|
"...Jeśli sądzisz, że chciałbyś być poszukiwaczem, ale nie jesteś pewien czy żona będzie z tego zadowolona, albo wątpisz czy mógłbyś spędzać tyle czasu poza swoją regularną pracą lub obawiasz się, że jako kobieta stracisz część swojej kobiecości, to w rzeczywistości wybór już został dokonany. Poszukiwanie skarbów jest bowiem nie tyle zawodem, co stylem życia..."
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W handlu podstawową
jednostką złota jest uncja
trojańska (jubilerska),
czyli 31,1035 grama.
Nazwa trojańska nie
pochodzi od Troi, ale od
miasta Troyes w
północnowschodniej
Francji, w średniowieczu
ważnego ośrodka
handlowego. Naukowcy
oszacowali, że dotychczas
wydobyto lub wymyto
150 tysięcy ton złota.
Część I
Klamka zapadła. Starannie zapakowane, gromadzone
miesiącami sprzęty po brzegi wypełniały samochód.
Obejrzany kilka dni wcześniej film dotyczący
płukania złota pozostawił w głowach lekką
niepewność. Czy aby napewno wiemy, na co się
porywamy? Zimne wody szkockich potoków i
deszczowy klimat nie zachęcały do poszukiwań.
Skoro jednak 100 lat wcześniej ludzie wytrzymywali
te trudy to, czemu my - poszukiwacze z krwi i kości
mielibyśmy nie dać rady? W ostateczności Szkocja od
dawna była wakacyjnym marzeniem Młodego, była
więc okazja, by to marzenie choć trochę spełnić.
Wczesnym sierpniowym rankiem, całą trójką
wyruszyliśmy w długą drogę. Płacząca
kapuśniaczkiem z nieba Anglia żegnała, deszczowa
Szkocja witała. Soczysta zieleń trawy, przepleciona
licznym krzakami wrzosów, mimo siąpiącego
nieustannie deszczu napawała radością. Kamienne
murki przecinające mijane wzgórza poziomo i
pionowo, zaskakiwały skrupulatnością i cierpliwością
wykonania.
Jak przystało na typowych mieszczuchów zachwycaliśmy się mijanymi
domkami, stadkami owiec i kóz. Kiedy późnym popołudniem dojechaliśmy do
pierwszej stacji podróży – Leadhills - deszcz, jakby na nasze powitanie przestał
wreszcie padać. Zmęczeni, ale szczęśliwi, zabraliśmy się za rozbijanie namiotu.
Pogodny ranek nie zapowiadał obfitych opadów, jakie miały wkrótce nadejść.
Podekscytowani otaczającą nas naturą, postanowiliśmy zacząć działać. Pierwsze
kroki skierowaliśmy do zarządcy majątku, który jako jedyny mógł wydać
pozwolenie na płukanie złota na podległym mu terenie. Wioski, tak odmienne od
znanych nam rodzimych, są dobrze oznakowane, więc odnalezienie budynku nie
sprawiło żadnego problemu. Starszy, elegancki pan zaprosił nas do domu, gdzie
w stylowo urządzonym wnętrzu szybko wypisał potrzebny nam dokument. Wraz
ze szczegółową mapką otrzymaliśmy ustną instrukcję, co do naszych uprawnień.
Jako, że dzień dopiero sie zaczął postanowiliśmy
wypróbować nasze miski. Niestety, ten pierwszy dzień
zakończył się wraz ze skrzyżowaniem dróg. Nagle z
nieba lunął nieprawdopodobny nawet dla nas,
żyjących przecież w Krainie Deszczowców, ulewny
deszcz, który obrócił w niwecz tak misternie przez nas
zaplanowany pobyt. Sytuacja zmusiła nas, by mimo
lata zakupić w pobliskim miasteczku sprzęt, potocznie
zwany farelką, który
pierwotnie miał służyć jako
suszarka i ocieplacz,
jednak wkrótce zmienił się
w podstępną maszynkę
wyziębiającą ciało i umysł.
Jedynym lekarstwem
okazała się stara, poczciwa
szkocka whisky, która,
przynajmniej dla naszej
starszej dwójki, była
balsamem dobrym tak dla
ciała jak i dla ducha.
Młodemu w zupełności
tego dnia wystarczył prąd i
...dostęp do komputera.
