|
"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Świątynie i miejsca kultu

Wiadomości na temat świętych miejsc Słowian
dostarcza nam od dziesięcioleci archeologia. Niestety
śladów tych jest bardzo mało ze względu na proces
chrystianizacyjny mający miejsce we wczesnym
średniowieczu. Aby skuteczne wyplenić pogaństwo ze
słowiańskich serc i umysłów, chrześcijańscy
misjonarze niszczyli kontyny, palili święte gaje, rąbali
drewniane posagi bóstw, rozbijali kamienne rzeźby.
Na miejscu dawnych świątyń najczęściej stawiano
kościoły. Były to działania destrukcyjne, lecz
skuteczne i dlatego nie powinniśmy obwiniać
misjonarzy za ich czyny. W tamtych czasach nikt nie
myślał kategoriami spuścizny kulturowej naszych
przodków, którą powinno się zachować dla przyszłych
pokoleń.
Generalnie Słowianie oddawali cześć bóstwom na
trzy sposoby: w kontynach, świętych gajach (lub
szczytach wzgórz) oraz składając ofiary posągom. Do
niedawna w archeologii panował pogląd, ze na terenie
Polski i czech nie stawiano świątyń, lecz dziś już
wiadomo, że tak nie było. W Polsce zachowały się
ślady dwóch kontyn pogańskich – w ostrowie
Lechickim oraz Płocku. Szczególnie ta druga jest
bardzo ciekawa, gdyż przedmioty znalezione na jej
terenie jednoznacznie potwierdzają fakt składania
przez Słowian ofiar z ludzi. Świątynia z Płocka
datowana jest na Xw. Zbudowano ją na szczycie
wzgórza z wielkich kamiennych głazów, na planie
koła. Pośrodku stał duży kamienny cokół, na którym
stał posąg nieznanego bóstwa. U jego podnóża płonęły
drewniane znicze, wśród których ułożono płyty ołtarza
ofiarnego. Na jednej z nich odnaleziono szkielet małej
dziewczynki i resztki maczugi, którą została zabita.
Ofiara miała prawdopodobnie charakter przebłagalny i
była czyniona w dużym pośpiechu. Naukowcy łączą
ten fakt z przybyciem w tym czasie pod bramy Płocka
wojsk Bolesława Chrobrego. Być może ofiara z
dziewczynki miała wyprosić u lokalnego bóstwa
zwycięstwo w walce? Tego już się prawdopodobnie
nigdy nie dowiemy.
Ciekawe są opisy miejsc, gdzie oddawano cześć
bogom pod gołym niebem. Oprócz opisanego już
przeze mnie świętego gaju Peruna, ślady takie odkryto
również na Błagowieszczańskiej Górze we Wszczyży
nad Desną. We wnętrzu dużego grodziska zbudowano
dwa drewniane domy, połączone ze sobą. Przed ich
wejściem znajdowało się duże półkole wyznaczone 10
drewnianymi słupami, przed którymi stawiano
gliniane naczynia z nieustaloną zawartością. W środku
tego półkola odkryto ślady ogniska. Prawdopodobnie
była to świątynia bogini Mokosz, gdyż na tym miejscu
zbudowano potem cerkiew pod wezwaniem
Bogurodzicy.
W Trzebiatowie na Pomorzu Zachodnim odkryto
„rowy tworzące dwa owalne kręgi, oddalone od siebie
o 65m., a wobec swej niewielkiej głębokości i
szerokości dające ochronę tylko symboliczną.
Pośrodku mniejszego owalu było tylko jedno
palenisko, wewnątrz większego mieściły się dwa oraz
trzy jamy słupowe, prawdopodobnie po posągach
wkopanych w ziemię. Paleniska są pozostałością ogni
ofiarnych, które, sądząc po znalezionych węgielkach,
płonęły także w rowach.” Podobny obiekt odkryto w
Peryni koło Nowogrodu Wielkiego. Ciekawy
kompleks świątyń znaleziono w 1957r. w skałach
kredowych koło wsi Besarabi w pobliżu Konstancy.
Oprócz wielu kontyn oraz katakumb znajdowało się
tam sześć miejsc kultu. Na ścianach odczytano
rysunki wyobrażające konie, osły, smoki oraz ludzi,
głównie wojowników, a także inskrypcje pisane
cyrylica o charakterze modlitewnym.
