"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
- Howard Jennings

Wierzenia, obyczaje i mitologia dawnych Słowian
część.2
Piotr Lipski


Świątynie i miejsca kultu

Wiadomości na temat świętych miejsc Słowian dostarcza nam od dziesięcioleci archeologia. Niestety śladów tych jest bardzo mało ze względu na proces chrystianizacyjny mający miejsce we wczesnym średniowieczu. Aby skuteczne wyplenić pogaństwo ze słowiańskich serc i umysłów, chrześcijańscy misjonarze niszczyli kontyny, palili święte gaje, rąbali drewniane posagi bóstw, rozbijali kamienne rzeźby. Na miejscu dawnych świątyń najczęściej stawiano kościoły. Były to działania destrukcyjne, lecz skuteczne i dlatego nie powinniśmy obwiniać misjonarzy za ich czyny. W tamtych czasach nikt nie myślał kategoriami spuścizny kulturowej naszych przodków, którą powinno się zachować dla przyszłych pokoleń. Generalnie Słowianie oddawali cześć bóstwom na trzy sposoby: w kontynach, świętych gajach (lub szczytach wzgórz) oraz składając ofiary posągom. Do niedawna w archeologii panował pogląd, ze na terenie Polski i czech nie stawiano świątyń, lecz dziś już wiadomo, że tak nie było. W Polsce zachowały się ślady dwóch kontyn pogańskich – w ostrowie Lechickim oraz Płocku. Szczególnie ta druga jest bardzo ciekawa, gdyż przedmioty znalezione na jej terenie jednoznacznie potwierdzają fakt składania przez Słowian ofiar z ludzi. Świątynia z Płocka datowana jest na Xw. Zbudowano ją na szczycie wzgórza z wielkich kamiennych głazów, na planie koła. Pośrodku stał duży kamienny cokół, na którym stał posąg nieznanego bóstwa. U jego podnóża płonęły drewniane znicze, wśród których ułożono płyty ołtarza ofiarnego. Na jednej z nich odnaleziono szkielet małej dziewczynki i resztki maczugi, którą została zabita. Ofiara miała prawdopodobnie charakter przebłagalny i była czyniona w dużym pośpiechu. Naukowcy łączą ten fakt z przybyciem w tym czasie pod bramy Płocka wojsk Bolesława Chrobrego. Być może ofiara z dziewczynki miała wyprosić u lokalnego bóstwa zwycięstwo w walce? Tego już się prawdopodobnie nigdy nie dowiemy. Ciekawe są opisy miejsc, gdzie oddawano cześć bogom pod gołym niebem. Oprócz opisanego już przeze mnie świętego gaju Peruna, ślady takie odkryto również na Błagowieszczańskiej Górze we Wszczyży nad Desną. We wnętrzu dużego grodziska zbudowano dwa drewniane domy, połączone ze sobą. Przed ich wejściem znajdowało się duże półkole wyznaczone 10 drewnianymi słupami, przed którymi stawiano gliniane naczynia z nieustaloną zawartością. W środku tego półkola odkryto ślady ogniska. Prawdopodobnie była to świątynia bogini Mokosz, gdyż na tym miejscu zbudowano potem cerkiew pod wezwaniem Bogurodzicy. W Trzebiatowie na Pomorzu Zachodnim odkryto „rowy tworzące dwa owalne kręgi, oddalone od siebie o 65m., a wobec swej niewielkiej głębokości i szerokości dające ochronę tylko symboliczną. Pośrodku mniejszego owalu było tylko jedno palenisko, wewnątrz większego mieściły się dwa oraz trzy jamy słupowe, prawdopodobnie po posągach wkopanych w ziemię. Paleniska są pozostałością ogni ofiarnych, które, sądząc po znalezionych węgielkach, płonęły także w rowach.” Podobny obiekt odkryto w Peryni koło Nowogrodu Wielkiego. Ciekawy kompleks świątyń znaleziono w 1957r. w skałach kredowych koło wsi Besarabi w pobliżu Konstancy. Oprócz wielu kontyn oraz katakumb znajdowało się tam sześć miejsc kultu. Na ścianach odczytano rysunki wyobrażające konie, osły, smoki oraz ludzi, głównie wojowników, a także inskrypcje pisane cyrylica o charakterze modlitewnym. Jeden wspólny element łączy wszystkie odnalezione miejsca kultu – place ofiarne znajdowały się w bezpośredniej bliskości kowalskich kuźni. Można przypuszczać, że kowale byli również kapłanami. Przez wiele wieków na Rusi otaczano ich szczególnym szacunkiem, gdyż oprócz podkuwania koni zajmowali się również magią i lecznictwem. Jeśli chodzi o posągi, najbardziej interesujące są tzw. „kamienne baby”, które występowały tylko na terenie Polski i Rusi. Do naszych czasów zachowało się ich niestety niewiele – jedna stoi w Barcianach, dwie w Bartoszycach, jedna w Łążynie pod Lubawą. Ułatwiono je w reprezentacyjnych miejscach osady lub na placach w pobliżu świętych gajów. Przedstawiały kobiety w średnim wieku, ubrane w długie szaty. Prawe ręce mają złożone na piersi, a lewe na łonie. Ręce są nieproporcjonalnie szczupłe do reszty ciała, a piersi małe. Na głowie nosiły coś w rodzaju czepka. Niestety naukowcy nie są pewni, czy kamienne baby były obiektami kultu, czy tylko elementem dekoracyjnym.

