|
"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Marcowa niedziela nie zapowiadała się ciekawie,
mglisto-dżdżysty poranek zniechęcał do wszystkiego.
W trakcie śniadania zadzwonił telefon. Dzwonił
znajomy z Fort William, pochwalić się nowym lokum.
Od słowa do słowa, nie namyślając się długo, po
skończonym śniadaniu wsiedliśmy do samochodu
przekonać się na własne oczy jak ten nowy apartament
wygląda. Zapakowaliśmy się w samochod i w ciągu
półtorej godziny, byliśmy u Tomka, naszego
znajomego z Fortu. Mieszkanko faktycznie nie
kiepskie, widok z okna prosto na zatokę i góry a przed
nosem widok znajomy, jakby wyjęty z peerelowskiego
filmu. Stara, zapomniana przez partię i Boga stacja
benzynowa, oczywiście nieczynna. Trochę się
pośmialiśmy, ale przeciez nie będziemy cały czas
siedzieć w czterech ścianach.
Po kawce i ciastkach ruszamy na spacer, pogoda
trochę zniechęca, ale z cukru nie jesteśmy, więc
wychodzimy. Gdzie tu iść? Szaro i ponuro, z nieba coś
zaczyna kropić, ale twardo zwiedzamy najbliższą
okolicę domu. W pewnym momencie kątem oka
dostrzegłem napis jakoś dziwnie znajomo brzmiący:
TREASURE. Nie, to niemożliwe, tu w Fort William,
skarby? Coś mi się chyba przywidziało. Podchodzę
bliżej, na pomalowanym żółto, niepozornym budynku
wisi tablica TREASURES OF THE EARTH -
MUSEUM. Nie, to chyba jakaś fata morgana myślę,
pytam się Tomka czy już tam był. Okazuje się, że nie,
nawał pracy i obowiazków nie pozwolił mu na takie
fanaberie. Idziemy zwiedzać, lepszej opcji chyba nie
ma. Nasze dzieciaki podniosły protest, bo w oddali
dostrzegły plac zabaw a kobiety pierwsze kroki
skierowały do sklepu pamiątkowego przy wyjściu z
muzeum. Normalka, będzie czas na sklepik, bedzie i
na plac zabaw, ale najpierw zwiedzimy lokalną
wystawę "ziemskich niesamowitości".
Przy głównym wejściu, wzdłuż chodnika na małym
podwyższeniu, stoi parę wagoników z kopalni,
ustawione na szynach, tak jakby przed chwilą
wyjechały z urobkiem. Zaraz za drzwiami
wejściowymi ogarnia nas mrok, wrażenie jak byśmy
znaleźli się pod ziemią. Czarne ściany, czarny sufit,
wchodzimy jakby w tunel, od którego rozchodzą się
boczne, mniejsze chodniki. Brak światła powoduje
pewną dezorientację, ale jest to zamierzony efekt,
ponieważ uwagę przyciągają gablotki rozmieszczone
na ścianach, w których umieszczone są eksponaty.
Właściwie od tego momentu zostajemy bardzo mile
zaskoczeni, bo naprawdę mało, kto może się
spodziewać w sumie całkiem ciekawej kolekcji,
minerałów, skamielin, meteorytów, samorodków złota
i srebra w miasteczku prawie na końcu Europy.
Zaraz obok tej zainscenizowanej niby kopalni, jest
umieszczona, bliższa naszym zainteresowaniom,
ekspozycja poświęcona prawdziwym skarbom i
poszukiwaczom. Przez chwilę można się poczuć jak
prawdziwy Indiana Jones, gdzieś w jakichś
katakumbach w sercu amazońskiej dżungli.
Wychodząc z tuneli, zaczyna robić się jaśniej i
kolorowo, przestajemy się już czuć jak bohaterzy
filmowi a naszym oczom ukazuje się wielka
skamieniała czaszka T-REXa i przelatujący
pterodaktyl, oczywiście rekonstrukcja, ale i tak
rozmiar robi wrażenie. Obok czaszki stoi szkielet
jakiegoś pomniejszego dinozaura, stojącego nad
pewnie swoimi skamienialymi jajkami
Za tą przeuroczą inscenizacją, rodem z "Parku
Jurajskiego", znajdują się schody prowadzące na
piętro gdzie można podziwiać resztę kolekcji, m.in
skamieniałe ryby, muszle, głowę krokodyla i czaszkę
tygrysa szablozębnego - niezłe miał te "szabliska".
Mogłoby się wydawać, że niby w tak małym budynku,
te "parę" eksponatów obejrzy się w kwadrans a nim
się obejrzeliśmy minęło półtorej godziny, aż naprawdę
szkoda było wychodzić.
Wyjście prowadziło prosto do sklepiku, gdzie
można było kupić wszelkiego rodzaju wyroby z
kamieni i minerałów a także lokalne pamiątki. Moją
szczególną uwagą przyciągnął jedyny wyrób do
sprzedania - meteoryt. Według opisu znaleziony w
Chinach, chondryt dość pokaźnych rozmiarów, bo
ważący ponad 150g, długo się zastanawiałem, ale cena
byla powalająca, około 400 funtów.
Kiedyś znajdę
sobie taki sam, pomyślałem.
Nasze panie oczywiście jakieś pieniądze w sklepie
musiały zostawic, no jakżeby inaczej, ale muszę
przyznać, że warto bylo zwiedzić muzeum. Nawet
nasze pociechy zainteresowały się tą ekspozycją a
szczególnie skamielinami, długo jeszcze po wyjściu
musieliśmy tłumaczyć skąd i jak się wzięły dinozaury
na świecie. Nic tak nie cieszy jak radość i
zainteresowanie dzieci, choć my też byliśmy bardzo
pozytywnie zaskoczeni.
Mikołaj Włodkowski