Jeden wspólny element łączy wszystkie odnalezione
miejsca kultu – place ofiarne znajdowały się w
bezpośredniej bliskości kowalskich kuźni. Można
przypuszczać, że kowale byli również kapłanami.
Przez wiele wieków na Rusi otaczano ich
szczególnym szacunkiem, gdyż oprócz podkuwania
koni zajmowali się również magią i lecznictwem.
Jeśli chodzi o posągi, najbardziej interesujące są
tzw. „kamienne baby”, które występowały tylko na
terenie Polski i Rusi. Do naszych czasów zachowało
się ich niestety niewiele – jedna stoi w Barcianach,
dwie w Bartoszycach, jedna w Łążynie pod Lubawą.
Ułatwiono je w reprezentacyjnych miejscach osady
lub na placach w pobliżu świętych gajów.
Przedstawiały kobiety w średnim wieku, ubrane w
długie szaty. Prawe ręce mają złożone na piersi, a lewe
na łonie. Ręce są nieproporcjonalnie szczupłe do
reszty ciała, a piersi małe. Na głowie nosiły coś w
rodzaju czepka. Niestety naukowcy nie są pewni, czy
kamienne baby były obiektami kultu, czy tylko
elementem dekoracyjnym.
Słowiańskie demony

Demonizm to wiara w istnienie tajemniczych istot
niematerialnych, żyjących w przyrodzie. W religijnej
hierarchii stoją niżej niż bóstwa, ale zakres ich
kompetencji też nie jest aż tak uniwersalny – zajmują
się gównie określoną dziedziną życia lub częścią
przyrody. Demonologia była szczególnie rozwinięta
wśród Słowian, co wynikało z ich bujnej wyobraźni i
warunków bytu. Przyroda przerażała Słowian, była dla
nich zagadką. Nie chcąc być samotnym w
nieodgadnionym świecie, wymyślili szereg demonów,
które jednocześnie uosabiały wszelkie
niebezpieczeństwa, na jakie narażony był człowiek ze
strony natury.
Demony były zarówno dobre, jak i złe, co uosabiało
manichejską stronę natury, w której nieustannie toczy
się walka między siłami Jasności i Ciemności.
Słowianie każdy element swojego życia, wszelkie
choroby, nieszczęścia, radości i sukcesy tłumaczyli
ingerencją i siłą sprawczą demonów. Ich opiece
powierzali pola, lasy, jeziora, inwentarz i całe rodziny.
Z wiarą w istoty niematerialne nierozłącznie
wiązały się obrzędy magiczne. Ich odprawianie miało
na celu bądź to odpędzenie złego demona lub nasłanie
go na wroga, bądź zaskarbienie sobie jego
przychylności. Szczególny wpływ miało to na ludowe
lecznictwo i czynności rolnicze. Do dziś dnia w wielu
wsiach i społecznościach wiejskich przetrwały
zabobony i zabiegi o czysto słowiańskim rodowodzie
(np. wypędzanie demonów za pomocą wody
świeconej, palenie świętych ziół itp.). Także w
baśniach i literaturze (Mickiewicz, Syrokomla,
Sapkowski) możemy odnaleźć silny wpływ
demonologii słowiańskiej na twórczość autora.
Liczba demonów występujących w mitologii
słowiańskiej jest tak duża, że ich opisanie
wykraczałoby mocno poza ramy tej pracy. Dlatego
wybrałem tylko te najbardziej popularne, dla
ułatwienia dzieląc je na cztery kategorie.
I. Demony przyrody
Jest to najliczniejsza grupa istot demonicznych,
które według Słowian zaludniały pola, łąki, rzeki,
jeziora, lasy. Część z nich posiadała dobre cechy i
pomagała ludziom, natomiast reszta działała na ich
niekorzyść. Na przykład Stukacz, Turosik czy
Błędnica uwielbiały mylić tropy wędrowcom i topić
ich w bagnach lub wyprowadzać w leśne gęstwiny i
tam pozostawiać na pastwę dzikich zwierząt. W tym
celu Stukacz zwabiał ludzi odgłosem stukotu, Turosik
pokazywał się myśliwym pod postacią tura, za którym
udawali się w pogoń, a Błędnica występowała jako
młoda kobieta, kusząca wędrowców. Z kolei Drzewice
(duchy opiekuńcze roślinności leśnej) czy Ludki były
życzliwe człowiekowi, sprowadzając go na dobra
drogą lub opiekując się nim podczas snu. To samo
czynił Leszyj – dobrotliwy dziad leśny. Wszystkim
leśnym demonom Słowianie składali żertwy (ofiary) z
jedzenia i napojów oraz części upolowanej zwierzyny,
by zapewnić sobie och przychylność.