Słowiańskie demony

Demonizm to wiara w istnienie tajemniczych istot niematerialnych, żyjących w przyrodzie. W religijnej hierarchii stoją niżej niż bóstwa, ale zakres ich kompetencji też nie jest aż tak uniwersalny – zajmują się gównie określoną dziedziną życia lub częścią przyrody. Demonologia była szczególnie rozwinięta wśród Słowian, co wynikało z ich bujnej wyobraźni i warunków bytu. Przyroda przerażała Słowian, była dla nich zagadką. Nie chcąc być samotnym w nieodgadnionym świecie, wymyślili szereg demonów, które jednocześnie uosabiały wszelkie niebezpieczeństwa, na jakie narażony był człowiek ze strony natury. Demony były zarówno dobre, jak i złe, co uosabiało manichejską stronę natury, w której nieustannie toczy się walka między siłami Jasności i Ciemności. Słowianie każdy element swojego życia, wszelkie choroby, nieszczęścia, radości i sukcesy tłumaczyli ingerencją i siłą sprawczą demonów. Ich opiece powierzali pola, lasy, jeziora, inwentarz i całe rodziny. Z wiarą w istoty niematerialne nierozłącznie wiązały się obrzędy magiczne. Ich odprawianie miało na celu bądź to odpędzenie złego demona lub nasłanie go na wroga, bądź zaskarbienie sobie jego przychylności. Szczególny wpływ miało to na ludowe lecznictwo i czynności rolnicze. Do dziś dnia w wielu wsiach i społecznościach wiejskich przetrwały zabobony i zabiegi o czysto słowiańskim rodowodzie (np. wypędzanie demonów za pomocą wody świeconej, palenie świętych ziół itp.). Także w baśniach i literaturze (Mickiewicz, Syrokomla, Sapkowski) możemy odnaleźć silny wpływ demonologii słowiańskiej na twórczość autora. Liczba demonów występujących w mitologii słowiańskiej jest tak duża, że ich opisanie wykraczałoby mocno poza ramy tej pracy. Dlatego wybrałem tylko te najbardziej popularne, dla ułatwienia dzieląc je na cztery kategorie.
I. Demony przyrody
Jest to najliczniejsza grupa istot demonicznych, które według Słowian zaludniały pola, łąki, rzeki, jeziora, lasy. Część z nich posiadała dobre cechy i pomagała ludziom, natomiast reszta działała na ich niekorzyść. Na przykład Stukacz, Turosik czy Błędnica uwielbiały mylić tropy wędrowcom i topić ich w bagnach lub wyprowadzać w leśne gęstwiny i tam pozostawiać na pastwę dzikich zwierząt. W tym celu Stukacz zwabiał ludzi odgłosem stukotu, Turosik pokazywał się myśliwym pod postacią tura, za którym udawali się w pogoń, a Błędnica występowała jako młoda kobieta, kusząca wędrowców. Z kolei Drzewice (duchy opiekuńcze roślinności leśnej) czy Ludki były życzliwe człowiekowi, sprowadzając go na dobra drogą lub opiekując się nim podczas snu. To samo czynił