeliwane z samolotów
znad Morza Północnego oraz trzech katapult w
zachodniej Holandii. Nie był to koniec zmartwień
Londyńczyków, już wkrótce ich kruchy spokój miał
być zburzony przez jeszcze groźniejszą broń, przeciw
której nie było skutecznej obrony przeciwlotniczej.
10,492 bomby latające zostały wystrzelone w
warunkach bojowych, 2,492 spadły na Londyn.
Bomby V-1 odebrały życie 6,000 osób.
wojennych Peenemünde
otrzymało priorytet w
uzyskiwaniu wielkich kredytów.
Pięć tygodni później, gdy
Polska skapitulowała Hitler
polecił ograniczyć kredyty,
ponieważ zwycięstwo nad
Polską utwierdziło go w
przekonaniu, że w tej wojnie i
tak już nie potrzebne mu będą
rakiety. Gdy w 1940 r. padła
Francja, Peenemünde
skreślono w ogóle z listy
zakładów priorytetowych.
Dopiero po zakończonej
niepowodzeniem „bitwie o
Anglię”, Hitler znowu
przypomniał sobie o projekcie
A-4. W cztery miesiące później
rozwojowi rakiet przyznano
najwyższy wówczas w
Niemczech stopień priorytetu
– (SS).Rakieta V-2 (Aggregat 4)
Po przegranej pierwszej wojnie światowej Niemcy
zostały obłożone licznymi sankcjami ograniczającymi
ich możliwości zbrojenia się, jednak żaden z zakazów
nie obejmował broni rakietowej, z czego też
skrupulatnie skorzystali. W 1930r. niemiecka armia
powołała specjalny oddział który miał zajmować się
rozwojem broni rakietowej - na jego czele stanął 35-
letni kapitan Walter Dornberger. W 1932 roku
zatrudnił on do pracy badawczej młodego doktora
Wernhera von Brauna, który w ośrodku badawczym w
Kummersdorfie prowadził doświadczenia z silnikami
rakietowymi. Pierwszym efektem pracy jego zespołu
była 150-kilogramowa rakieta Aggregat 1 (A1),
jednak siła ciągu silnika była zbyt mała aby pozwolić
jej oderwać się od ziemi. Kolejny model - A2 - z
silnikiem o ciągu 1 tony poszybował na wysokość
ponad 2,000 metrów pod koniec 1934 roku.
Ogłuszający ryk silnika robił wrażenie na każdym, kto
był świadkiem pokazu, w efekcie projekt broni
rakietowej dostał wyższy priorytet i zaczęto szukać
bardziej dogodnego miejsca na kontynuację badań
które zyskały klauzulę najwyższej poufności. Wybór
padł na teren wyspy Uznam, w okolicy miejscowości
Peenemünde, tam też powstała kolejna wersja - A3.