Z kolei jeziora, rzeki i zbiorniki wodne były
siedliskami Wodnic, Nimf, Rusałek, Świtezianek,
Goplan, Wił czy też Samodiw. Działały zawsze na
niekorzyść człowieka, często doprowadzając do jego
śmierci. Ukazywały się przy świetle księżyca w
rozpuszczonych, długich włosach przyozdobionych
wodnym kwieciem. Wabiły młodzieńców w odmęty
jeziora, by potem ich topić. Plątały też sieci rybakom,
przewracały łodzie i straszyły ryby.
II. Demony powietrza
Najbardziej znanymi istotami z tej grupy były
Południce. Zamieszkiwały miedze między polami lub
też łany dojrzewających zbóż. Dlatego uaktywniały
się szczególnie podczas żniw, gdy ich siedziby były
zagrożone. Sprowadzały na pracujących w polu ludzi
udary słoneczne, dmuchały im w oczy kurzem i pyłem
utrudniając pracę. Oprócz Południc występowały
również demony burz, chmur czy deszczu, którym
składano ofiary.
III. Demony domowe
Działały zazwyczaj na korzyść ludzi, strzegąc
gospodarstwa i dobytku. Najczęściej zamieszkiwały
razem z człowiekiem i brały czynny udział w jego
życiu. Domowej i Hospodarek doglądały
gospodarstwa podczas nieobecności gospodarza,
Chochliki nadzorowały prace domowe, a Rod i
Rodzanica opiekowały się określonym rodem.
Pomagały też kobietom przy porodzie i doglądały
noworodka.
Słowianie nie zapominali o opiekuńczych istotach,
szczególnie podczas posiłku. Stawiali dla nich w kącie
izby (pokuciu) naczynia z jedzeniem. Stąd kąt izby
nabrał a czasem ważnego znaczenia ( w czasach
chrześcijańskich wieszano tam święte obrazy). Gdy
rodzina zapominała o posiłku dla demonów, potrafiły
się srogo zemścić – nocami mieszkańców nawiedzały
Nocnice, Wieszczyce i Latawice, wywołując
koszmary, szczególnie u dzieci.
IV. Demony cierpienia, śmierci i chorób
Grupa ta skupia najbardziej przerażające i groźne
dla człowieka demony. Przypisywano im pomór
bydła, choroby i śmierć ludzi, senne koszmary. Jędze,
Mary, Kikimoły, Strzygi czy Mamuny uosabiały
nocne zmory, znieczulicę na krzywdę innych, zejście
na złą drogę. Niektóre z nich wchodziły do izby
otoczone lodowatym powietrzem, przynosząc ze sobą
śmierć. Strasznie dodatkowo uprzykrzały konanie,
gdyż ukazywały umierającemu wszystkie złe rzeczy,
jakich w życiu dokonał. By ochronić się przed
działaniem demonów śmierci, Słowianie nosili przy
sobie amulety oraz składali specjalne ofiary
przebłagalne, zwane obiatami. Jako zabieg
profilaktyczny stosowano oczyszczanie ogniem i
dymem z ogniska.
Obyczaje i obrzędy
Życie osobiste każdego Słowianina wtłoczone było
w wąskie ramy podziału społecznego. Podstawową
komórką wspólnoty była patriarchalna rodzina, w
której o wszystkim decydował ojciec. Kilka rodzin
tworzyło połączony więzami krwi ród. U Słowian
południowych wynikał z tego obyczaj zadrugi
rodowej. Charakteryzowało się to kolektywnym
życiem całego rodu i wspólnotą dóbr. Natomiast u
wszystkich plemion występował element zemsty
rodowej. Jeśli członek danego rodu został w
jakikolwiek sposób pokrzywdzony przez członka
innego rodu, to pomiędzy obiema wspólnotami
nastawał okres wróżdy, czyli stanu wojny. Jednak, gdy
winowajca wykupił swoje przewinienia rody

przebaczały sobie i zapominały o nieporozumieniach.