Leszyj – dobrotliwy dziad leśny. Wszystkim leśnym demonom Słowianie składali żertwy (ofiary) z jedzenia i napojów oraz części upolowanej zwierzyny, by zapewnić sobie och przychylność. Z kolei jeziora, rzeki i zbiorniki wodne były siedliskami Wodnic, Nimf, Rusałek, Świtezianek, Goplan, Wił czy też Samodiw. Działały zawsze na niekorzyść człowieka, często doprowadzając do jego śmierci. Ukazywały się przy świetle księżyca w rozpuszczonych, długich włosach przyozdobionych wodnym kwieciem. Wabiły młodzieńców w odmęty jeziora, by potem ich topić. Plątały też sieci rybakom, przewracały łodzie i straszyły ryby.
II. Demony powietrza
Najbardziej znanymi istotami z tej grupy były Południce. Zamieszkiwały miedze między polami lub też łany dojrzewających zbóż. Dlatego uaktywniały się szczególnie podczas żniw, gdy ich siedziby były zagrożone. Sprowadzały na pracujących w polu ludzi udary słoneczne, dmuchały im w oczy kurzem i pyłem utrudniając pracę. Oprócz Południc występowały również demony burz, chmur czy deszczu, którym składano ofiary.
III. Demony domowe
Działały zazwyczaj na korzyść ludzi, strzegąc gospodarstwa i dobytku. Najczęściej zamieszkiwały razem z człowiekiem i brały czynny udział w jego życiu. Domowej i Hospodarek doglądały gospodarstwa podczas nieobecności gospodarza, Chochliki nadzorowały prace domowe, a Rod i Rodzanica opiekowały się określonym rodem. Pomagały też kobietom przy porodzie i doglądały noworodka. Słowianie nie zapominali o opiekuńczych istotach, szczególnie podczas posiłku. Stawiali dla nich w kącie izby (pokuciu) naczynia z jedzeniem. Stąd kąt izby nabrał a czasem ważnego znaczenia ( w czasach chrześcijańskich wieszano tam święte obrazy). Gdy rodzina zapominała o posiłku dla demonów, potrafiły się srogo zemścić – nocami mieszkańców nawiedzały Nocnice, Wieszczyce i Latawice, wywołując koszmary, szczególnie u dzieci.
IV. Demony cierpienia, śmierci i chorób
Grupa ta skupia najbardziej przerażające i groźne dla człowieka demony. Przypisywano im pomór bydła, choroby i śmierć ludzi, senne koszmary. Jędze, Mary, Kikimoły, Strzygi czy Mamuny uosabiały nocne zmory, znieczulicę na krzywdę innych, zejście na złą drogę. Niektóre z nich wchodziły do izby otoczone lodowatym powietrzem, przynosząc ze sobą śmierć. Strasznie dodatkowo uprzykrzały konanie, gdyż ukazywały umierającemu wszystkie złe rzeczy, jakich w życiu dokonał. By ochronić się przed działaniem demonów śmierci, Słowianie nosili przy sobie amulety oraz składali specjalne ofiary przebłagalne, zwane obiatami. Jako zabieg profilaktyczny stosowano oczyszczanie ogniem i dymem z ogniska.