Sztabka złota –
regularna bryła czystego
(99,99%) złota kształtu
zbliżonego do
prostopadłościanu,
najczęściej o wadze 1
uncji jubilerskiej
trojańskiej (31,1
gramów). Podstawowa
jednostka rozliczeniowa
w międzybankowym (i
międzynarodowym)
obrocie złotem. Tę samą
jednostkę stosuje się
również na giełdach.
Spotykane są także
sztabki o innej masie, np.
1 kg, a nawet więcej.
Największa sztaba
złota na świecie ma masę
200 kg. Została
wytopiona 15 grudnia
1999 roku w Japonii
przez Korporację
Mitsubishi Materials.
Czystość złota bryły jest
rzędu 99,99 %. Sztaba ma
19,5 cm szerokości, 40,5
cm długości i 16 cm
wysokości. 20 grudnia
1999 roku została
zakupiona przez inną
japońską korporację - Toi
Marine Kanko i
wystawiona na widok
publiczny.
Udało się! Deszcz, mimo, iż padał całą noc rano ustał. Szybko zapakowaliśmy
sprzęt do samochodu. Kierując się otrzymaną dzień wcześniej mapką z
zaciekawieniem spoglądaliśmy z okien naszej terenówki na wrzosowe wzgórza.
Wąskie, pozbawione poboczy drogi mogłyby zawstydzić naszych krajowych
drogowców. Świetnie utrzymane, bezpiecznie łączyły malutkie osady na tym
zdawałoby się końcu świata. Na pierwszy przystanek wybraliśmy miejsce, które
z jednej strony drogi było wzgórzem, z drugiej zaś doliną. Z wyczytanych
wcześniej informacji wiedzieliśmy, że już w XVI wieku znajdowano w tym
miejscu znaczne ilości złota. O znajdowanych tu samorodkach i wypłukanych
ilościach złota krążyły legendy. Sprawdzane tygodniami w książkach i
internecie wiadomości pozwalały przypuszczać, iż jesteśmy dokładnie w
namierzonym punkcie. Ba, dysponowaliśmy nawet starą mapą z niemal
zaznaczonym punktem „X”.
Takiego miejsca nie można było pominąć! Mimo, iż świeciło słońce, na zewnątrz samochodu panował chłód
powodowany silnym wiatrem. Patrząc z dołu na wysuszone koryta rzek postanowiliśmy uruchomić wykrywacze
metalu i poszukać samorodków, które wraz z deszczowym potokiem mogły spłynąć z gór. W ogólnym podnieceniu
nie zauważyliśmy czychającego w tej kolorowej scenerii niebezpieczeństwa. Kiedy pojawił się pierwszy żółto -
czarny zwiadowca, na honorową ucieczkę było już za późno. Z zaskoczenia zaatakował Młodego, żądląc go w
powiekę. Dopiero wtedy wsłuchaliśmy się lepiej w szum, panujący wokół nas. Ciche bzyczenie skierowało naszą
uwagę w stronę krzaków rosnących nieopodal. Kilkanaście uli schowanych między pagórkami wprawiło nas w
osłupienie. Czyżby powtarzana w starożytności opinia, iż pszczoły są najlepszymi strażniczkami skarbów miała
okazać się prawdą? Nie zastanawiając się, w mgnieniu oka pakowaliśmy sprzęt do samochodu. Wjazd na
wzniesienie zajął nam kilka minut. Użądlona, zaczerwieniona powieka szybko puchła. Okłady z zimnych
kompresów po pewnym czasie zdawały się pomagać, jednak obrażony na cały świat Młody kategorycznie odmówił
wyjścia z samochodu. Zmuszeni do szukania jedynie we dwójkę przeczesywaliśmy teren, starając się już nie
naruszać nieprzyjaznego terytorium
pszczół. Cisza panująca w
słuchawkach była zaskakująca. Nie
takiego rezultatu oczekiwaliśmy, ale z
drugiej strony to właśnie na
zaznaczonym miejscu stały groźne ule.
Po pewnym czasie na zboczu
wzniesienia pojawił się pojazd
podobny do quada z przyczepką.
Mężczyzna zwinnie lawirował między
gęstą roślinnością. Szybko wjechał na
drogę prowadzącą do naszego
samochodu by z uśmiechem na ustach
zatrzymać się koło Igora. Siedzące w
przyczepce dwa psy pasterskie
przyglądały nam się z
zainteresowaniem.