Władza nad wspólnotą spoczywała w rękach
starosty. Wybierano go spośród najbardziej
doświadczonych i najstarszych ojców rodzin. Jednak
nie posiadał władzy absolutnej – o ważnych sprawach
decydował zwoływany wiec. Jego najważniejszą
funkcją było sprawowanie posługi religijnej oraz
sądowniczej.
Każdy element życia rodzinnego podporządkowany
był religii. Małżeństwo, narodziny dziecka, śmierć –
ze wszystkimi tymi sytuacjami związane były
konkretne obrzędy o charakterze sakralnym.
Słowiańskie małżeństwo miało dość specyficzny
charakter. W zasadzie stanowiło ekonomiczna umowę
miedzy dwoma rodzinami. „Żeni się tylko mężczyzna,
on dobiera sobie towarzyszkę życia, tzw. żeninę, nie
zawsze patrząc na jej zgodę. Kobieta musiała zgodzić
się na tego, którego wskazali jej rodzice albo tego,
który ją sobie upodobał.” Los takiej kobiety nie był
łatwy, a mógł się skończyć dla niej tragicznie: wśród
plemion słowiańskich istniał zwyczaj, iż po śmierci
męża żona musiała również umrzeć, aby usługiwać
mu w zaświatach: „Po pogrzebie każdego męża,
którego palono na stosie, obcinano głowę jego żonie i
w ten sposób dzieliła ona jego los po śmierci.” Jednak
dotyczyło głównie małżeństw poligamicznych, na
które mogli pozwolić sobie tylko bogacze i książęta.
Żona mogła też zostać przez męża oddalona z byle,
jakiego powodu. Wtedy nazywano ją poćpiegą.
Jednak ta osobliwa forma rozwodów znikła wraz z
pojawieniem się chrześcijaństwa.
Małżeństwo zawierano przez symboliczny akt
kupna, czyli wiano. Mężczyzna płacił rodzicom
dziewczyny określoną cenę za nią samą. Ceremonia
zawarcia związku małżeńskiego odbywała się w
obecności swatów. Po zmowinach, zwanych też
zrękowinami, w domu panny młodej urządzano ucztę,
na której głównym daniem był kołacz. Z jego
wypiekiem związane były specjalne pieśni i obrzędy
mające przynieść młodej parze szczęście. Uczta
rozpoczynała się od posagu – młodych sadzano na
wywróconej do góry włosem skórze wilka (symbol
płodności), a rodzina oznajmiała pannie młodej, co
dostała od nich na nowe gospodarstwo. Potem
następował moment oczepin – młodej rozplatano
warkocz i podcinano włosy, które wrzucano do
ogniska jako ofiarę dla duchów, które do tej pory
opiekowały się dziewczyną. Następnie wkładano na
jej głowę czepek – symbol mężatek. Cała uroczystość
przenosiła się w tym momencie do domu pana
młodego. Podczas drogi panna młoda musiała mieć
zasłoniętą twarz dla ochrony przez złymi demonami, a
dodatkowo orszak weselny odganiał je głośnymi
śpiewami.
Po przybyciu przed dom młodego rozpoczynały się
liczne obrzędy religijne. Moda parę obsypywano
ziarnem, co miało użyczyć im żywotności i
potomstwa. Po tym zabiegu zona musiała być
wniesiona przez męża do izby, gdyż nie mogła sama
przekroczyć progu. Zapobiegało to rozgniewaniu
domowych duchów, którym młoda musiała najpierw
złożyć ofiarę i uzyskać ich akceptację. Potem
rozpoczynał się chyba najbardziej oczekiwany przez
nowożeńców moment, czyli pokładziny i konsumpcja
związku małżeńskiego.
Wśród Słowian występował także sposób
zawierania małżeństw poprzez porwania, szczególnie
w noc Kupały, lecz był on rzadko praktykowany.
Najczęściej kończyło się to na wojnie między rodami
gdyż uprowadzona dziewczyna pozbawiana była w
ten sposób czci.