Obyczaje i obrzędy
Życie osobiste każdego Słowianina wtłoczone było w wąskie ramy podziału społecznego. Podstawową komórką wspólnoty była patriarchalna rodzina, w której o wszystkim decydował ojciec. Kilka rodzin tworzyło połączony więzami krwi ród. U Słowian południowych wynikał z tego obyczaj zadrugi rodowej. Charakteryzowało się to kolektywnym życiem całego rodu i wspólnotą dóbr. Natomiast u wszystkich plemion występował element zemsty rodowej. Jeśli członek danego rodu został w jakikolwiek sposób pokrzywdzony przez członka innego rodu, to pomiędzy obiema wspólnotami nastawał okres wróżdy, czyli stanu wojny. Jednak, gdy winowajca wykupił swoje przewinienia rody
przebaczały sobie i zapominały o nieporozumieniach. Władza nad wspólnotą spoczywała w rękach starosty. Wybierano go spośród najbardziej doświadczonych i najstarszych ojców rodzin. Jednak nie posiadał władzy absolutnej – o ważnych sprawach decydował zwoływany wiec. Jego najważniejszą funkcją było sprawowanie posługi religijnej oraz sądowniczej. Każdy element życia rodzinnego podporządkowany był religii. Małżeństwo, narodziny dziecka, śmierć – ze wszystkimi tymi sytuacjami związane były konkretne obrzędy o charakterze sakralnym. Słowiańskie małżeństwo miało dość specyficzny charakter. W zasadzie stanowiło ekonomiczna umowę miedzy dwoma rodzinami. „Żeni się tylko mężczyzna, on dobiera sobie towarzyszkę życia, tzw. żeninę, nie zawsze patrząc na jej zgodę. Kobieta musiała zgodzić się na tego, którego wskazali jej rodzice albo tego, który ją sobie upodobał.” Los takiej kobiety nie był łatwy, a mógł się skończyć dla niej tragicznie: wśród plemion słowiańskich istniał zwyczaj, iż po śmierci męża żona musiała również umrzeć, aby usługiwać mu w zaświatach: „Po pogrzebie każdego męża, którego palono na stosie, obcinano głowę jego żonie i w ten sposób dzieliła ona jego los po śmierci.” Jednak dotyczyło głównie małżeństw poligamicznych, na które mogli pozwolić sobie tylko bogacze i książęta. Żona mogła też zostać przez męża oddalona z byle, jakiego powodu. Wtedy nazywano ją poćpiegą. Jednak ta osobliwa forma rozwodów znikła wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa. Małżeństwo zawierano przez symboliczny akt kupna, czyli wiano. Mężczyzna płacił rodzicom dziewczyny określoną cenę za nią samą. Ceremonia zawarcia związku małżeńskiego odbywała się w obecności swatów. Po zmowinach, zwanych też zrękowinami, w domu panny młodej urządzano ucztę, na której głównym daniem był kołacz. Z jego wypiekiem związane były specjalne pieśni i obrzędy mające przynieść młodej parze szczęście. Uczta rozpoczynała się od posagu – młodych sadzano na wywróconej do góry włosem skórze wilka (symbol płodności), a rodzina oznajmiała pannie młodej, co dostała od nich na nowe gospodarstwo. Potem następował moment oczepin – młodej rozplatano warkocz i podcinano włosy, które wrzucano do ogniska jako ofiarę dla duchów, które do tej pory opiekowały się dziewczyną. Następnie wkładano na jej głowę czepek – symbol mężatek. Cała uroczystość przenosiła się w tym momencie do domu pana młodego. Podczas drogi panna młoda musiała mieć zasłoniętą twarz dla ochrony przez złymi demonami, a dodatkowo orszak weselny odganiał je głośnymi śpiewami. Po przybyciu przed dom młodego rozpoczynały się liczne obrzędy religijne. Moda parę obsypywano ziarnem, co miało użyczyć im żywotności i potomstwa. Po tym zabiegu zona musiała być wniesiona przez męża do izby, gdyż nie mogła sama przekroczyć progu. Zapobiegało to rozgniewaniu domowych duchów, którym młoda musiała najpierw złożyć ofiarę i uzyskać ich akceptację. Potem rozpoczynał się chyba najbardziej oczekiwany przez nowożeńców moment, czyli pokładziny i konsumpcja związku małżeńskiego. Wśród Słowian występował także sposób zawierania małżeństw poprzez porwania, szczególnie w noc