Po sprawdzeniu czy posiadamy zezwolenie, pan grzecznie, acz zdecydowanie
poprosił nas, byśmy jednak dla własnego bezpieczeństwa szukali złota na
niższym poziomie. Nie trzeba było powtarzac dwa razy. Nadszedł moment
zmierzenia się z rzeką. Lodowata woda mimo ciepłego ubioru szybko
wychładzała ciało.
Razem z Młodym staraliśmy się wykorzystać wiedzę
wyniesioną z naszych teoretycznych przygotowań i z wielkim
zapałem wciskaliśmy pompę pod największe kamienie. Nieco
nieporadnie wlewaliśmy później jej zawartość do misek, by
później równie nieporadnie starać się coś z tego wypłukać. Po
kilku próbach wsadzonej w muliste dno pompy nie dało się
wyciągnąć. Szarpnięta wyskoczyła z wody jak z procy, niestety
bez końcówki. Chodzący z wykrywaczem kilkadziesiat metrów
dalej Igor nie słyszał nawoływań.
Nie zastanawiając się długo wskoczyłam do wody,
by wyciągnąć pozostawiony kawałek sprzętu. Po
chwili udało się znaleźć ułamany fragment. Okazało
się, że pompa nawet bez końcówki nadal pozostawała
sprzętem sprawnym, jednak przemoczona od stóp po
szyję straciłam zapał do dalszych poszukiwań. Tego
wieczora wróciliśmy do obozu zmęczeni,
przemoczeni, bez złota, ale na szczęście nie
zrezygnowani.
Przyzwyczajeni już do zmiennej pogody, od wczesnego ranka szukaliśmy
odpowiednich miejsc dla naszych poszukiwań. Jadąc samochodem między
górami minęliśmy zaparkowanego wśród stada owiec białego vana. Jako, iż
miejsce było odludne, postanowiliśmy zaparkować kilkadziesiąt metrów dalej.
Przypomniałam sobie rady wyniesione z filmu instruktażowego, by płukać mech
przyrośnięty do rzecznych kamieni.Ku naszemu zdumieniu po niedługim czasie
udało się dostrzec pierwszy kawałek złota!! Z radością wpuściliśmy maleńki
fragmencik do fiolki z wodą.
Jedną uncję (ok. 30 g)
czystego złota można
rozklepać na blaszkę o
powierzchni ok. 30 m2.
Złoto wydobyte w
historii ludzkości
zgromadzone w jednym
miejscu utworzyłoby
sześcian o boku 18,5
Za najstarsze złoto
świata uważa się odkryte
na cmentarzysku pod
Warną , złote przedmioty
o masie 6 kg z epoki
neolitu. Okresu
przejściowego między
epokami kamienia i brązu.
Przedmioty te znajdują się
w muzeum bułgarskiego
klasztoru Aładża
Ze złota można
utworzyć drucik tak
cienki, że 146 m takiego
drucika będzie ważyć
zaledwie 0,06 g. Ze złota
można formować listki
tak cienkie, że dopiero 10
000 nałożonych na siebie
utworzy warstewkę
grubości 1 mm
Chiński misternie
ornamentowany dzban,
wykonany z
wyklepywanej złotej
blachy, jest wielkości
kobiety. Wykonanie scen
przedstawionych na jego
powierzchni zajęło grupie
złotników cały rok.
Ta mała odrobina była największą radością, jaką może odczuwać tylko
poszukiwacz. Uradowani patrzyliśmy na nasze pierwsze znalezisko, jakby było
bezcenne. W tej euforii nie zauważyliśmy podchodzącego do nas mężczyzny.
Uśmiechnięty patrzył na nasz skarb. Stara, pomarszczona twarz odzwierciedlała
jakąś swoistą mądrość. Patrzył na nas i nasz sprzęt, po czym z kieszeni brudnej
kurtki wyciągnął swoją fiolkę. Zapełniona niemal po brzegi złotem przyciągała
promienie słońca jakby była jego częścią. Nabraliśmy wiatru w skrzydła. Skoro
on znalazł tyle złota, nam też się uda! Patrzyliśmy jeszcze jak odchodził,
spoglądając, co jakiś czas w nurt rzeki. Siedzieliśmy tam niemal do wieczora.