Szczególnie doniosłym momentem w życiu rodziny
były narodziny dziecka. Wierzono, ze płodność kobiet
zależy od opiekuńczych duchów domowych. Po
szczęśliwym połogu matka składała Rodzie i
Rodzanica obfitą ofiarę. Aby zabezpieczyć się przed
działaniem złych demonów, pozorowano sprzedaż
dziecka lub nazywano go fałszywym imieniem,
oszukując w ten sposób nieprzychylne duchy.
Szczególnie zwyczaj ten praktykowano przy
narodzinach syna, gdy przed domem wznoszono
okrzyk: „Całemu światu do wiadomości a dziecku na
zdrowie! Wilczyca porodziła wilka!” Urodzenie syna
podnosiło także rangę kobiety w rodzinie i
społeczeństwie – od tej pory była pełnoprawną zoną,
mogła zabierać głos w obecności gości itp. Każde
dziecko musiało zostać uznane przez ojca poprzez
podniesienie go na ręku i obrócenie w cztery strony
świata.
Dziecko pozostawało pod opieką matki do 7 roku
życia (u Rusinów do 3), po czym przechodziło pod
rządy ojca. Ten uroczysty moment zwano
postrzyżynami lub mianowinami. Wydawano
uroczystą ucztę, podczas której tradycyjnie składano
ofiary bóstwom i domowym duchom opiekuńczym.
Żertwa, czyli kapłan składający ofiarę, wygłaszał
przemówienie, w którym nadawał chłopcu imię i
publicznie je wymawiał. Od tego momentu cała
władza nad synem przechodziła w gestie ojca.
Dziewcząt ten zwyczaj nie dotyczył i dlatego
podlegały opiece matki aż do zamążpójścia.
Postrzyżyny praktykowano w Polsce jeszcze do
XVIIIw.
Najwięcej obrzędów o charakterze religijnym
związanych było z kultem zmarłych i ceremonią
pogrzebową. Słowianie wyznawali dualizm duszy i
ciała – żyła po śmierci jako autonomiczny byt. Stad
szeroko rozpowszechniony wśród wszystkich plemion
kult przodków.
Pierwotnie przodkowie występowali jako
niewidzialne istoty duchowe zamieszkujące dom wraz
z rodziną. Ingerowały w Zycie domowników, dlatego
kojarzono ich z opiekuńczymi duszkami. Stad w
każdej izbie, w centralnym miejscu, wyznaczano dla
nich specjalne miejsce, gdzie składano im ofiary z
jadła i napojów. Z czasem pogląd na temat duszy
ewoluował do twierdzenia, ze po śmierci ciało
przeobraża się w niematerialnego ducha i uchodzi w
zaświaty. W tym drugim życiu potrzebowała tego
samego, co każdy człowiek – pożywienia, broni,
ubrania, narzędzi. Gdyby którejś z tych rzeczy
zabrakło, dusza nie przyzwyczai się do nowej
egzystencji i będzie stale wracać do świata żywych,
niepokojąc ich.
Zmarłych palono na stosie, by dym uniósł dusze w
zaświaty. Moment ten poprzedzało wiele obrzędów.
Noc przed kremacja nazywano „głuchą nocą” i
spędzano ja czuwając przy zmarłym oraz tańcząc i
śpiewając, by umilić mu ostatnie chwile wśród
żywych. Następnego dnia w asyście płaczek zwłoki
były przenoszone na stos. Spopielone szczątki
wkładano bezpośrednio do jam grzebalnych lub
specjalnych glinianych urn, zwanych popielnicami.
Wraz z urna do jamy wkładano broń, ozdoby,
jedzenie. Często w miejscu pochówku stawiano głazy
lub sypano kurhany. Rzeczy należące do zmarłego
były nagrodami w konkursach zwanych tryzmami,
które rozgrywano podczas palenia zwłok.
Jesienią i zimą szczególnie pamiętano o duszach
zmarłych. Na grobach stawiano naczynia z kaszą i
miodem, urządzano wspominki, a na rozstajach dróg
palono ognie, aby zbłąkane dusze mogły się ogrzać.
Jeszcze w XIXw. Praktykowano obrzędy „dziadów”,
które miały pomóc zagubionym duszom w drodze w
zaświaty.