Mimo że znacznie usprawniono ją w stosunku do
poprzedniego modelu wciąż nie spełniała oczekiwań
zwłaszcza jeśli chodzi o stabilność w pierwszej fazie
lotu. Prawdziwym przełomem stał się projekt A4 - ta
13-tonowa konstrukcja zdolna przenieść 1-tonową
głowicę bojową na odległość blisko 300km mogła
uderzyć z dokładnością 500metrów w azymucie i
1000metrów w odległości (praktyka pokazała że to
założenie było przesadzone). Paliwo stanowiła
mieszanka dwóch podstawowych składników:
ciekłego tlenu i alkoholu wtłaczanych przez pompy
wysokiej mocy napędzane gazami powstałymi w
wyniku gwałtownej reakcji chemicznej nadtlenku
azotu z nadmanganianem potasu do komory spalania,
ciekły tlen i nadtlenek azotu w ówczesnych czasach
były trudne do wytworzenia i bardzo kosztowne,
jednak wizja posiadania broni której nie da się
powstrzymać gdy już jest w powietrzu zapewniła jej
twórcom szczególną przychylność Hitlera. Prace nad
rakietą A4 (V-2) okazały się trudniejsze niż zakładano,
ciąg niepowodzeń, tysiące modyfikacji i setki
nieudanych prób tego dowodzą. 18 marca 1942
przeprowadzono pierwszą nieudaną próbę V-2 (rakieta
eksplodowała w czasie testu komory spalania). Druga
próba z 13 czerwca również zakończyła się fiaskiem,
lecz tym razem rakieta uniosła się na wysokość 5,000
metrów przekraczając przy tym prędkość dźwięku. W
chwilę po starcie silnik zamilkł a rakieta rozbiła się o
powierzchnię morza niecałe 2 kilometry od
stanowiska testowego. Pierwsza udana próba miała
miejsce 3 października 1942 roku - rakieta po udanym
starcie przeleciała 190 kilometrów i uderzyła w
powierzchnię morza 3,500 metrów od założonego
celu. Sukces ten nie oznaczał końca kłopotów, odsetek
udanych startów był porażająco niski, zawodziły
wszystkie elementy po kolei: elektronika, zawory,
rozszczelnianie przewodów z paliwem - wkrótce
ośrodek w Peenemünde usiany był kraterami po
nieudanych startach V-2. Wzmożona aktywność w
Peenemünde nie pozostała niezauważona w sztabie
aliantów, już wcześniej wiele przesłanek świadczyło o
tym, że Niemcy intensywnie pracują nad rozwojem
broni rakietowej. Nie czekając aż pierwsze rakiety
wejdą do masowej produkcji zarządzono bombardowanie
ośrodka badawczego. Zadanie nie było łatwe już teraz
na wyspie rozlokowane były baterie przeciwlotnicze i
ciągle je rozbudowywano; lotnictwo także
pozostawało w stałym pogotowiu - Niemcy
spodziewali się ataku. Bezpośredni nalot wiązałby się
z ciężkimi stratami, więc Alianci postanowili użyć
podstępu - na atak na Peenemünde składały się dwie
operacje: "Hydra" bombardowanie ściśle określonych
celów na wyspie oraz "Whitebait" pozorowany atak
bombowy na Berlin. Wieczorem 17 sierpnia 1943
roku,9 maszyn typu Mosquito przeleciało na wyspą
Uznam prowokując alarm przeciwlotniczy, jednak
bombardowanie nie nastąpiło - samoloty kierowały się
dalej na południe, na Berlin. Gdy tylko pierwszy
Mosquito pojawił się nad miastem artyleria
przeciwlotnicza rozpoczęła wściekły ostrzał, wszelkim
dyspozycyjnym jednostkom nakazano obronę stolicy
przed nalotem bombowym który nigdy nie nastąpił, w
ferworze ostrzału baterie przeciwlotnicze strzelały do
przybyłych na pomoc niemieckich myśliwców
przechwytujących ignorując ich sygnały świetlne - na
niebie nad Berlinem zapanował chaos. W tym czasie
rozpoczął się właściwy nalot bombowy na
Peenemünde, obrona przeciwlotnicza milczała uznając
że to kolejny fałszywy alarm. Z uwagi na "obronę"
Berlina, tylko nieliczne samoloty obrony
przeciwlotniczej dotarły na miejsce zadając aliantom
stosunkowo niewielkie straty. Tej nocy alianci stracili
41 maszyn w tym jeden Mosquito zestrzelony nad
Berlinem. Peenemünde przestało być bezpiecznym
miejscem do testów rakiet V-2. Wkrótce po
bombardowaniu, w Wilczym Szańcu Hitler'a podjęto
decyzję o przeniesieniu testów na teren poligonu SS
Heidelager a dokładniej do miejscowości Blizna
znajdującej się na jego terenie. Tutaj kontynuowano
próby, wciąż z bardzo małą skutecznością - do połowy
czerwca 1944 roku tylko 26 z 57 odpalonych rakiet
zdołało wystartować a tylko 4 spośród nich osiągnęło
cele w okolicach wsi Sarnaki - pozostałe
eksplodowały w powietrzu (liczby te podaje D.Irving,
jednak inne źródła, między innymi meldunki AK
pozwalają stwierdzić że odpaleń było ponad 200, z
czego jedynie mała część osiągnęła zamierzony cel).