Mimo, iż wielkiego skarbu nie udało nam się znaleźć, odczuwaliśmy radość. W
końcu nie codzień znajduje się prawdziwe złoto. Nieco problematyczny okazał
się wyjazd znad rzeki. Krowy wraz z młodym byczkami, przechodziły przez
drogę w sobie tylko wiadomym kierunku. Wielkie nawołujace się głośno stado,
kroczyło przez ten olbrzymi teren, jakby było naprowadzane pilotem. Młody
przypomniał mi opowiedzianą kilka dni wcześniej przez Mikołajamicka historię
stratowania małej dziewczynki przez krowią matkę. Wyobraźnia zaczęła działać.
Krowy mocno zainteresowane hałasem dochodzącym z auta agresywnie
spoglądały w naszym kierunku. Małe, różowe byczki przypominającej bardziej
świnie na długich nogach też chciały sprawdzić, co się dzieje w środku.
Do nietypowego i
cieszącego się
niesamowitą sławą należy
samorodek znaleziony w
białym piekle, regionie
nad Morzem
Wschodniosyberyjskim –
na Kołymie. Choć rejon
ten cieszy się złą sławą,
którą został okryty w
czasach
komunistycznych, nie
zmienia to faktu, iż
ziemie kołymskie kryją
pod wieczną zmarzliną
niewyobrażalne bogactwo
najszlachetniejszych
kruszców i skarbów
Ziemi. Również
współcześni podróżnicy
odwiedzający Obwód
Magadański bez trudu
odnajdują choćby
samorodki. I właśnie z
tych ziem został
wydobyty słynny
samorodek o masie
niewiele przekraczającej
20 g, kształtem
niesamowicie
przypominający głowę
Mefistofelesa – jednego z
siedmiu wielkich książąt
piekła, często
nazywanego samym
Szatanem. W związku z
ogromnym
podobieństwem i
niedowierzaniem
ludzkości w naturalne
przybranie takiego
kształtu, przeprowadzono
ekspertyzę, która miała
wyjaśnić czy nie jest on
tworem ludzkich rąk.
Wynik potwierdził jego
prawdziwość. Obecnie
wyjątkowy samorodek
znajduje się w
moskiewskim
diamentowym skarbcu,
wciąż okryty wielką tajemnicą...
Niefortunnie włączony błysk flesza nie okazał się
pomocny. W ciągu kilku minut żująco-śliniące
potwory otoczyły nasz samochód. Mając w głowie
kolejny odcinek
Jurassic Park z
naszym udziałem
staraliśmy się już nie
ruszać, nie mrugać,
nie oddychać. Widać
było jedynie dwie
pary wytrzeszczonych
oczu. Nieoczekiwanie
z odsieczą przyszedł
nam trąbiący z daleka
samochód, który
rozgonił towarzystwo.
Postanowiliśmy
wrócić tu następnego
dnia...
Od wczesnego ranka, mimo siąpiącego deszczu
płukaliśmy zawartość rzeki. Mając ciągle na uwadze
porady zaczerpnięte z filmu o płukaniu, wykopaliśmy
wielki dół pod największym z kamieni w rzece.
Zawzięcie płukaliśmy przez kilka godzin. Nagle obok
naszego samochodu zaparkował znany nam już biały
van.
Kierowca pomachał nam z daleka na
powitanie.Podszed do nas i z zaciekawieniem
przyglądał się naszym poczynaniom. Po chwili z całą
powagą powiedział :
- Wiesz, kiedy was wczoraj zobaczyłem z tym całym
sprzętem to pomyślałem, że sobie żartujecie ze mnie.
Byłem pewny, że płuczecie złoto od dawna. Teraz
widzę, że nie będziecie stanowić poważnej
konkurencji ...- zaśmiał się
- Mam na imię Nelson. Nie mam zgody na płukanie
złota w tym rejonie. Ale czasami ludzie mówią, że
widzą tu jakiegoś Nelsona, który jeździ białym vanem
i płucze, ale to nie ja – śmieje się - To jakiś inny
Nelson.
- To może pokaż nam jak powinniśmy to robic?-
spytaliśmy.
Widząc naszą szczerą chęć nauki, zgodził się udzielić
nam lekcji.
- Nie wiem, czy powinienem – zamyślił się - To
wciąga – łobuzersko mrugnął okiem - Nigdy nie
myślałem, żeby szukać złota....dopiero kiedy się
zaręczyłem. Moja żona jest Szkotką, a każdy
szanujący się Szkot musi sam wypłukać złoto na
swoje obrączki, więc zacząłem płukac...Robię to do
dziś, choć już dawno się ożeniłem,...- Z samochodu,
który służył mu najwyraźniej w tym miejscu za dom
na kółkach, wyciągnął swoją pompę I miskę.- Żeby
złoto spadało na dno miska nie może mieć
zaokrąglonych schodków, wybierz taką, która ma je
ostro zakończone. - Zszedł do strumienia.