Słowianie opracowali swój własny system
obliczania czasu, oparty na cyklu zmian zachodzących
w przyrodzie i fazach księżyca. Nazwy miesięcy
miały scisły związek z pracami polowymi. Ważniejsze
święta związane były z kultem słońca i przyrody, a
później także ognia. Słowianie wierzyli w coroczną
reinkarnacje słońca, która miała następować 21
grudnia, podczas zimowego przesilenia.
Pod koniec grudnia obchodzono święto zwane
„godowymi świętami”. Trwało kilkanaście dni,
podczas których urządzano uczty z śpiewami i
wróżono na temat życia osobistego, szczęścia i
przeznaczenia.
Do dziś zachował się przekaz o ciekawej wróżbie:
domownicy ciskali o powałę potrawę z pszenicy,
maku i miodu; i więcej ziarnem pozostało na powale,
tym lepszy urodzaj czekał ich w roku następnym. Przy
stole zostawiano zawsze wolne miejsce dla duszy
przodka, który mógł odwiedzić domowników.
Po świętach godowych następowały jare
(wiosenne). Centralnym ich obchodem było topienie
kukły symbolizującej zimę, czyli znany do dziś obrzęd
topienia Marzanny. Ze świętem jarym związanych
było wiele czynności mających zapewnić płodność
ziemi. Jedna z nich było oblewanie się wodą, co
zapobiegało suszy na polach. Podobne rytuały
odprawiano, gdy susza jednak nadeszła – na pole
wyprowadzano nagą dziewicę, która polewano wodą.
Zwyczaj ten utrzymywał się jeszcze do XVw.
Inną czynnością było obdarowywanie się
barwionymi jajkami – symbolem odradzającego się
życia i siły witalnej. Młodzież chodziła także po
domach z zielonymi gałązkami, udekorowanymi
świecidełkami i kolorowymi wstążkami.
Na lato przypadało święto zwane Nocą Kupały (24
czerwca). W tym czasie czczono ogień – symbol
miłości i życia rodzinnego. Podczas palenia
rytualnych ognisk często dochodziło do łączenia się
młodych w pary, a nawet małżeństwa. Ogień
symbolizował także odradzającą się miłość,
oczyszczenie i chronił od chorób.
Jesień tradycyjnie stała pod znakiem bóstw
związanych z rolnictwem i pracami polowymi.
Obchodzono hucznie święto plonów, które dziś znamy
jako dożynki. Z ostatnich zżętych kłosów splatano
specjalne dożynkowe wieńce, zwane brodami lub
kozami. Składano ofiary rolniczym bóstwom:
Życieniowi, Sparyszowi, Bahaczowi. Tego ostatniego
wyobrażano sobie jako starego, zgrzybiałego
staruszka, który zachęcał żniwiarzy do pracy i zbiera
zgubione kłosy.
Jak wynika z powyższych opisów, bardzo wiele
słowiańskich zostało zaabsorbowanych przez
chrześcijaństwo i w praktycznie niezmienionej formie
przetrwało do naszych czasów. Świadczy to o dużej
atrakcyjności słowiańskich obrzędów. Niestety
większość ludzi jest nieświadoma, jaki rodowód mają
teraźniejsze zwyczaje. Religia i kultura Słowian nie
wzbudzają zainteresowania w społeczeństwie. Także
w szkołach zbyt mało czasu poświęca się na
przybliżenie młodzieży życia naszych przodków. O
wiele chętniej zajmujemy się dziejami Grecji, Rzymu
czy Egiptu. Konsekwencja tego jest mała ilość
publikacji na temat wierzeń, kultury i obyczajów
Słowian. Większość z nich to prace XIXw.
panslawistów lub chrześcijańskich misjonarzy, przez
co nie są one zbyt obiektywne. A szkoda, bo dzieje
naszych przodków to bardzo ciekawy i wdzięczny
temat do badań, gdyż wiele zostało jeszcze do
odkrycia i opisania. Miejmy nadzieję, że z czasem
zapanuje u nas moda na poszukiwanie
najdawniejszych korzeni. Zrozumienie życia i
obyczajów Słowian, naszych protoplastów, może
pomóc w lepszym zrozumieniu nas samych.
Piotr Lipski
Bibliografia:
Chcesz podyskutować ?
Wyrazić opinię na temat tego artylułu ?
Zapraszamy na forum
www.thesaurus.com.pl/forum/index.php?c=25
Powrót do spisu treści.