Kupały, lecz był on rzadko praktykowany. Najczęściej kończyło się to na wojnie między rodami gdyż uprowadzona dziewczyna pozbawiana była w ten sposób czci. Szczególnie doniosłym momentem w życiu rodziny były narodziny dziecka. Wierzono, ze płodność kobiet zależy od opiekuńczych duchów domowych. Po szczęśliwym połogu matka składała Rodzie i Rodzanica obfitą ofiarę. Aby zabezpieczyć się przed działaniem złych demonów, pozorowano sprzedaż dziecka lub nazywano go fałszywym imieniem, oszukując w ten sposób nieprzychylne duchy. Szczególnie zwyczaj ten praktykowano przy narodzinach syna, gdy przed domem wznoszono okrzyk: „Całemu światu do wiadomości a dziecku na zdrowie! Wilczyca porodziła wilka!” Urodzenie syna podnosiło także rangę kobiety w rodzinie i społeczeństwie – od tej pory była pełnoprawną zoną, mogła zabierać głos w obecności gości itp. Każde dziecko musiało zostać uznane przez ojca poprzez podniesienie go na ręku i obrócenie w cztery strony świata. Dziecko pozostawało pod opieką matki do 7 roku życia (u Rusinów do 3), po czym przechodziło pod rządy ojca. Ten uroczysty moment zwano postrzyżynami lub mianowinami. Wydawano uroczystą ucztę, podczas której tradycyjnie składano ofiary bóstwom i domowym duchom opiekuńczym. Żertwa, czyli kapłan składający ofiarę, wygłaszał przemówienie, w którym nadawał chłopcu imię i publicznie je wymawiał. Od tego momentu cała władza nad synem przechodziła w gestie ojca. Dziewcząt ten zwyczaj nie dotyczył i dlatego podlegały opiece matki aż do zamążpójścia. Postrzyżyny praktykowano w Polsce jeszcze do XVIIIw. Najwięcej obrzędów o charakterze religijnym związanych było z kultem zmarłych i ceremonią pogrzebową. Słowianie wyznawali dualizm duszy i ciała – żyła po śmierci jako autonomiczny byt. Stad szeroko rozpowszechniony wśród wszystkich plemion kult przodków. Pierwotnie przodkowie występowali jako niewidzialne istoty duchowe zamieszkujące dom wraz z rodziną. Ingerowały w Zycie domowników, dlatego kojarzono ich z opiekuńczymi duszkami. Stad w każdej izbie, w centralnym miejscu, wyznaczano dla nich specjalne miejsce, gdzie składano im ofiary z jadła i napojów. Z czasem pogląd na temat duszy ewoluował do twierdzenia, ze po śmierci ciało przeobraża się w niematerialnego ducha i uchodzi w zaświaty. W tym drugim życiu potrzebowała tego samego, co każdy człowiek – pożywienia, broni, ubrania, narzędzi. Gdyby którejś z tych rzeczy zabrakło, dusza nie przyzwyczai się do nowej egzystencji i będzie stale wracać do świata żywych, niepokojąc ich. Zmarłych palono na stosie, by dym uniósł dusze w zaświaty. Moment ten poprzedzało wiele obrzędów. Noc przed kremacja nazywano „głuchą nocą” i spędzano ja czuwając przy zmarłym oraz tańcząc i śpiewając, by umilić mu ostatnie chwile wśród żywych. Następnego dnia w asyście płaczek zwłoki były przenoszone na stos. Spopielone szczątki wkładano bezpośrednio do jam grzebalnych lub specjalnych glinianych urn, zwanych popielnicami. Wraz z urna do jamy wkładano broń, ozdoby, jedzenie. Często w miejscu pochówku stawiano głazy lub sypano kurhany. Rzeczy należące do zmarłego były nagrodami w konkursach zwanych tryzmami, które rozgrywano podczas palenia zwłok. Jesienią i zimą szczególnie pamiętano o duszach zmarłych. Na grobach stawiano naczynia z kaszą i miodem, urządzano wspominki, a na rozstajach dróg palono ognie, aby zbłąkane dusze mogły się ogrzać. Jeszcze w XIXw. Praktykowano obrzędy „dziadów”, które miały pomóc zagubionym duszom w drodze w zaświaty.