Rozejrzał się chwilę po czym zdecydowanie wbił
pompę między kamienie. Przelał zmulona wodę do
miski, wyrzucił z sitka największe kamienie i
energicznie zaczął nią kręcić. - Popatrz, potraktuj tę
miskę jak zupę...musisz ją mieszać...najpierw
wypłukujesz te większe kamienie, aż dochodzisz do
czarnego piasku..zapamiętaj, jeśli jest czarny piasek,
będzie też złoto. Nie możesz się bać, że je stracisz z
miski. Złoto jest kilka razy cięższe od ołowiu, zawsze
szybciej pójdzie na dno i tam zostanie. - Szybko
wyrzucał palcami kamienie, zamaczał miskę w
strumieniu, po czym znów mieszał. Powtarzał te
czynności wiele razy, aż na dnie miski pozostał już
tylko czarny, gruby piasek. Założył okulary, okazało
się, że jednak złota nie znalazł.- Czasami tak jest, że
nie znajdziesz złota,
ale trzeba próbowac dalej...
Deszcz kapał coraz mocniej. Podeszłam do miski
zostawionej kilka minut wcześniej .Nagle dostrzegłam
wśród czarnej ziemi błysk. Żółty kawałek pod
naporem paznokcia nie pęka. Podbiegłam do Nelsona
z miską.
- Masz złoto- zaśmiał się . Zabiera naszą fiolkę ze
złotkami - Nie bój się- patrzy na mnie – nie zgubię.
Doleję tylko do fiolki trochę wody - Wraca po chwili .
Brudnym, suchym palcem przekłada maleńki kawałek
złota do buteleczki.
- Spójrz, złoto spływa natychmiast....- faktycznie,
znalezione złoto błyskawicznie ląduje na dnie fiolki.
Uradowani rozmawiamy jeszcze chwilę z Nelsonem o
naszych dalszych planach. Pytamy czy był w
Kildonan. Śmieje się.
- Każdy poszukiwacz złota musiał być. Tam
znajdziecie dużo złota. Pamiętajcie tylko o jednym.
Nie wyrzucajcie czarnego piasku, zabierzcie go do
domu. W zimowe wieczory płuczcie, a sami
zobaczycie czy było warto.- Nelson żegna się z nami.
Mimo wczesnej jeszcze pory chce pójść spać. My
zostajemy. Staramy się dalej płukac, ale zgrabiałe od
zimna dłonie zaczynają boleć. Wracamy do obozu.
Sklepikarz z miasteczka chętnie rozmawia z
turystami. Albo tak dobry z niego aktor, albo
rzeczywiście od lat nie było tu takich opadów. Żali się
na złą aurę, która wypędza turystów. My tez
postanowilismy skrócić pobyt. Świętując urodziny
Młodego planujemy wyjazd do Kildonan. Po drodze
chcemy jeszcze zobaczyc katedrę Świętego Graala w
Rosslyn i choć przejazdem fragment Edynburga. Na
dłuższą chwilę zatrzymamy się w Inverness gdzie
mieszkają nasi forumowi znajomi – Mikołaj i Ania.
Czeka też tam na nas fabryka wykrywaczy Whites
Electronics.....
Spectra
Chcesz wiedzieć więcej ?
www.thesaurus.com.pl/forum/index.php?c=28

Zobacz film
www.youtube.com/watch?v=7mZBsq-yQ7w
Specjalizująca się w
badaniach rynku
(szczególnie sektora
metali szlachetnych)
firma GFMS
opublikowała prognozy
dot. cen złota.
Zdaniem GFMS nie
można wykluczyć, że
jeszcze w 2009 roku
wartość uncji złota
osiągnie 1.100 USD.
Jednocześnie przełamanie
bariery 1.000 USD jest
"łatwe do osiągnięcia",
"wielce prawdopodobne".
Przemawia za tym
przede wszystkim
aktualna sytuacja
gospodarcza oraz
utrzymujący się na
wysokim poziomie popyt
(spowodowany m.in.
chęcią ochrony kapitału
przed inflacją).
Powrót do spisu treści.