Rozszczelnienie się zbiornika z paliwem pod
wpływem wibracji i ciepła uznano za przyczynę
powtarzających się eksplozji rakiet w powietrzu.
Pierwsze próby rakiet ze zmodyfikowanym
zbiornikiem paliwa zakończyły się sukcesem,
wyglądało na to że jeden z największychproblemów
technicznych został wyeliminowany. Należy także
wspomnieć że A4 była podstawą do testów nowego
typu rakiet powietrze-ziemia, tzw. "Wasserfall", jeden
z prototypów wyposażony w zaawansowany system
sterowania radiowego wystrzelony z Peenemünde
rozbił się w Szwecji 13.VI.1944. Wywołało to wielką
konsternację zarówno wśród aliantów jak i Niemców,
którzy zrezygnowali ze starań odzyskania wraku od
neutralnych Szwedów uznając że modyfikacje
dokonane w tym egzemplarzu mogą jedynie
naprowadzić alianckich naukowców próbujących
rozpracować broń V-2 na nieprawidłowy tok
rozumowania. 6.IX.1944 przystąpiono do pierwszej
próby użycia V-2 do ataku na Paryż który przeszedł w
ręce sprzymierzonych - obydwie rakiety nie zdołały
się jednak wznieść z wyrzutni. Pierwsza rakieta spadła
na londyńską dzielnicę Chiswick 8.IX. 1944 roku o
godz. 18:43 zabijając 7 i raniąc 17 mieszkańców.
Kilkanaście sekund później uderzyła druga. Radary
nie zaobserwowały nadlatujących rakiet, ale
charakterystyczny grzmot ponaddźwiękowego pocisku
słychać było w wielu częściach miasta. Wkrótce stało
się jasne że rakiety odpalane są z mobilnych
stanowisk nieopodal Hagi, około 320 kilometrów od
Londynu. Rozpoczął się wyścig z czasem, zajęcie
terenów z których mógł być prowadzony ostrzał nie
było łatwe, dlatego też obrona przed atakiem V-2
sprowadzała się do bombardowań wszelkich
transportów kolejowych zmierzających w okolice
Hagi. Ostatnie krwawe żniwo A4 zebrała 27.III.1945
trafiając w blok mieszkalny w Stepney zabijając 130
osób, ostatnia rakieta A4 w tej wojnie spadła na
przedmieścia Orpington tego samego dnia. W czasie
ofensywy V-2, 517 rakiet uderzyło w Londyn (537
poza nim, a 63 za linię brzegową), 1,265 spadło na
Antwerpię. W wyniku eksplozji V-2 życie straciło
2,700 osób.
1 – stery aerodynamiczne,
Działo V-3 (High-pressure-pump)
Działo dalekiego zasięgu o niekonwencjonalnej
konstrukcji to kolejny pomysł na ostrzał Londynu z
kontynentu. Głównym elementem konstrukcji działa
zwanego też pompą wysokiego ciśnienia była lufa o
długości ponad 120 metrów wzdłuż której, w
bocznych komorach rozmieszczano dodatkowe
ładunki wybuchowe detonowane w miarę
przemieszczania się pocisku wzdłuż głównego kanału
lufy. W ten sposób pocisk miał uzyskać wymaganą
prędkość wylotową. Opracowano wiele różnych
wersji pocisku o wadze od 78 do 127kg i długości od
182 do 325cm z 4 płetwami składanymi i 6 sztywnymi.
