"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
- Howard Jennings

PRAWO GNOI POSZUKIWACZY
Robert Wit Wyrostkiewicz


- Jesteśmy najliczniejszą w Polsce grupą przestępczą -śmieje się Andrzej z Sulejówka, jeden z kilkudziesięciu tysięcy polskich poszukiwaczy skarbów, którzy z pomocą wykrywaczy metali przeszukują lasy i pola. - Prawo jest takie, że z wykrywaczem można spacerować, namierzać metalowe rzeczy w ziemi, ale bez pozwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków nie można kopać - mówi Maciek z Warszawy. A okazuje się, że po paru miesiącach hobbystycznych poszukiwań każdy może znaleźć stare monety, żołnierskie guziki, kobiece ozdoby i oczywiście pozostałości po wojnach -od naboi po orzełki z czapek.

Eksplorować, czyli po prostu szukać w ziemi można z dobrymi rezultatami na chybił-trafił, ponieważ niemal cala Polska stanowi jedną wielką mapę różnych wojen, szlaków czy pozostałości po dawnych wsiach i miastach. Większość poszukiwaczy to amatorzy-badacze historii, zwłaszcza tej lokalnej. Wiedzą, gdzie i czego szukają.

Mapy i gawędy
Dla mnie kluczowym źródłem informacji jest rozmowa z ludźmi, zwłaszcza ze starymi mieszkańcami miejscowości, w których zamierzam szukać - mówi Michał, poszukiwacz z Podlasia. - Rozmawiam i słyszę często takie zdania: „Panie, u mnie jak fundamenty kopały, to garnki znajdowały", „Tam kilka domów stało, ale za cara je wysiedlili", „Ojciec mówił, że pod tymi starymi dębami karabin zakopał. Znalazłby je ten pański sprzęt?". I czasami znajduję, opowiada Michał. - Każda wieś oprócz cennych wskazówek ma też swoje legendy i mity. Zawsze jakiś czołg jest zatopiony w bagnie, zawsze Żydzi zakopali gdzieś garnek złota i wszędzie rozbrajali się żołnierze mów i Maciek. Często ile osób. tyle wersji, ale każdy, kto szuka, wie, że nie należy lekceważyć rozmów z ludźmi. Poszukiwacze nie tylko dopytują ludzi o historię. Czytają książki historyczne, zwłaszcza pamiętniki. Obserwują też bacznie ukształtowanie terenu. - Kiedy jadę samochodem i widzę pole, a na jego środku rząd starych drzew w linii, już wiem, że najprawdopodobniej musiała tędy przebiegać jakaś droga -mówi Andrzej. Warto doszperać się starych map. Wtedy oprócz wsi i miast oraz prowadzących do nich dróg mamy zaznaczone kapliczki, wiatraki, młyny oraz to, co najciekawsze dla poszukiwaczy monet - karczmy - dodaje. Poszukiwacze jednym chórem argumentują, dlaczego teren przykarczmiany obfituje w monety. Szedł sobie szlachcic z kozakiem, wypijali kilka antałków miodu pitnego, potykali się lub ucinali drzemkę w obejściu, a srebrny dukat mógł z kieszeni wypaść puentuje śmiechem Maciek.

Przestępcy?
Teoretycznie polskie prawo daje możliwość amatorskich poszukiwań reliktów przeszłości. Takie pozwolenia wydawać mogą wojewódzcy konserwatorzy zabytków. - W praktyce konserwatorzy nie chcą o pozwoleniach słyszeć, a więc nie mogę małego dołka wykopać u chłopa na polu. które on orze, a więc sam tratuje ewentualne dobra narodowe. Jeśli używam wykrywacza, nie mogę kopać nawet na własnym podwórku - żali się Andrzej. Krytycznie do poszukiwaczy nastawiona jest część archeologów. O zdanie zapytałem znanego pisarza, Andrzeja Pilipiuka, archeologa z wykształcenia i kolekcjonera monet oraz meteorytów. - Kiedyś wymieniłem okno na plastikowe, nie zgłaszając tego w gminie jako remontu. Nie dość. że zostałem przestępcą, to jeszcze uzyskałem dofinansowanie przestępstwa przez rodzinę (działanie w zmowie...). Nasze prawo jest bzdurne. Tego nie neguję - mówi Pilipiuk, po czym dodaje: - Istnieje też zagrożenie ze strony nieuczciwych poszukiwaczy, będących zwykłymi złodziejami i hienami cmentarnymi. Potrzeba mądrego prawodawstwa. - Z Pilipiukiem zgadza się większość poszukiwaczy - stwierdza Maciek. Potrzeba mądrego prawodawstwa.

Angielski przykład
W Polsce prawo i policja wiedzą dobrze, że obywatel z wykrywaczem na kartoflisku i nieużytkach to zwykły bandzior, który próbuje ograbić dobra narodowe i rozkopać przykładowo słowiańskie kurhany. W województwie lubelskim był nawet spot w telewizji publicznej grany pod hasłem: ..Jeśli zobaczysz człowieka z wykrywaczem metalu w lesie, na polu lub łące, powiadom najbliższy posterunek policji". Gwoli wyjaśnienia: w idiotyzmie legislacyjnym nie jesteśmy osamotnieni. Podobne regulacje funkcjonują w Niemczech (ale tylko w niektórych landach). Pozytywnym przykładem jest za to Wielka Brytania, która umiejętnie wykorzystała pozytywną przecież pasję tysięcy Anglików i dzięki nim zapycha swoje muzea różnymi rarytasami. - Przykładem niech będzie choćby cała seria publikacji wydanych przez Muzeum Londyńskie, dotyczących różnych aspektów życia codziennego średniowiecznego domostwa, w tym zabawek dziecięcych, o których wcześniej mieliśmy jedynie bardzo skąpe informacje źródłowe. Wszystkie one powstały w oparciu o początkowo przypadkowe, a w późniejszej fazie już planowe znaleziska namierzone wykrywaczem metali - mówi Igor, mieszkający na stale w Anglii, i dodaje: - Innym przykładem jest znaleziona w ubiegłym roku rzymska moneta z wizerunkiem mało znanego galijskiego uzurpatora, Domicjana. Dzięki poszukiwaczom co najmniej podwojono liczbę cmentarzysk anglosaksońskich i odkryto wiele nieznanych dotąd typów monet celtyckich. Te ostatnie to także przykład z naszego podwórka, gdyż dzięki zgłoszeniom znalezisk przez poszukiwaczy podwoiła się w Polsce ilość monet celtyckich wybijanych lokalnie. W Anglii po prostu zezwolono na poszukiwania. Wystarczy, że człowiek otrzyma pozwolenie właściciela gruntu i że nie wchodzi świadomie na teren stanowiska archeologicznego. Ma jednak obowiązek zgłaszania znalezisk, a prawo ich pierwokupu zachowuje państwo. Tym sposobem British Muzeum po cenach rynkowych wchodzi w posiadanie nowych eksponatów, poszukiwacze mają motywację do „wykopek" i wszyscy są zadowoleni. W Polsce jest odwrotnie: znaleziska trafiają do schowka domowego i cieszą oko jedynie najbliższej rodziny lub wchodzą w obieg czarnorynkowy i najczęściej opuszczają granice kraju. A wystarczyłoby zalegalizować to, że ludzie pasjonują się historią i szukają pozostałości po minionych epokach. Niby mała rzecz...

Artykuł został opublikowany w nr9/2009 w Najwyższy Czas


Powrót do spisu treści.




Copyright © by Thesaurus News 2007.
All Rights reserved ®