Słowianie opracowali swój własny system obliczania czasu, oparty na cyklu zmian zachodzących w przyrodzie i fazach księżyca. Nazwy miesięcy miały scisły związek z pracami polowymi. Ważniejsze święta związane były z kultem słońca i przyrody, a później także ognia. Słowianie wierzyli w coroczną reinkarnacje słońca, która miała następować 21 grudnia, podczas zimowego przesilenia. Pod koniec grudnia obchodzono święto zwane „godowymi świętami”. Trwało kilkanaście dni, podczas których urządzano uczty z śpiewami i wróżono na temat życia osobistego, szczęścia i przeznaczenia. Do dziś zachował się przekaz o ciekawej wróżbie: domownicy ciskali o powałę potrawę z pszenicy, maku i miodu; i więcej ziarnem pozostało na powale, tym lepszy urodzaj czekał ich w roku następnym. Przy stole zostawiano zawsze wolne miejsce dla duszy przodka, który mógł odwiedzić domowników. Po świętach godowych następowały jare (wiosenne). Centralnym ich obchodem było topienie kukły symbolizującej zimę, czyli znany do dziś obrzęd topienia Marzanny. Ze świętem jarym związanych było wiele czynności mających zapewnić płodność ziemi. Jedna z nich było oblewanie się wodą, co zapobiegało suszy na polach. Podobne rytuały odprawiano, gdy susza jednak nadeszła – na pole wyprowadzano nagą dziewicę, która polewano wodą. Zwyczaj ten utrzymywał się jeszcze do XVw. Inną czynnością było obdarowywanie się barwionymi jajkami – symbolem odradzającego się życia i siły witalnej. Młodzież chodziła także po domach z zielonymi gałązkami, udekorowanymi świecidełkami i kolorowymi wstążkami. Na lato przypadało święto zwane Nocą Kupały (24 czerwca). W tym czasie czczono ogień – symbol miłości i życia rodzinnego. Podczas palenia rytualnych ognisk często dochodziło do łączenia się młodych w pary, a nawet małżeństwa. Ogień symbolizował także odradzającą się miłość, oczyszczenie i chronił od chorób. Jesień tradycyjnie stała pod znakiem bóstw związanych z rolnictwem i pracami polowymi. Obchodzono hucznie święto plonów, które dziś znamy jako dożynki. Z ostatnich zżętych kłosów splatano specjalne dożynkowe wieńce, zwane brodami lub kozami. Składano ofiary rolniczym bóstwom: Życieniowi, Sparyszowi, Bahaczowi. Tego ostatniego wyobrażano sobie jako starego, zgrzybiałego staruszka, który zachęcał żniwiarzy do pracy i zbiera zgubione kłosy. Jak wynika z powyższych opisów, bardzo wiele słowiańskich zostało zaabsorbowanych przez chrześcijaństwo i w praktycznie niezmienionej formie przetrwało do naszych czasów. Świadczy to o dużej atrakcyjności słowiańskich obrzędów. Niestety większość ludzi jest nieświadoma, jaki rodowód mają teraźniejsze zwyczaje. Religia i kultura Słowian nie wzbudzają zainteresowania w społeczeństwie. Także w szkołach zbyt mało czasu poświęca się na przybliżenie młodzieży życia naszych przodków. O wiele chętniej zajmujemy się dziejami Grecji, Rzymu czy Egiptu. Konsekwencja tego jest mała ilość publikacji na temat wierzeń, kultury i obyczajów Słowian. Większość z nich to prace XIXw. panslawistów lub chrześcijańskich misjonarzy, przez co nie są one zbyt obiektywne. A szkoda, bo dzieje naszych przodków to bardzo ciekawy i wdzięczny temat do badań, gdyż wiele zostało jeszcze do odkrycia i opisania. Miejmy nadzieję, że z czasem zapanuje u nas moda na poszukiwanie najdawniejszych korzeni. Zrozumienie życia i obyczajów Słowian, naszych protoplastów, może pomóc w lepszym zrozumieniu nas samych.

Piotr Lipski


Bibliografia:

1. Bruckner A., Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1985.
2. Labuda G., Słowiańszczyzna pierwotna, Warszawa 1954.
3. Łowmiański H., Początki Polski, Warszawa 1963.
4. Łowmiański H., Studia nad dziejami Słowiańszczyzny, Polski i Rusi w wiekach średnich, Poznań 1986.
5. Pełka L., U stóp słowiańskiego Parnasu, Warszawa 1960.
6. Thietmar, Kronika, przekł. M. Z. Jedlicki, Poznań 1953.
7. Vana Z., Świat dawnych Słowian, Warszawa 1985.
8. Internet: http://slowianie.republika.pl/glowna.htm


Chcesz podyskutować ?
Wyrazić opinię na temat tego artylułu ?
Zapraszamy na forum
www.thesaurus.com.pl/forum/index.php?c=25



Powrót do spisu treści.




Copyright © by Thesaurus News 2007.
All Rights reserved ®