Jednak żaden z nich nie był w stanie polecieć dalej
niż 2/3 koniecznej odległości 153 kilometrów - tyle
dzieliło Mimoyecques od centrum Londynu. To
właśnie w Mimoyecques powstawał ogromny
kompleks drążonych w skale korytarzy i szybów wraz
ze stanowiskami na których miały być zamontowane
działa V-3 - cała budowa pochłonęła potężne ilości
betonu i była tak zaprojektowana aby być odporną na
bombardowania z powietrza. Dzień 6.VII.1944 roku
był dla Niemców niemiłą niespodzianką kiedy to do
zbombardowania kompleksu alianci użyli nowych 5,5
tonowych bomb burzących typu "Tallboy". Ukryci
przed nalotem w odziemnych korytarzach ludzie
wpadli w panikę czując wstrząsy powodowane
wybuchem tych gromnych bomb i obawiając się, że
ściany nie wytrzymają tak silnych wybuchów. Mimo
że tylko jeden szyb został bezpośrednio trafiony,
zaniechano dalszych prac. Obiekty w Mimoyecques
zostały zajęte przez aliantów wkrótce potem. Niejasna
sytuacja polityczna wywołała obawy anglików że
Francuzi mogą kiedyś użyć tych instalacji przeciwko
nim, stąd też decyzja o wysadzeniu ich w powietrze -
9 i14.V.1945 dokonano kolejnych prób z 10 i 25
tonami materiałów wybuchowych, druga z nich
zakończona sukcesem - podziemne korytarze zostały
odcięte od świata. V-3 nigdy nie została zainstalowana
w Mimoyecques, mimo że prace budowlane były na
ukończeniu. Ostatecznie skonstruowano dwa działa V-
3 o zasięgu poniżej 70km - jedno zabudowano na
lawecie kolejowej, drugie powstało na wzgórzu
Hermeskeil. Pod koniec grudnia 1944 użyto ich do
ostrzału celów w Antwerpii i Luksemburgu - obydwa
wysadzili w powietrze wycofujący się Niemcy.
Analizując poniesione przez Niemców istotne
koszty i faktyczną wartość taktyczną broni
odwetowych Hitlera można odnieść wrażenie, że
wiara w skuteczność cudownej broni oraz to, że może
ona odwrócić koleje wojny okazała się dla niego
zgubna, tym bardziej, że rozwój broni V prowadzony
był kosztem produkcji konwencjonalnego uzbrojenia -
samolotów, pojazdów opancerzonych itp.
Współpracownicy Adolfa Hitlera doskonale znali jego
słabość do odważnych, czasami wręcz absurdalnych
projektów - im bardziej abstrakcyjnie pomysł brzmiał
tym epiej, a jeśli do jego realizacji potrzeba było
wybudowania ogromnych betonowych struktur to jego
aprobata była niemalże pewna. Takie skłonności
umiejętnie wykorzystywali von Braun i Dornberger,
uzyskując przychylność naczelnego wodza do
realizacji swoich planów. Również alianci przecenili
rolę V-1 i V-2 w działaniach wojennych, szczególnie
że informacje uzyskane od wywiadowców lub z
zeznań jeńców okazały się mocno przesadzone (nieraz
mówili oni o rakietach ważących około 100 ton).
Operacja Crossbow (pod takim kryptonimem
podejmowano działania w walce z tajnymi broniami
Hitlera) także okazała się bardzo kosztowna - w
nalotach zginęło 2,900 lotników, a 450 maszyn nigdy
nie powróciło, zrzucono 122,133 tony bomb. U
schyłku wojny nasilił się wyścig obydwu sił
alianckich (które coraz więcej dzieliło niż jednoczyło)
do pozyskania jak najwięcej z dorobku niemieckiej
myśli technicznej - celami stały się wszelka
dokumentacja, narzędzia, oprzyrządowanie, a także ci
których wiedza i doświadczenie mogły okazać się
cenne. Wkrótce miała opaść "żelazna kurtyna",
rozpocząć się wyścig zbrojeń i o podbój przestrzeni
kosmicznej, a kto wystartuje do nich z lepszej pozycji
zależało także od tego jak wiele będzie w stanie
zagarnąć.
Piotr Puszkin
Powrót do spisu treści.